RSS
sobota, 31 marca 2012
Mięsny jeż

Mięsnego jeża nie mogło tutaj zabraknąć. Ostatnio mięsnego jeża nie brakuje nigdzie. Mięsny jeż to potrawa, która została przedstawiona w programie „Pamiętniki z wakacji” emitowanym przez stację Polsat. Szczegółów samego programu nie znam, ale zdaje się, że chodzi o przedstawienie losów „zwykłych ludzi”. W każdym odcinku innych. Oczywiście dobrze jest, gdy jest miłość, niechciane ciąże i konflikty oraz gdy bohaterowie są znacznie głupsi od przeciętnego Kowalskiego. Te potrzeby dobrze zna Okił, który już dobre kilka lat wcześniej wykazał się niewiarygodną intuicją i zaserwował Polsce Kiepskich. Teraz reżyseruje „Pamiętniki...” i najwyraźniej znów trafia w gusta naszego kraju.

O mięsnym jeżu mówią wszyscy. W przeciągu ostatnich dni spotykam go prawie codziennie i to dzięki ludziom w różnym wieku, o różnym statusie i takim, z którymi pozostaję w różnym stopniu zażyłości. Po raz pierwszy filmik o potrawie mięsny jeż zobaczyłam na Wykopie. Nie pojęłam wówczas fenomenu oglądania kilku osób grających rodzinę, która nie lubi wybranki ich syna. Państwo zachowują się bardzo sztucznie i grają jakby byli z drewna, ale pewnie i tak się cieszą, że trafili do telewizorni. Z krótkiego materiału filmowego dowiedziałam się także, że mięsny jeż to takie ułożone na talerzu wędliny oraz, że jest to tradycyjna potrawa w rodzinie pani Beaty. Umiejętność układania parówek na talerzu była u niej w rodzinie przekazywana od pokoleń. Niestety, przyszła teściowa wyznaje zupełnie inne wartości i w parówkach widzi sam tłuszcz (Kochana! One nawet koło mięsa nie leżały!). Prawdziwą furorę jednak zrobiła koślawa piosenka zaprezentowana przez chłopaka (narzeczonego?) pani Beaty. Okazuje się bowiem, że ten jest zachwycony jej umiejętnościami kulinarnymi, szczególnie tą sztandarową potrawą i oboje radośnie nucą sobie w kuchni „Mięsny jeż, mięsny jeż. Ty go zjesz, ty go zjesz!”. Te same zdania słyszę coraz częściej na ulicy.

„Mięsnego jeża” podsłuchałam na przystanku, kiedy gimnazjalistka opowiadała o nim przez telefon koleżance. „Jeża” oglądali też w pracy moi koledzy zaśmiewając się przy tym do łez. Na marginesie wspomnę, że na co dzień koledzy bardzo poważnymi ludźmi są i za nic by się nie przyznali, że mają w pracy czas na oglądanie filmików. Ja takiego czasu nie mam nigdy, ale ja się poruszam w innej czasoprzestrzeni. Potem o „jeża” pytała mnie SMS-owo przyjaciółka. Zaniepokoiło ją, że wspomina o tym nawet jej ojciec, a ona jeszcze nie wie o co chodzi. Swoją drogą, ciekawe, że właśnie mnie uznała za eksperta od takich zagadnień. Przyjechałam do Warszawy, gdzie znajoma natychmiast podzieliła się ze mną informacją, że siedziała u szwagra w pracy, a jego koledzy oglądają głupie filmiki. Jakież było jej zdziwienie, kiedy wykazałam się zdolnościami profetycznymi mówiąc jej co z pewnością właśnie z nimi obejrzała. Nie myliłam się.

Okazuje się zatem, że prosty, pozbawiony wirtuozerii przekaz z mało popularnej stacji telewizyjnej stał się memem znanym nawet osobom, które zazwyczaj wcale takich nowinek nie śledzą. Podejrzewam, że wszystkie potrawy o nazwie „mięsny jeż” w lokalach gastronomicznych sprzedają się teraz świetnie. W każdym razie gdybym ja prowadziła jakąś knajpę na pewno bym coś takiego dawno wprowadziła od menu. Jest to zatem potencjalnie hasło o bardzo wielkich możliwościach, któremu zwykli ludzie zrobili niesamowitą promocję.

