Blog > Komentarze do wpisu
ZOZ - zespół ostrego zakręcenia

Zdaję sobie sprawę, że zazwyczaj skrót z tytułu rozwijamy nieco inaczej, ale nie mam dziś ochoty rozmawiać o służbie zdrowia. Może dlatego, że jutro jest ten dzień i będę się umawiać na wizytę do dentysty. Boję się chodzić do dentysty, więc odwlekam ten moment, mam nieprzyjemne wspomnienia z dzieciństwa dotyczące chodzenia do dentysty. Nic jednak nie zmienia faktu, że iść powinnam a nie się wydurniać. Jestem przecież dorosła, doświadczona.

Jutro, a właściwie już dziś po południu jest dzień rozmawiania z szefową. To nie jest takie niezwykłe, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że ja mam kilka szefowych i dość często się z nimi kontaktuję. Tym razem jednak jesteśmy umówione, gdyż do tej konkretnej szefowej napisałam wyjątkowo podłe pismo konfrontujące ją z faktem jak bardzo mnie nie docenia, źle organizuje moją pracę i w ogóle. I choć usiłuję siebie samą przekonać, że nie wiem o czym ta rozmowa będzie, to znaczy w jakim klimacie. To przecież doskonale wiem, że będzie ona o moim być albo nie być w tym miejscu pracy. Najgorsze jest to, że z pracą tą w zasadzie jestem zżyta na zasadzie silnego sentymentu i gdyby tylko szefowa zrozumiała, przejrzała na oczy, dała się przekonać, doceniła... to ja bym została i żyłabym sobie radośnie dalej. Tymczasem jest dla nas przecież jasne, że szefowe rozumiejące, empatyzujące, przeglądające na oczy itd. po prostu nie istnieją. Nie tak się zostaje szefem. Wykazuję się w swym myśleniu naiwnością jak dziecko, a jestem przecież dorosła, doświadczona.

Podjęłam pracę w innym województwie. Nigdy w życiu jeszcze nie zrobiłam takiej wolty w życiu, ale tak bardzo chciałam się kształcić, że zatrudniłam się w miejscu, gdzie będzie to możliwe. Staram się nie otwierać za bardzo, wszędzie czai się konkurencja. Dużo się uczę przede wszystkim o ludziach w ogóle, a tak szczególnie to o tym jak bardzo nie warto nikomu ufać i że w nowym mieście nie znaczę nic. Póki co dojeżdżam z daleka, staram się oswoić z nową sytuacją i może... poszukać nowej pracy, bo skoro jutro jedną stracę to wiecie, będę miała kupę wolnego czasu. Boję się, a zdroworozsądkowo nie powinnam. Zyskuję szansę na zaczęcie paru spraw od nowa, może życia bardziej po swojemu, w zgodzie ze sobą, okazję do eksperymentowania z jakimś nowym pomysłem na siebie i boję się chociaż przecież nie ma czego. Bo czy może być gorzej niż było? Czy nie nauczyłam się niczego przez poprzednie lata doświadczeń w relacjach z ludźmi. Przecież jestem dorosła, doświadczona.

Naprawdę powinnam się wyspać, zamiast pisać po nocy na blogu. Dorosły, doświadczony człowiek wiedziałby lepiej.

wtorek, 16 maja 2017, wildfemale
Tagi: refleksje

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: