RSS
niedziela, 30 grudnia 2012
Rodzice, dlaczego mi to robicie?

Dzień spędziłam bardzo aktywnie. Pobiegałam nawet i... słuchałam w tym czasie podcastów o miłości. Inspirowały mnie one nawet do napisania tutaj jakiegoś wpisu o miłości, ale widać nie byłam na to gotowa. Zresztą, czytałam książkę, pisałam teksty na inny temat, żebrałam u autora o pdf jego dzieła... Takie tam, codzienne sprawy.

Śledzili dorosłą córkę - potępił ich sąd i uczelnia

Duża aktywność pozwala mi na zapomnienie o konflikcie z własnymi rodzicami lub po prostu izolację od nich co także dobrze działa na moje zdrowie psychiczne. A czemu w ogóle tutaj ten temat jednak poruszam? Pod koniec dnia trafiłam na artykuł o rodzicach, którzy śledzili swoją dorosłą córkę. Sprawa skończyła się w sądzie i to szczęśliwie dla zakładającej ją 21-latki. Rodzice dostali zakaz zbliżania się do córki, a jej samej uczelnia przyznała stypendium i ochronę. Pamiętajmy jednak, że to było w USA. Polskie sądy nawet nie wiedziałyby jak ugryźć sprawę czytania maili i śledzenia telefonu młodej kobiety, a uczelni nie byłoby stać na taki gest. Dlaczego rodzice robią takie straszne rzeczy swoim dzieciom?

Relacja z rodzicem matrycą wszystkich późniejszych relacji

Rodzic, najczęściej matka, jest najważniejszym opiekunem nowo narodzonego dziecka. Potem przez długi czas to dziecko i tak wychowuje się głównie w domu, więc oboje rodziców traktuje jak bogów. Dzięki nim powstało i żyje, co powiedzą jest dla niego święte, gdyby zniknęli najprawdopodobniej wciąż nie przetrwałoby bez pomocy innych osób dorosłych. Gdy dziecko idzie do przedszkola, a potem szkoły, zakres jego kontaktów rozszerza się, zaczyna zauważać, że w innych rodzinach, domach pewne rzeczy przebiegają inaczej, ale wciąż podporządkowuje się rodzicom. Sama pamiętam jak z zaskoczeniem zaobserwowałam, że w domu koleżanki jej mama wykłada na talerze ziemniaki ręką prosto z garnka. U innej napoje dla dzieci przechowywano w butelkach po alkoholach;) Jednak na etapie wczesnoszkolnym, kiedy rodzic nie chce, by jego dziecko bawiło się z Jasiem, jest w stanie to wyegzekwować.

Separacja - najważniejsze zadanie rozwojowe w życiu

Pięknym okresem w rozwoju człowieka jest adolescencja. Okres burzy i naporu, a jednocześnie uczenia się dojrzałości, a przede wszystkim czas na zrealizowanie bardzo ważnego zadania - separacji. Od rodziców trzeba się odseparować, nauczyć podejmowania własnych decyzji (i znoszenia ich konsekwencji), odróżniać swoje zdanie od innych, stworzyć związek z drugą dorosłą osobą (niezależnie czy to się podoba rodzicom którejkolwiek ze stron). Bez przerwania metaforycznej pępowiny niemożliwe jest życie w pełni, oddychanie pełną piersią. W Polsce realizacja tych zadań jest trudna i w dużej mierze zależy od dobrej woli/ zrozumienia rodziców. Trudno się wyprowadzić, bo mieszkania są drogie. Trudno się usamodzielnić finansowo czy wchodzić w związek bo o stabilną i dobrze płatną pracę jest trudno. Już nie mówię o rozwijaniu siebie, uczestniczeniu w życiu kulturalnym, rozrywkach na poziomie czy aktywnym uprawianiu sportu, które to kształtują charakter ale i... kosztują. Kto powiedział, że pieniądze szczęścia nie dają?

Nie umiesz mieć dziecka - kup sobie chomika

W takich realiach trudno się oprzeć wrażeniu, że rodzice tą sytuację wykorzystują. Nie szanują dzieci. W wypowiedziach pod inspirującym mnie artykułem znalazłam wypowiedzi "skoro ją utrzymywali, to mieli prawo ją śledzić", "skoro kupili telefon, to mogli zainstalować pluskwę". Czy naprawdę kupienie komuś czegoś jest równoznaczne ze zwolnieniem od szanowania tej osoby? Czy naprawdę fajnie jest mieć dziecko-własność zamiast szczęśliwego dziecka-artysty/ naukowca/ sportowca etc.? Czy warto doprowadzać do sytuacji, w której dziecko będzie chciało spłacić "dług" w stosunku do swoich rodziców odkupując sobie każdą parę majtek, rower i wieżę? Wreszcie, jak bardzo krótkowzrocznym trzeba być, by zapomnieć, że na starość role się odwracają i to dzieci sprawują opiekę nad rodzicami? Czy takie dziecko będzie z miłością pielęgnowało starszego człowieka, który je tak głęboko unieszczęśliwił?

Take-home message

Drodzy rodzice, nie unieszczęśliwiajcie swoich dzieci. Dzielicie z nimi połowę swych genów i najprawdopodobniej chcecie im przekazać wszystko co najlepsze. Dlaczego zatem nie wierzycie, że dorosłe już dzieci dokonają mądrych wyborów kierując się wpojonymi im wcześniej wartościami? Dlaczego zięć ma zostać odrzucony tylko dlatego, że jest informatykiem, a nie wymarzonym lekarzem? Czemu żaden partner miałby nie być odpowiedni tylko dlatego, że tatuś czuje się zagrożony konkurencją, a matka nie chce się rozstać z ukochaną latoroślą tylko dlatego, że nie widzi innego sensu w życiu? Nie warto traktować własnego dziecka jak upośledzonego umysłowo i przeglądać jego pocztę, majtki czy szufladę pod łóżkiem. Co chcielibyście tam znaleźć i co z tą informacją zrobicie? Kiedy nie będziecie nękać dziecka na każdym kroku, wchodzić do jego pokoju bez pytania, to tym chętniej będzie ono do domu wracać - nie będzie czuło przymusu, a szczerą chęć. A w trudnych chwilach będzie świadczyło opiekę, bo Was szanuje. Dziecko jest jak piękna szkatułka, im więcej dobrych rzeczy w nie włożymy, tym więcej potem możemy i wyjąć. W relacji z żadnym drugim człowiekiem nic się nam nie "należy", nawet z własnym dzieckiem.

sobota, 29 grudnia 2012
Śmieszna kompilacja

Kto jeszcze się nie przyzwyczaił, lub jest w tym miejscu po raz pierwszy, niech wie, że mam zwyczaj kolekcjonować na fotografiach różne rzeczy, które mnie śmieszą lub wzbudzają szczególne zainteresowanie. Jako że człowiek jest społeczny, także i ja lubię się potem tymi treściami dzielić. Z odpowiednim komentarzem oczywiście.

Nie koniecznie śmieszne, ale perwersyjne skojarzenia wzbudziła we mnie reklama pewnego salonu meblowego. Mało w życiu widziałam, a już na pewno nigdy młynka elektrycznego, który tak bardzo przypominałby... dildo. Zanim nie miałam możliwości obejrzenia tego plakatu z bliska, mocno się zastanawiałam o co autorom chodziło. A tamtego dnia te plakaty dosłownie mnie prześladowały na każdym rogu. Przy okazji, zwróćcie uwagę jak ślicznie wycięłam plakat.

Informacja pisana oddziałuje na mój odbiór obrazu. Jednak i informacja pisana nie jest czymś, na czym mogę polegać całkowicie. Przekonała mnie o tym nazwa pewnego baru. I teraz nie wiem czy ktoś nie znam ortografii czy to może właściciel po prostu miał na imię Jerzy. Mindfuck jak powiedziałaby młodzież:

Skoro już jesteśmy przy gastronomii, to w innym mieście napotkałam na ofertę promocji nie do odrzucenia. Tani kebab! I to jak podany! Przez jeden dzień w tygodniu jest on nawet podawany na talerzu. Co prawda za usługę tą liczą sobie (nomen omen!) słono. Pewnie mają jakąś niezwykle drogą, czasochłonną metodę zmywania. A może po prostu mało talerzy?

Generalnie to lubię promocje, szczególnie te promocje na ubrania. O ile nie lubię buszować po sklepach z odzieżą, to lubię mieć poczucie, że zakupiłam coś do ubrania w satysfakcjonującej mnie cenie. Z drugiej strony, wyraźnie jeszcze nie zwariowałam na punkcie zakupów, bo wczoraj nie zdecydowałam się pojechać na megapromocję do outletu. Wolałam się przespać. Z kolei niedawno mierzyłam marynarki. Jak prawie nigdy były przyzwoite. Oczywiście tylko te męskie, nie mam pojęcia dla kogo robią te damskie. Nie byłam pewna swojego rozmiaru, na szczęście towaru w promocji był dostatek i duży wybór. Jakież było moje zdziwienie, gdy się okazało, że cena sprzed promocji cenie nierówna...

Czasem zdarza mi się przysiąść, a czasem nawet przy tym zauważam, że w przestrzeń publiczną wdarli się artyści. Miewają oni ciekawe pomysły. Skoro czekasz, to wysiedź sobie jaja. Egalitarna propozycja dla panów i pań.

Kiedy siedzę, to czytam. Teraz z telefonu, a wcześniej z tradycyjnych drukowanych książek. Zresztą, teraz też można mnie spotkać z książką, która w formie ebooka nie występuje, albo z ulubionym czasopismem. Niedawno jednak ktoś przedstawiał mi jakie to wybitne dzieło wypożyczył w bibliotece. Podręcznik obsługi komputera, w którym jakiś profan zaznaczał sobie co lepsze fragmenty. Nie wiem co głupsze, treść czy takie zaznaczanie:

Skoro już jesteśmy przy informatycznych zagadnieniach, pragnę waszej uwadze polecić niezwykle sprytny sposób przechowywania haseł do komputera w pewnej bardzo poważnej instytucji. Nie pytajcie ile kosztowało mnie wdarcie się do niej i zrobienie tego zdjęcia. Zachowajcie je tylko dla siebie:

A na zakończenie akcent świąteczny. Nawet wojskowi czują tą atmosferę:

Pozdrawiam i lecę zbierać przyszłoroczne materiały na kolejną notkę z tego cyklu.

poniedziałek, 24 grudnia 2012
Statystyki świąteczne

Coraz lepiej nazywał swoje uczucia, mam coraz większą świadomość tego co w relacji w danej chwili dzieje się ze mną, a także (z dobrym przybliżeniem) z moim rozmówcą. Mimo tego wszystkiego jestem jednak związana z liczbami i choćby prostymi ujęciami statystycznymi. Macie ochotę na taką podróż przez moje życzenia? Zastrzegam jednak, że zebrane dane nie są w żaden sposób reprezentatywne, a mój niski poziom wylewności (obłudy?) powoduje, że poniższe obliczenia mają żadną moc statystyczną. Nadal chcecie to czytać? Niech mi zatem wolno będzie dodać, że w obliczeniach nie uwzględniłam: życzeń mailowych (bo były od firm, instytucji), życzeń ustnych w pracy (bo to formalność i nie niesie żadnego znaczenia), 1 wiersza (bo nie jest typowy, zawiera więcej informacji niż przeciętne życzenia i jest bardziej wieloznaczny).

W te święta rozesłałam w przeciągu ostatnich dwóch dni 19 SMS-ów z życzeniami świątecznymi do osób, które były dla mnie w jakiś sposób/ z jakichś względów ważne. Otrzymałam odpowiedź na 14 z tych wiadomości, co oznacza, że mam w swoim otoczeniu 5 mend, które mnie nie lubią i nawet się z tym nie kryją. Mam nauczkę na dalsze życie. Ponadto, 3 osoby wystąpiły do mnie z życzeniami z własnej inicjatywy, a ja składałam jednej osobie życzenia poprzez prywatną wiadomość na forum internetowym. Życzenia kierowane do mnie docierały: SMS-em (13 przypadków) oraz prywatną wiadomością, telefonicznie, postem w Internecie, kartką pocztową (po 1 przypadku). Zwraca uwagę preferowanie jednego, szybkiego i podręcznego sposobu komunikacji. Wszyscy idziemy na wygodę, ale i szybkość. Osoba, która do mnie z życzeniami zadzwoniła, wcześniej przesłała także SMS.

Postanowiłam poddać analizie statystycznej także treść tych życzeń. Ograniczeniem metodologicznym jest to, że za jedynego sędziego kompetentnego tworzącego kategorie służyłam ja sama. Nadmienię jednak, że posiadam dość szerokie doświadczenie i byłam wysoce zmotywowana do rzetelnego wykonania tego zadania. Wyniki uzyskane z 17 źródeł przedstawiam na wykresie słupkowym poniżej:

Wynika z niego, że życzący skupili się raczej na życzeniu pozytywnych emocji i zainteresowali się stanem mojego (być może własnego vide projekcja) zdrowia. Nadreprezentacja "szczęścia", "radości" i dobrych rzeczy może także wynikać z kulturowo utartych zwrotów pojawiających się w niezbyt osobistych życzeniach świątecznych. W jednym przypadku miałam wrażenie, że przysłano do mnie uniwersalną wiadomość SMS, która pewnie trafiła tego dnia do większej ilości adresatów jednak w przypadku tej konkretnej osoby i tak odnotowuję postęp w stosunku do lat wcześniejszych, kiedy kryła się za skopiowanym wierszykiem. Znacznie bardziej interesowały mnie, i cieszyły, odpowiedzi, które pojawiały się pojedynczo. Niejednokrotnie były one bardziej spersonalizowane i bliższe mi. Jednostkowo reprezentowane są szczególnie dla mnie ważne kwestie związane z bliskimi relacjami jak "miłość", "nowe znajomości" i "akceptacja". Szczególnie ucieszyło mnie to pierwsze, bo o ile nie było utartym sloganem, to świadczy o postrzeganiu mnie jako osoby zdolnego do kochania i zasługującej na bycie kochaną. Tak pożyczyła mi znajoma w średnim wieku, zapewne wiedźma, która wiele wie. Takie życzenia na pewno zostaną ze mną na długo. Niebagatelną wagę przywiązuję także do życzeń tego, co pod szyldem "produktywności", czyli działalności zawodowej. Życzyły mi tego 4 osoby, z którymi naprawdę jestem bliżej. Tylko jedna osoba uwzględniła moich bliskich, a jedna bezczelnie wykręciła się "wzajemnością", ale jesteśmy w powierzchownym kontakcie.

W życzeniach od jednej osoby pojawiało się od 1 do 5 aspektów, przeciętnie 2,29+/-1,21. Z medianą oraz wartością modalną równymi 2. Prawdopodobnie wynika to z ograniczonej objętość SMS-a, a może też tyle właśnie sobie życzymy. Krótko i konkretnie, tylko najważniejszych rzeczy.

A Wy co uzbieraliście?

niedziela, 23 grudnia 2012
Życzenia świąteczne

Mniej więcej trzy lata temu zaczynałam prowadzić ten blog. Od tego czasu jego kształt istotnie się zmienił, mniemam że na lepsze tak jak i ja żmudnie staję się lepszym i bogatszym osobowościowo człowiekiem. Interesuję się cyberpsychologią i wpływem nowych technologii na to jak się porozumiewamy, podtrzymujemy więzi. W związku z tym interesuje mnie ile kartek świątecznych w tym roku otrzymaliście. Jak w tym roku najczęściej składaliście życzenia?

Ja dostałam jedną kartkę pocztową, ale szczególną. Pochodziła od ulubionej pani z banku. W dobre intencje pani szczerze wierzę, bo faktycznie mamy szczególną relację, znacznie bliższą niż formalny kontakt z urzędnikiem. Ponadto, w dniu wysłania kartki do mnie widziałyśmy się z tą panią, więc nie dziwi, że o mnie pamiętała. Radość z kartki ukradła mi tylko zawarta na niej adnotacja, że pani przekazuje także szczególne życzenia mojej mamie. Z matką akurat jestem w konflikcie i nie podoba mi się, że cieszy się ona takim zaufaniem pani z ważnego dla mnie urzędu. Tak jakbym nigdzie nie mogła być samodzielna i wszędzie musiała się z nią bezsensownie dusić. Duszą mnie jej komentarze, rzeczy, uwagi, wymagania,... a teraz także kartki:(

Od kilku lat mam zasadę, że nie składam życzeń pro forma. Kontaktuję się tylko z osobami, które  naprawdę dla mnie coś znaczą. Z definicji nie może ich być wiele. Od serca wysłałam SMS do mojej dawnej promotor. Nie śmiałam zakłócać jej spokoju dzwonieniem. Do tej pory nie odpowiedziała. Czyżby nie chciała mnie znać? A może w święta wyłącza służbową komórkę? A może jest za granicą? Skoro już przy SMS-ach jesteśmy, to mile zaskoczyły mnie przesłane tą drogą życzenia od koleżanki z pracy. Szczerze mnie one ucieszyły i z przyjemnością na nie jak najstaranniej odpisałam.

Te święta spędzam poza swoim podstawowym miejscem pracy. Przebywam na stażu w innej placówce. Dobrze mi tam i przynajmniej część zespołu nabrała do mnie zaufania i w jakiś sposób ze mną zżyła. Dzień przed składkową wigilią pracowniczą ktoś w zespole dał mi jednak do zrozumienia, że jestem kimś z zewnątrz i nigdy niczym więcej nie będę. Obraziłam się, nie wykorzystałam okazji do ćwiczenia się w sytuacji społecznej i składania życzeń i na tą ich wigilię wcale nie poszłam. Gdyby nie nieprzyjemne wydarzenie dzień wcześniej, z pewnością bym się wybrała, nawet już potrawę miałam przygotowaną.

Ktoś mi bliski złożył mi życzenia świąteczne osobiście, ale jednocześnie z komunikatem, że w te święta się nie spotkamy. Liczyłam na to i poczułam się odrzucona i bardzo, bardzo samotna. Nie wiedziałam co na takie życzenia odpowiedzieć. Miały one dla mnie posmak szyderstwa i gorzkiej drwiny z mojej zależności.

A wszystkim moim czytelnikom składam serdeczne życzenia. Jestem Wam wdzięczna, że tu zaglądacie i niejednokrotnie inicjujecie interesujące dyskusje. Znajduję dużą przyjemność w pisaniu tego bloga i nieprędko z tego zrezygnuję. Życzę wiele zdrowia, spokoju i ciepła.

A jak Wy podchodzicie do życzeń? Jakimi drogami je składacie? Komu?

Przeczytałam "Faraona"

Cudowny to czas w życiu, kiedy człowiek nie musi czytać lektur, a sięga po książki z własnej potrzeby. Nawet jeśli ktoś wcześniej te książki na listę lektur wcisnął. Po raz pierwszy przeczytałam dzieło Prusa wiele lat temu. Byłam młoda, naiwna, ambitna, więc sięgnęłam po grubą książkę, którą zresztą sprezentowano mi na koniec roku szkolnego po bodaj 5. klasie szkoły podstawowej. Zaskakuje mnie to, że książkę tą zupełnie inaczej zapamiętałam, choć już wówczas mi się ona podobała. Zaskakują mnie zmiany jakie we mnie zaszły, o czym świadczy fakt, że w tej chwili zwracam uwagę na zupełnie inne aspekty i wyciągam zupełnie inne wnioski. Starzeję się.

I po latach poczułam w sobie potrzebę powrócenia do tej książki. Jakbym chciała rozliczyć się ze swoją młodością i pojednać z trudną dojrzałością. Ramzes XIII jest mniej więcej w moim wieku i stoją przed nim podobne zadania rozwojowe, jednak otaczająca go intryga jest bez porównania cięższą niż relacje z którymi ja zmagam się na co dzień. Ramzes ma wielkie plany, ma wady i zalety. Lubi piękne panie i bywa rozrzutny. Jednocześnie zna się na wojennym rzemiośle i chce poprawić losy swoich poddanych, nawet jeśli za subtelną namową swego doradcy.

Dziwnie zafałszowana została moja pamięć na temat losów młodego faraona. Pamiętałam bowiem tragiczny los jego synka, a jednak zdawało mi się, że zgubiły go intrygi kapłanów, a nie zazdrość głupiej kochanki. Było to zatem nieszczęście jakie faraon pośrednio sam na siebie sprowadził z czystej próżności. Tym bardziej bowiem pożądał kapłanki obcych bogów, im większą obojętność mu ona okazywała. Zapamiętałam jego doradcę Pentuera jako życzliwego kapłana, który wywodząc się z chłopstwa zna jego niedolę lecz wiernie służy przede wszystkim władcy, nawet jeśli jego rady często dotyczą poprawy losu właśnie chłopów. Tymczasem Pentuer jest rozdarty konfliktem lojalności. Z jednej strony są mu bliscy robotnicy, a z drugiej pozostaje lojalny wobec kapłanów i nawet po śmierci władcy wraca do stanu kapłańskiego choć stroni od okazałych świątyń. Nawet jednak na dobrowolnej banicji tęskni za faraonem i ubolewa on nad tym, że tak szybko go zapomniano. Wydaje się nam, że ten człowiek, choć niewątpliwie obdarzony mądrością, nie zazna spokoju dopóki ostatecznie nie określi własnej tożsamości.

Wreszcie, wydawał mi się sam faraon człowiekiem jednoznacznie dobrym i wybawieniem dla własnego ludu. Tymczasem wielokrotnie postępuje on impulsywnie i nierozważnie co wykorzystują starsi i bardziej doświadczeni kapłani broniący swojej odwiecznej pozycji. Faraona stać na cięte riposty i inteligentne gesty, jego mocną stroną jest także otwartość na to, co mogą mu zaoferować obce kultury. Jednocześnie widząc zjawiska na własne oczy nie potrafi wyciągnąć prawidłowych wniosków. Ignoruje informacje od życzliwych ludzi, co ostatecznie go gubi. Przegrał bowiem z kapłanami tylko przez to, że nie docenił jednego listu. Stracił życie z rąk mężczyzny, który był o niego zazdrosny, a nie bezpośrednio z rąk swoich politycznych przeciwników, którzy przecież śmierci życzyli mu najwytrwalej. Zaryzykował wszystko co miał i stracił wszystko, bowiem nawet po śmierci wszyscy o nim zapomnieli, a niedawny przeciwnik przywłaszczył sobie nie tylko jego pozycję, ale i zasługi. Historię tak łatwo przepisać od nowa.

I gdy jeszcze kilka-kilkanaście lat temu młodzieńczy zapał, werwa, otwartość i ryzykanctwo były dla mnie zaletami, dziś już odnoszę się do nich z większym dystansem i rozumiem, że i okazywanie spokoju w trudnych sytuacjach jest cnotą. Dzięki temu spokojowi prowadziłam negocjacje, dzięki cierpliwości nie psułam relacji od razu. Dzięki pewnym odstępstwom od pisanych reguł moje funkcjonowanie w grupach było dla wszystkich znośniejsze.

Starzeję się, czy mądrzeję?

wtorek, 18 grudnia 2012
Pytania bez odpowiedzi

Ostatnio podróżowałam jeszcze więcej niż zwykle. Oddalenie od toksycznego otoczenia sprzyja wysypianiu się, a to proroczym, symbolicznym snom i ciekawym refleksjom. Prawdopodobnie dlatego w mojej głowie pojawiły się pytania z różnych kategorii.

Nie ukrywam, że przewijały się i smuty z gatunku, czemu jak tylko coś mi się na chwilę poprawi, to zaraz musi się pogorszyć, ale obiecuje nie rozwijać tego wątku ponad potrzebę. Powiem tylko, że nawet w naszych dostatnich czasach pójście do sklepu jest prawdziwą udręką, ponieważ sprzedawcy nigdy nie mają tego, czego na bym od nich oczekiwała.

Wczoraj w drogerii zostawiłam poważną sumę pieniędzy. Chętnie zostawiłabym poważniejszą, gdyby oni prowadzili tam też sprzedaż szamponu do włosów czy kostki myjącej, których używam. To znaczy właściwie to prowadzą ("bo cena została", jak mi wyjaśniła sprzedawczyni), ale półka świeci pustkami, w miejscu upragnionego towaru. Chciałam sobie kupić pilniczek do paznokci, ale w feerii szklanych, papierowych, zagiętych etc. pilniczków nie mogłam odnaleźć mojego ideału. Okazało się, że dostępny on jest przez internet, ale cena samej dostawy jest średnio co najmniej dwa razy większa niż koszt samego pilniczka. Co robić? Jak żyć?

Mam ochotę na książkę "Pan niepokorny" w prezencie, ale nie za taką cenę jaką oferuje się na portalach aukcyjnych. Czemu biblioteki nie zakupują takich wybitnych pozycji na tak ważkie tematy? Zupełnie nie mogę zrozumieć takiej niefrasobliwości.

Generalnie w moim życiu przewijają się górki i dołki i to raczej w szybkim tempie. Upadam i powstaję. Dosłownie! Sabaka jakaś na mnie naszczekała i straciłam przez to równowagę. Kolano i biodro wygięły mi się pod dziwnymi kątami, a kość promieniowa skrzypnęła złowieszczo. Elastyczność i sprężystość już nie te co dawniej, a w domu jak na złość nikogo. Gdybym sobie coś złamała, to chyba by mnie do szpitala musieli przyjąć żebym nie umarła z głodu i brudu. Taka samotność jest przerażająca. Zwłaszcza jak sobie człowiek uświadomi, że szpital to nie jest miejsce do przetrzymywania osób niezaradnych życiowo i że takowe powinny trafiać do zakładu opiekuńczo-leczniczego jeśli już mają potrzebę. A w takim zakładzie też jest niewesoło, toteż ogromnie mi przykro, że z nikim nie jestem w bliskiej relacji, bo to jątrzy moje lęki egzystencjalne...

Dla przeciwwagi (górki!) powiem, że kupiłam drzewko i sezon świąteczny od tego momentu uważam za otwarty dla siebie. A to było bardzo drogie drzewko. A co! Wczoraj kupiłam sobie cudowną męską marynarkę. W dodatku byłam dziś u swojej ulubionej pani w banku, a kontakt z ulubionymi paniami zawsze cieszy. Przynajmniej taką bliskość jestem w stanie utrzymać. Czyli można powiedzieć, że jestem na dobrej drodze do bliskości w ogóle. Zatem może powinnam się bardziej skupiać na tym, że w moim życiu występują dobre elementy w ogóle?

A jak Wy doświadczacie tych świąt?

czwartek, 13 grudnia 2012
Dziki seks

Bo skoro dzika kobieta, to i dziki seks, a przynajmniej dzika seksualność. Nie, nie jestem aż tak nieprzyzwoita by pisać tutaj o swoich podbojach seksualnych. Zresztą też tak naprawdę żadnych nie było, ale i tak w kwestii seksualności działo się wiele.

Zaczęło się od piątkowego wieczornego wyjścia na sztywną, formalną konferencję na której prawie nikogo nie znałam. Postanowiłam zadbać o siebie i zasiąść z tymi, których znałam choćby pobieżnie. Bardzo nie chciałam siedzieć sama. No więc zasiadłam w tej grupie i... niestety naraziłam się żeńskiej części grupy, ponieważ na jakiejś magicznej zasadzie złapałam kontakt z ich samcem alfa i nie minęło wiele czasu, a patrzyliśmy sobie prosto w oczy i dość bezpośrednio flirtowaliśmy. Dla obu stron było jasne, że robimy to z pobudek czysto ludycznych i z założenia do żadnych bezeceństw nie prowadzących. Panie sztyletowały mnie wzrokiem, a ja udawałam, że nie wiem o co im chodzi. Pyszna zabawa! ;)

Kilka dni temu od rana ktoś mnie wypytywał o różne seksuologiczne kwestie i także mi się spodobało, że mogę się na takie tematy wypowiadać. Dało mi to poczucie, że mam coś do zaoferowania, że mogę być potrzebna, że w ogóle na czymś się znam. Bardzo miłe, wciąż dla mnie egzotyczne emocje. Chciałabym to czuć częściej.

A gdy dwa dni temu zmarnowana wracałam do domu po całym dniu, to w ciemnościach wyrósł przede mną uśmiechnięty młodzieniec. Wręczył mi jakieś dwa małe opakowania z koszyczka. Nie zdążyłam się nawet zdenerwować o to, że mnie ktoś zaczepia. Raczej spodobało mi się, że ktoś mnie postrzega jako istotę seksualną. Okazało się bowiem, że młodzieniec wieczorową porą stał w przejściu i rozdawał prezerwatywy. Uroczy prezent dostałam;)

Wpis ten z pewnością jest bardzo chaotyczny, ale jego wspólnym mianownikiem jest to, że dotyczy seksualności. I to seksualności w dobrym, pozytywnym świetle. Dobrze rzeczy się dzieją i mam nadzieję, że będą się zdarzać.

Życzę radości z seksualności Wam i sobie :)

niedziela, 09 grudnia 2012
Skąd się biorą misski?

Miss Polski ponoć wybrana, choć ja nie oglądałam konkursu. Nie oglądam telewizji, a zresztą gdyby nawet to niedawno coś się pozmieniało w odbiornikach i na pewno zupełnie bym nie wiedziała jak ogarnąć ten cały cyfrowy sygnał. Trudno, łatwiej będzie mnie dezinformować. Albo trudniej...

Z wypiekami na twarzy śledziłam zmagania uczestniczek Top Model. Następna edycja nie ruszyła i może to dobrze dla psychiki młodych dziewcząt, ale chyba podczas oglądania tego programu (w Internecie) po raz pierwszy zaczęłam sobie zdawać pytanie skąd się biorą miss, a właściwie kandydatki na miss. Czy po miejscowościach przejeżdża jakieś auto z megafonem informujące o konkursie? Czy na portalu w internecie pojawia się ogłoszenie? A przede wszystkim skąd w dziewczętach takie przekonanie, że w ogóle kandydować warto? Wszak nie od dziś wiadomo, że nie wszyscy którzy się do czegoś zgłaszać powinni faktycznie to robią. To uniwersalna zasada.

