RSS
sobota, 25 lutego 2012
Sponsoring – recenzja filmu

Wpadłam w sidła marketingowej machiny i zdecydowałam, że wybiorę się na film Małgośki Szumowskiej. Nawet mimo tego, że podejrzany jest dla mnie wzrost liczby artykułów prasowych dotyczących (jakże palącego i istotnego społecznie) zjawiska sponsoringu oraz dziwnie bliskie sąsiedztwo wywiadów z Małgośką i takich materiałów. Ponadto, jaka dorosła kobieta chce być nazywana Małgośką?! Film jest produkcją międzynarodową, więc niewykluczone, że imię „Małgorzata” było trudniejsze od wymówienia, ale to tylko moja hipoteza.

O czym film opowiada? W najbardziej dosłownym sensie o francuskich studentkach, które dorabiają uprawiając seks z bogatymi mężczyznami w średnim wieku. Gdyby ktoś chciał być dosadny, mógłby powiedzieć, że o prostytutkach, zresztą i w filmie jeden z bohaterów mówi wprost „kurwa to kurwa!” i pewnie ilu ludzi, tyle opinii na ten temat.

Juliette Binoche znana polskiej widowni z niezwykle innowacyjnej reklamy Credit Agricole pisze właśnie artykuł na temat studentek, które się... sprzedają/ prostytuują/ zarabiają na życie umawiając się z bogatymi panami (wstawcie sobie to, co jest zgodne z Waszymi poglądami). Juliette Agricole Binoche jest przykładną matką, pracownikiem, żoną właściwie też (potrafi ugotować fantastyczny obiad – kuchnia francuska, nigdy nie widziałam takich wypasionych małży!), tylko w seksie im się nie układa. Recenzje mówią zatem, że redaktor Elle grana przez Binoche tkwi w zapyziałym, drobnomieszczańskim, zakłamanym związku, zaś te młode dziewczyny, choć świadczą usługi seksualne za pieniądze, są za to wyzwolone, toteż pani redaktor im zazdrości. Ja osobiście nie wiem, czy zazdrości, z pewnością jednak na filmie uwieczniono, że spędza z nimi stanowczo zbyt wiele czasu, by zachować obiektywność artykułu. Redaktor spaceruje z dziewczynami po parku, tańczy, pije alkohol, bywa w ich mieszkaniu... Czy to dlatego, że coraz bardziej się nimi fascynuje, czy po prostu dawno nie przebywała z młodymi ludźmi i taki kontakt po prostu dodawał jej tak dawno nie odczuwanej witalności? Z doświadczenia wiem, że kontakt z młodszymi ludźmi naprawdę wiele daje, przynosi nową perspektywę i generalnie ożywia. Jest to bardzo przyjemna sprawa, więc wcale mnie nie dziwi, że miała ochotę z nimi spędzić więcej czasu, powinna jednak wiedzieć, że przez to straci swoją obiektywność.

Ważnym elementem filmu i również takim, który pewnie ściągnął gros zainteresowania nim, są sceny seksualne pomiędzy dziewczętami, a ich klientami. Zdarzają się perwersje, przekroczone zostaje tabu kontaktów seksualnych między przedstawicielami dwóch pokoleń, pojawia się nawet klient sadystyczny. Pewnie żeby pokazać, że życie prostytutki nie jest łatwe. Nigdy zresztą nie sadziłam, że jest. Wy sądziliście?

Przyjemny dreszczyk emocji budzą informacje, że sceny te były w innych krajach wycinane żeby dopuścić film do emisji. Zakazany owoc smakuje lepiej, psychologowie nazywają to efektem niedostępności. Z drugiej strony, mijają już chyba czasy, gdy do kina chodziło się by zobaczyć „momenty”. Jest tego tyle w internecie, reklamach, nawet na mieście! Mam wręcz wrażenie, że temat ten już się przeżarł, ale może to działanie moich mechanizmów obronnych.

W mojej ocenie film niczego nowego nie wnosi do dyskusji o sponsoringu, może poza przypomnieniem, że zjawisko takie w ogóle istnieje. Nie dowiedziałam się jakie są konsekwencje psychologiczne prostytucji w takiej formie, kto tak naprawdę sięga po usługi tych dziewcząt i co jest tego motywem. Można by się zastanowić skąd się wzięło takie zjawisko i czy nie było prościej wejść w nowy stabilny związek z młodszą tym razem partnerką. Przecież jest to akceptowane społecznie. Podejrzewam jednak, że zadawane tu przeze mnie pytania nie wynikają z tego, że film tak bardzo pobudza do refleksji (miał chyba raczej epatować sensacją), a z wrodzonej ciekawości poznawczej.

Na film poszłam w momencie, kiedy miałam ochotę posiedzieć sobie z innymi ludźmi na sali kinowej. Ku mojemu zaskoczeniu film przyciągnął małżeństwa w średnim wieku. Nie wszyscy umieli się zachować, głośno komentowali, śmiali się w nieadekwatnych momentach. A może to ja czegoś nie zrozumiałam?

czwartek, 16 lutego 2012
Zimowo

Kolejne ciekawe zdjęcia, które udało mi się zrobić. Zależało mi na tym, by się nimi jak najszybciej podzielić, bo plakat jest jeszcze aktualny, a i taka oferta jak choćby zobaczenie simlooka nie zdarza się zbyt często.

 

Tagi: śmieszne
23:58, wildfemale
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 lutego 2012
Trochę śmiechu dla oddechu

Osoby, które śledzą blog na FB są już pewnie zmęczone moją rozpaczą dotycząca nagłej i niezrozumiałej awarii komórki. Straciłam część ważnych dla mnie kontaktów dlatego, że nie były zapisane na karcie SIM, a jedynie w pamięci telefonu. Przykre, że nieprzewidziana awaria ograniczyła mi kontakt z ludźmi, ale jednocześnie to wydarzenie unaoczniło mi, kto jest dla mnie ważny. Do niektórych słałam wczoraj maile o 3:00 w nocy z prośbą o przypomnienie mi swojego numeru. Odpowiedzi przyszły natychmiast.

Dziś, po całym dniu w pracy kiedy to narzekałam ze 100x dziennie (każdemu!), że zepsuł mi się telefon, mogłam się w końcu udać do punktu serwisowego. Dodam, że jest to przykre doświadczenie, ponieważ trzeba zostawić swój chory ukochany telefonik nieznanemu panu za ladą i liczyć na to, że telefonik powróci w lepszej kondycji niż go oddaliśmy. W wersji minimum - że w ogóle powróci (oj, różne miałam wyobrażenia).

Telefon oddano mi zgodnie z obietnicą. Pewne zaskoczenie stanowił dla mnie fakt, że obiecywane najnowsze oprogramowanie pochodzi aż z... 2008 roku. Dobił mnie jeszcze fakt, że pan w serwisie powiedział, że mam bardzo dobry ten telefon. Pan sam trzyma sobie taki jako awaryjny ;)

Wróciłam, zaczęłam grzebać w update'ach, wgrałam sobie nową tapetę, bo poprzednia była okropna, podobnie postąpiłam z tematem i przystąpiłam do przeglądania dawno nie sprzątanych zasobów karty pamięci. Przy okazji odgrzebałam dwa zabawne zdjęcia. Przydadzą się one i mnie bo po tych nerwach posłuży mi chwila zdrowego śmiechu. 

Gaszenie pragnienia.

Nowoczesna nomenklatura na poważnej konferencji.

20:14, wildfemale
Link Komentarze (5) »
niedziela, 05 lutego 2012
Give Me All Your Luvin' - Madonna

Fani mogą dać ci sławę,

Kontrakt bogactwo,

Prasa może uczynić cię supergwiazdą,

Ale tylko miłość uczyni cię graczem.

