RSS
niedziela, 27 lutego 2011
Jestem chora!

I jest mi źle.

Coś takiego mi się od lat nie zdarzało. Mam 38,2 temperatury i wrażenie, że zaraz zacznę bredzić. Nie odgorączkowałam po dwóch dawkach antybiotyku, a kaszel mnie dusi. Zaraz chyba wezwę karetkę, niech mnie intubują, albo chociaż podadzą tlen na maskę.

I jestem wściekła, bo nie pójdę jutro do pracy:/ A wszystko się też w pracy zaczęło. Moja genialna szefowa ma zwyczaj palenia w pracy, ale przecież nie będzie sobie smrodzić. Zdecydowała zatem, że będzie to robić... u mnie. Franca jedna! A ja akurat chodziłam z zapaleniem krtani do pracy. Kiedy przyszło mi pracować w zimnym pomieszczeniu (bo szefowa jest dereistyczna i po paleniu zostawia to okno otwarta- zima? jaka zima?), to się jeszcze doprawiłam.

Patrzcie i uczcie się, tak się walczy z konkurencją! Następny pewnie będzie wąglik w kopercie...

Jaka ja jestem wściekła!!!

12:29, wildfemale
Link Komentarze (8) »
sobota, 26 lutego 2011
Seria niefortunnych zdarzeń

Brak internetu coraz bliżej, a dostępnych opcji coraz mniej. Jednak jest tak, że wczoraj przestraszyłam się na dobre, że w ogóle nie będę miała na czym tego internetu odbierać.

Wiekowy laptop odmówił mi posłuszeństwa. Po prostu się nie uruchamiał. Podejrzewam, że winna była bateria, która już dawno wysiadła. Przy okazji oględzin sprzętu okazało się także, że z dołu w tajemniczych okolicznościach wypadła śrubka i odkleiła się jedna gumowa nóżka.

Po odprawieniu paru magicznych rytuałów, wypowiedzeniu łacińskich zaklęć oraz pokazaniu gestu odstraszającego wszystkie trolle komputer jednak ruszył. I dobrze, nie chciałabym się z nim jeszcze żegnać.

Tuż po całej tej historii przez 4 godziny robiłam backup.

01:06, wildfemale
Link Komentarze (1) »
środa, 23 lutego 2011
O kurcze!

Mama kupiła kurczaka i teraz przygotowuje go do jutrzejszego upieczenia. Okazało się, że paskuda musi się "przegryźć" z przyprawami i ma na to najbliższą noc.

- Coś blady ten kurczak, co by mu tu...-zastanawia się mama.

- Nie wiem, na solarium wysłać?

- To posypiemy go curry!- ucieszyła się mama.

Swoją drogą, swoiste solarium też pewnie kurczaka czeka.

22:34, wildfemale
Link Komentarze (4) »
Perspektywa odłączenia

Mój dotychczasowy dostawca Internetu z jakichś tajemniczych względów nie poczuwa się dalej do zapewniania mi kontaktu ze światem w tej formie. Z tego względu zapowiedziano mi zerwanie umowy. Zresztą, kto czyta mnie wnikliwie, ten wie, że występowały już u mnie poważne zaburzenia transmisji. Najpóźniej z początkiem marca b.r. transmisja ustanie.

Ja sobie tego stanu nie wyobrażam. Przez bardzo długi czas nie miałam w domu internetu i skutkiem tego korzystałam z niego poza domem w różnych przeznaczonych do tego miejsca. Jednak z wiekiem obrosłam w dobra, rozleniwiłam się. Ba! Nawet podjęłam się dorabiania sobie przez internet! Teraz jestem uwiązana na dobre. Różni dobrzy ludzie mają mój adres mailowy do wykorzystywania w różnych sprawach. Liczą na mnie, a i ja zżyłam się z tym medium.

W związku z tymi wszystkimi dramatycznymi okolicznościami zaczęłam przeglądać różne oferty internetów bezprzewodowych. Mieszkam w jakimś dziwnym miejscu i mam zadziwiająco mało możliwości uzyskania dostępu do internetu. Na router nikt mi takich usług nie chce świadczyć. Pozostało mi korzystanie z modemu.

Po porówywaniu jej ze wszystkim możliwym, oferta Orange wypadła blado i stanęło na tym, że obecnie rozważam Blue Connect oraz iPlusa. Decyzję muszę podjąć w najbliższym czasie. Naczytałam się różnych forów i nadal nie wiem co sądzić o usługach tych dwóch dostawców. Z tych wszystkich powodów mam do Was pytanie o to, jakie są Wasze doświadczenia i wiedza na temat tego rodzaju usług. Chciałabym płacić niewiele, a jednocześnie korzystać z usług wiarygodnego dostawcy, gdzie bez stresu będę mogła robić to wszystko w internecie, co robiłam dotychczas.

