Blog > Komentarze do wpisu
Biseksualizm

Zbieram się do tego tematu jak pies do jeża. Podobno Freud twierdził, że w gruncie rzeczy popęd seksualny kobiety jest ukierunkowany biseksualnie. Problem w tym, że on wiele rzeczy twierdził i historia pokazuje, że co do seksu nader często się mylił (vide dyskusja o orgazmie łechtaczkowym i pochwowym, zazdrości o penis i takich tam). We współczesnym dyskursie na temat orientacji seksualnych, biseksualizm jest jakoś dziwnie pomijany. To już o aseksualności mówi się więcej, choć jako odrębny temat badawczy pojawiła się znacznie później.

O tym, że osoby biseksualne istnieją wiadomo namacalnie już od czasu monumentalnych badań Kinseya prowadzonych w pierwszej połowie minionego wieku. Także jego koncepcja orientacji seksualnej jako kontinuum zakłada występowanie osób o orientacji biseksualnej pomiędzy homo- i heteroseksualnym biegunem. Tymczasem nie przypominam sobie, żeby osoby biseksualne miały kiedykolwiek jakieś swoje Stonewall Inn. Wydaje mi się, że nikt nigdy nie debatował nad tym, czy biseksualizm jest parafilią. Zapominamy, że skrót LGBT odnosi się także do osób biseksualnych. Wśród budzacych emocje parad nie znajdujemy jednak przedstawicieli tej frakcji.

Ilu w ogóle jest biseksualistów? Celem uzyskania odpowiedzi na to pytanie sięgnęłam do ostatniej książki prof. Izdebskiego. W 2005 roku zbadał on 2346 osób dorosłych w wieku 18-49 lat. Orientację biseksualną zadeklarowało wprost 2,3% uczestników badania, w tym 2,6% kobiet i 2,0% mężczyzn. Uderzające, że mniej więcej taki sam odsetek próby określił się jako osoby aseksualne! I nawet w tak wielkim, liczącym 833 strony opracowaniu zabrakło rozdziału dotyczącego osób biseksualnych, choć cały kilkdziesięciostronicowy rozdział poświęcono homoseksualistom. Dotyczą ich także dwa inne podrozdziały. Na polskim rynku wydawniczym nie brakuje już profesjonalnych książek o homoseksualizmie, zaś o biseksualizmie nie potrafię sobie przypomnieć żadnej monografii.

Znacie jakąś osobę biseksualną? Przecież co pięćdziesiąta osoba ma taką orientację. Nie stają się jednak bohaterami seriali, dowcipów, czy stereotypów. Dlaczego? Prawdopodobnie dlatego, że takiej osobie łatwiej jest się ukryć. Mogą oni tworzyć heteroseksualny związek w heteronormatywnym społeczeństwie i nie wzbudzać podejrzeń. Czy można jednak powiedzieć, że oni mają lepiej, bo mają "wybór"? Wydaje się, że biseksualiści jakby nigdzie nie pasują. Z jednej strony są niewątpliwie mniejszością, ale inne mniejszości ich nie chcą. Mogą mieć dzieci z osobą, która ich pociąga seksualnie, mogą mieć oficjalny związek ze wszystkimi konsekwencjami prawnymi, mają zatem "lepiej".

Tylko, czy to, z kim osoba biseksualna wchodzi w związek/ relację seksualną jest naprawdę kwestią wyboru? Wiedza na temat seksualności człowieka każe podejrzewać, że nie, bo gdyby to była kwestia wyboru, to pewnie niewiele osób chciałoby się znajdować w mniejszości. Wszak osoby homoseksualne mogą podjąć heteroseksualny kontakt, tylko po co, skoro ich to nie uszczęśliwia? Jeśli osobę biseksualną pociągają przede wszystkim osoby tej samej płci, a tylko okazjonalnie przeciwnej, to przecież bardziej prawdopodobne jest, że będzie się ona fascynować tymi pierwszymi i... przejawiać mniejszościowe zachowanie. Zresztą same osoby biseksualne w trakcie krystalizowania się u nich świadomości własnej orientacji jakby nie wiedziały co się z nimi dzieje. Osoby biseksualne inicjują się seksualnie znacznie później niż hetero- czy homoseksualiści. Czy to w porządku, że raz pociąga mnie koleżanka, a innym razem kolega? Co się ze mną dzieje? Czy to normalne? Czy to wina hormonów, a może tej ukradkiem obejrzanej pornografii?

Odpowiedzi na te powyższe pytania brakuje, choć jednocześnie nie brakuje informacji, że "bycie gay jest okay". W przypadku orientacji seksualnej nie da się rzucić monetą i wybrać, gdyby to było możliwe, ludzie z takimi dylematami nie szturmowaliby gabinetów terapeutów. Jeśli określam się jako osoba biseksualna i jestem w związku, to czy za jakiś czas nie będę miała przymusu zdradzenia z kimś innej płci niż mój partner? Co na moje samookreślenie powie partner tej samej płci, który w rozwoju własnej tożsamości seksualnej zatrzymał się na poziomie stwierdzenia, że osoby homoseksualne są lepsze niż reszta świata (vide model według Cass)? Czy związki z osobami danej płci są poważne, a w przypadku płci do niej przeciwnej stanowią tylko nic nie znaczące przygody? Przecież tyle się mówi o większej rozwiązłości męskich homoseksualistów. Czy obecny partner zaakceptuje to, że przed nim były osoby innej płci i że, owszem, nie było to błądzenie, a świadoma decyzja i autentyczna fascynacja? Na dłuższą metę tworzenie intymnej relacji bez poruszania tych kwestii jest niemożliwe.

Badania na ten temat milczą, a ja zastanawiam się także, jak poznają partnerów osoby biseksualne. Osobom homoseksualnym w tym zakresie życie ułatwił internet, ale w przeszłości też sobie one jakoś radziły w życiu realnym. Część z nich twierdzi, że jest wyposażona w radar pozwalający rozpoznawać osoby orientacji homoseksualnej. Ciekawe, czy działa on także na osoby bi-? Wracając jednak do internetu, osoby homoseksualne mają już możliwość skorzystania z portali randkowych (ewentualnie czatów, ale z ich skutecznością chyba jest słabo) specjalnie im dedykowanych, podzielonych na płcie, wszystko schludnie, nikt się nie gubi. Podziału takiego wprowadzić jednak nie można dla osób biseksualnych, te bowiem mogą być bardziej zainteresowane mężczyznami lub kobietami niezależnie od płci własnej. Czy osoba biseksualna powinna wchodzi w relację tylko z drugą osobą biseksualną? Prawdopodobnie nie jest to najczęstszy scenariusz, co wynika choćby z danych statystycznych przytoczonych wyżej. Osoba biseksualna może wejść w relację z osobą homo- lub heteroseksualną. Można by zatem powiedzieć, że może ona z powodzeniem korzystać ze wszelkich portali randkowych. Tam jednak najczęściej trzeba się opowiedzieć jakiej płci się szuka. Czy to jest naturalne? Czy osoba biseksualna zastanawia się "Hmm, dziś poszukam kobiety, na 60% bardziej pociągają mnie kobiety."? Przyznaję, że nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale taki rozwój wypadków wydaje mi się mało prawdopodobny. W procesie zakochiwania się jest raczej tak, że poznaje się kogoś przypadkowo, po czym stopniowo rodzi się fascynacja i miłość. Lansowana przez popkulturę miłość od pierwszego wejrzenia zdarza się u znikomego odsetka.

Frapuje mnie także bardzo, czy w toku rozwoju tożsamości biseksualnej jest w ogóle jakiś przełomowy moment związany z coming outem tak jak jest to w przypadku homoseksualistów. Pracując klinicznie z osobą homoseksualną nie trzeba jej od razu zmuszać do wyjścia z szafy. Środowisko osób otwarcie (nachalnie?) homoseksualnych także jest specyficzne i nie każda osoba o tej orientacji się z nim identyfikuje. Jak jest z osobami biseksualnymi? Przede wszystkim wydaje się, że nie mają one żadnego "środowiska". Być może też nie zgłaszają się do terapeuty z problemem klinicznym w postaci własnej orientacji. Czyżby po prostu byli dobrze zaadaptowani, a ja się czepiam i szukam dziury w całym? A może po prostu świadomość społeczeństwa jest tak niska, że ludzie nie wiedzą, że w ogóle można być orientacji biseksualnej? Konserwatywny rodzic drży o to, żeby jego syn nie okazał się gejem lub córka lesbijką, ale najczęściej nie miota się w łóżku podczas bezsennej nocy rozważając, czy aby latorośl nie jest biseksualna. Jak się raz na jakiś czas prześpi z osobą tej samej płci, to pewnie wybryk po alkoholu, albo niewinny eksperyment... A może i osoby biseksualne same tak to sobie tłumaczą?

Osoby biseksualne są wśród nas, ale tak do końca nie wiadomo co konstytuuje osobę biseksualną. Z badań nad homoseksualizmem jednoznacznie wynika, że sny erotyczne o kimś tej samej płci, homoseksualne fantazje erotycznie, dostrzeganie atrakcyjności fizycznej realnej osoby tej samej płci nie powinny niepokoić, nie świadczą jednoznacznie o homoseksualizmie. Czy świadczą zatem o biseksualizmie, czy też są po prostu wariantem normy (czyli na potrzeby tej dyskusji heteroseksualizmu)? Polacy coraz więcej wiedzą o seksie, szczególnie ci wykształceni, aktywni poznawczo. Wydaje się to znajdować potwierdzenie w innym z badań prof. Izdebskiego. Na przełomie 2009 i 2010 roku zbadał on przeszło 10000 internautów. Co uderzające, aż 5,3% z nich zadeklarowało się jako osoby biseksualne (dla porównania jedynie 3% określiło się jako homoseksualne). Czyżby na taki układ odpowiedzi miał wpływ sposób ich zbierania przez medium, w którym wiele osób czuje się anonimowo, czy może był to błąd próby lub efekt zwiększającej się świadomości seksualnej? Wobec rosnącej popularności internetu wydaje się, że odpowiedź leży gdzieś pośrodku.

A może naprawdę w gruncie rzeczy jesteśmy wszyscy biseksualni, tylko ze względu na społeczną akceptację  i wyuczone prawidłowości czujemy przymus jasnego opowiedzenia się po jednej ze stron?

wtorek, 19 marca 2013, wildfemale

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Artok, *.wyszkow.fuz.pl
2016/05/07 14:47:08
Pozwolę sobie odpowiedzieć na pewien fragment
>Czy osoba biseksualna zastanawia się "Hmm, dziś poszukam kobiety, na 60% bardziej pociągają mnie kobiety."? Przyznaję, że nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale taki rozwój wypadków wydaje mi się mało prawdopodobny<
Pomijając, że aplikacje takie jak Tinder pozwalają na zaznaczenie obu płci, to właśnie jest tak jak piszesz. Raz bardziej podobają mi się kobiety, raz mężczyźni. Innym razem jest pół na pół. Nie mam wpływu ile taki stan się utrzymuje. Raz tydzień, raz dwa, raz kilka dni. Przyzwyczaiłem się już i czułbym się dziwnie bez tych moich wahań orientacji.