Blog > Komentarze do wpisu
A jak z Waszym seksem?

Fakt, że dużo myślę o seksie nie jest specjalnie niczym nowym. Myślę o nim zarówno w sposób profesjonalny czy naukowy, myślę ponieważ często na ten temat czytam (a czytam ponieważ dużo myślę i tak krąg ulega naturalnemu zamknięciu), wreszcie też - myślę zupełnie prywatnie jak prawie każdy inny śmiertelnik. I to ostatnie okazuje się być dla mnie najbardziej odkrywcze. Zupełnie jakbym dopiero dowiedziałam się, że i inni o seksie myślą i to być może nawet częściej niż ja.

Mam też poczucie, że świat się jakoś zmienił jeśli chodzi o podejście do seksu. A może, i to by była ta gorsza opcja, świat specjalnie nie uległ zmianie, ale to mnie wychowano w jakiś dziwny sposób i dlatego mam z seksem trudności. Zdeterminowana jestem jednak się z nimi uporać, czemu i ten wpis po części służy.

Seks budzi we mnie różne emocje. Nie tylko te pozytywne. Chociaż wszyscy i wszędzie każą mi się teraz seksem cieszyć, delektować, chełpić. Daleko mi do takiej postawy. Wręcz im bardziej epatowana jestem takim wzorcem, tym mniej mam ochotę go realizować. Niejako mimo tego epatowania seks budzi we mnie pozytywne emocje, ale jak wspomniałam, nie tylko takie. W seksie jest element agresji, który nie zawsze chciałam dostrzegać. Według badaczy istnieje 237 powodów by uprawiać seks, już z tego faktu wynika wręcz nieunikniona konsekwencja, że u średnio rozwiniętej osoby, która rozróżnia więcej niż dwie emocje, seks będzie budził różne uczucia.

Przede wszystkim, seks powoduje lęk. Jak w historii, którą przytoczyła mi niedawno moja matka. Okazało się, że na trasie, którą zazwyczaj biegam spotkał ją, a raczej zajechał jej drogę swoim BMW, jakiś lump z panią towarzyszącą. Oboje byli dziwnie wesołkowaci, co nakazuje podejrzewać, że w grę wchodziły różne substancje sztucznie ten nastrój poprawiające (w końcu istnieje obowiązek cieszenia się, zabawy i nieskrępowanej otwartości). Kierowca BMW bezceremonialnie zapytał, czy mama nie zna jakiegoś miejsca, w którym on mógłby z tą panią towarzyszącą uprawiać seks na łonie natury, bo on zamierza, a akurat nie zna żadnego miejsca. Nie wiadomo dlaczego ze znalezieniem odpowiedniej lokalizacji nie był w stanie poradzić sobie sam, ani dlaczego założył, że napotkana samotnie starsza pani będzie takie miejsca znała lepiej niż on. Klasyczny przykład gombrowiczowskiego zgwałcenia przez uszy, czyli agresji seksualnej. Motyw agresji stanie się jaśniejszy, jeśli dodam, że gdy pan odpowiedzi nie uzyskał, stał się wprost agresywny werbalnie. Mimo szczęśliwie pozytywnego nastawienia do seksu i przy pełnym zrozumieniu chęci bliźniego do uprawiania go na łonie natury, kompletnie nie mogę w sobie skrzesać sympatii do ekspresji seksualnej w takim wydaniu, a nawet uważam, że sympatia ta byłaby tu niewskazana.

Kiedy ja autentycznie odkrywam dopiero swoją głębię emocji związanych z seksem, wydaje się, że wszyscy zrobili to dla siebie znacznie wcześniej, albo może to "ta dzisiejsza młodzież" dojrzewa wcześniej i oni to już dawno zrobili dla siebie, zaś pokolenie przede mną nie zrobiło tego nigdy i... też są szczęśliwi. Może nawet są szczęśliwsi niż ja tkwiąca pomiędzy tymi dwiema generacjami jako świadek i ofiara jakiejś cichej i ukradkowo zachodzącej rewolucji seksualnej. Trafiła mi przypadkiem w ręce książka dla młodzieży, w której główny bohater bez skrępowania dzieli się przemyśleniami o seksie, żartami na ten temat, statusem własnej aktywności seksualnej czy homo-/ biseksualnymi fantazjami erotycznymi niejako mimochodem i w tym samym strumieniu świadomości, który dotyczy odrabiania zadań domowych, relacji z rodzicami czy braku bliskich przyjaciół. Jestem rozdarta, ale nie zszokowana. Nie dziwi mnie, że nastolatek często myśli o seksie. Jeśli uda mu się dożyć zdrowej dorosłości będzie myślał znacznie więcej, choć może w bardziej wysublimowanej formie. Mnie się to w każdym razie szczęśliwie przydarzyło. Zastanawiam się jednak, czy gdybym była matką nastoletniego dziecka, to chciałabym żeby czytało taką książkę. Niby krzywdy sobie tym nie zrobi, bo już własny rozum ma, ale co jeśli taka książka namiesza mu w głowie, wzbudzi jakieś trudne emocje? Co jeśli taki nastolatek jakoś negatywnie wypadnie w porównaniu z bohaterem książki? W dobie spadającego odsetka czytelnictwa ja martwię się, czy książka nie zgwałci hipotetycznego nastolatka przez oczy. Widoczny to znak przewrażliwienia, zwłaszcza, że takie Warsaw Shore przekonuje nas, że czas na przygodny seks jest zawsze i wszędzie. Najlepiej jeśli opory pokonane są alkoholem, a do seksu dochodzi jednorazowo, a już na pewno nie w kontekście jakiejś stabilnej relacji, w której do głosu mogłyby dojść uczucia. Pocieszające, że bohaterowie serii pamiętają o używaniu prezerwatyw, ale jak wiemy i to nie zawsze. I tutaj już jestem autentycznie zszokowana.

