RSS
sobota, 31 marca 2018
Tata mi zmarł

Długo zbierałam się do napisania tego wpisu. Tydzień temu pochowałam ojca. Chorował, leżał w szpitalu. Poszedł na planowy zabieg, a potem już nigdy nie wyszedł. Ze względu na skomplikowaną relację, którą mieliśmy, sytuacja ta konfrontuje mnie z różnymi emocjami. Także w trakcie choroby ojca ścierały się we mnie różne tendencje, ale zasadniczo pogarszanie się jego stanu zdrowia znosiłam źle. Podobnie źle zniosłam uroczystości pogrzebowe i źle znoszę załatwianie formalności, które jeszcze zostały do załatwienia po pogrzebie. W zasadzie to nie radzę sobie z nimi.

Śmierć ojca zbiegła się w czasie z utraceniem przeze mnie głównego miejsca pracy. W dodatku było to miejsce, z którego byłam bardzo zadowolona i zwolnienia się nie spodziewałam. Duża korporacja zaplanowała sobie, że da mi podwyżkę. Ponieważ podwyżki uważałam za nieetyczne bo wiązałyby się również ze zmianą cennika, dość radykalnie wyraziłam swój sprzeciw. Wówczas korporacja bez wcześniejszej dyskusji zwolniła mnie. W pewien ładny niedzielny poranek niespodziewanie otrzymałam wypowiedzenie. Nigdy nie dowiem się co się tam tak naprawdę stało. Jako jednego z lepszych specjalistów w mojej branży nikt mnie nigdy nie zwolnił. Wręcz przeciwnie, jak się wkrótce okazało, potencjalni pracodawcy biją się o mnie. Wydarzenie to relacjonuję z pewnej perspektywy czasu i nie ukrywam, że wyrzucenie mnie w tak trudnym momencie życiowym, kiedy mój ojciec jest chory, a ja planuję przeprowadzkę co wiąże się z kosztami uważałam nie tylko za nieludzkie, ale i za katastrofalne. Uderzyło to znacznie w moją samoocenę.

Obecnie jestem już po negocjacjach i w zasadzie pewna jestem, że zatrudnią mnie gdzie indziej. Za dużo wyższą stawkę. Trzymajmy kciuki, żeby mi się tam spodobało. Tydzień przed wyrzuceniem mnie z pracy sama złożyłam wypowiedzenie w innej firmie. Rychło okazało się, że firma choć wypowiedzenie przyjęła, to jednak nie chce mi wypłacić wynagrodzenia. Było to miejsce, w którym szefowa, którą z pewnych względów musiałam powiadomić o złym stanie zdrowia ojca, deklarowała wszelką pomoc i wsparcie. Nie minęły dwa tygodnie, a ta sama szefowa bezwzględnie proponowała mi, abym weszła z nimi na drogę sądową, a rozmowy telefoniczne nagrywała gromadząc dowody dla sądu. Urocze, prawda?

Skutkiem wszystkich tych przebojów zostałam bez pieniędzy w miesiącu, w którym potrzebowałam pieniędzy na pogrzeb.

Byłam też na tyle nieudolna, że zniechęciłam do siebie najbliższa koleżankę. W zasadzie to eufemizmem jest nazywanie tego zniechęceniem. Ja wręcz wprost zakończyłam z nią kontakt po jednej z kolejnych kłótni. Było to kilka dni przed śmiercią ojca. Wskutek swojego nietrafionego wyboru, na ten najcięższy okres zostałam zupełnie bez wsparcia społecznego.

Jestem zmęczona, dużo śpię, mniej pracuję, bo nie mam pracy. Kompulsywnie chodzę na rozmowy kwalifikacyjne. Kupuję czarne rzeczy w tanich sklepach. Na szczęście czarny wyszczupla. W mijającym miesiącu byłam na siłowni dokładnie raz. Szczerze powiedziawszy zupełnie nie mam nadziei na to, że stanę kiedyś na nogi. A jak wasze radosne święta?