RSS
poniedziałek, 29 listopada 2010
Dlaczego nie należy ustępować miejsca siedzącego matce z dzieckiem na ręku?

Dziś przypadkowo byłam świadkiem następującej sytuacji.

Na przystanku autobusowym stała babcia z córką i wnuczkiem. Nikogo nie było słychać tylko babcię.

- A widzisz wnusiu, zaraz będziesz wsiadał do autobusu. A widzisz, tyle samochodów blokuje drogę, bo teraz to każdy musi samochodem do pracy jeździć.

Kiedy autobus wreszcie przytoczył się do zatoczki dobiegło mnie.

- No niee, gdzie on się zatrzymał?! Przy dziecku się miał zatrzymać. Nie widział, że dziecko stoi?! A skąd tu tyle ludzi przylazło?

W końcu jednak obu paniom udało się szczęśliwie wsiąść i nawet zająć całkiem przyzwoite miejsca stojące. Matka wzięła małego na rękę, a drugą ręką się trzymała uchwytu.

Babcia zainterweniowała:

- No niee! To nie może tak być, przecież pani tak nie może stać. Trzyma pani dziecko na ręku, jeszcze pani upadnie. Kto by tu miejsca ustąpił?! Siedzi ktoś młody?

Zaczęła lustrować autobus spod kapelutka obrobionego baranicą. Koło niej stała młoda dziewczyna.

- O! tam siedzi ktoś młody. Niech tam pani puknie tą osobę.

- Niech sobie pani sama popuka.- zripostowała dziewczyna. Jednak nawet to nie pomogło wypatrzonej ofierze.

- O tak, tak, niech pani ustąpi miejsca, bo tu stoi matka z malutkim dzieckiem na ręku.- nie dawała za wygraną baranica.

I siedząca studentka/ uczennica bez słowa, acz z wystraszoną miną wstała, a "biedna matka" zajęła triumfalnie miejsce. Zresztą, za kilka przystanków cwana babcia też się dochrapała siedzącej miejscówki. Zapewne do końca trasy cichutko chichotała nad głupotą rodaków.

 

Ze względu na powyższy kontekst dzisiejszy wpis jest pełen nienawiści do młodych matek. Osoby o mocnych nerwach zapraszam do wypełnienia mojej ankiety tematycznie powiązanej z wpisem. Zachęcam w niej do zaznaczenia opcji, jak byście się zachowali w podobnej sytuacji. Wypełnienie zajmie góra 2 minuty. Wyniki zostaną opracowane statystycznie i zamieszczone tu za góra tydzień. Sprawcie więc, by było o czym pisać:) Wypełnienie oczywiście anonimowe i dobrowolne.

niedziela, 21 listopada 2010
Użyj Mocy

Obejrzałam wczoraj 11 odcinek programu Top Model. Pozytywnie zaskoczyło mnie to, że uczestniczkom przydzielono jakieś rozsądne zadania (zrób sondę uliczną, wystąp w reklamie) zamiast zwiększającego oglądalność i szum medialny pozowania nago.

Program trwa już długo, w domu modelek zrobiły się pustki, a i między nimi samymi coraz bardziej czuć konkurencję. Podczas oglądania dość dużo fantazjowałam na temat tego, co dzieje się za kulisami i jak trudno musi się tam mieszkać z dala od rodziny, a w otoczeniu konkurencji. Dla mnie kontrakt i przymus łażenia po wybiegu byłby jakąś karą, dla nich to marzenie życia i w wielu wypadkach szansa na wyrwanie się z syfu w jakim żyją.

Z powodu wzrostu poziomu stresu część dziewcząt zaczęła się podłamywać. Te, które były nieśmiałe nie radziły sobie z wykonaniem sondy ulicznej. W końcu trudno jest podchodzić do obcych ludzi z mikrofonem i zadawać im mniej lub bardziej durne z góry narzucone pytanie. Zaskakujące było dla mnie to, że dla jednych przechodnie zawsze się zatrzymywali, natomiast inne biegały bez sensu po rynku, załamywały się lub ludzie po prostu omijali je z daleka już widzać mikrofon. Jak to się dzieje? Jedynym czynnikiem jaki zauważyłam było to, czy dziewczyny wierzyły w to, czy sprawdzą się w sondzie czy nie. Jeśli myślały o sobie "jestem nieśmiałą dziewczynką z małej miejscowości, nikt nie będzie ze mną rozmawiał" to tak się właśnie działo! Wszystkie miały jednakowo małe doświadczenie z przeprowadzaniu sond, wszystkie pracowały w tym samym miejscu, a wyniki osiągały skrajnie różne. Jedne kwitły, inne wręcz nie wywiązały się z zadania.

