RSS
poniedziałek, 26 grudnia 2011
Postanowienia noworoczne

Robicie jakieś postanowienia noworoczne w tym roku? Podobno corocznie najwięcej osób chce rzucić palenie i schudnąć. Tą drugą motywację rozumiem, bo to wszak tuż przed sylwestrem i jest motywacja by zmieścić się w kreację. Ale koniec roku jest okresem szczególnym nie tylko ze względu na zabawy karnawałowe, ale i na to, że w tym czasie jakoś naturalnie przychodzi nam podsumowywanie różnych etapów. W podsumowaniach najczęściej wychodzi, że jesteśmy z czegoś niezadowoleni, coś byśmy poprawili, czegoś mogłoby być więcej... Wszystko to rodzi naturalne napięcie motywacyjne i chęć zmian, a te najlepiej sobie dobrze zaplanować. Pewnie stąd pewna tradycja postanowień noworocznych.

Nie ukrywam, że chciałam tutaj zamieścić wpis ze swoimi postanowieniami. Co prawda to kwestia dość osobista, ale swoim czytelnikom powierzałam już różne osobiste zagadnienia. Wyłączyłam komputer i zaczęłam pisać. W ten sposób zapisałam całą kartkę A4 18-stoma postanowieniami. Strasznie tego dużo! I okazało się również, że są one bardzo, bardzo intymne. Aż tak bardzo, że nie sposób się nimi z kimś dzielić.

Podczas zapisywania nie obyło się i bez kreślenia. Kreśliłam z różnych powodów, a to za mało szczegółowo, a to nierealnie, a to coś w ogóle okazywało się nie być postanowieniem (sic!). To mi narzuciło nieco inną formułę dzisiejszego wpisu. Dla tych z Was, którzy planują spisywać własne postanowienia zdecydowałam się stworzyć poradnik zawierający warunki, jakie takie postanowienie powinno spełniać, żeby jak najłatwiej było je zrealizować. A zatem zaczynamy:

1. Dobre postanowienie powinno być konkretne. Odrzućmy z góry wszelkie asekuracyjne sformułowania typu "może", "jakby", "spróbuję"/ "postaram się", "około", bo to nie ma większego sensu. Jak siebie potem rozliczyć ze "starania się"? Postanawiać coś sobie należy stanowczo. Gdy cel ma jakiś termin realizacji, warto także i ten deadline zawrzeć w treści postanowienia. Przejawem konkretności postanowienia jest również samo spisanie go. Niech postanowienia istnieją w jakiejś fizycznej formie, mają określony ostateczny kształt, nawet gdyby już za chwilę miał on przechodzić delikatne modyfikacje. Jeśli podczas formułowania postanowienia noworocznego pojawia się jakieś wahanie, zaczynamy używać wieloznacznych sformułowań, to może jest to cenna wskazówka, że na takie postanowienie w ogóle nie jesteśmy gotowi? Może trzeba to sobie przełożyć na jeszcze następny rok, albo rozbić na mniejsze kroczki? A może przyjrzeć się głębiej sobie i zobaczyć co w nas samych tak bardzo nam przeszkadza? Może się równie dobrze okazać, że to nie nasz cel, a cudzy i po takim wglądzie będziemy mieli jedno postanowienie mniej do realizacji. Czy to nie cudowne!?

2. Postanowienia należy formułować bez negacji. Zaniechajmy używania partykuły "nie". Po co skupiać się na negatywach, na celu, którego właśnie zamierzamy uniknąć i wcale nie chcemy się na nim koncentrować? Najlepiej jest używać twierdzeń i w treści postanowienia koncentrować się na efekcie, jaki chcemy osiągnąć. Łatwiej będzie potem sprawdzić na ile nam się to udało oraz opracować konkretny plan dążenia do tego efektu. Ułatwi nam to także weryfikację na ile nasze oczekiwania względem siebie są konkretne.

3. Postanowienia powinny być realne. Zatem przed przyjęciem każdego postanowienia należy rozważyć, czy posiadam zasoby (wiedzę/ umiejętności/ finanse/ możliwości fizyczne) niezbędne do jego zrealizowania. Jeśli nie, to najbliższy rok można poświęcić najwyżej na zdobywanie tych zasobów, albo... przeformułować cel.

4. Gdy się coś sobie postanawia i jeszcze zamierza sumiennie dążyć do tego realizacji, to warto również wiedzieć po co. "Chcę dużo zarabiać żeby mi sąsiedzi zazdrościli." to zły cel. Po co inwestować energię i nakłady ciężkiej pracy w coś, co nie jest naszą wewnętrzną potrzebą? Życie jest za krótkie na takie manewry. Dobre postanowienie ma odniesienie do mnie, mojego szczęścia, zadowolenia czy dumy. Na podobnej zasadzie nie wolno sobie postanowić "W 2012 moja córka zwycięży w ogólnopolskim konkursie skrzypcowym." (także ze względu na kwestie podniesione w punkcie 3). Wydaje mi się, że dobrze by było powiązać sobie własne postanowienia z naszymi wewnętrznymi potrzebami i wówczas nawet "Chciałabym pójść na kręgle, bo zazwyczaj jestem osobą mało otwartą i postawienie siebie w nowej sytuacji może mnie rozwinąć/ poszerzyć mi horyzonty/ pomóc poznać nowych ludzi." nabiera głębszego sensu.

5. Liczbę postanowień należy ograniczyć do niezbędnego minimum. Owszem, nie ma nic złego w zrobieniu sobie małej burzy mózgu i wypisaniu różnych rzeczy, które nam przychodzą do głowy. Potem jednak należy to ukonkretyzować, odsiać swoje idee od tych, które ktoś nam podstępne do głowy wcisnął i... dokonać selekcji pod względem niezbędności. Im mniej, tym łatwiej zrealizować i skoncentrować energię na konkretnych działaniach.

6. Przy selekcji może pomóc wzięcie pod uwagę kolejnej cechy dobrego postanowienia. Mianowicie postanowienie musi być... postanowieniem, a nie marzeniem. Wiąże się to bezpośrednio z kwestią posiadania wpływu, zasobów i sprawstwa, które były podnoszone wyżej. "Pojechać za granicę." to marzenie nie powiązane z żadną potrzebą ani konkretnym planem działania. "Pojechać za granicę na stypendium naukowe by uczestniczyć w projekcie badawczym profesor Iksińky, którą się poznało na kongresie pół roku temu." nosi znamiona postanowienia ;) Jeśli na Twojej liście postanowień zaplątały się ewidentne marzenia to... jest powód do radości. Oznacza to bowiem mniej faktycznych postanowień do realizacji oraz więcej materiału do analizy i wglądu we własne potrzeby, fantazje, niespełnione oczekiwania...

7. Kiedy posiadamy już zamkniętą listę starannie wyselekcjonowanych postanowień być może dobrym pomysłem jest ich pogrupowanie według takich kryteriów, jakie będą dla nas wygodne. Może to być perspektywa czasowa realizacji, albo dziedziny, których postanowienia dotyczą. Grupowanie pomoże nam sprawdzić czy...

8. Lista postanowień powinna być harmonijna i zbilansowana. Nasze postanowienia są niebanalne, wypływają z wewnętrznej potrzeby, a przez to służą rozwojowi własnemu. Kto chciałby się rozwijać nieharmonijnie? Roboczo pomyślałam sobie, że dobra lista powinna zawierać postanowienia dotyczące: ciała/kondycji/wyglądu (ważny aspekt własnej kobiecości/męskości, a tą zawsze warto wspierać i rozwijać), potrzeb emocjonalnych, rozwoju intelektualnego i duchowego. Moje postanowienia można mniej więcej tak poklasyfikować. Wszelkie konstruktywne uwagi krytyczne mile widziane.

9. Aby udało nam się zrealizować postanowienia warto zawczasu pomyśleć jak sobie to zadanie ułatwić. Można powiesić wielką listę postanowień i cieszyć się perspektywą ich kolejnego odhaczania, albo poinformować przyjaciół, że właśnie do czegoś dążymy i prosimy o wsparcie. Nie wolno jednak tracić z oczu tego, że to cały czas my ponosimy odpowiedzialność za własne postanowienie, a nie przerzucamy jej na osoby świadczące nam wsparcie. Zależnie od samego postanowienia i naszego usposobienia istotne wsparcie mogą nam także świadczyć: psychoterapeuta, kapłan, rodzina, zaprzyjaźnieni internauci, społeczność czytelników własnego bloga etc.

10. Proces realizacji postanowień powinien zostać jakoś domknięty, nagrodzony. Formę nagrody i wsparcia jednocześnie może stanowić opisywane we wcześniejszym punkcie skreślanie sobie już zrealizowanych celów. Można siebie też motywować jakimiś drobnymi przyjemnościami. Pamiętam, że kiedyś wykonałam sobie okolicznościową koszulkę upamiętniającą osiągnięcie celu, ale sami już tam będziecie ekspertami od tego, co działa w Waszym przypadku.

Jak Wam idzie robienie postanowień noworocznych?

18:39, wildfemale
Link Komentarze (1) »
niedziela, 25 grudnia 2011
The Wok

Założę się, że tego jeszcze nie robiliście! No bo czy zdarzyło się Wam kiedyś ratować... garnek? I to gar nie byle jaki, chodzi o woka zesłanego z niebios. Co prawda nikt nie wie do czego on może służyć, ale z pewnością jest wielki i godny czczenia...

Tak zaczyna się nasza nowa przygoda. Warto obejrzeć intro, choć razi literówką. gdybyście bardzo się męczyli, twórcy gry dają możliwość jego przeskoczenia. A dalej jest tylko lepiej. Miła ścieżka dźwiękowa w tle i nowe przygody na każdym ze screenów. Tak przyjemnego point&click nie widziałam dawno.

Nasze zadanie polega na pokonaniu rozmaitych potworków utrudniających nam podróż. Pamiętajcie, nie zawsze pierwsza myśl jest najlepsza, a czasem trzeba działać naprawdę szybko. Inaczej spotka nas okrutna śmierć z rąk nieznanej bestii. Pocieszającą wiadomością jest to, że twórcy gry pozwalają nam próbować wielokrotnie :)

Zagraj i ty!

Tagi: gra
17:05, wildfemale
Link Dodaj komentarz »
Snail

Gierek o ślimakach było tu wiele, tym razem mamy pomóc małemu przyjacielowi zrealizować ważne marzenie. Każda istota w pełnię księżyca ma prawo ugłośnić swoje życzenie, a potem, jak to w życiu, musi się bardzo, bardzo napracować by je zrealizować.

Zasady gry są niezmiernie proste, a życie ślimaka łatwe nie jest o czym macie teraz okazję się przekonać. Gra jest zdecydowanie zabawniejsza kiedy rozumie się angielskie słówka, ale ukończyć może ją każdy zażarty osobnik w wieku od 5 do 100 lat.

Mnie się udało, czego i Wam życzę!

Zagraj!

Tagi: gra
14:30, wildfemale
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 grudnia 2011
Myosotis Chapter 1

Myosotis nie ma nic wspólnego z mięśniami, ani podziałami komórkowymi. Słowo to po holendersku oznacza niezapominajkę. Fabuła gry dotyczy starej miłości, która nigdy nie rdzewieje. Prywatny detektyw Rick otrzymuje listy od ukochanej Lily i bez zastanowienia rusza jej na ratunek do tajemniczego hotelu.

Grę obsługujemy myszką. Kolejne plansze są minimalistyczne i utrzymane w szarości, ale stawiane przed nami łamigłówki są niezwykle ciekawe. Znajomość języka angielskiego jest tu moim zdaniem wymagana na dość wysokim poziomie.

Największa zaletą jest ścieżka dźwiękowa na niespotykanie wysokim poziomie. Gra jest dość krótka, a kolejne zadania stanowią pewne wyzwanie. Zdecydowanie warto stawić mu czoło. Warto też zajrzeć do gry choćby aby posłuchać fantastycznej muzyczki.

Z niecierpliwością czekam na następną część.

Zagrajcie!

Tagi: gra
16:29, wildfemale
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 grudnia 2011
Wiążę się

Jestem niewyspana, a przede mną jeszcze długi dzień. Jestem niewyspana, bo... sprzątałam. Ja nie jestem leniwa, ja po prostu nie lubię sprzątać. Po prostu to wszystko jeszcze kiedyś mi się przyda. Zwyczajnie położyłam przed dwoma laty zewnętrzny napęd CD na tamto miejsce. Dlaczego do tam nie ma?! Został użyty raptem dwa razy, a kosztował 250 złotych. Dlaczego mam po nim tylko pudełko. Napęd się nie znalazł:(, ale za to w końcu zmusił mnie do sprzątania. To znaczy na razie sprzątnęłam tylko biurko, tylko jego wierzch. Ale i tak trwało to baardzo długo, ponieważ na biurku znajdowało się bardzo dużo papierów.

Zasiadłam zatem i po raz pierwszy od dłuższego czasu (na biurko panował taki bałagan, że po prostu je opuściłam i od roku z niego nie korzystałam) zauważyłam, że stoi na nim aż pięć kubeczków z długopisami. Samo sprawdzanie, czy wszystkie one piszą zajęło mi trochę czasu, ale nie to było najgorsze. Uświadomiłam sobie dlaczego tak ciężko było mi wysiedzieć przy tym biurku. Po prostu pięć kubków stojących w rządku naprzeciwko mnie tworzyło atmosferę osaczenia. Poczucie to pogłębiało się tylko w konfrontacji w faktem, że po bokach leżą sterty papierów lub kopert (których nie wyrzucę dopóki nie usunę z nich adresu, a koperty są wyłożone folią bąbelkową, więc nie wrzucę ich do niszczarki) i w zasadzie tylko środek pozostaje wolny.

Po przejrzeniu długopisów zabrałam się za przeglądanie papierów. Okazało się, że jestem bardzo oszczędna. Nie miałam za dużo notesików, więc teraz odkrywałam zapisane wiele czasu temu karteczki, często drobnym pismem i wielokrotnie. Znalazłam notesik podarowany mi przez kogoś jakieś siedem lat temu - wciąż zawierał kilka czystych kartek. Podobnie oszczędzałam co atrakcyjniejsze długopisy podarowane mi przez mamę. Jednak nie odkrycia dotyczące artykułów papierniczych były dla mnie najważniejsze.

W rozmaitych zakamarkach papierzysk czaiły się nigdy nie zrealizowane plany projektów badawczych, które pewnie nigdy nie ujrzą światła dziennego, bo teraz wydają mi się zbyt banalne. Odnalazłam także wykonany długopisem rysunek kwiatka zawierający na odwrocie informację, że jest to prezent dla mnie i kilka miłych słów. Prawdopodobnie wręczyła mi go jeszcze któraś z koleżanek w liceum. Nawet nie spłowiał.

Znalazłam też kilka numerów telefonów i nazwisk zapisanych cudzym pismem, które teraz nic mi już nie mówiły i nie niosły ze sobą żadnej informacji o emocjonalnym znaczeniu. Wygrzebałam ze szpargałów nawet drucik pomalowany w paski i charakterystycznie wygięty - miał kiedyś udawać węża, ale nikt w nim tego węża nie dostrzegał. Odszukałam namalowany kredkami rysunek zawierający nawet m.in. moją podobiznę. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że doskonale pamiętam, jak wykonywałam go w pierwszej klasie liceum. Tyle się od tego czasu zmieniło!

Sporo agresji wzbudziło we mnie natknięcie się na spłowiałe notatki przygotowujące do kolokwium na studiach - dotyczyły zagadnień, które nigdy mi się w pracy nie przydadzą, za to jako studentce przysparzały mi wiele niepotrzebnego stresu. Wyrzuciłam je bez żalu, trudniej natomiast było mi się rozstać ze składanym niegdyś i starannie pomalowanym drewnianym modelem świerszcza. Przypomniało mi się, jak mój nieżyjący już kot dorwał go kiedyś i poprzegryzał mu tylne nóżki. Na pamiątkę schowałam podania uczelniane podpisywane przez moją promotor - jest to kobieta, z którą do dziś czuję się bardzo związana.

