Blog > Komentarze do wpisu
Byłam na Jobsie

Wybrałam się po raz kolejny do kina. Miałam swoje obiekcje, nie powiem. Osadzenie Ashtona Kutchera w roli tytułowego Jobsa uważam za strzał w kolano, bo jest to aktorzyna cokolwiek drewniany i kojarzący się raczej z kreacjami komediowymi. Ale co ja tam wiem?

Skusił mnie aspekt poznawczy, to znaczy możliwość zapoznania się z życiorysem sławnej współczesnej postaci, choć uprzedzano mnie, że film jest raczej historią firmy Apple, a nie samego Steve'a. To ostatnie okazało się prawdą. Niemniej jednak między wierszami z samego Jobsa wychodzi kawał świra i to nie zawsze w pozytywnym znaczeniu. Trąci zaburzeniem osobowości, a jednocześnie zdumiewa, jak w tym samym czasie był on w stanie inspirować tak wiele ludzi, bo co do tego, że ciągnął za sobą tłumy nie mam żadnych wątpliwości. Film przekonał mnie, że warto odchodzić od schematu, co już starałam się realizować we własnym życiu, aczkolwiek ze zmiennym szczęściem.

Trudno mi było nadążyć za korporacyjnymi zwyczajami przedstawionymi w filmie. Znów (stety?) skończyło się na tym, że w duchu cieszyłam się iż z takimi instytucjami nie miałam na drodze zawodowej do czynienia. Nigdy nie wiedziałabym co mnie czeka. Tymczasem wiem co mnie czeka. Na przykład kolejna migrena spowodowana tym, że jakiś idiota z jeszcze większą idiotką będą przy mnie palić papierosy i licytować się o to, które z nich ma większy szacunek do drugiego człowieka podczas kiedy żadne najwyraźniej nawet nie zna znaczenia tego słowa. Ostatnio w pracy zostałam także oskarżona o transseksualizm (to znaczy słowo to by z pewnością padło, gdyby tylko oskarżający je znali), ale to temat na zupełnie odrębną notkę. Nadmienię tylko, że wydarzenie takie znacznie zachwiało resztkami mojej wiary w jakikolwiek poziom (kulturalny, intelektualny) ludzi, z którymi współpracuję i na tym poprzestanę.

Pozostając w świecie informatycznych skojarzeń nadmienię, że kiedy zaczęłam się poważnie interesować (=napisałam mail z prośbą o sprowadzenie do filii sklepu i zadeklarowałam chęć nabycia) kupnem konkretnego ultrabooka, okazało się, że model ten jest nie-/ ciężko dostępny (zależnie od sklepu), a tak w ogóle to jego cena raptownie wzrosła o 200 zł (w jednym ze sklepów). Skutkiem tego zrezygnowałam z zakupu i zainteresowałam się nowszym modelem, który jest automatycznie o 900zł droższy. Dlaczego ultrabooki tak dużo kosztują?! Toż to jawna niesprawiedliwość w porównaniu z cenami laptopów!

Na koniec podzielę się smutną wiadomością. Okazuje się, że nie będzie już "Dobranocki" na TVP 1. Zamiast tego zaserwują swoim widzom (nie mnie) lifestyle'owy magazyn prowadzony przez weterankę Młynarską. Niniejszym postuluję o oddanie dzieciom dobranocki. Tradycja musi być, choć nie jestem przekonana jaka byłaby oglądalność tego programu w dobie multimediów i dedykowanych dziecięcych kanałów telewizyjnych.

środa, 04 września 2013, wildfemale
Tagi: refleksje

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2013/09/05 14:15:30
Tytuł notki dwuznaczny, który można okrasić puentą: żebym to ja wiedział kto na nim siedział...;-)
A co do ultrabooka, to z czego wynika Twe pozadanie aby go posiasc? Czyzby podatnosc na marketingowe zagrywki? Pamietam czasy, gdy kilkanascie lat temu komputery przenosne nie schodzily ponizej 10 tys zl. a ich posiadaczy bylo tylu, ze wylapal by ich siatka na motyle. Gdy 10 lat temu kupilem laptopa biorac pozyczke (wtedy jakos tak spadly ceny do polowy), po rozpakowaniu zrozumialem ze moje pragnienie bylo niezbyt racjonalne - troche tak, jakby ktos sobie wstawił złotego zęba - no bo nim poświecę...:D
Ceny ultrabookow tez kiedys spadna... Moj dobry znajomy ma 4ke dzieci - i gdy kiedys padalo - tata chcialbym taki a taki telefon - odpowiadal - poczekaj, za pol roku beda jeszcze lepsze... ;-) (i nie robil tego z braku srodkow finansowych). :)
No to czemu ultrabook? Mam nadzieje ze nie odpowiesz "bo mnie ramie boli i bede miala lzej nosic..." :D
-
2013/09/05 17:34:59
@ernest: Za późno, już dokonałam zakupu. Jest to mój pierwszy komentarz na blogu stukany z nowego sprzętu. Radość z zakupu faktycznie jest nieco mniejsza niż mogłabym się spodziewać. Na razie podniecam się lekkością wykonania i szybkością działania dysku SSD.
Odkładanie zakupu bardzo, bardzo źle mi się kojarzy z ględzeniem mojego ojca, który mówił, że za rok będą lepsze komputery, a w końcu nie kupował mi nic. Skutkiem tego ja nie miałam nic, kiedy koledzy w klasie mieli komputer stacjonarny i np. wypasionym aparat fotograficzny.
Oczywiście, że chciałam coś, co waży nieco ponad kilogram. Dwukilowy netbook już mi ciążył podczas wyjazdów.