RSS
czwartek, 31 stycznia 2019
umieram

Śmierć jest zjawiskiem zdysocjowanym. Przynajmniej jeden lekarz orzekający o śmierci pnia mózgu powinien być anestezjologiem. Wszyscy umieramy z każdym dniem. Są dwie rzeczy pewne na świecie: podatki i śmierć, choć co do tego drugiego niektórzy nie są pewni. Wszyscy umrzemy, myk polega na tym, że nie wiemy kiedy.

Tak i ja umieram. Kilka dni temu stałam się jakby bardziej śmiertelna niż inni. Zrobiłam sobie przerwę w pracy i wyskoczyłam na rutynowe badanie. W ciemni gabinetu radiologa widziałam jak rzeczona radiolog zmienia kolor, staje się coraz bardziej małomówna i sprawdza coraz to kolejne rzeczy. Weszłam młoda, butna, a przede wszystkim zdrowa, a wyszłam z nowotworem. Kilkoma niedomówieniami, bo nie nazwaniem wprost, pani doktor "uczyniła" mnie chorą. Widać było, że pani doktor nie lubi takich rozmów, że nie po to wybrała taką specjalizację i bezpieczeństwo swojej ciemni żeby rozmawiać z pacjentami o takich brzydkich rzeczach jak śmierć.

Następnego dnia poszłam do onkologa. Jak to w przypadku wiadomego prawa, okazało się, że wybrana przeze mnie onkolog ma urlop przez najbliższe 3 tygodnie. Czemu jej nie ma jak jej potrzebuję? Zmiana jest położona wybitnie niekorzystnie, nawet poszerzanie diagnostyki może mnie dosłownie zabić. Gdybym wiedziała, że zabieg na pewno się nie powiedzie, rozsądniejsze jest życie bez niego i korzystanie z życia póki mogę. Sęk w tym, że przyszłości nie znamy i mam oczywiście ochotę zagrać o dłuższe życie bez choroby.

Dziś byłam u swojego lekarza rodzinnego założyć kartę DILO. Po cichu liczyłam, że jednak powie mi, że to nie nowotwór, czego oczywiście nie mógł zrobić. Dochodzimy do wniosku, że najgłupszą rzeczą jaką można zrobić to dać mi zwolnienie, bo jak siedzę sama w domu to płaczę, a jak pracuję to czuję się normalnie. Resztę dnia przepracowałam i pracowałam z 200% zaangażowaniem. To mogą być moje ostatnie dni pracy... jakiekolwiek. Chcę po sobie zostawić dobre wrażenie.

Niecały rok temu mój ojciec zmarł po niewinnej, absolutnie planowanej, elektywnej operacji. W tym momencie cieszę się, że jeszcze nie położyłam mu pomnika. Myślę, że da się mnie pochować z nim w jednej kwaterze. Będzie taniej. Czeka mnie sporo zakupów. Na sobotę kupiłam bilet do teatru żeby nie zostawać sama z myślami. Zamówiłam też torbę podróżną taką jaką zawsze chciałam. Będę się w nią mogła spakować do szpitala. Muszę sobie też kupić garnitur żeby było mnie w czym pochować oraz zapłacić pani notariusz za sporządzenie testamentu. Strasznie dużo tego załatwiania. Szpital muszę wybrać taki, żeby miał internet. Przy jednoosobowej działalności gospodarczej, jeśli nie opłacę składek ZUS w terminie, stanę się nieubezpieczona i z dnia na dzień mnie ze szpitala wyrzucą.

Jeśli chcecie wiedzieć jakie to uczucie umierać to śpieszę donieść, że fatalne. W zasadzie nie znajduję w umieraniu żadnych plusów nawet jeśli fizycznie akurat czuję się dobrze i nic mnie nie boli. Jeśli macie jakieś pytania szczegółowe o to, jak się najlepiej do umierania przygotować, to śpieszę się dzielić ekspertyzą zanim zniknę za horyzontem zdarzeń czarnej dziury...