Podejrzewam, że hipotetyczna kandydatka pochodzi ze środowiska, w którym urodę się ceni i pozytywnie wartościuje. Do tego jakoś tak się dzieje, że ona uważa się za atrakcyjną. Czyżby od dzieciństwa wszyscy jej powtarzali, że jest piękna? Czy do konkursu stają tylko te dziewczęta, które nie mogą się opędzić od adoratorów? A co z Kopciuszkami, które się za atrakcyjne nie uważają, nie umieją się zatem ubrać tak by podkreślić swoje walory i rzadziej flirtują, więc nie mogą się pochwalić wianuszkiem wielbicieli? Czy to nie jest tak, że nie wygrywa naprawdę najpiękniejsza, a jedynie taka u której iloczyn atrakcyjność x pewność siebie wydaje się optymalny?

Utarło się przekonanie, że jak ładna to głupia, tyle że te kandydatki wcale na głupie nie wyglądają. Mało tego, by poradzić sobie z reprezentowaniem Polski, a także w konkurencji z innymi ładnymi paniami inteligencja się przydaje. Szczególnie podczas wywiadu, gdy nas pytają o różne sensacyjki, a inteligencja podpowiada by się ładnie uśmiechać i mówić, że wszyscy są bardzo mili;) Inteligencja pozwala także ukrywać cechy, które byłyby niemile widziane. Wydaje mi się, że trzeba mieć jakąś szczególną konfigurację cech osobowości, by swoją energię inwestować w konkurs piękności zamiast wykorzystywać intelekt w jakiejś pracy naukowej, czy na jakimkolwiek innym polu. Być może jednak na tych innych polach uroda przeszkadza? Kilka dni temu widziałam na konferencji bardzo atrakcyjną prelegentkę, kobietę z pewnością świadomą swoich atutów, która pewnie wiele czasu spędziła malując się, czesząc i dobierając strój. Wyróżniała się w tłumie. Potem dowiedziałam się, że pani jest między innymi seksuologiem i tym bardziej zrozumiała wydała się dla mnie jej świadomość własnego ciała i jego atrakcyjności. Tyle, że niestety jednocześnie w moich oczach stała się ona mnie kompetentna jako klinicysta. Jako potencjalny pacjent wolałabym iść do kogoś o nieco bardziej ascetycznym wizerunku i nic nie poradzę na to, że to wcale nie jest racjonalne myślenie.

Zupełnie jakby gdzieś z tyłu głowy kołatało mi się jednak, że jak ładna to i głupia. Przez to trudno mi sobie wyobrazić, że zostanie miss może być jakąś szansą, a nie tylko jest wyrazem uprzedmiotowienia kobiety. I w ogóle czemu takie konkursy są tylko dla młodych dziewcząt? Przecież w starszej grupie wiekowej o pięknie, siłą rzeczy, musiałyby rozstrzygać inne przymioty, np. mądrość. Fenomenu miss pewnie jeszcze długo nie zrozumiem, za to za postęp uznaję to, że zaczyna mi się mieścić w głowie iż ktoś może sobie jako ideał kariery wybrać zawód aktora czy piosenkarki.

środa, 05 grudnia 2012
Ja też nie dostanę prezentu

I głównie tym się chciałam z Wami podzielić. I może jeszcze zapytać, czy ktoś by mnie nie zaprosił do siebie w na wspólne ubieranie choinki? O ile nie lubię świąt i nie znam się na świętach, to sama fizyczna czynność ubierania pachnącego żywicą drzewka bardzo miło mi się kojarzy. Już nie mogę się doczekać kupowania swojego drzewka, a potem kompulsywnego sprzątania igieł wokół niego. Będę sobie pod nim siedzieć i wdychać, ale samotne ubieranie to nie to, wolałabym to robić z kimś. Nie musi być bardzo bliski, ważne żeby było o czym pogadać przy wybieraniu ozdób czy wieszaniu sznura.

Samotność jest straszna i boli bardzo. W samotności człowiek zazdrości tym, którzy mają szczęśliwe relacje, ale i tym, którzy z różnych względów ich w ogóle nie potrzebują. Bo nie ma nic bardziej żałosnego niż osoba samotna jak pies, która bardzo nie chce być samotna i patrzy błagalnym wzrokiem kto by ją przygarnął.

Staczam się, mam słabe wyniki badań laboratoryjnych. Pewnie to nie z żadnej choroby przewlekłej. Raczej z niedożywienia. Lipidy wszystkie wyrażają się dwucyfrową liczbą, a tarczyca jest zdrowa. Po prostu tkanka tłuszczowa nie miała się z czego zbudować. Może łatwiej by mi było, gdybym była na to obojętna. Ale nie jestem. Przejmuję się, bo jeśli ja tego nie zrobię to i nikt o to za mnie nie zadba. Dorosłość polega na braniu odpowiedzialności za siebie, ale świadczy o niej także umiejętność proszenia o pomoc gdy widzimy, że samotnie sobie nic a nic nie poradzimy.

Wokół mnie szczęśliwi panowie i panie w związkach. I szczęśliwi z powodu tych związków. A jedna pani to nawet w związku z inną panią. To w zasadzie była dla mnie wiadomość dnia gdy się o tym dowiedziałam. Niby norma, ale okazuje się, że one są ze sobą już 5,5 roku, a ja nic bym nie podejrzewała. Nie zaglądam ludziom pod pierzyny, nie pytam o związek czy dzieci kiedy sami o tym nie mówią. A w ślad za takim njusem idą moje rozważania statystyczne. Bo skoro kobiecie trudniej znaleźć parę kobiecą niż męską, a im się udało i to widać skutecznie bo związek trwa długo, stał się oficjalny, a nawet odpiera ataki rodziny jednej z pań, to jak to się do cholery dzieje, że ja jestem sama?

