RSS
niedziela, 28 lutego 2010
Dlaczego żeby uprawiać seks trzeba najpierw ukończyć studia?

Tytuł może się wydawać kontrowersyjny prawie wszystkim grupom społecznym z wyjątkiem rodziców, którzy mają nastoletnie dzieci i oczekują, że te podejmą współżycie dopiero w wieku lat dwudziestuparu zupełnie zapominając o tym, że oni sami zaczynali wcześniej i że wszelkie statystyki wskazują na to, że dzieje się to wcześniej.

Skąd zatem taki tytuł u wildfemale, która seksuologię uważa za najważniejszą dziedzinę nauki (no, jedną z ważniejszych)?

Ostatnie kilka dni spędziłam poprawiając na Wikipedii hasła z dziedziny seksuologii. Tak mnie jakoś wzięło. Złośliwi będą twierdzili, że to sublimacja;) Szukałam pilnie źródeł, tłumaczyłam z innych wersji językowych i oczy szeroko mi się otworzyły z zaskoczenia.

Nie miałam pojęcia, że do uprawiania seksu trzeba tyle wiedzy medycznej. To znaczy, oczywiście podejmowanie współżycia uważam za zadanie odpowiedzialne i zdecydowanie dla dorosłych, ale dotąd kojarzyło mi się raczej z fizjologią i czymś co się dzieje naturalnie. Wildfemale uznaje ten stary model, według którego do seksu dochodzi z miłości, nie mieszczą jej się w głowie tzw. galerianki, choć nie wykluczone, że któryś z kolejnych wpisów będzie właśnie o nich.

Sęk w tym, że hasła, które wzięłam na warsztat nie dotyczyły klasycznego stosunku dopochwowego w pozycji misjonarskiej tylko innych, zgoła śmielszych praktyk seksualnych, które to zdobywają sobie coraz większą popularność w naszym konsumpcjonistycznym świecie (czyżbyśmy byli znudzeni „zwyczajnym” seksem?).

Otóż, strach pomyśleć, jakie straszne konsekwencje może mieć seks oralny, kiedy para uczyła się go z filmów pornograficznych. Wówczas partnerka myśli, że krztuszenie się członkiem jest w dobrym guście i że połykanie nasienia jest wymagane. Partner zaś najpewniej nie wpadnie na to, że trzeba się przedtem umyć i porozmawiać z partnerką na temat oczekiwań ale i ograniczeń. Partnerowi pieszczącemu w ten sposób partnerkę łacno może się wydawać, że bardzo silna stymulacja jest na miejscu, podczas gdy większość kobiet preferuje delikatne pieszczoty. Mało tego, bez znajomości anatomii dmuchanie do pochwy może się wydawać świetnym pomysłem. Świetnym, dopóki nie doczytamy, że w ten sposób powietrze może się dostać do krwioobiegu powodując zator, a śmiem twierdzić, że także do otrzewnej ale tu jestem otwarta na polemikę.

Jeszcze gorzej jest z seksem analnym (zaskakujące jak słabo uźródłowiona jest Wikipedia jeśli chodzi o hasła dotyczące seksu analnego!). Tutaj już dyplom uczelni medycznej jest absolutnie niezbędny (albo rzetelna erudycja na podręcznikach, zapałem do wiedzy można wiele nadrobić). Znów fatalne w skutkach będzie wzorowanie się na filmach pornograficznych, w których (ponoć!) wszystko dzieje się gwałtownie i bez przygotowania. Tymczasem strona przyjmująca powinna być rozluźniona, zrelaksowana, podniecona, a przede wszystkim powinno się używać lubrykantu na bazie wodnej (tłuszcz jełczeje i uszkadza lateks). Wszystko powinno się dziać stopniowo, masażem, dotykiem, palcem etc. I łudzi się ten, kto uważa, że stanie się to podczas jednego spotkania. Naturalnie potrzeba omówienia tego i obustronnej zgody była dla mnie tak oczywista, że nie umieściłam jej na pierwszym miejscu. Na Wikipedii wyczytałam, że kulki analne nie są zbyt popularnym akcesorium erotycznym. Ale jeśli już się je kupuje, to warto zwrócić uwagę na jakość, jeśli zawierają sznureczek, to będzie on nie do doczyszczenia po pierwszym użyciu, toteż najlepiej takiego sprzętu w ogóle nie kupować, a jeśli już ktoś kupił, to używać z prezerwatywą. Założę się, że na żadnym filmie pornograficznym nikt nie używał prezerwatywy w takiej sytuacji! Wibrator jest za duży i nie jest przystosowany do tego, żeby wkładać go w odbyt. Śluzówka w tym miejscu jest bardzo delikatna i podatna na urazy (bez znajomości histologii nie do rozwikłania). Dlatego też, wszelkie nieswoiste zapalenia jelit są przeciwwskazaniem do podejmowania takich praktyk. Ach! I jeszcze jedno –absolutnie nie można dopuścić do przeniesienia bakterii, które naturalnie występują w odbycie i mają się tam dobrze; do pochwy, w której będą się czuły źle i będą powodowały infekcję. Zaskakujące jak wiele par o tym nie pamięta.

