Blog > Komentarze do wpisu
Przyjaciół za wszelką cenę!

Dla stałych czytelników bloga nie jest tajemnicą, że wildfemale interesuje się cyberpsychologią. Nawet jeśli termin ten niezbyt często pada per se na łamach bloga.

Fascynują mnie realia internetowej komunikacji i wszelkie zjawiska związane z obecnością internetowej sieci w naszym życiu. Ponad dwa lata temu, powodowana taką właśnie fascynacją, założyłam sobie konto na pewnym ogólnopolskim forum internetowym. Mnogość poruszanych tematów i różnorodność użytkowników sprawia, że każdy znajdzie coś dla siebie, więc i ja znalazłam sobie miejsce, a nawet grono "zaprzyjaźnionych" userów. Z czasem odważyłam się na tyle, że w swoim profilu zamieściłam adres mailowy -na wypadek gdyby ktoś odczuwał kompulsywną potrzebę skontaktowania się ze mną.

Mimo zamieszczania wielu kontrowersyjnych wypowiedzi, nie zdarzyło mi się nigdy, by ktokolwiek wykorzystał ten adres do zbluzgania mnie czy też niecnej próby przesłania mi wirusa. Bardzo to sobie cenię. Sporadycznie sprawdzam tą skrzynkę, głównie w celu wymiecenia spamu. Wyobraźcie sobie jakie było moje zdziwienie, kiedy wczoraj znalazłam dwa maile od nieznanych mi osób. Zaskoczenie było tym większe, że maile zawierały zdjęcia!

Otóż okazało się, że jednego dnia pewien chłopiec i pewna dziewczyna niezależnie (?) od siebie wpadli na pomysł jak zwiększyć sobie ilość znajomych na Facebooku. Znaleźli mój adres na forum i pośpieszyli z wysyłaniem mi zaproszenia, nie bacząc na to, że ja Facebooka nie używam i nie zamierzam (co i Wam radzę). Oboje mieli nieco powyżej setki znajomych, ale najwyraźniej było to za mało. Pewnie koledzy z klasy mają więcej i stąd młodzież popadła w poczucie niższości. Co z tego, że nieuzasadnione?

Ciekawa jestem, ilu z tych "znajomych" znają osobiście, ilu z nich spotkali, a z iloma utrzymują regularny kontakt? Internet może zbliżać i może stanowić dobre źródło komunikacji i podtrzymywania kontaktów. W Polsce jakoś nie ma takiej tradycji, ale na świecie masę rzeczy można załatwić mailowo. Nie mam zatem nic przeciwko kontaktowaniu się w sieci. Ale do diaska, nie przesyłajcie mi zaproszeń jeśli mnie nawet nie znacie! Pedofilowi też byście przesłali?

sobota, 23 października 2010, wildfemale

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/10/23 20:56:49
Faktycznie zaskakujące. No chyba, że Cię czytają :)
-
2010/10/23 21:10:45
Czytanie mnie nie jest zabronione, a nawet wskazane. Jednak w tych listach nie powołali się na moje wypowiedzi, nie kojarzę ich także z dyskusji na forum.
-
2011/04/29 13:24:20
Ja w kwestii "odważyłam się na tyle, że w swoim profilu zamieściłam adres mailowy". Zupełnie nie rozumiem tego nowomodnego zwyczaju polegającego na pieczołowitym chronieniu swojego adresu mailowego, jakby ujawnienie go stanowiło nie wiadomo jakie zagrożenie, przy równoczesnym udzielaniu się na forach, portalach społecznościowych czy też posiadaniu swojej strony internetowej bądź bloga. Dla mnie to jest jakies rozdwojenie jaźni, może dlatego że jestem z tych czasów Internetu, kiedy jedynym sposobem dyskutowania w sieci były grupy dyskusyjne, gdzie każdy prezentował się swoim adresem mailowym i była to podstawowa dana identyfikująca człowieka w sieci, a nie jakieś tam nicki z jakichś forów, o których jeszcze nikomu się nie śniło... Jeżeli ktos miał swoją stronę, to podanie na niej adresu e-mailowego było oczywiste, ba, było wręcz jednym z podstawowych elementów zawartości strony! Strona WWW bez możliwości kontaktu (w postaci adresu e-mailowego właśnie) była (i jest dla mnie do dzisiaj) czyms nienormalnym.
Wiec naprawde nie rozumiem, po co ukrywać swój adres e-mailowy. Dla ochrony przed spamem? Do tego służą odpowiednie rozwiązania techniczne, filtrowanie spamu jest obecnie naprawdę już bardzo skuteczne. Będąc od kilkunastu lat w sieci wszędzie podaję swój adres e-mailowy i nie mam problemów ze spamem (owszem, jak czasami zaglądam do kosza z mailami odsianymi przez filtr antyspamowy, to jest tego sporo, ale skoro "normalnie" tego nie widzę, to czym się mam przejmować? Czy też moze ukrywać adres po to, żeby nie napisał do nas ktos niepożądany, nie przysłał nam w liście jakichś nieprzyjemnych rzeczy? Ale jeśli nawet tak się stanie, to nie jest nam to przecież w stanie w niczym realnie zaszkodzić - kolosalną zaletą e-maila jest to, że jest on absolutnie bezpieczny: ktokolwiek czegokolwiek by nam nie napisał, nie jest w stanie wyrządzić żadnej rzeczywistej szkody, list mozna skasować a nadawcę zablokować, aby więcej maili od niego nie dostawać - i po sprawie. Nie ma tu niebezpieczeństw takich jak np. gdy podajemy komuś swój "fizyczny" adres, że ktoś przyjdzie nam do mieszkania i da nam w łeb lub okradnie (lub jedno i drugie...)
Więc o co chodzi z tą paranoją nieujawniania adresów e-mailowych?