RSS
niedziela, 16 lutego 2014
#samotnosc

Wczoraj opisywałam kloszarda żebrzącego o pracę, ale może on przede wszystkim żebrał o zainteresowanie. Coraz więcej tego widzę na ulicach i nie mówię tu wcale o pseudocelebrytach czy innym reality show. Wielu z nas, jeśli nie wszyscy, przynajmniej od czasu do czasu żebrzemy o uwagę. Gdybym zakładała, że nikt nie przeczyta to nie pisałabym tego bloga.

Dziś na innym przystanku zagadał do mnie facet w średnim wieku. Byłam zadowolona kiedy mimo czapki z daszkiem i wojskowych butów dojrzał we mnie kobietę. Skoro chcę, żeby inni dostrzegli we mnie kobietę, czemu się tak ubieram? Podpuszczał mówiąc coś o randkach, a potem zagadnął o czytaną przeze mnie książkę. Mimo głodu, zmęczenia, a przede wszystkim świadomości, że to ryzykowne, wdałam się w dyskusję i z zaskoczeniem odkryłam, że sprawia mi ona przyjemność. Rozmowa ta wprawiła mnie w tak dobry nastrój, że potem podczas zakupów w drogerii nieomal nie zagadałam do przyjacielskiej kasjerki. Nie do końca mam świadomość po co miałabym to robić, ale wreszcie mi się w głowie rozjaśniło w jaki sposób ludzie nawiązują kontakty.

Po prostu podchodzą i mówią. A jeśli inni są choć trochę podobnie nastawieni do nawiązywania nowych kontaktów to voila, buduje się relacja. Przecież to dla relacji z nowymi ludźmi poszłam na dyskusyjny klub filmowy. Co zaskakujące, miałam wrażenie, że wiele z obecnych tam osób zrobiło podobnie. Niestety, nie myślałam dobrze o facetach, którzy się tam zjawili, ale to prawdopodobnie tylko pochodna moich spaczonych schematów poznawczych. Prawdopodobnie te same schematy odpowiadają za to, co myślę także o sobie. A tu jedna przypadkowa rozmowa potrafi to zmienić.

Też tak czasem macie?

sobota, 15 lutego 2014
Manipulacja

Mimo napiętego planu dnia padłam dziś ofiarą lub byłam świadkiem co najmniej kilku manipulacji. Wydawałoby się, że to nic niezwykłego dla człowieka chodzącego do sklepów i będącego adresatem reklam, ale moją uwagę zwróciła jednak wirtuozeria tych, którzy usiłowali wywierać na mnie wpływ.

Jak wiele innych ludzi postanowiłam się dziś wybrać do kina i to był błąd, którego na długo pożałuję. Nie chodzi tu wcale o kinowy repertuar. Już od schodów wyhaczyła mnie jakaś pani krzycząc, że zaprasza mnie po darmowy bilet do kina. Nawet się ucieszyłam, że wybrano mnie z tłumu, choć pani tak mnie wytykała palcem, że w pierwszym odruchu miałam ochotę spierniczać. Już po chwili miało się okazać, że ten pierwszy odruch wcale nie musiał się okazać fałszywym. Moje zdziwienie sięgnęło zenitu, kiedy pani zamiast prowadzić mnie do kasy zaprowadziła mnie do jakiegoś badziewnego stanowiska Citi banku, przy którym jej poplecznik nachalnie nakłaniał mnie do wypełnienia jakiegoś druczku, spowiadania się gdzie pracuję, a wszystko to w zamian za obietnicę zniżki na... rejsy promem (sic!). Jakimże to prawem kino pozwala sobie, żeby na jego terenie ktoś stawiał sobie taką budę i zabierał mój cenny czas, w którym mogłam na przykład sikać w kinowej toalecie, czy, bardziej praktycznie dla kina, wydawać pieniądze na bilety. Celowo także podaję nazwę banku ufając, że wyjaśnicie mi dlaczego jakakolwiek poważna instytucja miałaby naganiać klientów w ten sposób. Czyżby oni czekali właśnie na wykupienie przez kogoś?