Pewnie nawet połowy ważnych rzeczy nie ujęłam w tym tekście. Zainteresowanych odsyłam do Wikipedii, a jeszcze bardziej zainteresowanych do aktualnych podręczników seksuologii, w ostateczności do popularnonaukowych publikacji autorstwa seksuologów, których też kilka wyszło na polski rynek.

15:34, wildfemale
Link Komentarze (1) »
sobota, 27 lutego 2010
nowa dawka absurdów

Wildfemale podczas swojej krótkiej nieobecności poszukiwała nowych absurdów. Z powodzeniem;) Wziąwszy pod uwagę, że aparat nie zawsze pod ręką i refleks już też czasem nie ten, to zbiory i tak uważam za owocne.

Zaczynamy:

Doprawdy nie wiem, dlaczego całą półkę psychologii zajmuje recepta na szczęście. Gdzie podziały się podręczniki do psychologii osobowości, psychologii rozwoju, opracowania na temat psychopatologii, względnie tomiszcza na temat eksperymentów, które zmienily oblicze psychologii?

W takich warunkach jechała kolejką wildfemale niecały tydzień temu;)

Zakaz trudny do wykonania. Zabrania się zabraniać!

Ja tylko grzecznie pytam co ma zrobić ten, który nadal myślał, że na ten przedmiot to on przyjdzie dopiero w semestrze letnim...

Short indeed...

To się na demotywator nadaje:

wtorek, 23 lutego 2010
Chamstwo w państwie

Szłam wczoraj wieczorem na ważne spotkanie. Nieco zdenerwowana, obawiałam się, że się spóźnię. Było już ciemno, przechodziłam koło wielkiej galerii handlowej, której światła słabo oświetlały wąską uliczkę. Nikogo za mną, nikt też nie szedł z naprzeciwka.

Nagle, mniej więcej w połowie długości, dojrzałam jakąś postać, która coś do mnie krzyczała. To znaczy na początku nie wiedziałam nawet, że to do mnie, bo słowa brzmiały: „Proszę pana! Proszę pana!”. Jako, że i tak szłam w kierunku tej pani (jak się okazało nie była sama), rychło dowiedziałam się, że te słowa były skierowane do mnie.

Gdy znalazłam się na wysokości pani i znudzonej dziewoi, która jej towarzyszyła usłyszałam ciąg dalszy. „Proszę pana, czy mógłby pan nas popchnąć, bo zakopałyśmy się tutaj samochodem z córką.” Zmrużyłam krótkowzroczne oczy, żeby sprawdzić, czy to aby na pewno do mnie. W dodatku do dziś nie wiem jak można się zakopać w kupce śniegu pod sklepem, ale może mało wiem o motoryzacji.

Jedyne na to co było mnie stać, to powiedzenie: „Jestem panią, a nie panem.” Interlokutorka była zaskoczona i wyksztusiła z siebie przeprosiny. Minęły może dwie sekundy gdy zza pleców usłyszałam: „To nie zmienia faktu, że też może pani pomóc.” Nie skorzystałam z propozycji i pomaszerowałam dalej...

Tagi: wypadek
21:45, wildfemale
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 22 lutego 2010
Atrakcje na blogu

Przepraszam za chwilkę nieobecności, to zupełnie nie w moim stylu. Miałam w planach zamieszczenie wstrząsającej dokumentacji fotograficznej. Mianowicie, od kilku dni pracowicie hodowałam moje okazy i ostrzyłam obraz w wielopikselowym aparacie cyfrowym.

Byłam ciekawa, czy na niedopitej herbacie owocowej, która się ostała w mojej sypialni (nie pytajcie;)) można wyhodować pleśń. Czekałam cierpliwie tydzień (nie wszystkie kobiety mają obsesję na punkcie sprzątania) i wreszcie się ukazała. Moja koncepcja jest taka, że to zarodniki pospadały z kurzem, a słodzona herbatka zadziałała jak słaba pożywka. Wskazywał na to rozkład kolonii.

Jednak na wszelki wypadek chciałam zjawisko udokumentować i zapytać moich wyedukowanych czytelników czy dobrze myślę.

Niestety, tragiczna wiadomość na dzień dzisiejszy jest taka, że kolonie zostały uprzątnięte przez osobę, która zupełnie nie ma zacięcia badawczego. Moja wina –nie napisałam karteczki „nie dotykać”.

23:58, wildfemale
Link Komentarze (2) »
piątek, 19 lutego 2010
interpunkcja

'Multiple exclamation marks,' he went on, shaking his head, 'are a sure sign of a diseased mind.' -- in Eric

Pewna dyskusja na forum przypomniała mi o tym cytacie. Dziwne, bo swego czasu widniał on w moim podpisie na innym z forów. Pochodzi z książki Terry'ego Pratchetta. Uważam, że jest bardzo prawdziwy. Rzeczywiście "specyficzni" ludzie nadużywają interpunkcji w ten sposób. Macie takie doświadczenia?

A co sądzicie o emotikonach?

czwartek, 18 lutego 2010
mój nos teraz urośnie

Przed chwilą wygrzebałam w sieci (źródło i tak widnieje na obrazku) i widzę, że nie tylko mnie Pinokio inspiruje:

Tagi: śmieszne
20:18, wildfemale
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 lutego 2010
Wyraża więcej niż 1000 słów…

Dziś miałam nieprzyjemność jechać autobusem z arcynieprzyjemnym typem.

Najpierw przeklinał już na przystanku, bo autobus nie chciał jechać (oj zły autobus, niedobry!). Potem w końcu przyjechał, ale nie taki, którego sobie ten młody człowiek życzył. Niemniej jednak kwiecie polskiej inteligencji raczyło do niego wsiąść i... źle się stało, bo rzucał mięsem (do siebie) już do końca drogi.

Wcześnie rano było i wszyscy byliśmy zaspani. Współpasażerowie zdali test, bo żaden nie dał się sprowokować.

Mnie tego żałosnego gościa było rzeczywiście żal. Pewnie w jego zwojach mózgowych kłębiło się coś, co uzasadniało takie a nie inne zachowanie. Pewnie mu się aż neuroprzekaźniki burzyły. Niemniej jednak, przyznacie, że to przykre iż marne spóźnienie autobusu tak dekompensuje młodego człowieka i to na początku tygodnia.

Był najprawdopodobniej studentem, strach pomyśleć co będzie jak pójdzie do pracy i ktoś mu zwróci uwagę:/

Tagi: autobus
23:53, wildfemale
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 lutego 2010
:(, :(, :)

Nie rozpatrzono mojego podania, bo pan, który ewentualnie mógłby to zrobić jest na urlopie –wróci w przyszłym tygodniu. Nie ważne, że podanie miało być rozpatrzone do dzisiaj.

Zadzwoniłam do koleżanki, żeby się wyżalić, ale po 20 minutach (co to jest marne 20 minut?!) jej małżonek, który się bacznie przysłuchiwał całej rozmowie kazał żonie powiedzieć, że ona nie ma czasu na rozmowy. Żona –osoba z tytułem profesora, natychmiast doszła do wniosku, że nie ma czasu na rozmowy.

Ale za to mój demotywator znalazł się na stronie głównej!

22:57, wildfemale
Link Dodaj komentarz »
mundanity.blox.pl

Traf chciał, że wczoraj przeniosło mnie na stronę blogu, którego adres widnieje w tytule. Na początku nie mogłam się połapać o co tak właściwie chodzi, bo akurat ostatnia notka dotyczyła pseudoangielskojęzycznych wypocin uczniów, ale nawet to mnie nie zraziło. Przeczytałam cały blog od dechy do dechy, bo i lektura lekka i porywająca i humorystyczna.

