RSS
czwartek, 26 stycznia 2012
Q compressing the heart

To dość dziwaczna nazwa, ale za tym ciągiem słów kryje się całkiem sympatyczna gra. Poruszamy się czarnym stworkiem, któremu jakaś paskuda niespodziewanie wyrwała serce i teraz biedak pałęta się po mrocznych światach żeby je odzyskać. Niektóre sceny są dość niesmaczne, dlatego nie polecam Waszym dzieciom wymieniania się oczkiem z innym bohaterem (który wcześniej pomógł Wam wleźć na łódkę). Choć dzieci pewnie by się cieszyły.

Działamy klikając myszką na różne elementy na ekranie. W jednym przypadku poruszamy się strzałkami, ale moim zdaniem jest to niepotrzebne urozmaicenie. Gra może budzić pewien niepokój przez to, że ścieżka dźwiękowa jest zbyt monotonna, a poruszanie się po grach często mocno nieintuicyjne. Wielokrotnie nie wiedziałam czego się właściwie ode mnie oczekuje i do czego miałam dążyć. To zabiera sporo radości.

Myślę jednak, że warto spróbować. Zwłaszcza, że ostatnio brakuje ciekawych konceptów w grach flashowych, a ta może stanowić interesujące urozmaicenie.

Zagraj!

Tagi: gra
20:34, wildfemale
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 stycznia 2012
Egocentryzm i szczerość

Te dwa tematy zaprzątają mnie od jakiegoś czasu. Być może natchnęła mnie do tego niedawna podróż pociągiem, którą odbywałam w zatłoczonym przedziale z dwójką prawników. Okazali się oni bardzo nieprzyjemnym towarzystwem. Co prawda czas spędzali głównie w przejściu blokując przepływ ludzi i powietrza, ale to było jeszcze do zniesienia. Popisali się dopiero rycząc na jadącego z nami studenta, że „dygać ma” z tą torbą, bo ludzie chodzą. Inna sprawa, że wcześniej zablokowali mu wszystkie możliwe miejsca, w których mógł tą torbę umieścić, a kiedy usiłował się dowiedzieć czyje to bagaże, to powiedzieli mu, że to już jego problem by się tego dowiadywać. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że z ich perspektywy wszystko, co dzieje się w całym pociągu, to tylko tło dla ich konwersacji. Przechodzący ludzie są tylko tłem dla miejsca, w którym stoją i tak dalej. Niesamowite! Ja bym się obawiała, że mogę komuś przeszkadzać i pewnie nie mogłabym się skupić na wątku rozmowy. Ale to może dlatego, że jestem kobietą i byłam jakoś inaczej wychowywana?

Okazuje się, że i kobiety mają swoje przywary w tym zakresie. Wczoraj kupowałam sobie kisiel w markecie. Za mną stała pani, która bezceremonialnie władowała na taśmę swoje zakupy przed moimi. Czy to jakaś nowa moda, czy tylko ja wyglądam na taką pierdołę, która to będzie znosić? Czy ludzie naprawdę myślą, że jak coś bardzo szybko wyłożą to zostaną szybciej skasowani, czy że ta taśma pojedzie szybciej, czy jak? Nie pojmę tego. W każdym razie pani była dość niezadowolona, kiedy ja jednak zdecydowałam się wyłożyć również swoje zakupy. W dodatku problemem okazało się to, że w ogóle przed nią stoję, bowiem pani cały czas deptała mi po butach. No dobra, może niezdarna była. Ale dlaczego wydawała przy tym odgłosy niezadowolenia? Spojrzałam kto to i zamiast starszej pani w berecie ujrzałam niczego sobie kobietę w średnim wieku, która wyglądała na nauczycielkę.

Takie wydarzenia sprawiają, że zaczynam się zastanawiać czy to dobrze, czy źle być egocentrycznym. Mnie uczono, że należy się liczyć z innymi i tak się jakoś w moim życiu układa, że nawet trudno by mi było się z nimi nie liczyć. Jest to jakoś immanentnie wpisane w moje życie. Tymczasem być może egocentryczny prawnik jest przez to skuteczniejszy w swojej pracy. Już nie mówiąc o cichej satysfakcji jaką może czerpać z dręczenia przypadkowego studenta. A może oni mieli to tak wpisane w naturę, że nawet nie chcieli dręczyć a wyszło samo z siebie? I po drugie, czy w takich sytuacjach reagować, czy może lepiej dać sobie spokój żeby zapobiec dalszej eskalacji? Nie ma chyba uniwersalnego przepisu. Czy domniemana nauczycielka ma tak zawsze czy po prostu miała nieciekawy dzień w pracy i odreagowuje jak umie?

Niejako w kontraście do tych epizodów coraz bardziej przekonuję się w swoim życiu, że szczerość popłaca i że bardzo przyjemnie jest być szczerym. Adresowanie różnych kwestii wprost, nie unikanie trudnych wątków, toczenie różnych trudnych rozmów bez przekładania ich na później na dłuższą metę popłaca, choć początkowo nie wydaje się szczególną przyjemnością. Nie oszukując nie trzeba potem pamiętać swoich kłamstw. Sama przyjemność :) Dobry kontakt ze sobą, konfrontowanie się z własnymi niedociągnięciami i wgląd w to, że pewne rzeczy robi się tylko dlatego, że coś się we własnej głowie poprzestawiało, czyli wynika z własnej psychopatologii, również na dłuższą metę popłacają. Bo jeśli wiem, że na pewne rzeczy jestem szczególnie wrażliwa (a każdy ma takie rzeczy!), to być może następnym razem się powstrzymam, będę w stanie rozmówcy wyjaśnić o co mi chodzi, albo zapobiegnę sytuacji, w której ktoś może mi nadepnąć na odcisk. Same dobre rzeczy.

Choć ten rok nie zaczął się dobrze, a potem było tylko gorzej (nawet w spokojnym dotychczas Internecie toczy się SOPA-war), to cieszę się, że chociaż czasem nawiedzają mnie przyjemne refleksje. A jak u Was z tym egocentryzmem i szczerością wobec siebie i innych?

czwartek, 05 stycznia 2012
Wielu rzeczy mi brakuje

Istnieje koncepcja głosząca, że przymus robienia zakupów wynika z pustki wewnętrznej. I choć idea, że setna para butów jest w stanie zaspokoić jakąś wewnętrzną tęsknotę brzmi abstrakcyjnie, to jednak nie mam problemu z intuicyjnym zrozumieniem, że w takich założeniach czai się jakaś logika. Z pewnością logiczne jest już to, że osoby w obniżonym nastroju są skłonne wiele zrobić, by zmienić swoją sytuację. Z tego powodu chętniej podejmują ryzyko, chętniej w laboratorium psychologa podejmują się sprzedaży otrzymanych przed chwilą zasobów. Wszystko to, aby poczuć się lepiej.

Zewsząd zapowiadany jest kryzys. Z każdej strony słyszę, że rok 2012 będzie okropny i trzeba będzie zaciskać pasa, rynek pracy się skurczy, a rząd dowali nam podatkami. Już nam dowala aferą z NFZ-em co bardzo, bardzo mnie boli, ale czuję się wobec tego faktu bezradna.

Rok dopiero się zaczął, a we mnie coraz więcej jest tej bezradności i coraz mniej nadziei na lepsze. A szkoda, zdawało mi się, że już wychodzę na prostą. Jak to łatwo się pomylić! W zeszłym roku nie złamało mnie nawet to, że nie byłam w stanie kupić sobie butów zimowych, bo w cenie do 200 zł nie byłam w stanie dostać niczego dobrej jakości. Nie zszokował mnie też fakt, że potrzebuję spodni, a nie nadarza się akurat żadna promocja za 50zł jak drzewiej i za towar, który nawet do końca nie spełnia moich oczekiwań żąda się ode mnie 200 zł.

