RSS
wtorek, 05 lutego 2019
Zalety chorowania na nowotwór

Wiedziałam, że jakieś są i w końcu znalazłam. Przede wszystkim, kiedy jesteśmy chorzy, wychodzi z nas prawdziwa natura. Okazuje się, że moja natura ma twarz starej, złośliwej raszpli.

Zaleta pierwsza polega na możliwości wytaczania argumentu "mam nowotwór" przy praktycznie każdej sytuacji. Właśnie przed chwilą straumatyzowałam pasażerkę tramwaju, która kazała mi ustąpić miejsca starszej pani. Nie wiedzieć czemu pasażerka sama nie ustąpiła. Śmiała szarpać mnie za ramię, mówić do mnie per "pan" i pouczać mnie. Poinformowałam ją stanowczo że nie jestem panem (nie paniusiu, to nie jest "wszystko jedno"), jadę z bagażem oraz mam raka. Na zakończenie spytałam czy na pewno chce być na moim miejscu. "Ja nie zaczepiam" usłyszałam.

Zaleta druga polega na automatycznym zwiększeniu asertywności. Notorycznie drę ryja na osoby wpychające się przede mnie w kolejkę, a wcześniej milczałam. Prawdę powiedziawszy, uważam, że powinnam być na początku wszystkich kolejek. W przeciwnym wypadku mogę przecież nie zdążyć, prawda?

Zaleta trzecia polega na absolutnym wyzbyciu się kompleksów, czy zahamowań. Wczoraj na przykład poszłam sama nocą na saunę. Co mi się tam może niby najgorszego stać. Umrę? Kompletnie i natychmiastowo wyleczyłam się ze wstydu dotyczącego własnego ciała i rozebrałam się mimo jakichś 10 kg nadwagi. Chrzanię co o tym myślicie, lepiej bądźcie mili, bo mam nowotwór. Nie chcielibyście przecież żyć ze świadomością, że w ostatnich chwilach byliście dla mnie nieuprzejmi.

Zaleta czwarta polega na tym, że ze słownika zupełnie niknie słowo "muszę", "powinnam" czy "szkoda by było gdyby". U mnie w domu mówiło się "szkoda to jest umrzeć". I to absolutnie prawda. Żywiłam się zdrowo, więc teraz jem same pyszne i wielonasycone pokarmy. Ci, którzy mówią, że zdrowa dieta wydłuża życie najwyraźniej nigdy nie rozmawiali ze mną. Zupełnie nie przejmuję się tym, że z czymś nie zdążę, czegoś nie zapłacę na czas. To lepiej wy zdążcie mnie ukarać.

Zaleta piąta: ogromne oszczędności finansowe. Nie potrzebuję już kupować ubrań na lato czy żmudnie przeglądać ofert wakacyjnych wycieczek. Przecież i tak już na żadną nie pojadę.

Mam dość silne przekonanie, że w piekle będę się czuła jak u siebie w domu. W niebo i tak nigdy nie wierzyłam.

Tagi: refleksje
13:43, wildfemale
Link Komentarze (5) »