Co mam wybrać?

Tagi: internet
21:32, wildfemale
Link Komentarze (2) »
niedziela, 20 lutego 2011
Octopost

Gra przeznaczona dla młodszych graczy. Zasady nie są skoplikowane. Rzuć sobie ośmiornicą! Nie ze złości, ale po to by jej pomóc w dostarczeniu ośmiu listów do różnych mieszkańców morza. Ośmiornica z każdym umie się dogadać, przy upadkach zmienia kolory, w ekstremalnych sytuacjach strzyka atramentem, a przy okazji zbiera także monety, ptaszki, baloniki, ufo czy co tam jeszcze autorzy uważali, że naturalnie występuje w okolicach morza.

Za zebrane fanty można sobie zakupić przyspieszenia i różne udziwnienia ośmiornicy, które pomogą jej lecieć szybciej i dalej. Mnie udało się dostarczyć wszystkie listy w 42 rzutach i liczę na to, że pobijecie moje osiągnięcie. Po dostarczeniu korespondencji można sobie nadal swobodnie rzucać ośmiornicą nie tracąc przy tym bonusów, ale to już z pewnością Was znudzi. Lepiej może zresetować osiągnięcia i... przekazać grę komuś młodszemu.

Zagraj w Octopost!

Tagi: gra
14:21, wildfemale
Link Komentarze (2) »
sobota, 19 lutego 2011
S@motność w sieci (komunikacyjnej)

Natrafiłam dziś w tramwaju na następującą scenkę.

Na jednym ze składanych krzesełek siedział starszy pan. Duża czapa na głowie, przekrzywione okulary. Obok niego znajdowało się analogiczne składane krzesełko, tyle że puste. Panu zdawało się to nie przeszkadzać do czasu, kiedy do tramwaju nie wsiadła młoda kobieta z jakimś towarzyszem płci męskiej. Staruszek był żwawy i natychmiast zaproponował jej miejsce.

- Pani siada, ładniejsza niż pani nie przyjdzie.

Kobieta nie bardzo wiedziała jak ma wybrnąć, a może komplement sprawił jej też przyjemność. W każdym razie usiadła. Jak się miało za chwilę okazać, nie było to zbyt mądre posunięcie, ponieważ pan uznał za stosowne umilać jej czas rozmową. Jako że dał się nam znać jako znawca urody, postanowił pociągnąć ten wątek.

- Wie pani, my się tak nie znamy, ale ja pani opowiem. Miałem taką wnuczę, wysoka, ale brzydka była. A jak dziadek jej (ileś tam, nie pamiętam) hektarów ziemi zapisał, to od razu wyszła za mąż.

Odpowiedział mu chichot "rozmówczyni", co najwyraźniej uznał za zachęte do kontynuacji wątku.

- Wyszła za mąż za bogatego nauczyciela. Bogatego-bo on miał psa.

Rozkojarzał się dalej starszy człowiek. Potem przeszedł do mówienia o kresach i Kaszubach. Nie do końca wiem, co jedno miało z drugim wspólnego, pan najwyraźniej wiedział.

Na następnym przystanku kobieta z wyraźną ulgą ustąpiła swojego miejsca bardziej potrzebującemu. Pan przestał być taki rozmowny.

15:24, wildfemale
Link Komentarze (3) »
środa, 16 lutego 2011
Monomaze

Nikt by nigdy nie przypuszczał, że proste zakreślanie kwadracików (a gwoli ścisłości także prostokącików i różnych innych figur składających się z kwadratów) może być takie przyjemne. A na pewno nie ja.

Okazuje się jednak, że pomysł na grę może być prosty, dźwięki mogą być proste, a dodanie do tego kilku bomb i błyskawic i tak sprawi, że gra będzie miała potencjał uzależniający. Zadanie gracza polega na tym, by w ograniczonej liczbie ruchów zamknąć jak największą powierzchnię planszy podzielonej na kwadraty. W kolejnych posunięciach można oczywiście zdobyć przywilej wykonywania dodatkowych ruchów, zatem jeśli podejść do sprawy strategicznie, gra może się nigdy nie kończyć, a poziom punktów rosnąć do nieba. Nie jest jednak tak prosto, ponieważ na kolejnych poziomach pojawiają się również bomby, które należy zdjąć z pola zanim nastapi ich detonacja. Jak je zdjąć? Ano zamykając w kwadracik. Doprawdy, rozwiązywanie problemów w tym świecie jest nadzwyczaj proste. Dodatkowo, pojawiający się co jakiś czas symbol błyskawicy  ma możliwość usuwania wszystkich bomb z pola. Nieoceniona pomoc!