Występowanie w reklamie też było trudne, bo miały mało czasu na nauczenie się tekstu i tylko dwa duble. I tu również szanse wyrównane, ten sam reżyser, ten sam tekst. Jedne nie zająknęły się nawet, a kiedy nie pamiętały tekstu, to mówiły własnymi słowami (brawo!). Jedna co prawda tekst pamiętała, ale zarzucono jej, że mówiła bez przekonania. Najbardziej zażarta powiedziała w miarę bezbłędnie, ale też w taki sposób, który zaaprobowali jurorzy. Nie wierzące w siebie traktowały zapomnienie tekstu jako tragedię i w ogóle nie próbowały sobie radzić. Mało tego, zauważyłam, że z tymi, które wierzyły w siebie reżyser chętniej rozmawiał i udzielał więcej wskazówek. Napędzało się to więc. Czyżby miał rację Coelho piszący o sprzyjającym wszechświecie?

Ciekawym przypadkiem była dla mnie też dziewczyna, która świetnie radziła sobie z ludźmi podczas sondy, natomiast w reklamie zapominała tekstu i generalnie gubiła się. Ale szła dalej. Jurozy powiedzieli jej, że... nie wiedzą co się stało. Aktorsko była okropna, ale miała "urok osobisty" i wszyscy i tak jej przyklasnęli. Też bym tak chciała!

Stres zjada nas jeśli jest ponadnormatywny. Do pewnego stopnia wzrost napięcia emocjonalnego pomaga wykonać zadanie, ale po przekroczeniu punktu krytycznego coraz bardziej szkodzi. Nie bez znaczenia jest też nasz sposób myślenia. Jeśli traktujemy zadanie w kategorii wyzwania, to jest większa szansa, że bardziej się zmobilizujemy, będziemy elastyczni, zaczniemy kombinować i... uda nam się. W końcu, kto nie lubi wyzwań!? Jeśli natomiast zadanie jest zagrożeniem, to uciekamy, kulimy się w sobie, minimalizujemy straty. Przecież nikt nie chce się ośmieszyć. Nie wszyscy byliśmy popularni w otoczeniu, nie wszyscy mamy ten urok osobisty. Coś podpowiada nam, że lepiej nie ryzykować.

Inspiracja i część teoretyczna już były, czas teraz na osobiste wynurzenia. Ja niestety jestem bowiem z tych, którzy raczej nie wierzą, raczej minimalizują straty niż maksymalizują zyski etc., etc. I o ile są rzeczy, które w sobie lubię i cenię, na przykład wysokie standardy moralne, etyczne itp. (one też z definicji stawiają ograniczenia), to tej zachowawczości, strachu i tym podobnych nie akceptuję w sobie. Mało tego, uważam, że to przez tą cechę mi się w życiu nie powiodło. W swoim otoczeniu widzę ludzi, którzy umieją znacznie mniej niż ja. Ale oni się nie boją, oni umieją się promować, sprzedać. Kompletnie nie mają kompleksów. Wiedzą mniej niż ja, a brzmią jakby wiedzieli więcej. Mówią "jak ja chcę to mi się zawsze udaje" i... udaje się im. Ja im odpowiadam "no nie wiem, zobaczę, pewnie mi się nie uda, na nic nie liczę" i siedzę jak dupa na szarym końcu, a wszyscy wokoło się dziwią jak to się mogło stać. Czy to już zawsze tak będzie?

Phage Wars

Pokonaj wrogie bakterie szczepami o różnych właściwościach.

Prosta gra kontrolowana myszką, ale daje dużo radości*.

Phage Wars!

*Znaczy nie myszka, tylko gra.

Tagi: gra
18:07, wildfemale
Link Komentarze (2) »
środa, 17 listopada 2010
Women make the world go round

Najbliższy wpis po prostu musiał być studencki. Studenci się uparłi żebym o nich napisała i bez względu na kierunek i uczelnię, z której pochodzą, bezlitośnie rozsiadają się lub stają koło mnie w tramwajach tocząc swoje dyskusje. A dywagacje te są tak często żenujące, że zaczynam wierzyć w spiskową hipotezę iż reforma szkolnictwa służyła ogłupieniu społeczeństwa.

Ale tematem, który wybija się na plan pierwszy w rozmowach studentów są nie przedmioty, zaliczenia czy kolokwia, a... dziewczęta. Myli się bowiem ten, kto uważa, że kobiety idą na studia celem znalezienia bogatego męża. Czasy się zmieniły i to mężczyźni zjawiają się na salach wykładowych celem wypatrzenia wybranki.

- A na moim roku jest tylko 9 dziewczyn na 35 osób! Ale to jeszcze nic, na sąsiednim wydziale jest tylko jedna na 200 osób.

Na takie dictum zaczęłam się gorączkowo zastanawiać, jak też odziani we flanelę rycerze z politechniki zamierzają się dziewoją podzielić, ale... czy warto? Tok mojego rozumowania poprawiła inna wymiana zdań.

- Ja nie wiem, te dziewczyny u mnie na roku są beznadziejne. Na sąsiednim wydziale to są takie, wiesz, fajne. Krzysiek ostatnio zaprosił mnie na imprezę i przyszły takie dwie żałosne dziewczyny od nas. To wiesz, od razu dałem sobie spokój.- klarował młodociany Kasanova. W końcu lans w tramwaju jest lepszy niż żaden.

Młodzież akademicka jest także szalenie ambitna i dumna. O ile oczywiście dobrze zrozumiałam, bo przypadek, który zaraz przedstawię charakteryzował się potężną wadą wymowy.

- A wiesz jak mnie to w*wia, kiedy ludzie pytają, czy poszedłem na administrację, bo nie dostałem się na prawo. Na prawo nawet nie składałem! Wydaje im się, że prawo to takie prestiżowe i trudne studia. Mam dosyć prawa, nawet bym tego studiować nie chciał. A tak w ogóle to można w pociągu pić piwo, nie? Bez problemu, nie? Bo sobie właśnie jedno kupiłem, wypiję jak będę wracał do domu.

Ten młody zdusi centaury...

poniedziałek, 15 listopada 2010
Mój walkman

Pamiętacie jeszcze walkmany? Młodsze pokolenie moich czytelników uzna je za oldschoolowe (trendy?), natomiast to starsze ode mnie pewnie utożsami je z tym, czym dla nich był gramofon. Walkmany były efektywne, proste w obsłudze, te bardziej zaawansowane miały również radio i funkcję autoprzewijania. To były czasy! Dziś radio mieści się w byle aparacie komórkowym, a ten oprócz obsługi połączeń umożliwia również wysyłanie krótkich wiadomości tekstowych, robienie zdjęć, a nawet łączenie się z internetem. Oj, idzie ta technika do przodu!

Wbrew jowialnemu wręcz i sentymentalnemu wstępowi, dalej nie będzie tak miło. Ktoś niedawno zamieścił w sieci sporo zdjęć kaset magnetofonowych. Oczy zaszły mi początkowo mgłą, bo ja jeszcze jestem z tych, którzy zgrywali utwory z radia i przegrywali z jednej kasety na drugą. Posiadam także wieżę mogącą odtwarzać kasety i było to dla mnie ważnym warunkiem jej zakupu.

Walkmany były szczególnie popularne w czasie, kiedy wildfemale była zależna ekonomicznie od rodziców. Jako że wszyscy rówieśnicy walkmany posiadali, to oczywiste, że i wild chciała. Który dzieciak nie lubi muzyki!? Po dłuugich namowach, zapewne nocnych naradach rodziców, walkman pojawił się w któreś święta pod choinką. Jako że tatuś nie zwykł kupować byle czego, walkman był porządny. Porządna firma, wbudowane radio, autorewind, ładna stylistyka. Walkmana przekazano dziecku z namaszczeniem. Dziś myślę, że mógł być tańszy i niefirmowy, co znacznie zmniejszyłoby moje obawy przy wywlekaniu go na zewnątrz i przed zniszczeniem oczywiście.

