RSS
niedziela, 22 grudnia 2013
Przygotowania świąteczne

Nie kupuję prezentów bo nikt w tym roku nie zasłużył. Na razie do dwóch osób przesłałam życzenia. Mam w planie więcej takich adresatów, dotychczas nikt nie odpowiedział. Wykręciłam się z trzech pracowniczych wigilii, bo na żadną nie miałam ochoty iść. Dostałam dwa prezenty świąteczne. To mój pierwszy wolny weekend w tym miesiącu. Byłam tak zmęczona, że nie zrobiłam zaplanowanych porządków. Zakupiłam sobie nową koszulę i nawet nie znalazłam w sobie siły by schować ją do szafy już o odcinaniu metki nie wspominając.

Mam migrenę i jestem tak bardzo osłabiona, że przez ostatnie dwa dni spałam po kilkanaście godzin. Tęsknię za śniegiem na święta i jest mi za gorąco. Nie wykluczone, że mam po prostu gorączkę, ale w całym tym bałaganie trudno mi było znaleźć termometr. W dodatku nieszczęśliwie się zakochałam, a przynajmniej zauroczyłam. Nieszczęśliwie, czyli w zupełnie nieodpowiedniej osobie. Zdrowy rozsądek walczył z chucią i wygrywał, ale zjadło to do reszty i tak już uszczuplone moje zasoby energetyczne.

Leżę i mam wrażenie, że nigdy się nie podniosę. Niedawno usłyszałam, że osoba, którą znam leczyła się w szpitalu z powodu depresji. Pod pewnymi względami byłyśmy do siebie podobne, więc wystraszyłam się, że i nade mną ciąży widmo tej choroby. Poszłabym może pobiegać, albo wypróbować nowo znalezioną w sieci pobliską saunę, ale po prostu nie czułam się dobrze. Z przykrością myślę o tym, że jutro trzeba przepełznąć do pracy, a w niej akurat tego dnia czeka mnie jakiś niechciany obowiązek.

Czuję się winna, bo to wszystko konsekwencja tego, że za dużo pracowałam. Nie robię się coraz młodsza, sił ubywa, a ja biorę na siebie coraz więcej. Nie przekłada się to na gratyfikację finansową. Zresztą, czy znalazłabym czas, żeby te kokosy wydawać i jeszcze się tym cieszyć? Brakuje mi kogoś, z kim mogłabym się dzielić swoimi radościami i smutkami, a takiej osoby brak. Być może tym dotkliwiej brak, że niedawno przypomniano mi o mojej atrakcyjności. Choć z trudem to dostrzegam, mogę się jednak podobać innym. Prawdopodobnie tajemnica sukcesu leży w nie przypominaniu im jak bardzo się mylą;)

Z zakupów świątecznych nabyłam tylko choinkę, bo co to za święta bez choinki. Chciałabym, żeby ktoś do mnie przyszedł, przytulił, powiedział, że migrena minie i że wszystko się ułoży. Tymczasem czekam na rozstrzygnięcie pewnego konkursu, przymierzam się do starań o paszport i wizę celem wyjazdu na konferencję i puszę się z dumy, ze świadomie zrezygnowałam z wysyłania zgłoszenia na inną konferencję, która po prostu za bardzo by mnie zmęczyła.

Pozdrawiam smutno, ale nie bez nadziei.

Tagi: refleksje
20:34, wildfemale
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 02 grudnia 2013
Co mi zrobił stres

Po powrocie z zagranicy czułam, że mogę wszystko. Rzuciłam się zatem w wir pracy, co pochłaniało mnie przez 12 godzin dziennie. Codziennie. Na sobotę zaplanowałam sobie jeszcze udział w konferencji, a niedzielę od dawna planowałam spędzić w teatrze. Myślałam, że jestem niezniszczalna. Jadłam byle co, a w zasadzie to odzwyczajałam się od jedzenia i spania.

Przekonałam się jednak, jak bardzo przeszacowałam swoje możliwości i jak nieracjonalnie zaplanowałam sobie ten i najbliższe trzy tygodnie. W pracy zdarzały mi się bardzo stresujące sytuacje. Wydawało mi się, że mnie to nie zdekompensowało. Na kontakty towarzyskie nie miałam czasu z wyjątkiem 45-minutowej rozmowy telefonicznej. Na nic nie miałam czasu, zatem teraz będę musiała znaleźć czas na chorowanie.

W sobotę przydarzyła mi się rzecz straszna. Podczas konferencji złamałam ząb, a właściwie wypadło mi wypełnienie, które miałam od kilkunastu lat toteż swobodnie uwierzyłam, że jest ono wieczne. Wypełnienie po prostu się ze mną pożegnało na suchej bułce. Wciąż noszę je w kieszeni. Efekt kosmetyczny był okropny, a mnie przypomniał się koszmar sprzed lat związany z utratą stałego zęba. Musiałam to naprawić, bo inaczej nie mogę się pokazać w pracy. Z konferencji wyszłam jak oparzona. Na szczęście okazało się, że prywatny gabinet w pobliżu jest otwarty. Miły doktor uzupełnił brak po czym zaśpiewał cenę za usługę w sporej wysokości. Była to równowartość pieniędzy zaoszczędzonych w Czechach, które niedawno w końcu zdążyłam wymienić w kantorze. Dla mnie wciąż jest przed pierwszym, a w tym miesiącu miałam wiele wydatków. Stan konta mam więc zerowy i z niecierpliwością czekam na przelew. Gdyby nie oszczędności nie wiem co bym zrobiła.

Od kilku dni boli mnie także bark. Nie mogę samodzielnie zapiąć stanika, spiąć włosów, założyć rękawa marynarki. Bark boli i nie mogę odwodzić ręki ponad poziom. Pisać mogę, a gdy odpowiednio podeprę rękę, to mogę zapomnieć o bólu. W związku z bólem najadłam się strachu, bowiem wyobrażałam sobie już najgorsze scenariusze. Wydawało mi się wręcz, że może mi rosnąć nowotwór szczytu płuca. Jeśli nie to, to pewnie rwa barkowa. Dziś wieczorem zdecydowałam się zgłosić z tym na dyżur do szpitala. Oczywiście byłam przerażona tym, że mnie wyrzucą. Trafiłam na miłego neurologa, który po badaniu stwierdził, że to raczej stan zapalny stawu niż rwa. I całe szczęście. Nie mam bowiem pieniędzy na stabilizator ortopedyczny. Doktor wypuścił mnie akurat w takiej chwili, że jeszcze zdążyłam wrócić do domu ostatnim tramwajem i autobusem.

Jestem bardzo zmęczona tymi perypetiami i przerażona perspektywą kolejnego tygodnia. Zwłaszcza, że będę dużo mówić, a dziś rano wydawało mi się, że tracę głos (po tym jak go ostatnio nadużywałam). Na szczęście do tego nie doszło. Wybaczcie ewentualną nieskładność. Idę spać.

Współpracownikom powiedziałam, że jeśli padnę to nie powinni mnie podnosić. Komuś takiemu należy się kop. Może wtedy coś dotrze do mojego łba?

Tagi: przygoda
00:44, wildfemale
Link Komentarze (1) »