Na trzy dni przed nowym rokiem zostałam napadnięta na ulicy. Nie wiem o co chodziło napastnikowi, ale właśnie odchodziłam od bankomatu, a on się wyrwał z kolejki do pobliskiego lombardu, mogę zatem oczekiwać, że po świętach bieda bolała go jak nigdy dotąd, do tego nerwy miał napięte i akurat mu się nawinęłam. Był ze cztery razy większy ode mnie, kilkadziesiąt osób widziało całe zajście, ale nikt nie udzielił mi pomocy. Dziwię się, ja kiedy choćby słyszę jakiś rumor to biegnę się zainteresować o co chodzi. Myślałam, że wszyscy ludzie tak mają. Znów się pomyliłam.

Najprawdopodobniej jak ci ludzie z depresją badani przez psychologów, bardzo chciałam zrobić jakieś nowe otwarcie i do końca liczyłam na to, że będzie jednak lepiej a nie gorzej. Pewnie dlatego poddałam się dyktowanemu z góry konsumpcjonizmowi i ubzdurałam sobie, że bardzo potrzeba mi konsoli z Kinectem. Kontekst był też niezmiernie ciekawy, bo oprócz tego, że chciałam sobie sprawić ciekawą zabawkę, to jeszcze pomyślałam, że sobie przy tym poćwiczę i zadziała to co najmniej jak zamiast wizyty na siłowni.

Po świętach udałam się do sklepu z elektroniką gotowa tam zostawić niecałe 2 tysiące złotych, jednak konsol nie było. Dobra, poczekam. Zapowiedziano mi, że po nowym roku będą. Jednak po nowym roku okazało się, że tych konsol w ogóle nie ma i to nie tylko w danym sklepie. Jak to dobrze, że nie zostawiłam żadnej zaliczki! A byłam gotowa ją wciskać w łapki cwanego sprzedawcy (naprawdę cwaniaczek!). Nie ma konsol, w porządku, ja to przeżyję. Może to znak? Boli mnie tylko to, że wbrew zapowiedziom, ze sklepu nawet nie zadzwonili mnie poinformować, że towaru nie ściągnęli (co z tego, że jest w filii w innym mieście?). Całe zajście tylko mi uświadomiło, że tego sprzętu jednak nie potrzebuję, bo wewnątrz nadal jestem tak samo smutna jak i byłam i ciekawe czy w takim stanie psychicznym miałabym w ogóle siły lub ochotę by go rozpakować już nie mówiąc o docenieniu.

Nie wiem jak wy, ale ja czuję się coraz bardziej zagrożona i coraz bardziej bezradna ponieważ choćbym nie wiem jak się starała to już nie daję rady. Nie jestem w stanie zarobić tyle, żeby być w stanie raz na miesiąc pojechać na szkolenie i jeszcze żeby mi na jedzenie do końca tegoż miesiąca starczyło. Nie jestem w stanie spełniać różnych wymogów polskiego rządu, który obywatela coraz bardziej ogranicza, coraz więcej wymaga, ale nigdy się nie przyzna, że nie jest w stanie o tego obywatela zadbać. Jest mi także jakoś źle z ludźmi, bo przecież ci ludzie mi nie pomogli, kiedy na ulicy wymagałam pomocy. Nie ogarniam powoli tego bałaganu.

A jaki był wasz początek roku?

23:16, wildfemale
Link Komentarze (4) »
niedziela, 01 stycznia 2012
William and Sly 2

Witajcie w nowym roku!

William przyjaźni się z liskiem. William mieszka w lesie. Will podpadł gnomom i dlatego te porwały jego notatki. W tej grze wcielamy się w liska, którego zadaniem jest zebranie wszystkich 25 fragmentów, przedzieranie się przez jaskinie, odwiedzanie świątyń, ale przede wszystkim wcinanie grzybów, które lisek bardzo sobie upodobał.

