RSS
sobota, 30 grudnia 2017
Co mi się udało w 2017

No wciąż zostało kilkadziesiąt godzin, więc może to jeszcze nie koniec sukcesów. Najwyżej dopiszę suplement ;)

Mam subiektywne poczucie, że udało mi się w tym roku dużo. Przede wszystkim mam na myśli to, jak udało mi się poradzić z niesprawiedliwym i okrutnym wydarzeniem traumatycznym, które mnie w tym roku spotkało. Zdecydowanie udało mi się nie rozwinąć zespołu stresu pourazowego a nawet rozwinąć się po tym doświadczeniu. Mam więcej empatii i cierpliwości, jestem bardziej wyrozumiałam i cierpliwsza dla siebie i innych. Nie wykonałam tej wewnętrznej pracy samodzielnie, a stało się to przy pomocy najcudowniejszej terapeutki, którą mogłam sobie wymarzyć. Uwierzcie, że nie było mi łatwo poprosić o pomoc, a z racji tego, że nie jestem łatwą osobą, nie było też łatwo znaleźć kogoś, kto podjąłby się pracy ze mną. Jestem bardzo wdzięczna, a podjęcie takich kroków na rzecz poprawy swojego dobrostanu uważam za sukces sam w sobie.

W tym roku udało mi się także rozpocząć kolejne szkolenie w wymarzonej dziedzinie. Nie było to łatwe, trudności ciągnęły się miesiącami, ale nie ustawałam w wysiłkach i przy pomocy innych udało mi się doprowadzić sprawę do końca. Dzięki temu częściowo wyprowadziłam się z domu i podjęłam pracę w bardzo atrakcyjnej firmie. Kultura pracy w tej korporacji bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. I choć nie ma miejsc idealnych, to jestem szczerze zadowolona z pracy w tamtym miejscu. Jedyną wadą jest fakt, że pozostałe miejsca pracy bardzo mnie teraz frustrują;) Idąc po linii skojarzeń zawodowych, z jednym z miejsc pracy się w tym roku rozstała, co także niespodziewanie okazało się sukcesem. Byłam z tą firmą bardzo związana i miałam do niej sentyment. Podczas rozstania okazało się, że niestety sentyment ten nie był odwzajemniony, a w zasadzie to wręcz dowiedziałam się, że robiono mi przysługę zatrudniając mnie tam. Ze złośliwą satysfakcją stwierdzam, że moje stanowisko od kilku miesięcy pozostaje nieobsadzone. Dwójka z moich aktualnych pracodawców realnie we mnie regularnie inwestuje. Moje oczekiwania rosną, kiedy będę się gdzieś zatrudniać w przyszłości, również będę takich inwestycji oczekiwać.

Udało mi się także realnie podwyższyć własne kompetencje przystępując do egzaminu, którego wcześniej przez pół roku unikałam, bo miałam focha. Zupełnie niepotrzebnie miałam tego focha, a sprawę trzeba było załatwić od razu. Bardzo się cieszę, że w końcu przystąpiłam i że egzamin zdałam. Mam to z głowy.

Od kilku miesięcy dbam także regularnie o formę. Prawie co noc się wysypiam. Kilka razy w tygodniu jestem na siłowni. Świetnie sobie radzę z dźwiganiem sztang, w czym dorównuję niektórym mężczyznom. Niedawno zaczęłam trenować boks. Uczciwość nakazuje przyznać, że radzę sobie z nim fatalnie, gdyż nie jest to rodzaj aktywności, do której byłabym przyzwyczajona, jestem za sztywna, zbyt mało zwinna, a przede wszystkim o jakieś 10 lat starsza od najstarszego członka grupy, w której ćwiczę. Niemniej jednak pochwała należy mi się za sięganie po własne marzenia. Kilka lat temu pewnie wstydziłabym się nawet zmierzyć rękawice bokserskie w sklepie. Dziś posiadam własne i nie obchodzi mnie czy inni to akceptują.

Rzecz jasna nie wszystko mi się w tym roku udawało, ale przecież ten wpis miał być o sukcesach.

17:14, wildfemale
Link Komentarze (2) »