Takimi słowami zaczyna się teledysk najnowszego singla Madonny. Po czterech latach milczenia gwiazda popu zdecydowała się zaznaczyć swoją obecność na międzynarodowej scenie muzycznej. Premiera teledysku miała miejsce 2 lutego 2012 na Youtube i od tego czasu doczekała się prawie sześciu milionów obejrzeń. Prawdopodobnie do popularności utworu przyczyniło się także zaangażowanie w produkcję wokalistek znanych młodszej publiczności, czyli Nicki Minaj i M. I. A. Jest to jednak chwyt już wcześniej wykorzystywany przed Madonnę. Pamiętacie „romans” z Britney? (ciekawostka: na najnowszym teledysku całują się ze sobą dwie mangowe mechaniczne dziewczyny)

Utwór zebrał bardzo zróżnicowane recenzje, jednak ewidentne jest to, że Madonna czerpie garściami z przeszłości, a sam teledysk pełen jest symboliki i nawiązań do różnych tekstów kultury. Za motyw przewodni uznałabym nawiązanie do „Material girl” z tym, że tym razem partnerami wokalistki nie są dystyngowani panowie we frakach, a… amerykańscy futboliści. Nie bez powodu. Madonna uświetnia swoim występem tegoroczne rozgrywki Super Bowl! Futboliści są szarmanccy. Otworzą parasol kiedy trzeba, uchronią przed wejściem w kałużę, pomogą iść po ścianie, ale to nie koniec ich możliwości – w razie czego przepołowią nawet taksówkę i przebiją się przez ścianę, by złapać spadającą im z nieba gwiazdę (cóż za urocza gra słów!). Są w stanie nawet oddać swoje życie, lecz o tym później. Generalnie rola silnych anonimowych mężczyzn sprowadza się do wspierania atrakcyjnej kobiety i miło jest patrzeć, gdy ta leży na ich ramionach niczym bohaterka „American Beauty” na płatkach róż.

Czym byłby sport bez dopingu? W teledysku nie zabrakło również cheerleaderek w charakterystycznych mundurkach. Także i one są anonimowe i zuniformizowane z wyjątkiem dwóch towarzyszących artystce wokalistek młodszego pokolenia. Pokornie dołączają one do chórku skandującego doping raczej dla samej Madonny niż drużyny futbolowej. Takie towarzystwo i stylizacja przywodzą na myśl skojarzenie, że Madonna postanowiła się odmłodzić i powrócić do czasów licealnych z charakterystycznymi dla tego okresu rozterkami amerykańskich nastolatków i rolami, w które chcą oni się w owym czasie wpasować. Aż dziwi, że nie znalazło się tu miejsce na odpowiednik polskiej studniówki. Zamiast tego Madonna postanowiła również wyeksponować swoje macierzyństwo paradując w pierwszych scenach z wózkiem spacerówką, a w kolejnych imitując karmienie piersią dziecka, które w końcowych scenach odrzuca. Motyw tak ujętego macierzyństwa stanowi swoista klamrę spinającą fabułę filmu, jednak jego symbolika jest dla mnie niejasna i byłabym wdzięczna za wszelkie sugestie ułatwiające interpretację w tym zakresie.

Cały teledysk obfituje w akcję i kolory. Odnajduję w nim również nawiązanie do spowitego mgłą, objętego prohibicją Chicago z lat 30-stych ubiegłego stulecia. Przestępczość kwitnie, strzelaniny z samochodów są na porządku dziennym. Al Capone rządzi miastem, ale Madonna w ogóle się tym nie przejmuje. Drużyna futbolowa jest gotowa przyjąć na siebie kule zmierzające w jej kierunku, gdy ona tymczasem niefrasobliwie będzie zalotnie kręcić włosami. Jest to dla mnie scena niesamowita i robiąca wielkie wrażenie. Trąci kiczem? I tak musicie to obejrzeć!