Po kinie poszłam na zakupy, ale okazało się, że w sklepach nie ma teraz czegoś takiego jak bawełniane sztruksy z prostą nogawką. No po prostu wyginęły. Gdyby ktoś widział takowe w lumpeksie to proszę dla mnie wykupić. Spodni nie było, ale była za to... buda Citi banku. Oderwały się od niej dwa mroczne cienie gdy tylko zaczęłam sobie iść przejściem w galerii handlowej i zaczęły mnie nagabywać. Nie, nie, tym razem nie było niczego za darmo (o "dzień dobry" nawet nie wspomnę). Na powitanie dostałam pytanie, czy pracuję w Polsce. Z pewnością będę się na ten temat opowiadać jakiejś paniusi na korytarzu w miejscu publicznym! Poinformowałam paniusię, że już mnie jej koleżanka próbowała zgwałcić. Wyszczekana gówniara nie omieszkała mnie zapytać, czy już podpisałam cyrograf. Skąd oni biorą takie lemingi?!

Prawdziwy rarytasik manipulacji czekał mnie jednak dopiero na koniec dnia. Siedziałam na przystanku autobusowym czytając bardzo ciekawą książkę. Nawet jednak tak fascynująca lektura nie zdołała mi przysłonić kloszarda, którzy przyplątał się na przystanek. Zwłaszcza, że rzeczony kloszard zdecydował się położyć swój dobytek koło miejsca, w którym siedziałam. Kiedy już się zainstalował, to z miejsca zaczął zaczepiać dobrze ubraną panią. Pytał ją o pracę, czy by nie mógł jej w jakichś pracach domowych pomóc, bo akurat szuka zatrudnienia. Podziwiałam artyzm, z jakim wciągnął panią w dyskusję. Mnie by się to nigdy w życiu nie udało. Najśmieszniejsze, że pani wydawało się chyba, że jest bardzo asertywna. Sygnalizowała mu, że nie ma ochoty na rozmowę. Niemniej jednak w tym samym czasie śpiewała jak z nut. Odmówiła panu zatrudnienia, bo "mąż jej wszystko robi". Chwilę się zastanawiałam nad zakresem usług męża, ale niedługo, bo dyskusja warto się toczyła, a ja niczego nie chciałam uronić doskonale wiedząc jak bardzo lubicie moje doniesienia. Pani ujawniła także, że mąż pracuje w firmie budowlanej, że handluje nieruchomościami. Pan nie ustawał w staraniach o pracę, więc pani ostatecznie po prostu uciekła z wiaty. Gdzieś mniej więcej tuż przed momentem, w którym pewnie padłyby pytania o jej stan konta. Pan się oczywiście obraził, że mu na pytania nie odpowiadają i przerzucił się na stojącego niedaleko młodego mężczyznę. Że przecież on słowami nikogo nie skrzywdził, że toć nie gwałci, że kto pyta nie błądzi. Młody człowiek tego wieczora chyba czuł się bardzo samotny, bo dał się wciągnąć w dyskusję. A wypowiadał się bardzo fajnie. Że owszem, człowieka słowem można skrzywdzić i to bardzo. Zwrócił też uwagę, że nachalne pytania ludzi odstraszają. W tym momencie najbardziej rozgadany kloszard w mieście zaczął pytać tego człowieka o zarobki. Bardzo się zdziwił, że są one niższe niż 4-5 tysięcy złotych jak początkowo zakładał. Przyznał się także, że do wcześniejszej kobiety zagadał, bo była dobrze ubrana. Młodzieniec zwrócił mu jednak uwagę, że przecież pani jeździ autobusem, a potem sam pięknie śpiewał. Okazało się, że pracuje jako kierowca, zarabia 2 tysiące, ma prawo jazdy kategorii C, na które sam zarobił, a w dodatku godzi pracę ze studiami. Tyle informacji w pięć minut! Zaskakująca skuteczność. Student zrobił na mnie mimo wszystko dobre wrażenie opanowaniem, kulturą i pozytywnym nastawieniem. Był bardzo zadowolony z tego, co udało mu się osiągnąć, z samodzielności, z tego że sam zarobił 5 tysięcy na zrobienie prawa jazdy. Poradził nawet rzeczowo gdzie i jak można szukać pracy. Tylko nie chciał się przyznać, gdzie te pięć tysięcy zarobił. Rozmowę skończyli, bo autobus przyjechał.

Kloszard zawinął manele, wsiadł do autobusu z resztą tłumku i... przysiadł się do żony budowlańca. Bo przecież rozmowy z nią nie doprowadził jeszcze do końca ;)