RSS
poniedziałek, 31 grudnia 2018
Po deszczu wychodzi słońce

Zima traktuje mnie wyjątkowo łaskawie. Temperatury dodatnie, plamki słońca, kilka wolnych dni i deszcz zamiast śniegu pozwalają mi mówić, że pogoda za oknem jest śliczna. Ostatnio sypiam w nie swoim łóżku, co oznacza niestety tylko tyle, że przeniosłam się do innego pokoju w domu. Pokój jest przytulniejszy i cieplejszy toteż łatwiej mi wstać kiedy mam na poranne godziny.

Po raz pierwszy od wielu lat nie rzuciłam się na promocje w sklepach. Nie chciało mi się wyjść po nowe ubrania choć takich niewątpliwie potrzebuję. Mimo największych starań przytyłam. Chodzę na siłownię kilka razy tygodniowo, ale pośpiech na co dzień i praca siedząca robią swoje. Nie tyję, ale też nie potrafię zgubić wagi. Nie wierzę w postanowienia noworoczne. Jeśli w 2019 nadal konsekwentnie będę ćwiczyć z takim zapałem jak przez ostatnie 4 miesiące to będzie dobrze. Prawdopodobnie nie stracę wiele na masie, ale zmieni mi się kompozycja ciała.

Ostatnio sprawdziłam, że nie mogę studiować fizjoterapii, bo na starej maturze nie zdawałam biologii. Uważam, że to bardzo niesprawiedliwe. Chciałam się dowiedzieć więcej o ćwiczeniach i lepiej planować własne treningi, a tu okazało się, że nie dość, że mam z siebie robić klauna pływając w basenie - jest taki warunek uczestniczenia w rekrutacji, to jeszcze... mogę sobie darować wdziewanie kostiumu, bo sto lat temu nie przyszło mi do głowy zdawać egzaminu z biologii. Po prostu wybrałam ambitniejsze przedmioty. Wychodzi na to, że jeśli chce planować dobre treningi, to powinnam skończyć weekendowy kurs trenera personalnego za ok. 2000 zł, do uczestnictwa w którym wymagane jest tylko wykształcenie średnie. Rozważam taką opcję. Prawdę powiedziawszy, to głównym czynnikiem powstrzymującym mnie jest duży nawał aktualnej pracy - trochę bardziej oraz lęk przed tym, że pozostali uczestnicy kursu bardzo będą się różnić ode mnie - trochę mniej.

Przez ubiegły rok poczyniłam nadzwyczajne postępy w rozwoju osobistym i mam nadzieję, że w tym zakresie tylko podkręcę tempo. Jak zwykle w takich przypadkach bywa, żałuję, że kilkanaście lat temu nie wiedziałam tego, co wiem teraz. Moje relacje w ogóle by istniały, a i ja byłabym szczęśliwsza. Z wiekiem staję się mądrzejsza i pokorniejsza, troszeczkę mniej od siebie wymagam.

W sferze relacji nadal wiele oczekuję i te moje potrzeby pozostają sfrustrowane. Nie mam pojęcia, czy mogę zrobić coś więcej w tym aspekcie. Jak dziecko, które widzi wszystko po raz pierwszy zadziwiam się zarówno tym, jak niewiele wglądu w siebie trzeba mieć by w ogóle wejść w bliską relację. Niestety, relacje te z reguły są niezmiernie mało rozwijające, burzliwe, a przede wszystkim nietrwałe. Zadziwiam się tym, jak wiele intelekt utrudnia w tej kwestii, bo emocje nie są czymś, co dałoby się racjonalnie pojmować. Mimo wszystko żyć bez nich nie sposób. Wreszcie, zadziwia mnie jak słabo siebie znamy w kontekście relacji dopóki czegoś nie sprawdzimy. "Będę się zawsze o ciebie troszczyć."/ "Nie zależy mi na twoich pieniądzach."/ "Na pierwszej randce w życiu nie pójdę z nikim do łóżka."/ "Seks przedmałżeński jest zły."/ "Nie lubię seksu analnego." to rzeczy, które powtarzamy we własnej głowie - częściej, albo i na głos - rzadziej, dopóki nie przydarzy nam się życie i tych poglądów nie zweryfikuje. Oto jedna z głównych mądrości, które nabyłam w ciągu minionego roku.

Człowiek całe życie się uczy, a i tak głupi umiera.

Tagi: refleksje
19:02, wildfemale
Link Komentarze (2) »