Blog > Komentarze do wpisu
Siłom i godnościom osobistom

Wężykiem, wężykiem... wracałam wczoraj do domu. Nie z powodu zawartości etanolu we krwi, ale raczej z powodu zwyczajnego zmęczenia. Skutkiem tego nie zdołałam napisać do Was wczoraj, choć myślałam o Was i miałam już w głowie plan tej notki. Niestety zasnęłam przedwcześnie nie zdążywszy nawet obejrzeć kolejnego odcinka "Covert affairs". Sami rozumiecie, że musiało być ciężko ze mną. Nawet żeby poczęstować mnie cieplutkim ciastem ze śliwką trzeba było mnie obudzić. Zaś o 2:51 obudził mnie ból gardła. Znacie jakieś cudowne sposoby na walkę z wirusowym zapaleniem gardła? Bardzo się męczę.

Wczoraj wieczorem jednak skupiona byłam na myśleniu o swoich relacjach w pracy i różnych implikacjach takowych. Aktualnie w pracy czuję się źle. Haruję jak wół za innych, a nikt tego nie docenia. Czego nie zrobię to źle. Spóźniają się wszyscy, a ponadto większość z nich wychodzi godzinę wcześniej nikomu się nie tłumacząc. Oczywiście wszystkie uwagi dotyczące spóźnień, nieobecności i uchybień trafiają do mnie, gdyż akurat jestem pod ręką. Logiki w tym za grosz, a i moje poczucie satysfakcji gwałtownie spada. Nikt w pracy nie dba o moje potrzeby, a z taką sytuacją nie jestem oswojona ani tym bardziej pogodzona.

Sytuacja ta z oczywistych względów obudziła moje wyraźne niezadowolenie. Zaniepokoił mnie koszmar senny, w którym daję w mordę koledze z pracy. Kolega akurat nie robi nic, za to dobrze się promuje. Takie koszmary senne biorą się ze złości i frustracji. Bardzo negatywnych uczuć. Tymczasem w piątkowy wieczór doznałam oświecenia, odkryłam jak ważne jest realizowanie się na kilku płaszczyznach. W zupełnie innym miejscu ktoś mnie docenił, dogłaskał, dał wiarę w to, że robię coś rozsądnego na płaszczyźnie zawodowej. Tego mi było trzeba. Odrosły mi skrzydła.

Właśnie w takich chwilach cieszę się, że nie obniżyłam własnych standardów, nie poszłam po linii najmniejszego oporu, nie stałam się opryskliwa na osób, z którymi pracuję. Pozostałam na poziomie, choć moja podświadomość krzyczała o coś innego i choć współpracownicy irytują mnie w każdej sekundzie. Jedynie dzięki niezwykłej sile woli mogę wieczorem spojrzeć sobie w lustrze w twarz, a potem runąć zmęczona do łóżka. Ci, którzy pracują rzetelnie, śpią potem snem sprawiedliwych. Dlaczego to piszę?

Chciałam dać świadectwo, że warto pozostawać wiernym własnym wartościom i standardom, nawet jeśli otoczenie temu nie sprzyja i nikt nie będzie w stanie ocenić, czy dokonuję dobrego czy złego wyboru. Być może nieco naiwnie wierzę, że może to przeczytać ktoś, kto aktualnie wątpi tak jak ja wątpiłam do niedawna. Do takich osób właśnie dzisiaj piszę. Niech ta notatka zmienia Wasze życie na lepsze.

sobota, 07 września 2013, wildfemale

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: