Blog > Komentarze do wpisu
Szukam swojego miejsca

Zaniedbuję Was za co serdecznie przepraszam. Moje życie jeszcze przyspieszyło, praca szuka mnie, a ja nie mam czasu na ćwiczenia fizyczne. Opuściłam blog na dwa miesiące, ale na swoje usprawiedliwienie mam fakt, że przez ten czas przynajmniej kilkakrotnie miałam ochotę tu coś napisać. Niestety, pewnie przez to blog będzie uboższy,bo nie pisałam na bieżąco.

Z racji realizacji swojej chęci kontynuacji edukacji, na pół tygodnia, co tydzień, przeprowadzam się do innego miasta oddalonego kilkaset kilometrów. Nawet moi nauczyciele nie znają nikogo, kto przyjeżdżałby do nich z tak daleka. Pół tygodnia mieszkam w hotelu i z jednego z takich hoteli piszę do Was w tej chwili. Wyjazdy finansuję z własnej kieszeni, by pomieścić je w grafiku, musiałam zrezygnować z części dni pracy. Sama wpadłam na znalezienie sobie miejsca zatrudnienia tu na miejscu, skutkiem czego po 1,5 miesiąca od podjęcia pracy, potrafię prosto z pociągu, z bagażami, jechać do nowej pracy, siedzieć tam do 22, po czym wracać do hotelu, a następnego dnia iść na swój wolontariat. Hotel jest najtańszy możliwy, dziś uraczono mnie śmierdzącymi grzybem ręcznikami, brzydziłam się w to wycierać. Doprawdy, oryginalne mam hobby. Czasem optymistycznie zabieram strój do biegania, ale czasem nie mam siły już z niego skorzystać. Nie znam miasta, nie nauczyłam się jeszcze dzielnic, nie znam ulic. Choć całkiem nieźle orientuję się w terenie i mając dostęp do smartfona z internetem jestem w stanie dojechać wszędzie, to wykładam się podczas kontaktów z żywymi ludźmi, którzy opisują mi lokalizacje, podają adresy i oczekują ode mnie zrozumienia co się koło czego znajduje. Czuję się obca. Teraz jest już lepiej, ale przez pierwsze tygodnie dojazdów czułam się naprawdę obca i samotna. Bałam się, że dostanę depresji i nikt nie będzie mi mógł pomóc. Żeby przełamać poczucie samotności zaczęłam korzystać z Tindera. Jak na razie nie poznałam nikogo realnie, nie wiem dla kogo jest ta aplikacja.

Mimo ogromnego strachu z jakim się to wiązało, pojechałam w zeszłym miesiącu na kongres w Barcelonie. Sama, jak zawsze sama. Nie było mnie stać na przejazdy, z głównego lotniska w Barcelonie do samego centrum miasta jest cały kawał. Pokonuje się go specjalnym, nowoczesnym autobusem wyposażonym w klimatyzację i WiFi. Zakup biletów na bus był dla mnie dużym wydatkiem. Na taksówkę wydałabym jeszcze więcej. Z samego kongresu wyniosłam nie tylko nową wiedzę, ale i piękne wspomnienia. Ponieważ oszczędzałam, chodziłam wszędzie pieszo. W Hiszpanii prawie nie ma wielkich marketów, ludzie zaopatrują się w małych, lokalnych sklepikach. W sezonie można skorzystać z darmowych wycieczek po mieście prowadzonych przez wykwalifikowanych przewodników. Nie miałam czasu zaplanować dokładnego przebiegu wyjazdu. Miałam opracowaną tylko trasę dojazdu do własnego hotelu, o wszystkich tych rzeczach dowiedziałam się w trakcie pobytu i udało mi się z takiej wycieczki po mieście skorzystać. Samodzielnie zwiedziłam nabrzeże i port olimpijski, a także park przy zoo, z rzeźbami Gaudiego. Miałam wiele szczęścia, zrobiłam piękne zdjęcia. Sagradę Familię pozostawiłam sobie do odwiedzenia kolejnym razem, bo niezaplanowany wcześniej urlop postanowiłam spędzić w Hiszpanii.

