RSS
środa, 28 lutego 2018
U mnie po staremu, czyli sporo nowości

Jak zwykle dużo się u mnie dzieje, dużo nowych doświadczeń. Na początku roku mój ojciec się poważnie rozchorował. Niestety nadal przebywa w szpitalu. Konfrontowałam się ze śmiertelnością własnego rodzica, bo miał stan zagrożenia życia. Moje relacje z ojcem dalekie były dotychczas od optymalnych, toteż było dla mnie sporym zaskoczeniem, że aż tak bardzo przeżywam perspektywę jego odejścia. Myślałam, że emocjonalny dystans który zbudowałam będzie mnie skutecznie chronił przed odczuwaniem cierpienia. O ja naiwna! Nie mogłam znieść patrzenia na to, jak ojciec się męczy. Przeżyłam fazę zazdrości o to, że pacjent z łóżka obok czuje się lepiej i ustawia całą swoją rodzinę, fazę złości na lekarzy, że ojcu nie pomogli, oraz fazę targowania się i poczucia winy, że gdybym tylko zrobiła w życiu lepiej absolutnie wszystko, to ojciec czułby się lepiej.

Tempo mojego życia przyspieszyło i poza chorobą ojca przeżywałam i przeżywam także inne rzeczy. Między innymi własną chorobę. Ze stresu tak spadła mi odporność, że rozwinęłam infekcję. Starym zwyczajem starałam się tę infekcję ignorować, jak wiele trudnych rzeczy w życiu (tak długo, jak długo da się nie patrzyć w tym kierunku), ale naprawdę kiepsko się pracuje mając 38 stopni temperatury. Dość powiedzieć, że jak dotarłam do własnego lekarza, to byłam już pogodzona z faktem, że otrzymam zwolnienie. A dla osoby na własnej działalności zwolnienie lekarskie jest sprawą wybitnie niekorzystną finansową. Rozpoznano u mnie zapalenie płuc, a wydawało mi się, że jest to wyłącznie przypadłość osób starszych. Żarłam antybiotyk i przeklinałam swój los mając wszystkie możliwe powikłania antybiotykoterapii. Probiotyki moim najlepszym przyjacielem.

Wysoko gorączkując podjęłam ostateczną decyzję o rozstaniu się z jednym z miejsc pracy. Nie wiem czy to była dobra decyzja, ale sądzę że raczej tak. Nie była to decyzja podjęta impulsywnie, rozważałam to około 1,5 miesiąca. To miejsce pracy stało się raczej kulą u nogi niż miejscem rozwoju, a takie mam teraz oczekiwanie wobec pracodawcy. W dodatku w najbliższym czasie czeka mnie więcej wydatków, więc zaczęło mi zależeć na zarabianiu więcej, a nie tyle ile dotychczas. Wcześniej pieniądze nie miały dla mnie takiego znaczenia, ale planuję kupić mieszkanie, a najlepiej dwa i fundusze będą mi potrzebne. Moje wypowiedzenie przyjęto natychmiast i bez zbędnych komentarzy. Skłamałabym gdybym powiedziała, że nie liczyłam na jakieś miłe słowo na odchodne. Oczekiwanie to jednak świadczy wyłącznie o mojej naiwności, gdyż nigdy wcześniej nie miałam takiego doświadczenia, a zazwyczaj na odchodne słyszałam wręcz coś złego od dotychczasowego szefa, który był wściekły, że go opuszczam. Nikt nigdy w życiu jeszcze mnie nie zwolnił. Zawsze odchodziłam sama. No dobra, niektórzy współpracownicy żałują, że odeszłam.

W moim życiu uczuciowym także duże zmiany. Rozwijam się, dojrzewam. Między innymi poszłam na pierwszą w życiu randkę. Jako osoba nieudolna społecznie nigdy w życiu na żadnej nie byłam, ale wreszcie się na to odważyłam. Jak się jest starym tak jak ja to takie decyzje podejmuje się trudniej. Doświadczenie to potraktowałam jako ekspozycję na bodziec, którego się obawiam i do tej pory unikałam. Stwierdzam, że jako ekspozycja doświadczenie to udało mi się wybitnie, a nawet i restrukturyzacja poznawcza, której po nim dokonałam także jest wielce udana. Randka sama w sobie zweryfikowała mi, że z tym facetem na pewno nie chcę się widywać dalej, no ale przecież właśnie temu między innymi służą randki. Na pewno łatwiej mi będzie w przyszłości się z kimś spotykać i zamierzam to robić. Trudno mi także określić czego się wcześniej bałam. Chyba po prostu nieznanego. Jakbyście mieli jakieś lęki to donoszę, że nic się złego na randkach nie dzieje i zachęcam do udawania się na nie jak najczęściej.