Tutaj nie trzeba nikogo zabijać. Wystarczy beztrosko sobie skakać. Czasem lisek wysadzi jakiś głaz i to by było na tyle agresji w grze. Warto także napierać na ściany, ponieważ czasem gnomy rzucają na nie słaby czar polegający na tym, że jaskinia udaje zwartą ścianę. W takich jaskiniach nader często rosną grzyby lub kryją się kluczyki do skrzynek. Znajomość języka angielskiego jest wymagana, ponieważ czasem lis odwiedza jaskinie i dostaje tam enigmatycznie brzmiące instrukcje. Bez znajomości angielskiego nie będziecie w stanie ich zrealizować.

Bardzo mocnymi stronami gry są jej grafika (śliczna!) oraz przyjemny podkład dźwiękowy. Czułam się jak w prawdziwym lesie. Gra jest totalnie wyprana z agresji, a pomysł poszukiwania podartych notatek po lesie jakoś do mnie przemówił. Lisek jest przesympatyczny i dlatego pozwoliłam sobie przejść grę aż dwa razy. Trzeba przyznać, że jest ona bardzo czasochłonna i wymaga kilku posiedzeń.

Jesteśmy wyposażeni w mapę planszy, którą zawsze sobie można otworzyć poprzez naciśnięcie spacji. Bardzo pożyteczna rzecz. Na szczęście twórca gry przewidział także możliwość jej save'owania. Dzieje się to automatycznie podczas każdego otwarcia mapy. Nie wstydźcie się zatem z niej korzystać. Pod odkryciu ich przez nas, na mapie automatycznie zaznaczane są także wielkie głazy, nie otwarte kuferki, kamienie do teleportacji (kiedy już zdobędziemy tą umiejętność) oraz słupy ahimni. Szkoda, że nie zaznaczono na niej także nie zebranych przez nas kluczy czy bomb, bowiem nie zawsze można do nich sięgnąć od samego początku gry, a pojawiają się one w polu widzenia.

Poprzednia część gry była również atrakcyjna graficznie jak na ówczesne możliwości. Jednak obecne wydanie jest chyba najatrakcyjniejszym wizualnie wydawnictwem tego typu w roku 2011. Wasze dzieci to pokochają. Kto by nie chciał być pracowitym, sytym liskiem?

William and Sly 2

Tagi: gra
00:51, wildfemale
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 grudnia 2011
Postanowienia noworoczne

Robicie jakieś postanowienia noworoczne w tym roku? Podobno corocznie najwięcej osób chce rzucić palenie i schudnąć. Tą drugą motywację rozumiem, bo to wszak tuż przed sylwestrem i jest motywacja by zmieścić się w kreację. Ale koniec roku jest okresem szczególnym nie tylko ze względu na zabawy karnawałowe, ale i na to, że w tym czasie jakoś naturalnie przychodzi nam podsumowywanie różnych etapów. W podsumowaniach najczęściej wychodzi, że jesteśmy z czegoś niezadowoleni, coś byśmy poprawili, czegoś mogłoby być więcej... Wszystko to rodzi naturalne napięcie motywacyjne i chęć zmian, a te najlepiej sobie dobrze zaplanować. Pewnie stąd pewna tradycja postanowień noworocznych.

Nie ukrywam, że chciałam tutaj zamieścić wpis ze swoimi postanowieniami. Co prawda to kwestia dość osobista, ale swoim czytelnikom powierzałam już różne osobiste zagadnienia. Wyłączyłam komputer i zaczęłam pisać. W ten sposób zapisałam całą kartkę A4 18-stoma postanowieniami. Strasznie tego dużo! I okazało się również, że są one bardzo, bardzo intymne. Aż tak bardzo, że nie sposób się nimi z kimś dzielić.

Podczas zapisywania nie obyło się i bez kreślenia. Kreśliłam z różnych powodów, a to za mało szczegółowo, a to nierealnie, a to coś w ogóle okazywało się nie być postanowieniem (sic!). To mi narzuciło nieco inną formułę dzisiejszego wpisu. Dla tych z Was, którzy planują spisywać własne postanowienia zdecydowałam się stworzyć poradnik zawierający warunki, jakie takie postanowienie powinno spełniać, żeby jak najłatwiej było je zrealizować. A zatem zaczynamy:

1. Dobre postanowienie powinno być konkretne. Odrzućmy z góry wszelkie asekuracyjne sformułowania typu "może", "jakby", "spróbuję"/ "postaram się", "około", bo to nie ma większego sensu. Jak siebie potem rozliczyć ze "starania się"? Postanawiać coś sobie należy stanowczo. Gdy cel ma jakiś termin realizacji, warto także i ten deadline zawrzeć w treści postanowienia. Przejawem konkretności postanowienia jest również samo spisanie go. Niech postanowienia istnieją w jakiejś fizycznej formie, mają określony ostateczny kształt, nawet gdyby już za chwilę miał on przechodzić delikatne modyfikacje. Jeśli podczas formułowania postanowienia noworocznego pojawia się jakieś wahanie, zaczynamy używać wieloznacznych sformułowań, to może jest to cenna wskazówka, że na takie postanowienie w ogóle nie jesteśmy gotowi? Może trzeba to sobie przełożyć na jeszcze następny rok, albo rozbić na mniejsze kroczki? A może przyjrzeć się głębiej sobie i zobaczyć co w nas samych tak bardzo nam przeszkadza? Może się równie dobrze okazać, że to nie nasz cel, a cudzy i po takim wglądzie będziemy mieli jedno postanowienie mniej do realizacji. Czy to nie cudowne!?

2. Postanowienia należy formułować bez negacji. Zaniechajmy używania partykuły "nie". Po co skupiać się na negatywach, na celu, którego właśnie zamierzamy uniknąć i wcale nie chcemy się na nim koncentrować? Najlepiej jest używać twierdzeń i w treści postanowienia koncentrować się na efekcie, jaki chcemy osiągnąć. Łatwiej będzie potem sprawdzić na ile nam się to udało oraz opracować konkretny plan dążenia do tego efektu. Ułatwi nam to także weryfikację na ile nasze oczekiwania względem siebie są konkretne.

3. Postanowienia powinny być realne. Zatem przed przyjęciem każdego postanowienia należy rozważyć, czy posiadam zasoby (wiedzę/ umiejętności/ finanse/ możliwości fizyczne) niezbędne do jego zrealizowania. Jeśli nie, to najbliższy rok można poświęcić najwyżej na zdobywanie tych zasobów, albo... przeformułować cel.

4. Gdy się coś sobie postanawia i jeszcze zamierza sumiennie dążyć do tego realizacji, to warto również wiedzieć po co. "Chcę dużo zarabiać żeby mi sąsiedzi zazdrościli." to zły cel. Po co inwestować energię i nakłady ciężkiej pracy w coś, co nie jest naszą wewnętrzną potrzebą? Życie jest za krótkie na takie manewry. Dobre postanowienie ma odniesienie do mnie, mojego szczęścia, zadowolenia czy dumy. Na podobnej zasadzie nie wolno sobie postanowić "W 2012 moja córka zwycięży w ogólnopolskim konkursie skrzypcowym." (także ze względu na kwestie podniesione w punkcie 3). Wydaje mi się, że dobrze by było powiązać sobie własne postanowienia z naszymi wewnętrznymi potrzebami i wówczas nawet "Chciałabym pójść na kręgle, bo zazwyczaj jestem osobą mało otwartą i postawienie siebie w nowej sytuacji może mnie rozwinąć/ poszerzyć mi horyzonty/ pomóc poznać nowych ludzi." nabiera głębszego sensu.

5. Liczbę postanowień należy ograniczyć do niezbędnego minimum. Owszem, nie ma nic złego w zrobieniu sobie małej burzy mózgu i wypisaniu różnych rzeczy, które nam przychodzą do głowy. Potem jednak należy to ukonkretyzować, odsiać swoje idee od tych, które ktoś nam podstępne do głowy wcisnął i... dokonać selekcji pod względem niezbędności. Im mniej, tym łatwiej zrealizować i skoncentrować energię na konkretnych działaniach.

