RSS
wtorek, 23 stycznia 2018
Pierwsze razy

Jak już zazwyczaj z zamiarem poczynienia odpowiedniego wpisu noszę się długo, toteż i kształt i zakres wpisu zmienia się w mojej głowie dynamicznie. W najśmielszych fantazjach bym jednak nie przypuszczała, że przyjdzie mi tu napisać, to czym dziś skonkluduję.

Jak zawsze moja głowa pełna jest nowych pomysłów, a życie nowych wrażeń. Wróciłam świeżo ze szkolenia, na którym świetnie funkcjonowałam społecznie, a wręcz zostałam gwiazdą relacji społecznych. Jest to o tyle niesamowite, że zazwyczaj nie jestem lubiana w ogóle, a już na pewno nie najbardziej. A tymczasem organizowałam grupie popołudniami życie towarzyskie, nikt nie chciał się ze mną kłócić, nawymieniałam się kontaktów na potęgę, a na zakończenie ktoś mi nawet zaproponował robienie u siebie doktoratu. I to uwierzcie mi, że nie byle kto:) Rozważę, rozważę.

Poznałam też faceta, który się mnie nie boi i być może coś z tego będzie. Oboje jesteśmy już mocno dorośli, doświadczeni, mówimy bez ogródek o swoich planach wobec siebie. To dobrze rokuje.

Jestem w konflikcie z szefową. Umówiłam się z nią na rozmowę, rzetelnie się do tej rozmowy przygotowałam, zasięgałam porad różnych osób. Rozmowę przeprowadziłam na najwyższym poziomie profesjonalizmu, a wczoraj otrzymałam od niej kolejne obraźliwe maile. Baba mnie opluwa, a ja się uśmiecham i mówię, że to tylko deszcz pada. Czy ja upadłam na głowę? Maile od szefostwa nie są niestety jedyną trudną korespondencją, z którą przyszło mi się wczoraj mierzyć, co tylko nadaje sprawie z (jeszcze) szefową nowego wymiaru. Więcej szczegółów niżej.

Rok 2018 zaczął mi się wyjątkowo nieszczęśliwie. Pewnego ranka tuż przed planowanym wyjazdem wstałam z łóżka i doznałam masywnego krwotoku, który nie ustawał. Okazało się, że nie jestem wieczna ani wszechmogąca. Widziałam jak ucieka ze mnie życie i bałam się, że umrę w najbardziej kretyńskich okolicznościach, jakie tylko można sobie wyobrazić. Nie mogłam zatamować krwawienia mimo najwytrwalszych starań. Miałam też trudność żeby wezwać karetkę. W końcu udało się ją wezwać i jestem bardzo wdzięczna ratownikom za fachową pomoc. W szpitalu nie miałam już tyle szczęścia, gdyż konsultujący mnie specjalista robił ze mnie kretynkę. Właściwej pomocy udzielił mi dopiero młody entuzjastyczny stażysta. Zamiast pracować odwiedzałam kolejnych specjalistów. Z otrzymanym zwolnieniem lekarskim nawet nie wiedziałam co zrobić i przez to prawdopodobnie straciłam prawo do zasiłku, bo nie wiedziałam, że coś takiego mi w ogóle przysługuje. Wiem, że jestem lamus i na pewno wszyscy byście sobie z tym lepiej poradzili, ale ja po prostu nigdy nie chorowałam. Nie wiedziałam, że prowadząc własną działalność o zasiłek muszę specjalnie poprosić. Sądziłam, że dzieje się to automatycznie. Jestem pierdołą. Na moją prośbę w końcu skauteryzowano mi nieszczelne naczynia. Nawet mnie nie bolało, chociaż ponoć powinno. Było mi wszystko jedno, w głowie roiły się najokropniejsze scenariusze. Nadal jestem w trakcie diagnostyki, a krwotoki na szczęście wystąpiły jedynie kilka razy. Obecnie ustały, a ja nawet odważyłam się poćwiczyć. O zwolnienie lekarskie specjalnie poprosiłam do dnia, na który byłam umówiona z szefową. Na rozmowę wciąż udałam się poplamiając, ale tej psychopatki to raczej nie wzruszyło. Najwyraźniej jestem jakimś gorszym rodzajem człowieka. Jest rasa panów i jest poddanych.

I na zakończenie prawdziwa wisienka. Czytacie mnie jeszcze? Wczoraj dostałam mailowo informację od ojca, że czeka go poważna operacja i że ma diagnozę nowotworu. Źle rokującego nowotworu. Ponieważ moje relacje z ojcem były przez ostatnie lata bardzo trudne, stąd pewnie forma komunikacji między nami, to jest mi w tej sytuacji jeszcze trudniej. Nie czuję się oczywiście winna tego, że ona ma nowotwór, bo tego przewidzieć nie mogliśmy, ale jego rozpaczliwe maile (czuje się chory i samotny) przemieszały mi się w skrzynce z durnymi i bezczelnymi od szefostwa i tym bardziej mnie to wszystko rozjuszyło. Jutro muszę wykroić przerwę w bezsensownej pracy, w której mam siedzieć od rana do wieczora żeby odwiedzić własnego ojca w szpitalu. Ojca, który czuje się samotny i boi się o swoje życie. W dodatku boi się słusznie. A ja nic w tej kwestii nie mogę zrobić. Siedzę, płaczę i też się czuję potwornie samotna i bezsilna w tej sytuacji.

Dbajcie o siebie, nie pracujcie ponad siły, unikajcie głupich ludzi, wykonujcie badania profilaktyczne i mówcie "kocham" wszystkim osobom, które na to zasługują.

Tagi: refleksje
23:34, wildfemale
Link Komentarze (4) »