Dziś walkman jest w nienagannym stanie. Mimo że był spełnieniem marzeń można by go pewnie zapakować w pudełko i oszukiwać na Allegro, że nie był używany. Wild ciągle żywo pamięta jak podczas wizyty u babci walkman stoczył się na podłogę pod stół. Co prawda podłoga była pokryta puszystym dywanem, a sprzęt minął stołową nogę, ale w pamięci pozostała reprymenda rodziców, że przecież mógł uderzyć w stół i się rozbić, albo uderzyć w podłogę i się rozbić. Cholera wie w co jeszcze mógł uderzyć...

Wynoszeniu walkmana z domu towarzyszył lęk, bo przecież ktoś go może ukraść. W ogóle do korzystania z walkmana należało ukończyć certyfikowany kurs, bo przecież takie dziecko może zepsuć tak fantastyczną maszynę. Walkman przyczepiony do paska u spodni mógł odpaść, umieszczony w pojemnej kieszeni obtłuc się. No cholery można było dostać, a na pewno ciężko skupić się na słuchaniu czegokolwiek.

I niestety dziś przyszło mi do głowy, że przez historie walkmanopodobne teraz czuję się w różnych sytuacjach niepewnie. Nie dotykam, nie próbuję z obawy przed zepsuciem czegoś. Nie eksperymentuję i nie kreuję rzeczywistości bo obawiam się kary. Myślę raczej o tym, że rozwalę, a nie że spadnie na bezpieczny dywan. I mam przekonanie, że trzeba na wszystko czekać długie lata zanim się coś dostanie. Gdybym dostała od razu, to pewnie miałabym poczucie, że mi się nie należało.

Przekazy z dzieciństwa dźwięczą mi w uszach, bo nie zatkałam ich w porę słuchawkami.

01:56, wildfemale
Link Komentarze (11) »
sobota, 13 listopada 2010
Wyzwolone kobiety-miejcie się na baczności!

Dwie godziny temu na pewnym forum zamieszczono zaskakujące ogłoszenie. Ktoś, a nawet jakaś większa grupa ("szukamy") zaprasza "wyzwolone kobiety" do kontaktu.

Ogłoszenie wyróżnia się tym, że jest wyposażone w telefon stacjonarny, komórkowy i oczywiście adres mailowy. Zastanawia mnie także co znaczy "służbowy mail". W jakim celu ktoś szuka takich kobiet i do czego? Zazwyczaj takie ogłoszenia zamieszczają napaleni nastolatkowie lub sponsorzy poszukujący studentek. Jednak żadne nie zawiera tak wiele możliwości kontaktu.

Krótki research w sieci ujawnia, że osoba ta zaspamowała ogłoszeniami o podobnej treści wszelkie możliwe darmowe fora. Nie widziałam jeszcze tak zdesperowanego seksoholika! Co ciekawsze, można poznać również dokładny adres zamieszkania delikwenta lub delikwentki, jako że sprzedaje on(a) właśnie mieszkanie w Krakowie i możemy sobie je nawet obejrzeć na zdjęciach.

Dlaczego mam wątpliwości co do płci autora ogłoszenia? Albowiem nie dalej jak pod koniec sierpnia, posługując się żeńskim nickiem, szukał(a) on(a) kochanek żonatych mężczyzn, które teraz ich szantażują. Rzekomo do programu telewizyjnego (pani Drzyzgo, to pani?). Dwa tygodnie temu ta sama osoba poszukiwała zaś studentki do "stałego układu".

Tajemnicza sprawa, czym prędzej sporządziłam tą notkę, zainteresowani sami sobie zweryfikują szczegóły. Kobiety proszę o ostrożność!

Spotkaliście się już wcześniej z czymś takim w sieci?

czwartek, 11 listopada 2010
rebus

Nie będzie o patriotyzmie. Nosiłam się z zamiarem napisania na ten temat, ale zbyt wiele refleksji kłębi się w mojej głowie.