Mundanity to blog sympatycznej anglistki, która nie wiadomo dlaczego bierze leki przeciwdepresyjne. Jest to kobieta niezwykła (nie tylko dlatego, że przyznaje się do chodzenia do psychoterapeuty czy przyjaźni z lesbijkami), ponieważ otwarcie mówi, że jej dorastająca córka jest „wpadką”. Niezwykłe jest także to, że ma partnera i od wielu lat pozostają w stałym związku. Niezwykłe jest wreszcie dla mnie, że szacowna nauczycielka bujnie opisuje swoje wizyty w knajpach i że udaje jej się to godzić z obowiązkami dydaktycznymi, a nawet wychowawstwem klasy (o wychowywaniu córki nie wspomnę). Egzotyczna jest dla mnie również koncepcja, że jej partner to znosi, no... ale może ja dziwna jestem.

W każdym razie wszystkie wpisy na blogu są okraszone humorem, oraz trafnymi obserwacjami z życia. Miło mi było się z tym zapoznawać. Może moje życie jest zbyt szare, ale człowiek nabiera ochoty, żeby z takimi ludźmi pomieszkać;)

Jeszcze nie czujecie się zachęceni do odwiedzenia mundanity.blox.pl? A mówiłam już, że bohaterka ma 7 kotów? ^^

22:31, wildfemale
Link Komentarze (2) »
niedziela, 14 lutego 2010
Amy Bishop c.d.

Wracam po raz kolejny do sprawy prof. Amy Bishop z Uniwersytetu Alabama w Huntsville. Od ostatniej doby w prasie pojawiło się więcej informacji na ten temat. Widać, że sprawa poruszyła zagraniczne media, w rezultacie powstało wiele materiałów sięgających do historii jej życia, wywiadów ze studentami, a także ze współpracownikami.

Historia


Wczoraj wieczorem serwisy krzyczały sensacyjną wiadomością, że w 1986 roku Bishop zastrzeliła swojego brata. Stało się to w ich domu, postrzeliła go w klatkę piersiową, a brat niedługo potem zmarł. Motyw nie jest do końca znany, oficjalna wersja głosiła, że był to nieszczęśliwy wypadek. Jedynym świadkiem zdarzenia była matka, która chroniła swoją córkę. Jakakolwiek nie byłaby prawda, pani Bishop świeżo straciła syna i nie dziwi nas, że nie chciała stracić (uzdolnionej!) córki. Sprawdza się tutaj teza z mojego poprzedniego wpisu, że posiadanie broni w gospodarstwach domowych przyczynia się do tragedii. Bez względu na to, jaki motyw postępowania przyjmiemy, gdyby broni w domu nie było, to brat pani Amy nie zostałby przez nią zastrzelony. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że raporty dotyczące tego zastrzelenia zaginęły z policji krótko po samym zdarzeniu. Nie wiadomo co się z nimi stało ani dlaczego, prawdopodobnie ktoś z dobrej woli chciał chronić nastoletnią wówczas Amy.

Trochę psychologii


Strzelanina na uniwersytecie wywołana przez panią profesor to sprawa po dwakroć nietypowa. Po pierwsze nie zgadza się płeć. Przyznajcie, że raczej spodziewaliście się, że sprawcą będzie mężczyzna. Po drugie, takich rzeczy rzadko dokonują profesorowie. Wydawałoby się, że będzie to raczej eksces sfrustrowanego studenta. Po pierwsze dlatego, że młodzież jest bardziej labilna, po drugie, że kadrze mniej „wypada” (a już na pewno nie mordować). W sieci pojawił się bardzo wyważony wywiad z Ericem Seemannem –profesorem psychologii, który pracował na tej samej uczelni i znał Amy. Przyznaję, że wywiad do którego się odwołuję uważam za najbardziej wyważony i najbardziej rzetelny jakie w ogóle czytałam na temat samego zajścia. Otóż Seemann również był zaskoczony, że chodziło właśnie o profesor Bishop. Rozmawiał z nią wcześniej, ale nie sądziłby, że może ona przejawiać tendencje agresywne. Owszem, wiedział, że martwiła się brakiem przedłużenia zatrudnienia, ale nie spodziewał się, że przyniesie broń na spotkanie. Uważał ją za zdolnego naukowca i całkiem niezłego dydaktyka, który może ma trudności z relacjami społecznymi. Psycholog podał iż odnosił wrażenie, że studenci unikali kursów prowadzonych przez nią. Wydaje mi się to pewną nieścisłością, ponieważ ze strony, na której oceniali ją studenci wynika, że znalazło się wielu, którzy chwalili sobie jej wiedzę i zajęcia. Ale być może do oceny kwapiła się jakaś niereprezentatywna próbka?

Z drugiej strony jeśli chodzi o realizację społeczną prof. Bishop, to niewiele jej można zarzucić. Może i nie była duszą towarzystwa, ale miała męża i czwórkę dzieci. Odchodzimy coraz dalej od stereotypu aspołecznego naukowca.

Aspekty formalne


Profesor Bishop czuła się niesprawiedliwie potraktowana i wynajęła prawników odwołując się o decyzji uczelni o zwolnieniu jej. Jednak prawnikom nie udało się wiele wskórać. Nie dziwią się temu też pracownicy uczelni, ponieważ takie apelacje bardzo rzadko są rozpatrywane pozytywnie. W praktyce odbywa się to tak, że po uzyskaniu takiej odmowy profesor pracuje na uczelni jeszcze rok czasu. W tym okresie może szukać zatrudnienia na innej uczelni. Koledzy nie dziwią się, że Bishop nie przedłużono zatrudnienia. Mimo że była wybitnym naukowcem (o czym dalej), to wykazywała jakieś trudności w relacjach z innymi, traktowała ich wyższościowo. To najprawdopodobniej ta cecha miała decydujące znaczenie. Dziwią się oni jednak jej frustracji, ze względu na to, że z jej osiągnięciami prawdopodobnie na innych uczelniach przyjęto by ją z otwartymi ramionami.

Być może jednak Bishop miała takie poczucie porażki, że w ogóle nie próbowała? A może bała się, że w innym miejscu historia się powtórzy? Rzeczywiście nie do końca chce mi się wierzyć, że w żadnym nowym miejscu pracy nie pytano by jej o przyczyny zwolnienia z Alabamy, skoro na płaszczyźnie naukowej była tak wybitna. Bishop wraz z mężem opracowała nowoczesną metodę hodowli bakterii znacznie wyprzedzającą to, co obecnie odbywa się na szalkach Petriego. Od uczelni uzyskała nawet wsparcie finansowe na przekształcenie tego w działalność gospodarczą. Być może jednak bała się, że po jej zwolnieniu metoda stanie się własnością uczelni i nie będzie miała ona udziału w zyskach ze swojej ciężkiej pracy? Wszem i wobec trąbi się o tym, że ludzie, których zastrzeliła bardzo wspierali jej inicjatywę naukową. Ale przecież wiadomo, że w takich okolicznościach jak obecne takie deklarację są powszechne, a w związku z tym mało dla mnie wiarygodne.

Podsumowanie


Jak w każdej sprawie (o ile dostatecznie dobrze się jej przyjrzeć) czerń nie jest tu ostro oddzielona od bieli. Stała się tragedia, nie ulega to wątpliwości skoro zginęli ludzie. Ale czy prof. Bishop jest socjopatką? Tak do końca nigdy się nie dowiemy, czy ktoś rzeczywiście nie chciał jej zaszkodzić. Mało tego, nawet byśmy się nie zastanawiali nad tą kwestią gdyby nie doszło do strzelaniny.

Nie sposób także podnieść innej kwestii –czysto psychologicznej. Mianowicie, czy zasadne jest proponowanie konsultacji psychologicznych nie tylko dla studentów uczelni wyższych, ale także dla pracowników. W Polsce na pewno nikt by nie przyszedł, ale Amerykanie mają do tego inne podejście. Może wówczas nikt nie poszedłby w ślady prof. Bishop, ponieważ miałby szansę omówienia swoich wątpliwości, być może dostrzeżenia swojego udziału w zwolnieniu z pracy...a być może nawet do zwolnienia by nie doszło, bo w toku dyskusji z psychologiem okazałoby się, jak ważne jest postępowanie w relacjach z innymi ludźmi i jak prosto jest to zmienić na lepsze?

Bibliografia:


Przy pisaniu niniejszego wpisu korzystałam z następujących źródeł:

* wywiad z prof. psychologii Ericem Seemannem

* biznes prof. Bishop

* informacja o zastrzeleniu brata

* informacja o zastrzeleniu brata#2

* materiał z filmem o zajściu

 
1 , 2 , 3