RSS
poniedziałek, 28 marca 2016
Trudno mi

Trudno mi tu było wrócić po tak długiej przerwie. Może liczyłam, że ktoś zatęskni albo że będę się miała czym pochwalić? Nie ma głupich, nikt nie woła tęskni. Pewnie nawet nikt nie zauważył. Coraz częściej mam wrażenie, że gdybym zniknęła, nikt by nie zwrócił uwagi. Mam teraz więcej czasu, rozważałam zatem nawet udanie się w jakąś podróż. Gdziekolwiek, po prostu tylko dlatego, że podróże kształcą i stawiają wszystko w innej perspektywie. Co robiłam przez ten czas?

Uczyłam się, szukałam nowej pracy, ograniczałam wydatki, oszczędzałam na biletach do teatru. Ze zmiennym szczęściem ćwiczyłam według planów treningowych, nawiązałam nowy romans a potem się rozstałam, przeczytałam kilka rozsądnych książek. Chciałam napisać nowy artykuł, gdzieś w styczniu bieżącego roku próbowałam tu poczynić nowy wpis. Właśnie przed chwilą skasowałam jego szkic. Potem było już tylko łatwiej od wszystkiego oddysocjować. Odmówiłam wyjazdu naukowego do Madrytu, w ostatniej chwili. Potoczyła się lawina niefortunnych zdarzeń. Zmagałam się z niesłusznymi oskarżeniami w pewnej sprawie, z głupotą i bezmyślnością. Przeczytałam ponownie wszystkie książki Pratchetta o czarownicy Tiffany Obolałej i poczułam, że ten młot na czarownice to na mnie. Były też jeden czy dwa dni, w których wolałam zostać zagrzebana w pościeli i udawać, że nie płaczę i wcale nie jest mi smutno. Tak w telegraficznym skrócie można by to było streścić.

A teraz wszystko ogarniam, sprzątam, zmartwychwstaję w atmosferze świątecznej, choć jeszcze nie na tyle, by odpowiadać na życzenia od osób, które odezwały się do mnie tylko w święta. Choć może właśnie powinnam się cieszyć, że ktoś o mnie jednak pamiętał w taki czas? Wysłałam abstrakt na konferencję, powoli planuję wyjazdy szkoleniowe, jestem bukowana na prowadzenie warsztatów. Niedawno zaprosiło mnie do siebie koło naukowe, czułam się doceniona. Przestałam się bać samotności. W ramach nagradzania siebie jakiś czas temu zakupiłam kolorowanki dla dorosłych. Świetna sprawa. Do kompletu nabyłam pudełko kredek, wkrótce okazało się, że jedno nie wystarcza i poszerzyłam gamę kolorystyczną drugim. W chwilach stresu zasiadam i tworzę. Zaczęłam cieniować, mieszać kolory. Dokupiłam cienkopis żeby dorysowywać na tych rysunkach nowe rzeczy. Dzięki temu, że twórczość Johanny Basford została przetłumaczona na przeszło dwadzieścia języków, internet pełen jest prac dorosłych ludzi, którzy kolorowali jej obrazki każdy na swój niepowtarzalny sposób. Siedzę zatem i przeglądam jak inni zapełnili kolorem te strony, które i ja posiadam. Miło jest mi też oglądać jeszcze niezakolorowane strony i wymyślać jak je pomaluję i co dorysuję. Za każdym razem mam nowe koncepcje. Trudno by mi było przewidzieć, że kolorowanki dla dorosłych zrobią taką karierę. Dla zainteresowanych dodam, że czwarta książka tej autorki, tym razem osadzona w dżungli, ukaże się we wrześniu tego roku. Czekam z niecierpliwością. Ostatnio odkryłam także, że można przerabiać zdjęcia na kolorowanki. Wczoraj w nocy zrobiłam pierwszą tego rodzaju przeróbkę, zasnąć nie mogłam z wrażenia. Przyszło mi do głowy, że chciałabym swoją twórczość plastyczną zamieszczać w internecie.

Mieliście jakiś taki etap w życiu, w którym byliście artystami? Tak choćby przez kilka lat, miesięcy, chwil? Jestem pewna, że kiedyś byłam poetką. Moja wena skończyła się z początkiem okresu dojrzewania. Skończyły się rymy, konkursy poetyckie, tomiki wierszy. Urosłam, zrobiłam się rozsądna, pokochałam matematykę i skończyłam klasę o profilu mat.-fiz. zdając z tych przedmiotów maturę na poziomie rozszerzonym. Byłam całkiem szczęśliwa, i z tą poetycką przeszłością i ścisłą (ówczesną) teraźniejszością. Jaka jestem teraz?

Wychodzę poza strefę własnego komfortu, eksponuję się na improwizacje, mówię życiu "tak i", w najbliższym czasie zacznę to robić uczęszczając na regularne zajęcia grupowe. Jestem przestraszona i podekscytowana zarazem. Zbliżają się moje urodziny i jestem tym mniej przerażona niż w ubiegłym roku. Jakby rozsądniejsza taką autentyczną mądrością, którą nabywa się nie koniecznie z wiekiem, ale z kumulacją doświadczeń życiowych. Zamierzam zmodyfikować ścieżkę własnej kariery zawodowej, bo wszyscy i tak mnie do tego namawiają. Po raz pierwszy w życiu (w ogóle, albo od tak dawna, że nie pamiętam) mam ochotę na absolutną szczerość z drugim człowiekiem i nie boję się jej.

W najbliższym zaś czasie udaję się tradycyjnie na TEDx do Warszawy. Zapowiada się bardzo interesująco, planuję powrócić tego samego dnia. Taki krótki psikusowy wypad, nawet nikogo nie poinformowałam, że znikam. Jadę po inspiracje i nawiązanie nowych kontaktów. Coraz częściej rozważam także przeprowadzenie się do Warszawy na stałe. Trzymajcie kciuki za to, by wszystko się powiodło. Oczywiście możecie też liczyć na soczystą relację z konferencji.

A co u Was przez ostatni kwartał? Ogromnie jestem ciekawa.

21:46, wildfemale
Link Komentarze (3) »