Blog > Komentarze do wpisu
"Ginekolodzy" J. Thorwald - recenzja

Gdybym przeczytała tę książkę troszkę wcześniej lub troszkę później, prawdopodobnie zwróciłabym uwagę na zupełnie różne rzeczy, być może poczuła też inne emocje. Gdybym przeczytała ją w innym czasie, można by się spodziewać, że napisałabym zupełnie inną recenzję. Jednak równie możliwe jest to, że samą lekturą byłabym równie zachwycona. W dobie różnych oddolnych (hue, hue!) inicjatyw typu DziewuchyDziewuchom (bo przecież nie kobiety, czy dziewczęta), które zbijają kapitał polityczny na ustawie antyaborcyjnej i debat politycznych wokół tego zagadnienia, które... również zbijają kapitał polityczny, wydana została w Polsce książka o rozwoju ginekologii. Okazuje się, że dziedzina ta, w tym także kontrolowanie płodności, nigdy nie była wolna od nacisków politycznych czy religijnych. Lepiej polski wydawca autora "Męskiej plagi" wstrzelić się nie mógł.

Na kartach książki Thorwalda ożywają Pean, Hegar czy Wertheim, których do dziś kojarzymy z nazwami narzędzi chirurgicznych czy eponimicznymi nazwami dojść operacyjnych. Prowadzona wartkim stylem emocjonująca podróż z pionierami ginekologii i położnictwa zaczyna się w czasach kompletnej nieznajomości zasad antyseptyki braku anestezjologii. Politowanie budzą niewiedza (naiwność?) ówczesnych lekarzy, odsetek zgonów, nierzetelnie prowadzone statystyki. Nie miałam także pojęcia, że dawniej ginekolog badań kobiety w ubraniu, nie widząc sromu, nie śmiejąc wyobrazić sobie użycia wziernika, po ćwiczeniach palpacji na wydrążonym ziemniaku. Przestaje mnie dziwić duża ilość nerwic płciowych, które z zapałem leczył Freud u pacjentek wychowanych w epoce wiktoriańskiej. Pochodzący z bieżącego roku (jeszcze oficjalnie nie publikowany) raport seksualności Polaków Lew-Starowicza donosi, że kobiety zdradzają równie często jak mężczyźni i przestały być tak pruderyjne jak dotychczas. Jeszcze kilkaset lat temu ich świętym obowiązkiem było rodzenie dzieci, najlepiej w jak największej ilości. Wskutek nieznajomości własnej fizjologii, a także obawy lekarzy przed poznawaniem kobiecej anatomii, porody te często się przedłużały, a ucisk na nerwy obwodowe miednicy mniejszej nierzadko kończył się nietrzymaniem moczu i stolca. Po lekturze tej książki nikt nie powinien już nigdy nazwać kobiet słabą płcią. Pierwsze przetoki pochwowo-odbytnicze operowano bez znieczulenia, a pacjentki i tak całowały doktora po rękach. Pierwsze rozdziały to tylko preludium do późniejszych dyskusji na temat kontroli urodzin, wiedzy na temat cyklu miesiączkowego czy wreszcie debat dotyczących znieczulenia do porodu czy nacinania krocza, które zresztą toczą się do dziś i nie dziwi mnie wcale niepokój rodzących dotyczący tych kwestii.

Wróćmy jednak do tej wdzięczności i prestiżu. Bowiem mimo prymitywnych warunków zabiegów i niewyrafinowanych narzędzi, hubrystyczna motywacja by zaistnień, zyskać sławę i wpływy okazała się wśród lekarzy ponadczasowa. Zapłakać można nad losem tych, którzy nie mieli lub tracili wpływy choć ich koncepcje były słuszne. Równie żenujące są triumfy lekarzy, którzy swoje pacjentki traktowali przedmiotowo i więcej czasu spędzali na uprawianiu polityki niż w szpitalu. Te prawidłowości niestety istnieją w medycynie do dziś. Świetne koncepcje dopiero po latach okazują się słuszne czy możliwe do wykorzystania. Świat musi dorosnąć do geniuszy, których wydał.

Książka Thorwalda jest w sposób jawny antyklerykalna. Znajdujemy w niej dosadnymi słowami wyrażoną krytykę postawy Kościoła wobec antykoncepcji, rodzicielstwa i seksualności człowieka w ogóle. W tym momencie żałuje, ze autor niestety już nie żyje, a zatem nigdy nie napisze podobnego dzieła na temat rozwoju seksuologii. Chętnie bym się z takim tekstem zapoznała. Tymczasem na kartach recenzowanej pozycji czytelnik może prześledzić losy dzielnego Alecka Bourne'a, który dokonał aborcji na 14-letniej ofierze gwałtu mimo że było to nielegalne, a ponadto nikt samej ofierze nie udzielił wsparcia psychicznego. Zrobił to w akcie miłosierdzia, a potem sam doprowadził do procesu przeciw sobie nie mając pewności czy nie zapadnie wyrok go skazujący. Niewiele dziedzin medycyny może się pochwalić podobnie emocjonującymi zwrotami akcji w swojej historii.

Jako kobieta bardzo się cieszę, że taka książka została w Polsce wydana i że miałam okazję się z nią zapoznać. Powinny ją przeczytać nie tylko kobiety, ale wszyscy inteligentni ludzie niezależnie od swoich poglądów na poszczególne ustawy.

Bardzo polecam!

sobota, 30 kwietnia 2016, wildfemale

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2016/05/09 15:40:39
"Po lekturze tej książki nikt nie powinien już nigdy nazwać kobiet słabą płcią." Znosimy wiele, ale nie jest to zauważane.
-
2016/05/10 19:25:06
@kobieta: I naprawdę wzruszające są na kartach tej książki portrety lekarzy, którzy z różnych względów zwracali uwagę na cierpienie tych kobiet i przez to podejmowali ryzykowne decyzje o przeprowadzeniu zabiegu, co niejednokrotnie kosztowali ich karierę.
-
2016/05/12 14:34:10
No popatrz - w zeszłym tygodniu trzymałam tę książkę w łapie w Empiku i medytowałam, czy to fajne i czy odżałować na kilkadziesiąt zeta... W końcu nie kupiłam i teraz żałuję. Bardzo mnie zachęciłaś, chyba jutro sobie jednak kupię - taka ubogacająca lektura na majowy weekend:-)
-
2016/05/12 15:20:11
@asia: Jakiś czas temu była w dużej promocji w popularnym dyskoncie ;) W bibliotekach rezerwacje się na tę pozycję mnożą.