Blog > Komentarze do wpisu
Lovelace - recenzja filmu

Ten tytuł niewiele Wam powie, zakładam jednak, że tytuł "Deep throat" ("Głębokie gardło") mówi znacznie więcej. A tytuły te są ze sobą ściśle powiązane. ""Lovelace" miał swoją światową premierę w styczniu bieżącego roku, a obecnie w ograniczonej dystrybucji kinowej będzie miał swoje premiery także w innych krajach. Niestety, nie znalazłam Polski na mapie światowych premier.

Film opowiada historię innego obrazu, który to trafił do kin w 1972 roku. "Głębokie gardło" był pierwszym filmem pornograficznym, który dopuszczono do emisji w kinach w Stanach Zjednoczonych. Fabuła "Lovelace" krąży wokół życia jego tytułowej bohaterki, znanej jako Linda Lovelace. Był to pseudonim żony Chucka Traynora, która została przez niego zmuszona do zagrania w hardcore'owej pornografii. "Lovelace" zapoznaje nas z kilkunastoma latami jej życia, kiedy stała się sławna dzięki niesławnej roli.

Obraz ten zmusił mnie do refleksji nad losem gwiazdeczek porno, a jeszcze bardziej do rozważań nad rolą wzorców rodzinnych i społeczeństwa w podtrzymywaniu przemocowych relacji. Ukazano nam bowiem świat lat 70-tych i 80-tych, kiedy to najwyraźniej nie istniały centra interwencji kryzysowej o niebieskich kartach nie wspominając. Jak to się także stało, że młoda kobieta nie dostrzegała różnych sygnałów ostrzegawczych, które mogłyby ją odwieść od poślubiania psychopaty?

Kompozycja filmu jest moim zdaniem bardzo dobrze przemyślana. W pierwszej części poznajemy pocukrowaną wizję kariery aktorki porno i jej męża-menadżera, w drugiej zapoznajemy się z mroczniejszymi kulisami całej sprawy. Zupełnie jak ówczesna publiczność, która waliła drzwiami i oknami na kasowy film, a potem dowiedziała się z autobiograficznej książki bohaterki jakim piekłem było jej małżeństwo i jakiej przemocy ona doświadczała. Mimo ogromnych zysków jakie przyniósł film, Linda Lovelace zobaczyła z tego jakieś 1250$. Warto to mieć na uwadze w dobie seriali przedstawiających prostytucję czy przemysł pornograficzny jako autostradę do bogactwa.

Chwilami miałam wrażenie, że mam do czynienia z filmem dokumentalnym ze względu na odatowanie i podawanie lokalizacji kolejnych scen. Twórcy filmu zadbali także o historyczne domknięcie historii przedstawiając jak Linda zakłada nową rodzinę, zaczyna walczyć z pornografią, a przede wszystkim wydaje książkę z jakąś wersją prawdy o sobie i swojej przeszłości. Krytycy zarzucają filmowi brak ścisłości historycznej. Mnie jednak znacznie bardziej zainteresowało to, co sprawiło, że Linda w ogóle w całe to bagno weszła. Naiwnie wierzę, że w tak zwanych dzisiejszych czasach takie sytuacje są mniej prawdopodobne.

Linda wywodziła się z domu, w którym panowały surowe zasady. Sztywne zasady typowe dla ówczesnej amerykańskiej rodziny, z tradycyjnym podziałem obowiązków. Obraz takiej rodziny dobrze oddano na przykład w niegdyś popularnym serialu "Cudowne lata". Lindę nauczono, że mąż to istny dar boży, którego życzenia na odgadywać i w lot spełniać. Dlatego też nie znalazła zrozumienia u swojej matki, kiedy szukała schronienia w domu rodzinnym. Usłyszała, że to nie wyglądałoby dobrze,a na przemoc z pewnością zasłużyła. W takim klimacie wiele musiało ją kosztować podjęcie decyzji o rozwodzie.

Linda miała taki dom, z którego chce się uciekać, więc jak najszybciej go opuszcza. Ma jednak to nieszczęście, że wpada w ramiona psychopaty, który ją początkowo zauracza, a potem traktuje bardzo przedmiotowo. A przecież już przed ślubem łamał wiele zasad, budził podejrzenia. Związki to trudna materia i w zasadzie tylko zdrowa rodzina pochodzenia lub skuteczna psychoterapia są w stanie sprawić, że będziemy w zdrowy sposób dobierać sobie partnerów. W filmie odnajdujemy dość dobry portret psychologiczny tych zależności i w mojej ocenie stanowi to jego największy walor.

"Lovelace" może być dobrym wyborem na kolejne spotkanie Dyskusyjnego Klubu Filmowego, o ile takie funkcjonują w Waszej okolicy.

niedziela, 22 września 2013, wildfemale
Tagi: film recenzja

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: