Blog > Komentarze do wpisu
Limbo - recenzja gry

Od dwóch lat, czyli od kiedy dotychczas istniejąca wersja na konsole przeobraziła się w wersję na komputery osobiste chciałam zagrać w tę grę. Niestety nie dysponowałam sprzętem mającym odpowiednie parametry techniczne. Jak wiedzą stali czytelnicy tego bloga, sytuacja ta niedawno zmieniła się. Przystąpiłam zatem do realizacji swojego marzenia.

Przy grze spędziłam bardzo przyjemnie kilka godzin z przerwą na spacer. Kiedy już się zaangażowałam, trudno mi było się od niej oderwać. Kto nie grał, koniecznie powinien to nadrobić. Gra jest przeznaczona raczej dla osób dorosłych lub starszych nastolatków ze względu na część dość drastycznych scen i łamigłówki logiczne wymagające dość gruntownej wiedzy z zakresu fizyki (mechanika, dynamika, elektromagnetyzm). Istnieje polska wersja językowa, a do sterowania służy pięć klawiszy (strzałki i Ctrl do manipulowania otoczeniem).

Prosimy nie regulować monitorów. Gra naprawdę jest czarno-biała i moim skromnym zdaniem ta konwencja stylistyczna się sprawdza. Gracz steruje bezimiennym chłopcem, któremu przychodzi walczyć ze złośliwymi pająkami, unikać wrogo nastawionych ludzi i manipulować różnymi przedmiotami w otoczeniu. Podczas gry przesuwamy niezliczoną ilość skrzynek i wajch. Oczywiście w odpowiedniej kolejności. Liczba zgonów w czasie gry nie jest limitowana, a zdarzają się one często. Przypomina to konwencję gier na konsolę, czym Limbo pierwotnie był. Po śmierci głównego bohatera (przez rozczłonkowanie, przebicie, dekapitację) wracamy do przerwanej części gry. Możliwe jest też startowanie od poprzednio zaliczonego rozdziału. Opcję tę wybiera się w menu głównym.

Mocna stroną gry są dźwięki. Są dopracowane, różnorodne. Usłyszymy między innymi bębnienie deszczu, pękanie szklanych tafli i różne dźwięki kroków w zależności od powierzchni, po której porusza się nasza postać. Zabrakło mi możliwości wyboru płci głównego bohatera. Z niewiadomych przyczyn wolałam bowiem poruszać się dziewczynką po tym złowrogim świecie. Słabą stroną jest także ograniczona fabuła. W moim odczuciu uatrakcyjniłaby ją jakaś historia wprowadzająca, cel przewodni całej misji. Tymczasem nie wiedziałam dlaczego od pierwszych kadrów znalazłam się w jakimś złowrogim lesie. Nie wiedziałam gdzie znajdę się w kolejnych kadrach. Niektórzy za słabą stronę gry uznają niekiedy zbyt trudne łamigłówki. Ja sobie z nimi poradziłam i miały one dla mnie optymalny poziom trudności. Byłoby mi jednak nieco łatwiej gdyby choćby część z nich wynikała z jakiejś fabuły. Rozwiązywałabym je wówczas korzystając z ogólnej wiedzy o świecie, a nie mechanicznie sprawdzając co i gdzie da się przesunąć i szukając brakujących elementów (np. dodatkowej skrzynki). W obecnej chwili mam poczucie, że dobrze napisany bot mógłby sobie z grą poradzić lepiej i szybciej niż człowiek.

Zakończenie gry jest otwarte i wieloznaczne, co mnie osobiście cieszy. Wciąż liczę na część drugą utrzymaną w tym samym klimacie. Mam nadzieję, że jeśli powstanie sequel gry, twórcy nie zrezygnują z kolorystyki czy dwuwymiarowości gry. Podkolorowanie postaci, wytworzenie skomplikowanej trójwymiarowej grafiki i np. dodanie bohaterom jakichś supermocy czy złożonych skrótów klawiszowych wywołujących akcje specjalne,  w moim odczuciu raczej by grze ujmowało niż było atrakcyjnym bonusem.

Jako ciekawostkę dodam, że w dowód uznania, gra ta ma swoje hasło w polskojęzycznej Wikipedii. Powstało ono na początku 2011 roku. Serdecznie zachęcam do gry i samodzielnego szukania rozwiązań kolejnych wyzwań intelektualnych pojawiających się w poszczególnych rozdziałach.

niedziela, 08 września 2013, wildfemale
Tagi: recenzja gra

Polecane wpisy

  • Zombo Buster Rising

    Cudownym sposobem na spędzenie niedzielnego poranka jest ustrzelenie paru zombie. Okazję taką oferuje nam Firebeast Studio dzięki grze Zombo Buster Rising. W pr

  • Myosotis chapter 2& 3

    Minęło trochę czasu, a doczekaliśmy się 2 i 3 części Myosotisa. Gry są utrzymane w spójnym klimacie i muzyka utrzymuje niezmiennie wysoki poziom. Właściwie jedy

  • Natural Selection

    Przedstawiam Wam grę dla małych dzieci, która nie powinna zająć więcej niż 20 minut. Do przejścia mamy 20 poziomów, w których należy omotać pajęczą siecią zielo

  • Weyes Blood – Titanic Rising

    Najnowszy album Natalii Mering „Titanic Rising” zebrał znakomite recenzje. Jest to objawienie tego sezonu, ale warto w tym miejscu napomknąć, że pop

  • The Prodigy – No Tourists

    Ta płyta chyba już zawsze będzie mi się kojarzyła ze śmiercią Keitha Flinta. Jeszcze parę miesięcy temu, gdy ukazał się album „No Tourists” nic nie

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: