RSS
środa, 30 marca 2011
Ludzie sukcesu

Rozmawiają dwie Bardzo Mądre Panie (które osiągnęły w karierze wszystko lub prawie wszystko) i wildfemale (po prostu).

Pani 1: Wiesz, w naszej pracy problemem jest to, że nie mamy tak naprawdę kontaktu z ludźmi sukcesu.

Pani 2: No, to prawda:(

wild: A jak byście Panie ten sukces zdefiniowały, bo to jest w tym momencie bardzo ważna kwestia?

Pani 1: Nooo, ...jakkolwiek.

wild: A jak byście Panie z tym człowiekiem sukcesu rozmawiały, skoro zazwyczaj gawędzicie tylko o biżuterii Pandora i tym, ile która ma w pasie?

Pani 1: 0_o.

Pani 2: 0_o.

 

Panie Kubica, jak się Panu podoba moja Pandora?

Panie Hawking, czy czarna dziura by mnie wyszczupliła?

Panie Małysz, czy banan ma dużo kalorii?

22:24, wildfemale
Link Komentarze (5) »
niedziela, 27 marca 2011
Przesłanie na niedzielę

Mnie ten rysunek bardzo pomógł i staram się o nim myśleć jak najczęściej. Ponieważ dobrymi rzeczami trzeba się dzielić, zamieszczam go również tutaj.

czwartek, 24 marca 2011
Jody, jodki, Lugole

W sobotę słyszałam bardzo interesującą dyskusję na temat tego, co mogło się stać w Japonii i jaki to może mieć wpływ na Polskę. Niestety nie zamieściłam tego na bieżąco, ponieważ miałam przerwę w dostawie internetu.

Zdarzyło mi się podsłuchać konwersację dwóch pań z wyższym wykształceniem. Jest to istotna informacja, albowiem treść dialogu jest bardzo zajmująca. Zaczęło się od urywków rozmowy telefonicznej.

- Ty sprawdź co ma ten facet na tamtym stoisku. On nasze napromieniowanie określił na cztery plusy. Tak, to od tych Japończyków. Nie, ja nie wiem co to za skala, ten facet sobie to opracował.

Potem pani zakończyła połączenie i zwróciła się do obecnej przy niej koleżanki.

- Bo wie pani, ja tam byłam i ten facet miał wykład. To jest pracownik naukowy z Politechniki Warszawskiej. I on tak mówi, a ciekawe jak tu u was napromieniowało i wziął ten śnieg i zbadał. A jak badał ludzi, to wszyscy byli na cztery plusy, a w Warszawie byli na trzy.

-?!

- Czyli u nas... bardziej. –liczyła na wywołanie efektu absorbująca pani.

- Naprawdę pani sądzi, że to by do Polski tak szybko przeleciało? – próbowała się asekurować pani nr 2.

- Pani to mówi jak ta moja koleżanka, z którą przed chwilą rozmawiałam przez telefon. Ona mówi, że jakbyśmy byli rzeczywiście napromieniowani, to by o tym powiedzieli. Taa, powiedzieliby! Tak jak o Czarnobylu nie powiedzieli...

- No może by i powiedzieli...

- I ten gość jak jedzie do nas, to wiesza sobie na samochodzie takie relingi i one mu zbierają, te różne rzeczy po drodze i on to potem jakoś bada. – robiło się coraz bardziej enigmatycznie.-Ja tam nie wiem, nie jestem naukowcem i  tak od razu tego nie odrzucam. To on jest naukowcem, więc ja chętnie takich rzeczy słucham.

No normalnie, podryw „na naukowca”.

wtorek, 22 marca 2011
Battlepaint

Przyjemna gra, w którą można grać godzinami. Dajcie mi znać jeśli uda się Wam przekroczyć magiczny próg 50 000 punktów.

Można przyjemnie stracić czas poruszając się ślicznym kwadracikiem, który strzela do jeszcze innych kwadracików, które poruszają się z różnymi prędkościami i... po ustrzeleniu puszczają farbę. Prosta koncepcja, ale niebywale grywalna.

Zagraj już dziś!

Tagi: gra
20:35, wildfemale
Link Komentarze (2) »
Cudowny wykres

Przepraszam za dłuższą nieobecność, ale miałam problemy z dostępem do internetu. Przygotowałam już w sobotę zupełnie inny wpis, ale zanim go zamieszczę, chciałabym się podzielić absolutnie cudownym wykresem, który zamieścił jeden z użytkowników portalu Wykop.