Mogłabym się bronić i twierdzić, że takie osoby istnieją tylko na ekranie, że to MTV ich wykreowano, a nawet, że podstawiono im aktorki porno za partnerki, ale to po prostu będzie nieprawda. Tacy ludzie istnieją i jeżdżą ze mną autobusami. Na dodatek nie mają napisane na czole, że tak podchodzą do relacji, skutkiem czego może się okazać, że pewnego dnia zmarnują na kogoś takiego nieco czasu. Dla mnie jest to perspektywa wręcz przerażająca. Przypominam sobie, jak mijałam na ulicy ekipę montującą jakieś rolety i jegomość w dresach chwalił się (żalił?) kolegom (w podobnych dresach) jak to jakaś dziewczyna (jego?) zapytała go czemu "wyruchał wszystkie jej koleżanki". Znakiem czasu jest nie tylko to, że mężczyźni do seksu podchodzą beznamiętnie i nieodpowiedzialnie. Staje się to znakiem firmowym także dziewcząt/ kobiet. Gdzieś w kąt idzie psychodynamiczne rozumienie aktu seksualnego, gdzie mężczyzna musi zastosować nieco agresji i siły, a kobieta ma się mu poddać i ulec co wynika z różnic anatomicznych. Czasy się zdecydowanie zmieniają. Kobiety coraz rzadziej cierpią na pochwicę, co akurat jest bardzo dobrą wiadomością (dla kobiet i mężczyzn). Dochodzi do odwrócenia ról i to kobiety mogą aktem seksualnym mężczyznę zdominować, wykorzystać (jak Ermakowa seks oralny z Borisem Beckerem, albo dziewczęta Charliego Mansona wykorzystujące odwracanie uwagi seksem podczas kradzieży w "Aquariusie"), a potem go upokorzyć mówiąc, że nie spisał się jak należy (vide każdy artykuł Cosmopolitan;) ).

I wreszcie, im bardziej zagłębiam się w rozważania czy nastąpił jakiś pokoleniowy skok, czy zmiana w podejściu do seksu, tym bardziej się gubię i zapętlam. Zważywszy na przykład, że taki "Aquarius" osadzony jest w latach 60. XX wieku, a widzimy w nim komunę, w której dzieci, kobiety, a przede wszystkim seks jest uwspólniony. Nie ma zatem pojęcia wyłączności czy zazdrości seksualnej. Stałym, i jak najbardziej akceptowanym, elementem popkultury jest także pewien iście koprolaliczny fragment ścieżki dźwiękowej musicalu "Hair" zawierający dość przypadkowe zestawienie słów związanych z seksem. Tylko skoro tabu seksualne łamano już od półwiecza to jak to się stało, że zostało jeszcze coś do łamania i jakieś granice do przekroczenia? Od udzielenia odpowiedzi na to pytanie oddala kolejna historia przytoczona mi przez matkę. Któregoś wieczora ujawniła mi ona tajemnicę obrażenia się na jedną ze swoich koleżanek. Otóż ta starsza pani (pokolenie starsza od pokolenia moich rodziców) razu pewnego zapytała moją mamę mimochodem "A jak tam z twoim seksem?" Niestety, nie udało mi się dowiedzieć co takiego moja rodzicielka odpowiedziała, ale z pewnością poczuła się tak urażona, że kontakt przerwała. Jej wybór. Zaskakuje mnie tego rodzaju zainteresowanie seksem bliźnich u starszej pani o bardzo prokościelnych sympatiach. Czyżby przelała ona swoją niespełnioną seksualność na agape do Jezusa czy może na kontrolowanie seksualności bliźnich? Naturalnie nie należy też zapominać, że jak to starsza pani, może mieć zaniki w mózgu, a szczególnie jego płatach czołowych odpowiadających za kontrolę impulsów. Może stąd niedyskretne pytania?

Póki co doświadczam seksu na jakimś zupełnie mi dotąd nieznanym poziomie. Dopuszczam do świadomości bardzo różnorodne (a nie tylko czarno-białe) emocje z nim związane, co samo w sobie nie jest fenomenem złym, a jedynie nowym. Mam nadzieję, że ostatecznie na tej burzy emocji skorzystam i że jedynie wzbogaci ona moją seksualność.

A jak tam z Waszym seksem?

niedziela, 05 lipca 2015, wildfemale

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2015/07/07 17:46:57
very well