6. Przy selekcji może pomóc wzięcie pod uwagę kolejnej cechy dobrego postanowienia. Mianowicie postanowienie musi być... postanowieniem, a nie marzeniem. Wiąże się to bezpośrednio z kwestią posiadania wpływu, zasobów i sprawstwa, które były podnoszone wyżej. "Pojechać za granicę." to marzenie nie powiązane z żadną potrzebą ani konkretnym planem działania. "Pojechać za granicę na stypendium naukowe by uczestniczyć w projekcie badawczym profesor Iksińky, którą się poznało na kongresie pół roku temu." nosi znamiona postanowienia ;) Jeśli na Twojej liście postanowień zaplątały się ewidentne marzenia to... jest powód do radości. Oznacza to bowiem mniej faktycznych postanowień do realizacji oraz więcej materiału do analizy i wglądu we własne potrzeby, fantazje, niespełnione oczekiwania...

7. Kiedy posiadamy już zamkniętą listę starannie wyselekcjonowanych postanowień być może dobrym pomysłem jest ich pogrupowanie według takich kryteriów, jakie będą dla nas wygodne. Może to być perspektywa czasowa realizacji, albo dziedziny, których postanowienia dotyczą. Grupowanie pomoże nam sprawdzić czy...

8. Lista postanowień powinna być harmonijna i zbilansowana. Nasze postanowienia są niebanalne, wypływają z wewnętrznej potrzeby, a przez to służą rozwojowi własnemu. Kto chciałby się rozwijać nieharmonijnie? Roboczo pomyślałam sobie, że dobra lista powinna zawierać postanowienia dotyczące: ciała/kondycji/wyglądu (ważny aspekt własnej kobiecości/męskości, a tą zawsze warto wspierać i rozwijać), potrzeb emocjonalnych, rozwoju intelektualnego i duchowego. Moje postanowienia można mniej więcej tak poklasyfikować. Wszelkie konstruktywne uwagi krytyczne mile widziane.

9. Aby udało nam się zrealizować postanowienia warto zawczasu pomyśleć jak sobie to zadanie ułatwić. Można powiesić wielką listę postanowień i cieszyć się perspektywą ich kolejnego odhaczania, albo poinformować przyjaciół, że właśnie do czegoś dążymy i prosimy o wsparcie. Nie wolno jednak tracić z oczu tego, że to cały czas my ponosimy odpowiedzialność za własne postanowienie, a nie przerzucamy jej na osoby świadczące nam wsparcie. Zależnie od samego postanowienia i naszego usposobienia istotne wsparcie mogą nam także świadczyć: psychoterapeuta, kapłan, rodzina, zaprzyjaźnieni internauci, społeczność czytelników własnego bloga etc.

10. Proces realizacji postanowień powinien zostać jakoś domknięty, nagrodzony. Formę nagrody i wsparcia jednocześnie może stanowić opisywane we wcześniejszym punkcie skreślanie sobie już zrealizowanych celów. Można siebie też motywować jakimiś drobnymi przyjemnościami. Pamiętam, że kiedyś wykonałam sobie okolicznościową koszulkę upamiętniającą osiągnięcie celu, ale sami już tam będziecie ekspertami od tego, co działa w Waszym przypadku.

Jak Wam idzie robienie postanowień noworocznych?

18:39, wildfemale
Link Komentarze (1) »
niedziela, 25 grudnia 2011
The Wok

Założę się, że tego jeszcze nie robiliście! No bo czy zdarzyło się Wam kiedyś ratować... garnek? I to gar nie byle jaki, chodzi o woka zesłanego z niebios. Co prawda nikt nie wie do czego on może służyć, ale z pewnością jest wielki i godny czczenia...

Tak zaczyna się nasza nowa przygoda. Warto obejrzeć intro, choć razi literówką. gdybyście bardzo się męczyli, twórcy gry dają możliwość jego przeskoczenia. A dalej jest tylko lepiej. Miła ścieżka dźwiękowa w tle i nowe przygody na każdym ze screenów. Tak przyjemnego point&click nie widziałam dawno.