Niespodziewanie wspólny wyjazd urlopowy zaproponował mi ojciec, który pomógł też załatwić formalności związane ze zorganizowaną wycieczką do Hiszpanii. Ojciec, z którym nie mam dość dobrego kontaktu i wycieczka, która okazała się objazdową. Podczas tego wyjazdu, mimo dobrej atmosfery, przekonałam się, że wycieczki zorganizowane nie są dla mnie, że spędzanie pół dnia w autokarze nie jest dla mnie, że nocowanie pod miastem żeby tylko było taniej także nie jest dla mnie. Całe życie zazdrościłam ludziom, że stać ich na wycieczki, tymczasem kiedy sama się na taką z ojcem wybrałam, doszłam do wniosku że to wszystko co organizowałam sobie na własną rękę z okazji konferencji było o niebo lepsze. Niepostrzeżenie dorobiłam się własnej formuły zwiedzania i okazało się, że zupełnie się tego nie mogę oduczyć. Podczas wycieczki poza zwiedzaniem, chciałam także odzyskać kontakt z ojcem, którego bardzo potrzebowałam. Ku mojemu zawodowi ojciec okazał się nieporadnym już starszym panem, który zupełnie nie potrafi zadbać o mnie, bo mężczyzną się już nie czuje, za to ja świetnie ogarniałam jego. Raz na zawsze musiałam pogrzebać figurę silnego, potentnego ojca, który w razie czego mnie wesprze i wstawi się za mną. Znów muszę wszystko sama. Mało brakuje, a zostanę własnym ojcem. Nie chcę mieć dzieci i boję się, że pożałuję tego kiedy będzie za późno. Tak czy siak, wspólny wyjazd z ojcem zaoszczędził mi kilku lat psychoterapii. Chyba i tak powinnam mu być wdzięczna za ten wglądowy wyjazd.

Matka dowiedziawszy się o moim wyjeździe z ojcem totalnie zgłupiała i nie potrafi się z tym pogodzić. Czyniła mi niewybredne uwagi, toteż musiałam ją przywołać do pionu i jakby tak, nie rozmawiamy ze sobą. Czyżby doszło do tego, że pozjadałam wszystkie rozumy i zacznę wychowywać własną matkę? Czy to nie za dużo jak na mnie samą?

Szukając swojego miejsca na ziemi nauczyłam się, że Barcelona zdecydowanie jest tym miejscem i marzę aby wybrać się tam w przyszłości jeszcze nie raz, ale zdecydowanie na własną rękę. Moje stałe miejsca pracy okazały się moim miejscem na ziemi. Kilka dni temu z ulgą odrzuciłam lukratywną propozycję pracy od pewnego biznesmena, który mi się nie spodobał bo był psychopatą. Czuję ulgę, a kilka lat temu czułabym stratę. Dziś tak się przypadkowo złożyło, że rozmawiałam przez telefon z dwiema ze swoich szefowych, które obie proponowany mi dodatkowe zatrudnienie. Nie dysponuję wolnymi godzinami w grafiku by móc im je zaoferować. Inna szefowa zaproponowała mi dodatkową pracę i właśnie kończę z tego tytułu pisanie swojej pierwszej książki. Rodzi się ona w wielkich bólach, ale jej powstawanie stanowi dla mnie powód do dumy. Po raz pierwszy w życiu usłyszałam, że dobrze piszę. Zawsze słyszałam, że sposób w jaki piszę świadczy o chorobie psychicznej... od tego samego ojca, który był ze mną w Hiszpanii i teraz nie mówił mi absolutnie nic przykrego, a raczej słuchał co mam do powiedzenia.

Czasem mam wrażenie, że nie mam ze swoimi rodzicami absolutnie nic wspólnego, że nie współdzielimy genów i że wychowałam się sama, dzięki temu wiem jak się poruszać po świecie, jak zachować się w restauracji i czego mogę oczekiwać w hotelu. Umiem prowadzić profesjonalną korespondencję i nadać ISBN książce, odnajdę się podczas prawie każdej rozmowy kwalifikacyjnej przechodząc proces rekrutacji, jakiego oni nigdy przechodzić nie musieli (więc sobie nawet nie wyobrażają) i jeszcze się przy tym nieźle bawiąc.