16:17, wildfemale
Link Komentarze (7) »
środa, 16 marca 2011
Ubiór narzędziem opresji

Wnikliwi czytelnicy tego bloga wiedzą, że ja ubieram się nienachalnie kobieco. Natomiast przychodzi taki moment, lub takie okazje, że jednak kobiece ciuchy się przydają lub są wręcz wymagane. W związku z powyższym wybrałam się (niechętnie!) do sklepów z elegancką odzieżą celem nabycia spodni do garnituru.

Wrażenie pierwsze: nie ma wyboru. Albo materiały dobrej jakości, ale brzydkie, albo złej jakości i... brzydkie. A jak już się coś podoba, to nie ma rozmiarówki. Ot, zakupy w dobie wolnego rynku. O tym, że ceny niebotyczne nie zamierzam wspominać.

Wrażenie drugie: kroje niepraktyczne. Kto szyje spodnie bez szlufek na pasek? Szelki mam do nich nosić?! Kto szyje spodnie bez kieszeni? Jestem osobą wysoką, ale kto szyje spodnie za długie? Same niewygody.

Spodnie w końcu znalazłam, choć muszę je skrócić. Są z ładnego materiału i mają szlufki na pasek, ale nie mają kieszeni. Nie mogłam do nich dokupić marynarki z tego samego materiału, ponieważ ta, którą uważałam, że to mój rozmiar ponoć źle na mnie leżała. Na plecach może faktycznie źle, ale nie w barkach, gdzie cisnęła niemożebnie przy schylaniu się. Czy eleganckie stroje muszą być niewygodne? Co ja zrobię, że jestem szeroka w ramionach? Nie, nie jestem męska, po prostu szeroka w ramionach. Podobam się sobie z takimi ramionami.

I tak przechadzając się między tymi wieszakami mimochodem zerkałam na ubrania męskie. No wybaczcie, odmienność zawsze fascynuje, więc jest to u mnie naturalnym odruchem. Wybór spodni męskich był większy -to raz. Po drugie, oczywiście męskim spodniom nie brakuje ani kieszeni, ani szlufek na paski. Z jakichś względów firmy szyjące odzież przyjmują za pewnik, że mężczyzna będzie chciał trzymać ręce w kieszeni lub, że będzie praktyczny i ewentualne wahania wagi będzie chciał kompensować zaciskaniem/popuszczaniem pasa. Kobieta przecież nie!

Kobiety nie trzymają rąk w kieszeniach, przecież to nieeleganckie. Kobiety nie potrzebują kieszeni, przecież nie mają nic ważnego do trzymania. Przecież bardzo wygodnie jest do tego wszystkiego nosić torebkę, która będzie się gdzieś gubić, tudzież zwisać durnowato na pasku. Tak, kobiety z pewnością uwielbiają szukać pasującej do reszty torebki i wydawać na nią bajońskie sumy. Być może daje to pole do popisu ich partnerowi, który wówczas może się popisać, że ma gest i jej takie przyjemności funduje, podczas gdy ona z głupawym uśmiechem mu odpowiada "lubię kocięta". Nie, wildfemale, naprawdę twój wszystkomający plecak nie pasuje do garnituru. Nie pasuje.

Mężczyzna w garniturze zawsze wygląda dobrze i zyskuje na atrakcyjności. Kobieta w garniturze będzie taksowana, musi mieć nienaganną figurę, jej marynarka nie może być za kusa, ani nie za długa. Jak ubranie będzie za luźne, to zarzucą jej brak dbałości i aseksualność. Jeśli będzie za opięte to albo ludzie potraktują to jako zachętę do figli, albo będą z niej drwić, albo jej "życzliwe" koleżanki obgadają ją za rogiem. Zaraz! Te trzy rzeczy mogą się nawet zdarzyć wszystkie na raz. Co się będziemy ograniczać.

Oj, nie ma łatwo taka kobieta...

poniedziałek, 14 marca 2011
Specjalista od kobiet/mężczyzn

Słucham w tej chwili radia bardzo przyjemnie spędzając czas. Trwa dyskusja na temat różnic mędzy kobietami i mężczyznami. W studio dwóch panów w charakterze gości zakmniętych szczelnie z panią redaktor.