Ta przymusowa podróż sentymentalna uświadomiła mi, jak wiele się we mnie pozmieniało. Dojrzałam naukowo i emocjonalnie (kolejność nieprzypadkowa;)). Dawne projekty budzą pobłażliwy uśmiech, niegdyś pisane wiersze przypominają o tym, że od lat nie mam już weny i pewnie straciłam swoją poetycką płodność na zawsze. Uczuciowo również bardziej się ustabilizowałam. Nie jest już tak, że przelotne fascynacje całkowicie pochłaniają moje myśli i uniemożliwiają mi skupianie się na czymś innym. Moje postrzeganie życia się zmieniło i ciężko mi jakoś wartościować czy teraz jest lepiej czy gorzej, wiem za to, że jest po prostu inaczej.

A jaką historię może opowiedzieć Wasze biurko?

15:12, wildfemale
Link Komentarze (1) »
sobota, 17 grudnia 2011
Binga 2

Polecam drugą grę z tej serii. Część pierwsza była tu przeze mnie opisywana wcześniej. Poziom trudności nie zmienił się, podobne są także zagadki. W dalszym ciągu klikamy myszą, a naszym zadaniem jest poradzenie sobie w jak najkrótszym czasie z uruchamianiem samochodzików, wbijaniem piłeczek, przewracaniem pachołków (trudna sztuka!), a nawet... spłukiwaniem toalety.

Znajomość angielskiego przydaje się czasami do zrozumienia niektórych instrukcji, ale chyba nie jest konieczna. Tło muzyczne całkiem przyjemne i nieintruzywne. Mnie udało się osiągnąć taki wynik:

Spróbujcie i Wy!

Tagi: gra
19:26, wildfemale
Link Komentarze (2) »
piątek, 16 grudnia 2011
Words and physics

Jest to gra oryginalna i właśnie ta jej cecha zadecydowała o tym, że zdecydowałam się ją recenzować. Grę obsługujemy myszką i klawiaturą. W każdym z etapów należy się pozbyć z planszy oznaczonego (tak, podpisanego) elementu.

Należy znać język angielski na dość dobrym poziomie, ponieważ dopiero to gwarantuje zrozumienie instrukcji oraz ich wykonanie. Podpowiem, że warto wiedzieć jak jest "ogień" czy "szpilka" po angielsku.

Koncept gry jest ciekawy, a poziom trudności satysfakcjonujący. Polecam!

Zagraj!

Tagi: gra
18:59, wildfemale
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 grudnia 2011
Spotkanie z nerdem

Definicji nerda może być wiele, ale na potrzeby dzisiejszego wpisu zdefiniujmy go jako osobę zafascynowaną komputerami i świata poza nimi nie widzącą. Nieczęsto widuję takich ludzi, ale znam stereotyp takiego człowieka jaki powszechnie funkcjonuje w naszym społeczeństwie.

Traf chciał, że podczas wyjazdu do innego miasta coś stało się z moim dostępem do internetu. Certyfikat, który miał mi go zapewniać (i dotychczas w tym miejscu funkcjonował bez zarzutu) tym razem zaszwankował. Komputer domagał się hasła, potem przestał się go domagać. Nie wiedziałam o co chodzi. Nie było dostępnego specjalisty, który mógłby mi pomóc. Wsparcia udzieliła mi jedynie koleżanka, która użyczyła własnego internetu, no ale przecież w dłuższej perspektywie czasowej nie o takie rozwiązanie nam chodzi.

Po powrocie do domu zaczęłam wypisywać histeryczne maile do różnych ludzi, którzy mogą się na takich sprawach znać znacznie lepiej niż ja i w efekcie zostałam wraz z komputerem zaproszona na diagnostykę. Proces diagnozy miał przebiegać w bardzo trudno dostępnym pomieszczeniu, ale mnie to nie powstrzymało. Zjawiłam się szybko.

Okazało się, że trafiam do miejsca, po którym wala się masa różnych żabek, styków, plastikowych zielonych płytek, na których umieszcza się układy scalone oraz sporo komputerów w różnym stopniu rozkładu. Przy biurku siedział dość młody człowiek z nadwagą, wpatrzony w ekran wypasionego komputera. A właściwie w dwa ekrany, które były jakość tak szczwanie sprzężone, że kursor myszy przeskakiwał z jednego na drugi. Budziło to respekt.

Pan miał takie sobie umiejętności społeczne, bo nie wskazał mi wieszaka, ani nie zaproponował miejsca do siedzenia. Pamiętał za to, by mnie zapytać, czy mam ze sobą sprzęt i wobec spełnienia tego warunku poprosił mnie także o jego włączenie. Spędziliśmy razem trochę czasu, bo pan gmerał mi w ustawieniach i sprawdzał jak to się ma do połączenia z internetem. Na ekranie wyświetlały się różne napisy na czarnym tle, które to nic a nic mi nie mówiły, ale za to wyglądały bardzo mądrze i profesjonalnie. Jak można cały dzień gapić się w coś takiego, skoro jest tyle gier na świecie?;)

Okazało się, że pan, choć mówi bardzo niewyraźnie, ma ochotę na rozmowę ze mną. Co prawda zadawał mi pytania siedząc bokiem do mnie, ale wykazał się jednak inicjatywą. Nic dziwnego, patrzenie w mądrze wyglądające napisy każdemu dałoby się we znaki. Zaczął mnie wypytywać o to, czy... mam męża. Potem zaczął się temat przekonywania mnie do Ubuntu, dociekania skąd pochodzę, a na koniec pytał jeszcze gdzie teraz idę ;)

Urocze, ale trochę za bardzo bezpośrednie.

A komputer? Komputer śmiga jak marzenie.

20:49, wildfemale
Link Komentarze (5) »
wtorek, 13 grudnia 2011
Ulga pojednania

Dziś widziałam się przypadkiem z osobą, z którą ostatni raz widziałyśmy się kilka miesięcy temu. Rozstałyśmy się w zasadzie w zgodzie, natomiast zaledwie kilka dni później nastąpiły takie wydarzenia, w toku których ktoś nas chciał ze sobą skłócić. Miałam różne odczucia, konflikty lojalności, ale koniec końców (po długich chwilach zastanowienia i czasie na uzyskanie wglądu w siebie) doszłam do wniosku, że jednak na tej osobie mi zależy, że jest dla mnie ważna, że w gruncie rzeczy lubię ją i podziwiam i że tak naprawdę to tęsknię.

Jednocześnie tkwiłam w impasie, bo nie wiedziałam, czy mogę się odezwać, czy się na mnie nie gniewa oraz jak naprawdę przebiegała rozmowa z udziałem trzeciej z osób, która ewentualnie nastawiła nas przeciwko sobie. Z jakichś niemądrych względów nie miałam odwagi zadzwonić do niej i zweryfikować swoich fantazji.

Dlatego też tak cudownie się złożyło, że dziś się spotkałyśmy i że osoba ta miała znacznie więcej odwagi niż ja. Mianowicie,... podeszła i miała ochotę na kontakt ze mną. Było to szalenie miłe. Okazało się także podczas rozmowy, że wcale się na mnie nie gniewa. Było to miłe, poczułam ulgę, teraz mam jasność sytuacji.

Nadrobiłyśmy zaległości, nadal będziemy utrzymywać kontakt. A ja mam nauczkę, że jeśli czuję, że mi na kimś zależy, to nie warto miesiącami czekać na przypadek, tylko od razu sprawdzać na czym się stoi w danej relacji.

niedziela, 11 grudnia 2011
Touka

Touka to z japońskiego transmisja. Nie dacie wiary jak się ucieszyłam wchodząc dziś na stronę mojego ulubionego twórcy gier i znajdując tam jego nową produkcję.

Gra jest utrzymana w klimacie dwóch poprzednich, ale znacznie od nich prostsza. Tym razem należy najechać kursorem na widoczne na ekranie kwiatuszki. Ściślej rzecz biorąc część z nich nie jest widoczna tak od razu, toteż w okolicach 10 poziomu z 16 możliwych orientujemy się, że klikanie myszą (a nie tylko poruszanie nią) jest dozwolone, a nawet wskazane. Ale więcej Wam nie będę podpowiadać.

Przyjemna gra, szczególnie dla małych dziewczynek :)

Touka

23:11, wildfemale
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2