Od czasu kiedy napisałam poprzedni wpis załatwiłam pracę dwóm koleżankom co absolutnie odmieniło ich życie, a ja jestem bezinteresownie szczęśliwa. Brakuje mi czasu na sen, spotkania towarzyskie i na związek, za czym tęsknię. Zdecydowanie nie powinno mi brakować czasu na ćwiczenia fizyczne. Od przyszłego miesiąca będę miała karnet na siłownię i zamierzam na nią chodzić w przerwach w pracy. Czas pokaże jak mi się ten pomysł sprawdzi.

Mam wrażenie, że doba jest dla mnie zbyt krótka. Zdaję sobie sprawę, że wpis ten jest niezwykle chaotyczny, ale jakkolwiek to zabrzmi miałam potrzebę coś po sobie zostawić, a ponadto może nadto optymistycznie wierzę, że kogoś może interesować co u mnie. Oto zyskujecie dość przekrojową odpowiedź na to pytanie.

poniedziałek, 31 lipca 2017, wildfemale

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2017/08/01 22:14:45
W moim odbiorze nie jest to wpis chaotyczny. Wpis, który pokazuje, że podążasz racjonalną ścieżką, a ta dawna Wildfemale odchodzi powoli w przeszłość. Cóż tam relacje z ojcem - nigdy nie zna się alternatywnego scenariusza, może byłby przewspaniałym ojcem, a podstępna choroba/nałóg w jakimś okresie" wyłączyłaby" go. Zresztą spójrz jak przemijamy. Gdy wspominam czasy swego dzieciństwa, widzę jak w chwili obecnej ten świat odszedł w mrok cmentarza, a to co kiedyś było dla mnie odbiorem starszych osób, stało się teraźniejszością.
Więc fajnie, że nawiązałaś relacje z ojcem, to oczywiście jest już inny etap i nie ma co tęsknić do taty-herosa, a brać teraźniejszość bez bagażu uprzedzeń. I stąd minus dla rodzicielki, że pogniewała się na tą sytuację. I do przodu ;-)
-
2017/08/02 22:29:48
@ernest: Bardzo Ci dziękuję, dla takich komentarzy piszę ten blog. Dziękuję też, że mi towarzyszysz od tak dawna mimo moich wad. Widzę jak przemijamy, sama przemijam, ale też i nabywam mądrości. Zachowałam się jak dojrzała kobieta, która chce mieć oboje rodziców i z tego jestem dumna. Kilka lat temu nie byłam do tego zdolna. Tym bardziej jestem zła, że moja kochająca matka tego nie wspiera.
-
Gość: Issa, *.chomiczowka.waw.pl
2017/08/02 23:03:27
Przeczytalam:) wiesz, mamy bardzo podobne wnioski co do naszych rodzicow... ja juz dobrze widze ich gierki, braki, niedojrzalosc... chcialabym przejsc do etapu akceptacji, ze teraz sie starzeja i nie beda juz nigdy dla mnie partnerami, ani rodzicami takimi, jakich chcialam miec. Jeszcze nie umiem. Zloszcze sie, trzymam z dala, irytuja mnie.

I w zwiazku z tym chcialam spytac - co najbardziej pomoglo Ci uporac sie z nimi? I przejsc na taki etap na jakim jestes? Zadowolenia z siebie, spelnienia zawodowego, dobrych zarobkow (wciaz to moja pieta achillesa) i ogolnie jakiejs takiej wew.wolnosci i samodecyzyjnosci?

Widze duzo zmian u Ciebie na lepsze i mam nadzieje, ze tez wkrotce spotkasz kogos dla siebie:)
pozdrowienia
-
2017/08/22 11:01:00
Bardzo fajny wpis. Podoba mi się. Myślę, że jak najwięcej osób powinno go przeczytać. Czekam na więcej. Pozdrawiam :)