Zadzwonił w tej chwili mężczyzna, który chciał nawiązać do jakiegoś skeczu, którego nie znam. Odpytuje gości, czy potrafią myśleć o niczym i (chyba zawiedziony) dowiaduje się od nich, że "wie pan, w zasadzie tak zupełnie o niczym to nie". Potem zadaje to samo pytanie pani redaktor, która w reakcji obszernie opowiada o swoich wielogodzinnym medytacjach w Indiach i o tym, że "po 11 godzinach siedzenia w jaskini rzeczywiście myśli się o niczym". Człowiekowi już zupełnie rzednie mina, a raczej rzedłaby, gdybyśmy byli w stanie to zaobserować.

Jednak słuchacz nie daje za wygraną i bezpośrednio nawiązuje do skeczu. Opowiada, że według jego autora mózg mężczyzny zawiera pudełka. Jeśli mężczyzna chce o czymś myśleć, sięga do odpowiedniego pudełka, zapoznaje się z jego zawartością, a potem dokładnie odkłada je na miejsce i dba o to, by ono innych pudełek nie dotykało. Natomiast mózg kobiety (nadal wg autora i słuchacza oczywiście) to plątanina kabli. Jak kobieta myśli, to powstają takie (śmieszne?) zwarcia i dlatego kobieta porusza wiele wątków na raz.

- A ile pan ma lat? - zapytała przytomnie pani redaktor.

- Osiemnaście. Ale bardzo chciałem poruszyć ten wątek, bo już od aż trzech lat się tym zajmuję.

A niech mu będzie, na zdrowie:)

01:58, wildfemale
Link Komentarze (5) »
niedziela, 13 marca 2011
Sala samobójców –recenzja filmu

Oglądałam w kinie „Salę samobójców”. O filmie usłyszałam w radio, zbierał pozytywne recenzje, więc postanowiłam go obejrzeć. Po seansie mogę powiedzieć, że recenzje te były w pełni zasłużone i powstają w Polsce dobre filmy.

Można by było stwierdzić, że fabuła mówi o tym, jak bardzo dostęp do internetu szkodzi młodzieży. Z tym, że to nie byłaby prawda. W takim zdaniu przedstawiono by bardzo powierzchowną interpretację. Film przedstawia historię pewnego dotychczas dobrze funkcjonującego chłopaka, przed którym matura i całe dorosłe życie. Chłopak wychowuje się w pełnej rodzinie, ojciec jest dyplomatą, matka projektantką mody. Oboje są pewni siebie, oboje pochłonięci własną pracą, być może za bardzo.

Synowi dali wszystko, jest wożony do prywatnej szkoły przez kierowcę, fundują mu zajęcia dodatkowe, niczego mu nie brakuje. No, może poza obecnością rodziców w jego życiu. I tu, w połączeniu z wrażliwością chłopca, zaczyna się problem. Zwrócenie się z nim do internetu jest objawem, a nie właściwą przyczyną problemów.

Wrażliwy główny bohater natrafia w sieci na grupę ludzi, których określa jako podobnych do rodziny, jednak nie jest w stanie zauważyć, że w gruncie rzeczy kontakty te mu szkodzą, a próby wmawiania sobie, że nie potrzebuje kontaktów realnych są z gruntu fałszywe. Przerażające, że znajdują się całe grupy ludzi, którzy wolą życie w sieci zamiast w realu, którzy nie chcą się konfrontować z codziennym życiem, nawiązywać realnych kontaktów, a w zamian za to gotowi są inwestować w kreowanie siebie w przestrzeniu, która nie ma nic wspólnego z rzeczywistością i która izoluje ich od prawdziwych problemów tylko je pogłębiając.

Takie możliwości zastają naszego bohatera w momencie specyficznym. Jest przed maturą, nadchodzi dla niego moment dokonywania własnych wyborów, konfrontacji z dorosłością. Jednocześnie wciąż jeszcze potrzebuje rodziców, a tych nie znajduje. Jednoczą się oni dopiero w momencie, kiedy rozwija on poważne objawy psychiatryczne. Nawet wówczas specjalistom trudno jest mu pomóc, bo problem jasno leży w systemie rodzinnym, a zatem i jego rozwiązanie wymagałoby pracy całego tego systemu. Mimo takich deklaracji, rodzice nie są w stanie takiej pracy podjąć.

Spojlerem w mojej recenzji będzie powiedzenie, że historia nie kończy się dobrze. Kończy się wręcz tragicznie. Smutne jest, że po uzyskaniu informacji o samobójczej śmierci głównego bohatera, jego „rodzina” z sieci wylogowuje się jeden po drugim. W końcu ostatecznie w ten sposób można uciec od przykrości w świecie wirtualnym. Już podczas oglądania zaczęłam się zastanawiać jak to się wszystko mogło stać. Przecież chłopak miał tyle możliwości pomocy. Uczący się w szkole 18-latek mógł się zwrócić do zaufanego przyjaciela (gdyby go posiadał), lubianego nauczyciela, pedagoga szkolnego, pracującego w rejonowej poradni psychologa, zadzwonić na telefon zaufania, a nawet pójść na policję, kiedy stał się ofiarą cyberprzemocy. Przykre, że sieć, która z założenia ma być źródłem informacji, wszystkie te możliwości mu przysłoniła...

wtorek, 08 marca 2011
Bustabrain 1&2

Ta gra doczekała się na razie dwóch części. A szkoda, poziom trudności jest optymalny, druga część jest sympatyczniejsza niż pierwsza dzięki możliwości szukania na planszach kostek i chętnie sprawdziłabym jak też się gra w część trzecią. Oczekuję jej z utęsknieniem.

Zadanie gracza polega na rozwiązywaniu różnych łamigłówek, czasem wymaga to znajomości języka angielskiego, co może być barierą dla mniej wprawnych graczy. Szkoda, bo łamigłówki są wielce urokliwe, a gra niezmiernie grywalna.

Serdecznie polecam, przekonajcie się sami.

Bustabrain 1

Bustabrain 2

W razie czego w sieci znajdziecie odpowiedzi.

 

Tagi: gra
03:32, wildfemale
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 marca 2011
Miło (?) spędziłam wieczór

Zostałam zaproszona przez bardzo bogatych ludzi do bardzo wystawnego miejsca. Zazwyczaj nie bywam, ale teraz nawet się ucieszyłam, a w każdym razie postanowiłam podjąć próbę i się wybrać. Punkt pierwszy został mi zaliczony, ponieważ dotarłam, a w dodatku na ostatnią chwilę. Docieranie na ostatnią chwilę ma w tym wypadku same zalety -człowiek nie denerwuje się miejscem, bo denerwuje się czy w ogóle zdąży, unika się też niezręcznej ciszy, ponieważ wchodzi się na końcu. Przetrwałam potem prelekcję, co było akurat łatwe, natomiast już wówczas kłębiły się we mnie następujące myśli.

Otóż jako gościowi podarowano mi bardzo drogie książki. To znaczy drogie dla mnie. Na tyle drogie, że nie zdecydowałam się na samodzielny zakup, choć pozycje te interesowały mnie od dawna. Dodatkowo, cała organizacja, obsługa imprezy, catering, wynajem sali w ładnym miejscu... wszystko to musiało kosztować. Czy aby na pewno takie miejsce to miejsce dla wild? Moim zdaniem nie.

Najtrudniejszą częścią wieczoru był catering, gdzie trzeba było umieć się posługiwać tysiącem sztućców oraz materiałową serwetką, a jednocześnie umieć kontynuować konwersację. Nawet to zdałam! Może jednak się nadaję?

W każdym razie wróciłam z ambiwalentnymi uczuciami. Z jednej strony traktowano mnie tam jak człowieka, co mi się znowu tak często nie zdarza i pewnie nieprędko ponownie zdarzy. Dostałam fajne książki, które mam ochotę przeczytać. A z drugiej strony wciąż się zastanawiam, czy w innej sali, bez takiego cateringu i bez wynajmowania całej firmy zajmującej się organizacją imprez nie byłoby równe przyjemnie, a może nawet przyjemniej. Polska jest krajem biednym, jest na pewno wiele "słusznych spraw", na które lepiej by było przeznaczyć fundusze, których nawet nie umiem oszacować. Tylko, że z drugiej strony, to nie ja tymi funduszami rozporządzam...

I pewnie, z moim podejściem, nigdy nie będę. Może to i lepiej?

22:25, wildfemale
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2