RSS
sobota, 27 grudnia 2014
"Intymnie" - recenzja książki

Seksuolog, którego ogromnie lubię i cenię, czyli Zbigniew Izdebski, postanowił naśladować Lew-Starowicza i też napisał popularnonaukową książkę o seksie. Jako naukowiec dobrze obeznany z metodologią i obszernymi raportami, jedyny polski członek Instytutu Kinseya, celem popularyzacji nauki postanowił wybrać sobie na rozmówcę znanego autora książek. Marketingowo dobre posunięcie. Sprzedaż egzemplarzy książki z pewnością wzrośnie, ale czy pozycja ta na pewno zyskała na współautorstwie J.L. Wiśniewskiego? Internauci pieją z zachwytu, ja jestem zawiedziona. Zanim zaczniecie się dziwić, weźcie pod uwagę, że jestem odbiorcą niezwykłym, o szerokiej wiedzy z zakresu seksuologii, a przede wszystkim ja bym tę pozycję i tak kupiła ze względu na nazwisko Izdebskiego na okładce. Odnoszę wrażenie, że większość zrobiła odwrotnie i kupiła ładnie wydaną pozycję bo rozpoznała nazwisko Wiśniewskiego. Smutne to i dowodzi jedynie jak Izdebski jest niedoceniony w ojczyźnie, choć doceniła go zagranica.

Treść książki niewypowiedzianie mnie zirytowała. I zaprawdę, bardzo musi Izdebski Wiśniewskiego lubić skoro tak bezkrytycznie znosi jego przechwałki na tematy wszelakie. Ja wiem, że JLW jest wszechstronny i ma habilitację, ale na kartach książki o seksualności człowieka przeczytamy także, że w wieku 60 lat przynajmniej raz na tydzień ma on poranne erekcje. Naturalnie niby mimochodem podkreślił, że nigdy w życiu nie doświadczał homoseksualnych impulsów. Przekonuje też, że napisał rewelacyjną książkę o miłości w Internecie. W zasadzie to Wiśniewski sięga także po tabele statystyk opracowane przez Izdebskiego i samodzielnie je interpretuje, wszak jest również supernaukowcem. Czego ten facet nie robi! Z pewnością nie wzbudza mojej sympatii. Wiśniewski mądrzy się o anatomii wacka (sic!), chemii, Journal of Sexual Medicine, który najwyraźniej czyta do śniadania, a siedzący z nim przy stole Izdebski co jakiś czas najwyżej potakuje. Co ci panowie w sobie widzą?! Tak koszmarnego gniota dawno nie czytałam.
  
Naprawdę nie wiem, czy powoływanie na świat podobnego bubla się Izdebskiemu opłaca. Być może ekonomicznie tak. Innej motywacji dopatrzyć się nie mogę. Tylko czemu nazwisko Izdebskiego jest na pierwszym miejscu, skoro prym wiedzie JLW nie mający z seksuologią nic wspólnego?! Powtarza znane prawdy, zaś potencjał rozmawiające z nim seksuologa zupełnie nie został wykorzystany, a mam poczucie, że wręcz stłamszony.
Po lekturze tego wiekopomnego dzieła nikt z Was nie umrze w stanie dziewictwa. Ja przynajmniej poczułam się profesjonalnie wydymana.

PS Osobom spragnionym popularnonaukowej seksuologicznej edukacji na poziomie, polecam książki-wywiady Barbary Kasprzyckiej z Lew-Starowiczem (wyd. Czerwone i Czarne) oraz pozycję Depko i Wanat ("Kochaj się długo i zdrowo", "Chuć").

środa, 24 grudnia 2014
Mieliście udaną Wigilię?

Żeby nie trzymać w suspensie (a tym bardziej w suspensorium) ja powiem, że miałam bardzo udaną. Święta to dla mnie trudny czas, konfrontuje z samotnością i faktem, że nie mam tych relacji, które chciałabym mieć itd. ... Ale w tym roku było dobrze. Nieco sama o to zadbałam, a nieco inni.

Prawdopodobnie wszystko zaczęło się od tego, że nie poszłam na wigilię pracowniczą, na którą naprawdę nie miałam ochoty pójść. Dlaczego mam udawać, że lubię te osoby, które najchętniej wbiłyby mi siekierę w plecy? Nie lubię obściskiwania się, problem sprawia mi wymyślenie życzeń jeśli tak naprawdę nic mnie z daną osobą nie łączy. Pójście tam byłoby dla mnie niewypowiedzianą męką za nie wiadomo jakie grzechy. Grzecznie uprzedziłam, że nie pójdę i o dziwo byłam z tym szczęśliwa. Skoro uprzedziłam to nikt mnie też specjalnie nie zmuszał. A może im po prostu mnie nie brakowało?

Z mamą też się porozumiałam co do organizacji wieczerzy. Nie było tradycyjnych dwunastu potraw, za to było to, co obie lubimy. Nie było mulistego karpia, bo żadna z nas go nie je. Przyniosłam słodycze. Otrzymałam prezenty, choć na nie nie liczyłam. Nie składałyśmy sobie życzeń. Ja nie potrafię, a ona przynajmniej sprawiała wrażenie pogodzonej z tym faktem.

W ostatniej chwili kupiłam choinkę. Ekonomicznie dobrze na tym wyszłam, bo utarg dziś przecież mały. Pan twierdził, że niesprzedane choinki pójdą na przemiał. Zresztą to był bardzo rezolutny pan:) Nie zamierzałam oszczędzać na drzewku, co nie zmienia faktu, że kupiłam je nieco taniej niż po cenie regularnej bo dziś był dzień promocji. Nie zdążyłam dokonać zakupu wcześniej, bo pracowałam do późna, jak wracałam do domu to wszystkie stoiska były już pozwijane, a poza tym jak to wybierać drzewko po ciemku.

Osobiście przytachałam drzewko do domu, a potem jeszcze zawróciłam po ostatnie zakupy. Sama nie wiem po co, prawdopodobnie udzielił mi się lęk rodaków, że przez kolejne dni sklepy będą zamknięte. Ostatecznie nie kupiłam nic konkretnego. Pan przede mną przyszedł po papierowe ręczniki kuchenne, pani za mną dzierżyła paczkę rajstop;) Może chciałam wyjść, bo ostatnio bardzo rzadko widuję światło dzienne. Naprawdę, nawet nie przeszkadzało mi, że wieje i pada deszcz. I tak się cieszyłam, że jestem na dworze. Ostatni raz na spacerze byłam dwa tygodnie temu, a to i tak tylko dlatego, że w tym czasie miałam przerwę obiadową na konferencji. W przeciwnym razie w tych godzinach byłabym w pracy.

Z tego wszystkiego po powrocie do domu po prostu padłam. Zrelaksowałam się tak głęboko jak dawno już mi się nie zdarzało i przespałam przeszło trzy godziny. Obudziłam się na wieczerzę. Niespecjalnie głodna wsunęłam przepyszny domowy barszczyk i troszkę łososia. Jestem zachwycona rodzinnymi świętami w tym wydaniu.

W trakcie pisania tej notki spływały do mnie jeszcze pojedyncze życzenia od osób, z którymi mnie coś łączy, niemniej jednak nie spodziewałam się, że by one o mnie pamiętały. Podziękowałam wszystkim i było to z mojej strony szczere. Miło jest, gdy ktoś o nas pamięta. Sama w tym roku, podobnie jak poprzednio, ograniczyłam składanie życzeń. Jakieś to trudne, mam problemy z wyrażaniem uczuć, mało jest osób rzeczywiście dla mnie bliskich, a przede wszystkim zmieniło się moje podejście do tego rytuału. Przestałam traktować to strategicznie i życzyć komuś czegoś tylko dlatego, że np. pracujemy w tym samym miejscu.

Ja wiem, że mój model świąt daleki jest od klasycznego, a nawet pewnie sporo brakuje mu do tego, jak i z kim ja sama chciałabym te święta spędzać. Jednak wszystkim życzyłabym tego poziomu spokoju, refleksji i autentycznego wypoczynku, które mnie w tym okresie udało się osiągnąć.

23:30, wildfemale
Link Komentarze (1) »