Odmienny stylistycznie jest fragment, w którym znalazły się dłuższe wokale w wykonaniu dwóch zaproszonych do nagrania pozostałych gwiazd. Trzy panie widzimy w futurystycznej i nieco przerażającej sali. Wszystkie silne, dynamiczne, przywdziane w białą koronkę, co budzi skojarzenia z „Like a virgin” oraz wizerunkiem Madonny z „Vogue’a”. Madonna flirtuje z widzem upodabniając się do Marilyn Monroe – również chwyt zastosowany przez nią nie po raz pierwszy. Koronkowe kuse sukienki i choreografia sceny ocierają się o wulgarność, jednak ostatecznie nie przekraczają norm panujących we współczesnej popkulturze, ani nawet norm łamanych już wiele lat wcześniej przez samą Madonnę. Popisy wokalne zaproszonych do nagrania artystek są krótkie i sprawiają wrażenie doklejonych na siłę. W dodatku kontrybucja M. I. A. nie ma moim zdaniem wiele sensu i stanowi zbitkę losowych wyrazów. Jako ciekawostkę dodam, że wers Minaj „I'm Roman, I'm a Barbarian, I'm Conan” bywa przez niektórych traktowany jako nawiązanie do jej alter-ego Romana Zolanski (brzmi znajomo?), jednak moim zdaniem z kontekstu równie dobrze może wynikać, że zwyczajnie chodziło o Rzymian.

Przy ostatecznej ocenie teledysku i samego utworu warto pamiętać, że mamy do czynienia z popem, zaś sama autorka bywa określana królową tego gatunku. Choć można jej zarzucać, że wiekowo nie pasuje już do tego biznesu, Madonna pokazuje, że może powrócić i to z wielkim rozmachem (dynamiczny teledysk, nawiązanie współpracy artystycznej, występ na Super Bowl). Może i jest to osoba przeciętnej urody i wokalu, ale za to ma świetną kondycję (co widać!) i głowę na karku. Unikając większych zgrzytów, połączyła w jednym utworze tak wiele nawiązań, że znacznie zwiększa to szanse na zainteresowanie nim szerokiego grona odbiorców. Następczynie mają się od kogo uczyć!

Bibliografia:

  1. Wikipedia [dostęp 05.02.2012]
  2. Leah Collins "Video: Give Madonna All Your "Luvin'" Whether You Like it Or Not" "Ottawa Citizen" 03.05.2012 [dostęp 05.02.2012]
  3. Rebecca Macatee "Madonna's "Give Me All Your Luvin'" Video Mixes Football With Marilyn Monroe—Watch Full Clip Now!"  uk.euonline.com 03.02.2012 [dostęp 05.02.2012]
  4. "'Give Me All Your Luvin': Madonna's 'ego-boosting' new video" "The Week" 03.02.2012 [dostęp 05.02.2012]
Tagi: muzyka
22:11, wildfemale
Link Komentarze (2) »
sobota, 04 lutego 2012
Monkey go happy marathon 2

Grę recenzuję niejako z przyzwyczajenia. Po raz kolejny mamy okazję wybrać sobie małpkę z drużyny i pomagamy jej przejść kolejne plansze dzięki kliknięciom naszej myszki. Autorzy starają się urozmaicić grę jak mogą, na przykład poprzez udostępnienie możliwości wybrania nakrycia głowy dla małpki, jednak wydaje się, że kończą im się pomysły. Również niektóre zadania są nieintuicyjne i czasem nie wiadomo o co chodziło autorom, co sprawia, że plansze przechodzimy nie dzięki sprytowi i pomyślunkowi, a raczej dzięki szczęściu i przypadkowym kliknięciom. Znacznie obniża to satysfakcję. Również zadanie końcowe, które zawsze sprawiało mi wiele radości tym razem pozostawia wiele do życzenia.

Gry w zasadzie nie polecam, bo podejrzewam, że spodoba się ona tylko najzagorzalszym fanom serii.

Możliwość zagrania.

Tagi: gra
15:27, wildfemale
Link Dodaj komentarz »