Kiedyś nie wychodziłam z inicjatywą, ale teraz już wychodzę. Dla sportu, wyzwania i ćwiczenia zdobyłam numer mężczyzny, który wcześniej informował mnie o internecie ;) Myślę, że wtedy po prostu nie pomyślał co robi, bo dziś kontaktem dzielił się chętnie i bez oporów. Okazuje się także, że mężczyzna potrafi z kobietą robić różne rzeczy wspólnie, nawet pod tym pretekstem wejść w dość bliski kontakt fizyczny, ale to nic nie znaczy. Po prostu dobrą zabawę. Nawet nie należy go posądzać o manipulacje, tylko patrzeć i się uczyć, że ludzie różnie podchodzą do takich kwestii, a ty jesteś głupia i nie masz doświadczenia. I wszystko wchodzi na nowy poziom komplikacji, bo okazuje się, że wchodzenie w bliskie relacje damsko-męskie ma 1001 poziomów, których istnienia się wcześniej nie podejrzewało. Cud, że ludzie w ogóle spotykają się na choćby tak długo, by spłodzić wspólne dziecko już o pięcioletnich związkach nie wspominając.

Najwyraźniej byłam bardzo niegrzeczna i na prezenty nie zasłużyłam.

poniedziałek, 03 grudnia 2012
Dzika kobieta się starzeje

Nie, niestety nie mam dzisiaj urodzin. Nie w tym sensie się starzeję. Koncentrację na własnym stanie zdrowia wzbudziły pewnie badania okresowe do pracy, którym muszę się poddać. Dlaczego akurat teraz mam ochotę się nażreć czipsów? I dlaczego faktycznie to robię? Chyba obleję ten test... Koncentracja na ciele nieuchronnie skupia na przemijaniu i o tym właśnie chcę pisać.

Wydawało mi się, że stoję na początku drogi, ale dziś życie zweryfikowało ten mój pogląd. Może i słusznie. Nie można przecież wiecznie stać na początku. Spotkałam studentów pierwszego roku uczelni, którą skończyłam. Wciąż wydaje mi się, że niedawno skończyłam. Tymczasem wchodzą tam już nowe pokolenia i myślą, że Pana Boga za nogi złapali. Takie to jeszcze nieporadne i naiwne. Budzą wręcz macierzyńskie uczucia. Tylko patrzeć jak wyrosną z nich złośliwe mendy kopiące pod sobą dołki, ale na razie są uroczy i słodcy. Wszystkiego się boją, krygują się. Mają głowy pełne pomysłów i serca pełne nadziei. Patrzyłam na nich i zastanawiałam się czy i ja taka byłam. Z pewnością byłam przestraszona i nie bardzo przekonana czy aby to całe zamieszanie jest na pewno dla mnie, a potem zostałam, ba!, nawet sukcesy miałam choć dziś już o nich nikt na pewno nie pamięta. Przez lata wybiegałam sobie ścieżki realne i bardziej metaforyczne. A dziś zobaczyłam, że teren uczelni się zmienił i nadal intensywnie zmienia. Otrzeźwiły mnie dopiero o włos mijane ciężkie maszyny i skąpanie się w błotnistej koleinie. Miejsce, w którym studenci mają zajęcia przypomina terminal lotniczy. To znaczy, nigdy w takim nie byłam (studenci pewnie byli po sto razy jeszcze przed zdaniem matury), ale w uszach prawie słyszałam zapowiedzi kolejnych lotów. Miałam wrażenie, że weszłam w jakąś dobrze zrobioną animację komputerową i aż bałam się poruszać po majestatycznym budynku. Tak jakbym go zanieczyszczała swoją obecnością. Na korytarzu mignął mi pracujący tam kolega, który chyba był rok wyżej. Bałam się przyznać, że go poznaję, żeby go nie żenować koniecznością odpowiadania na moje przywitanie lub wymyślania wybiegu by tego nie zrobić. Zresztą on wyglądał na takiego zajętego podczas gdy ja tam byłam jakby bez celu, przypadkiem.

W tym dniu została także podkopana wiara w moją kobiecość. Atrakcyjny mężczyzna poproszony o numer telefonu odparł, że przecież jest on w internecie :/ I to dokładnie w tym momencie życiowym, gdy zaczęłam się otwierać na dojrzałe związki. Mam czasem wrażenie jakby wszyscy wokół mnie przeczytali jakąś tajemniczą książkę o miłości, która akurat przede mną została złośliwie ukryta. Z okazji badań okresowych czekała mnie także przyjemność wykonania sobie prześwietlenia klatki piersiowej. Z ochotą dokonałam aktu ekshibicjonizmu przed młodziutkim technikiem. Jakież było moje zaskoczenie, gdy nie zachwyciła go symetria moich kształtnych piersi, tylko tłumiąc ziewanie oznajmij mi, że źle stoję. Ze źle skrywanym obrzydzeniem po wykonaniu zdjęcia oznajmił mi, że mogę już wyjść.

Zaczarowała mnie jakaś wiedźma czy jak?

 
1 , 2