W zamian za to mam rebus, który w jakimś sensie kojarzy się z feminizmem.

Jakie to słowo?

rebus

Tagi: zagadka
18:27, wildfemale
Link Komentarze (6) »
O spisku i podejściu do pracy

Wczoraj rano zdarzyło mi się być świadkiem niesamowitej dyskusji. Stałam sobie w wiacie przystankowej, zamyślona nad lista zadań, którą ustaliłam sobie na dany dzień. Po chwili do mojej świadomości przebiła się toczona nieopodal dyskusja.

Pani w średnim wieku z dużym otyłym psem, kóry mimo że na smyczy, to kręcił się po całej wiacie, konferowała z rówieśniczką i młodym człowiekiem.

- Bo to wszystko jest sterowane. Nie mamy prezydenta. Kieruje nim premier! -wydzierała się ta od pieska.

- Ja nie wiem czy to premier, mnie się wydaje, że to Ameryka nimi steruje. -wtórowała jej rówieśniczka.

- A mnie się wydaje, że to jednak Rosja i Niemcy nimi sterują. Drugi pakt Ribbentrop-Mołotow. I tylko szkoda mi tych młodych ludzi, którzy się kształcą i nic z tego nie mają. -w tym momencie właścicielka pieska zwróciła się do stojącego na podorędziu młodego człowieka, który chyba poczuł się wyróżniony jej uwagą.

- Tak, tak, ma pani rację. A ja właściwie to jadę do pracy. Mam być w Tesco o 10:00. Jak mam być na 10:00 to nie mogę się przecież spóźnić. -powiedział młody człowiek nerwowo wypatrując autobusu. W tym momencie rozmowa zmieniła tory i przeszła na pracę w marketach.

- A słyszałam, że macie państwo dostać 40% podwyżki. Coś w gazecie czytałam. -zatroszczyła się wielbicielka przekarmiania piesków.

- Nie, wie pani, to chyba jednak tylko napisali. Ja od dwóch lat tam pracuję i jeszcze żadnej podwyżki nie widziałem.

- A jak pan tam pracuje? Rano? Nocami?

- No dzisiaj to mam od 10 do 18, więc jest znośnie. Ale zdarza mi się też pracować rano czy w nocy. Ale dzisiaj to, mówię pani, tam będzie ludzi jak mrówków! -udzielał się dalej jegomość.

I tym razem nawet nie będę się czepiać wątków politycznych, bo nie jestem szczególnie zaangażowana, a wnioski każdy wyciągnie sam. Tylko powiedzcie mi jak to jest, że młody człowiek (najpewniej bez wykształcenia) wie, że nie powinien się spóźniać do pracy i przejmuje się, że mogłoby się to zdarzyć, a pani z doktoratem, która umawia się ze mną od dwóch tygodni nigdy nie jest obecna w pracy, a ostatnio to nawet wzięła zwolnienie lekarskie żeby mnie przypadkiem nie spotkać?

09:40, wildfemale
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 08 listopada 2010
Being One

To właściwie nie "one" a aż cztery części, a potencjał gry jest tak wielki, że z pewnością doczekamy się co najmniej piątej i szóstej. Dziwaczne laboratoria, spaczone eksperymenty, wilkołaki, gigantyczne pająki i czarna materia -to wszystko możecie znaleźć w kolejnych częściach Being One. Jest to gra typu point&click, dlatego osobom nieoswojonym z tym typem rozrywki polecam przejście pierwszej części z walkthrough. Wszystko po to, by w pełni docenić, wczuć się w klimat i już samodzielnie przejść pozostałe części. Mnie zajmowało to po około 20 minut.

Being One 1- Escape the lab

Being One 2- Bloodbath

Being One 3- Dark matter

Being One 4- Moonrise

Serdecznie polecam!

Tagi: gra
18:29, wildfemale
Link Komentarze (2) »
niedziela, 07 listopada 2010
e7

Naprawdę śliczna gra stworzona w całości przez jednego człowieka. Szlachetna misja, ładny podkład muzyczny i optymalny poziom trudności. Czego chcieć więcej?

Macie ochotę uratować Ziemię?

 

Link do gry.

Tagi: gra
10:59, wildfemale
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2