Nasze zadanie polega na pokonaniu rozmaitych potworków utrudniających nam podróż. Pamiętajcie, nie zawsze pierwsza myśl jest najlepsza, a czasem trzeba działać naprawdę szybko. Inaczej spotka nas okrutna śmierć z rąk nieznanej bestii. Pocieszającą wiadomością jest to, że twórcy gry pozwalają nam próbować wielokrotnie :)

Zagraj i ty!

Tagi: gra
17:05, wildfemale
Link Dodaj komentarz »
Snail

Gierek o ślimakach było tu wiele, tym razem mamy pomóc małemu przyjacielowi zrealizować ważne marzenie. Każda istota w pełnię księżyca ma prawo ugłośnić swoje życzenie, a potem, jak to w życiu, musi się bardzo, bardzo napracować by je zrealizować.

Zasady gry są niezmiernie proste, a życie ślimaka łatwe nie jest o czym macie teraz okazję się przekonać. Gra jest zdecydowanie zabawniejsza kiedy rozumie się angielskie słówka, ale ukończyć może ją każdy zażarty osobnik w wieku od 5 do 100 lat.

Mnie się udało, czego i Wam życzę!

Zagraj!

Tagi: gra
14:30, wildfemale
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 grudnia 2011
Myosotis Chapter 1

Myosotis nie ma nic wspólnego z mięśniami, ani podziałami komórkowymi. Słowo to po holendersku oznacza niezapominajkę. Fabuła gry dotyczy starej miłości, która nigdy nie rdzewieje. Prywatny detektyw Rick otrzymuje listy od ukochanej Lily i bez zastanowienia rusza jej na ratunek do tajemniczego hotelu.

Grę obsługujemy myszką. Kolejne plansze są minimalistyczne i utrzymane w szarości, ale stawiane przed nami łamigłówki są niezwykle ciekawe. Znajomość języka angielskiego jest tu moim zdaniem wymagana na dość wysokim poziomie.

Największa zaletą jest ścieżka dźwiękowa na niespotykanie wysokim poziomie. Gra jest dość krótka, a kolejne zadania stanowią pewne wyzwanie. Zdecydowanie warto stawić mu czoło. Warto też zajrzeć do gry choćby aby posłuchać fantastycznej muzyczki.

Z niecierpliwością czekam na następną część.

Zagrajcie!

Tagi: gra
16:29, wildfemale
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 grudnia 2011
Wiążę się

Jestem niewyspana, a przede mną jeszcze długi dzień. Jestem niewyspana, bo... sprzątałam. Ja nie jestem leniwa, ja po prostu nie lubię sprzątać. Po prostu to wszystko jeszcze kiedyś mi się przyda. Zwyczajnie położyłam przed dwoma laty zewnętrzny napęd CD na tamto miejsce. Dlaczego do tam nie ma?! Został użyty raptem dwa razy, a kosztował 250 złotych. Dlaczego mam po nim tylko pudełko. Napęd się nie znalazł:(, ale za to w końcu zmusił mnie do sprzątania. To znaczy na razie sprzątnęłam tylko biurko, tylko jego wierzch. Ale i tak trwało to baardzo długo, ponieważ na biurku znajdowało się bardzo dużo papierów.

Zasiadłam zatem i po raz pierwszy od dłuższego czasu (na biurko panował taki bałagan, że po prostu je opuściłam i od roku z niego nie korzystałam) zauważyłam, że stoi na nim aż pięć kubeczków z długopisami. Samo sprawdzanie, czy wszystkie one piszą zajęło mi trochę czasu, ale nie to było najgorsze. Uświadomiłam sobie dlaczego tak ciężko było mi wysiedzieć przy tym biurku. Po prostu pięć kubków stojących w rządku naprzeciwko mnie tworzyło atmosferę osaczenia. Poczucie to pogłębiało się tylko w konfrontacji w faktem, że po bokach leżą sterty papierów lub kopert (których nie wyrzucę dopóki nie usunę z nich adresu, a koperty są wyłożone folią bąbelkową, więc nie wrzucę ich do niszczarki) i w zasadzie tylko środek pozostaje wolny.