Zasady gry są trywialne, dla znudzonych istnieje również tryb rozgrywania rund z ograniczeniem czasowym. Ponieważ jeden obraz jest wart tysiąca słów, poniżej zamieszczam screen:

 

Monomaze.

Tagi: gra
21:21, wildfemale
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 lutego 2011
Walę tynki

Ostatnio naszła mnie ochota na oglądanie seriali. I przyznam, że miałam sporo szczęścia. Z amerykańskimi produkcjami jestem mniej więcej na bieżąco, ale nie stroniłam także od nowości. Traf chciał, że dopiero (a może aż) wczoraj trafiłam akurat na serial bardzo odpowiedni do zaprezentowania na Walentynki.

Wczorajszy dzień spędziłam oglądając wszyskie dotychczas wyemitowane odcinki Sekretnego Dziennika Call Girl. Pokręcony pomysł na Walentynki? Być może, ale w moim przypadku zdarzyło się to spontanicznie. Serial ten doczekał się 4 sezonów i ogromnej oglądalności w Wielkiej Brytanii. Jest rodzajem fabularyzowanej biografii, bowiem bazuje na blogu londyńskiej ekskluzywnej call girl, która mimo wyższego wykształcenia robiła to, do czego dyplomu nie potrzeba - uprawiała seks.

Podczas oglądania miałam mieszane uczucia, ale nie dlatego, że jestem pruderyjna. Także nie dlatego, że serial jest jakiś wybitnie hardcore'owy, bo jest on delikatniejszy nawet od "Lingerie", które z założenia miało być "softem" (nie widziałam całego "Lingerie"). Smutne były momenty, w których tytułowa Belle traciła kontakt z rzeczywistością, bo jej życie tak bardzo odbiegało od "normalnego". Nie da się zarobić tak wielkich pieniędzy w tak krótkim czasie w "normalnych" zawodach. Nie da się zarobić tak wiele przez jedną noc. Większość z nas nie musi ukrywać czym się trudni, nawet jeśli nie chcemy się chwalić swoją profesją. Większość społeczeństwa nawet nie wie do czego służą te wszystkie gadżety...

Z drugiej strony Belle naprawdę lubi swój zawód. Pokazuje nam, że trzeba mieć do niego dystans, a bycie ekskluzywną call girl wymaga inteligencji. Serial pokazuje też, jak wiele zaangażowania można w to wkładać. A żeby wkładać w to tyle zaangażowania,... trzeba po prostu kochać tę pracę. Poza tym, oglądanie perypetii Belle zaspokaja nasze potrzeby wojerystyczne. Czyżby większość populacji Brytyjczyków takie miała?

Tak czy siak, warto sobie obejrzeć, żeby mieć własne zdanie. Jeśli następnego dnia wszystko będzie się Wam kojarzyło z seksem, nie ma powodu do zmartwień, jesteście zdrowi.

piątek, 11 lutego 2011
Abstynencja

Jakie życie jest trudne!

Nie, nie opuściłam Was. To tylko złośliwe demony pozbawiły mnie Internetu. Nie macie pojęcia jak to utrudnia życie. Poziom stresu mi wzrósł, bo nie mogłam pracować, nie mogłam czytać ulubionych blogów, nie mogłam stukać blyskotliwych komentarzy na Wykopie. No nic nie mogłam. Sami rozumiecie.

Jednocześnie, na kanwie tego doświadczenia, zaczęłam sobie zadawać pytanie o to, czy aby nie jestem uzależniona od Internetu. No by niby skąd nagle to rozdrażnienie i niemożność znalezienia sobie miejsca?

Tagi: internet
22:32, wildfemale
Link Komentarze (4) »
niedziela, 06 lutego 2011
Neil gwóźdź

Po angielsku brzmi znacznie milej "Neil the nail". Ale żeby zagrać, nie trzeba wcale znać języka obcego. Gra typu click&play, przeznaczona raczej dla młodszych graczy. Naszym zadaniem jest ułatwienie Neilowy przejście przez tablice pełne wrednych narzędzi, a także rozwiązanie na czas kilku łamigłówek, które pozwolą uwolnić magnes. Jak to magnes i żelazo, muszą się w końcu spotkać. Happy end jest blisko, sami się przekonajcie.

Neil the nail

Tagi: gra
10:26, wildfemale
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2