Jak to się dzieje, że niektóre hasła, moim zdaniem dość niespodziewanie, robią taką karierę? Nie przychodzi mi na myśl żadna wielce mądra psychologiczna zasada tłumacząca taki fenomen, poza stwierdzeniem, że ludzie lubią się dowartościowywać i dlatego odpowiada im oglądanie „głupszych od siebie”. Pewnie na tej samej zasadzie popularność zdobył nagrywany godzinami program udowadniający, że Polacy i tak nic nie pamiętają z informacji potrzebnych do zdania matury. Ludzie porównują się z „głupszymi”, wypadają lepiej i chodzą podniesieni na duchu do końca dnia. Jest to doświadczenie przyjemne, a jednocześnie warunkujące chęć powtarzania wyżej wymienionej procedury. Ponadto, chwytliwe hasło reklamowe powinno być krótkie, charakterystyczne i łatwe do zapamiętania (rymowanki wiele ułatwiają!) i tekst piosenki wszystkie te cechy posiada. Ludzie pytani o to, dlaczego to obejrzeli i nadal tym się podniecają najczęściej odpowiadają, że program jest bardzo głupi i... nadal nie wyjaśnia mi to, dlaczego zatem po taki program sięgnęli.

Tym razem komentarze są miejscem do snucia odważnych teorii wyjaśniających popularność Jeża i to wcale nie pękniętego.



czwartek, 29 marca 2012
Wracam

Ciągle jestem w rozjazdach. Obecnie przez półtora tygodnia przebywam w Warszawie. Rozpadało się, a ja nie mam odpowiedniego obuwia. Nawiozłam sobie książek, tymczasem zasypiam przed północą. Hormony tak mi się ułożyły, że użalam się nad swoim życiem. Oj, niedobra ta emigracja!

Jedynym miłym akcentem było to, że w tym wielkim mieście spotkałam znajomą osobę z mojego mniejszego miasta. Okazuje się, że w niewyjaśnionych okolicznościach przeniosła się tam na stałe i chyba się jej wiedzie, bo i pracę ma lepszą i w lepszym miejscu i na dodatek jeszcze wyglądała kwitnąco. Ostatnio też zaakceptowano moje abstrakty na konferencję, co również jest zawsze przyjemne.

Ja wyglądam mniej kwitnąco wijąc się między terminami i odpisując innym na maile lub starając się załatwić pewne rzeczy mailowo na tej emigracji z wyboru. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, jak wiele mam malutkich przyzwyczajeń i jak niewygodnie jest mieszkać poza własnym dobrze znanym domem. Przy okazji doszłam też do smutnej konkluzji, że bardzo niezdrowo się odżywiam i w zasadzie to brakuje mi koncepcji jak to zmienić. Może gdybym umiała gotować...

Miałam kilka pomysłów na wpisy, ale zdecydowałam się powrócić czymś lżejszym i bardziej spontanicznym. Z racji pobytu w dużym i nowym dla mnie mieście staram się jak najwięcej na tym pobycie skorzystać i odwiedzam różne ciekawe miejsca. Często jeżdżę tramwajami i autobusami (duszne metro omijam), co zawsze jest źródłem dużych emocji i pretekstem do ciekawych spotkań. Przykładowo wczoraj spotkałam bardzo ciekawego przemawiającego pana, którego nawet nagrałam na dyktafon, ale mam spore wątpliwości etyczne co do tego, czy dobrze zrobiłam, więc na razie nie będę eksplorować tego wątku.

Wczoraj w Łazienkach spotkałam grupę młodych ludzi. To znaczy najpierw to spotkałam kaczki, które karmiłam bułeczką. Wydaje mi się, że tego robić nie wolno, ale wiele osób robiło to samo, a poza tym nikt nie patrzył. W końcu to jest mało uczęszczany parczek przecież. Bułeczką zainteresowały się nie tylko kaczki (szczególnie jeden kaczor, który miał ideę nadwartościową dotyczącą odganiania innych kaczek tak, że aż pierze się sypało), ale i samica pawia. Napotkana przeze mnie grupa ludzi z aparatem fotograficznym też ją wypatrzyła i oczywiście chcieli strzelić fotkę.

- Ty, ale to jest samica, kobieta!

- Aaa, to ona się już nie rozwinie. - powiedział z wyraźnym zawodem rozmówca osoby nr 1.

Głupio wyszło. Czyżby kobiety się nie rozwijały?

Wczoraj, gdy siedziałam w McD, podsłuchałam przypadkiem rozmowę dwóch blondyneczek. Okazało się, że Titanic znów wszedł na ekrany. Jedna właśnie pytała drugą, czy tamta pierwsza może się na to wybiera.

- Idziesz do kina na Titanica 3D?

- A co? Jakaś druga część wyszła?

Ja tam nie jestem fanką tej historii, ale wydawało mi się, że ten film powinien się kończyć katastrofą. Tylko nie każcie mi iść na to do kina ;)