Po przejrzeniu długopisów zabrałam się za przeglądanie papierów. Okazało się, że jestem bardzo oszczędna. Nie miałam za dużo notesików, więc teraz odkrywałam zapisane wiele czasu temu karteczki, często drobnym pismem i wielokrotnie. Znalazłam notesik podarowany mi przez kogoś jakieś siedem lat temu - wciąż zawierał kilka czystych kartek. Podobnie oszczędzałam co atrakcyjniejsze długopisy podarowane mi przez mamę. Jednak nie odkrycia dotyczące artykułów papierniczych były dla mnie najważniejsze.

W rozmaitych zakamarkach papierzysk czaiły się nigdy nie zrealizowane plany projektów badawczych, które pewnie nigdy nie ujrzą światła dziennego, bo teraz wydają mi się zbyt banalne. Odnalazłam także wykonany długopisem rysunek kwiatka zawierający na odwrocie informację, że jest to prezent dla mnie i kilka miłych słów. Prawdopodobnie wręczyła mi go jeszcze któraś z koleżanek w liceum. Nawet nie spłowiał.

Znalazłam też kilka numerów telefonów i nazwisk zapisanych cudzym pismem, które teraz nic mi już nie mówiły i nie niosły ze sobą żadnej informacji o emocjonalnym znaczeniu. Wygrzebałam ze szpargałów nawet drucik pomalowany w paski i charakterystycznie wygięty - miał kiedyś udawać węża, ale nikt w nim tego węża nie dostrzegał. Odszukałam namalowany kredkami rysunek zawierający nawet m.in. moją podobiznę. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że doskonale pamiętam, jak wykonywałam go w pierwszej klasie liceum. Tyle się od tego czasu zmieniło!

Sporo agresji wzbudziło we mnie natknięcie się na spłowiałe notatki przygotowujące do kolokwium na studiach - dotyczyły zagadnień, które nigdy mi się w pracy nie przydadzą, za to jako studentce przysparzały mi wiele niepotrzebnego stresu. Wyrzuciłam je bez żalu, trudniej natomiast było mi się rozstać ze składanym niegdyś i starannie pomalowanym drewnianym modelem świerszcza. Przypomniało mi się, jak mój nieżyjący już kot dorwał go kiedyś i poprzegryzał mu tylne nóżki. Na pamiątkę schowałam podania uczelniane podpisywane przez moją promotor - jest to kobieta, z którą do dziś czuję się bardzo związana.

Ta przymusowa podróż sentymentalna uświadomiła mi, jak wiele się we mnie pozmieniało. Dojrzałam naukowo i emocjonalnie (kolejność nieprzypadkowa;)). Dawne projekty budzą pobłażliwy uśmiech, niegdyś pisane wiersze przypominają o tym, że od lat nie mam już weny i pewnie straciłam swoją poetycką płodność na zawsze. Uczuciowo również bardziej się ustabilizowałam. Nie jest już tak, że przelotne fascynacje całkowicie pochłaniają moje myśli i uniemożliwiają mi skupianie się na czymś innym. Moje postrzeganie życia się zmieniło i ciężko mi jakoś wartościować czy teraz jest lepiej czy gorzej, wiem za to, że jest po prostu inaczej.

A jaką historię może opowiedzieć Wasze biurko?

15:12, wildfemale
Link Komentarze (1) »
sobota, 17 grudnia 2011
Binga 2

Polecam drugą grę z tej serii. Część pierwsza była tu przeze mnie opisywana wcześniej. Poziom trudności nie zmienił się, podobne są także zagadki. W dalszym ciągu klikamy myszą, a naszym zadaniem jest poradzenie sobie w jak najkrótszym czasie z uruchamianiem samochodzików, wbijaniem piłeczek, przewracaniem pachołków (trudna sztuka!), a nawet... spłukiwaniem toalety.

Znajomość angielskiego przydaje się czasami do zrozumienia niektórych instrukcji, ale chyba nie jest konieczna. Tło muzyczne całkiem przyjemne i nieintruzywne. Mnie udało się osiągnąć taki wynik:

Spróbujcie i Wy!

Tagi: gra
19:26, wildfemale
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 47