RSS
sobota, 30 kwietnia 2011
Anbot 1&2

Dziwny robocik Anbot ucieka z fabryki. Pomóż mu w tenj grze typu point&click. Im więcej pomyłek, tym więcej kliknięć i niższe miejsce w rankingu. Planujcie więc swoje posunięcia uważnie. Sterowanie oczywiście myszką.

Zagraj w Anbot!

W drugiej części swoich przygód Anbot dorabia się dziewczyny i chce ją uwolnić z rodzaju obozu pracy. Ta część jest lepsza niż poprzednia, choć utrzymana w tej samej konwencji. Warto spróbować zagrać, zasady te same co powyżej.

Zagraj w Anbot 2!

Tagi: gra
13:33, wildfemale
Link Dodaj komentarz »
Boty listy piszą!

Niedawno w mojej skrzynce zagościł następujący mail:

Nie zadawałam sobie trudu, by zamazać personalia, bo i tak na pewno nikt taki nie istnieje, a może raczej istnieje, ale mail był rozesłany przez jakiegoś bota nie mającego nic wspólnego z podpisem.

O co w takim spamie chodzi? Adres nadawcy nic nie ma wspólnego z personaliami pani (?), która się pod listem podpisała. Za to już ewentualne odpowiedzi mają trafiać na adres w innej domenie wskazujący na nadawczynię właśnie. Zresztą, kto wie gdzie by one ewentualnie trafiły, gdyby ktoś zdobył się na ryzyko odpowiadania.

Sama treść też jest ciekawa. Ktoś niewymownie cieszy się na mój widok (wielkimi literami) - od razu wiadomo, że się nie znamy:) Włazi mi z buciorami w życie prywatne i pyta nie dość, że o moje samopoczucie, to jeszcze miesza w to moją rodzinę, a dopiero potem decyduje się przedstawić. Dopiero w następnym zdaniu wyjaśnia o co chodzi - o przyjaźń. Domyślilibyście się? ;) Na szczęście ma świadomość, że się nigdy nie spotkałyśmy. Moja odpowiedź jest dla niej tak ważna, że zrobi wszystko, bym jej udzieliła. Nawet wyśle zdjęcia (ciekawe czy swoje)! Widzieliście zdjęcie bota? Na wszelki wypadek, gdyby do mnie nie dotarło, także w kolejnym zdaniu nalega na to, bym odpisała na ten niezwykły list. W ostatniej linijce pojawia się słówko "newlover", którego definicji nie znalazłam. Czy to jest to o czym myślę?

Nie dość, że "panna" (!) Nechwa zachęca mnie do wejścia z nią w bliższą relację, to jeszcze chce mnie przekonwertować na lesbijkę. Już niedługo przeczytacie tu, że "moja dziewczyna ma rozszerzenie .jpg"!

Tagi: internet
11:01, wildfemale
Link Dodaj komentarz »
środa, 27 kwietnia 2011
Tak zwana męskość, tak zwana kobiecość

Temat wałkowany przeze mnie nie pierwszy raz. I to pewnie dlatego, że coś jest na rzeczy.

Otóż dziś odkryłam w sobie potrzebę tak zwaną kobiecą, to znaczy zainteresowałam się zakupem ubrań dla siebie (święto lasu!). Traf chciał, że akurat nic mi się nie podobało i dopiero w ostatnim sklepie zabawiłam na dłużej. Dla zrozumienia całej historii istotne jest także, że na zakupach byłam z osobą towarzyszącą i w każdym ze sklepów bardzo się pilnowałam, to znaczy przestrzegałam tego, by trzymać się raczej działu dla kobiet i niczego z góry nie odrzucać (no chyba, że było różowe, albo z falbankami, albo w kwiatki, albo było sukienką, no sami rozumiecie;)). Niemniej jednak działy męskie podobały mi się bardziej. No co na to poradzę? Nie, że kobiece są z natury złe, było tam trochę interesujących rzeczy, ale męskie ubrania też są interesujące.

I dopiero we wcześniej wspomnianym ostatnim sklepie moją uwagę zwróciły męskie (!) sweterki. No nachalnie męskie, nawet "S"-ka na oko dla mnie za duża, militarny nadruk na piersi, pagony na ramionach. Kwintesencja testosteronu! Towarzysząca mi rodzicielka nawet na nie spojrzeć nie chciała, już nie mówiąc o tym, że nie chciała mnie samej oglądać po przymierzeniu. Ja natomiast bardzo się sobie podobałam i nie bacząc na ostrzeżenia, że na pewno wszyscy będą mnie brali za faceta, że ktoś mnie pobije i takie tam przyjemności. Koniec końców sweterek zakupiłam, pani mi go w kasie nie rozmagnesowała, więc wzbudziłam na bramce zainteresowanie ochroniarza, sweterek ostatecznie rozmagnesowano i wracałam szczęśliwa do domu miętosząc siateczkę z nabytkiem. Matka w tym czasie miętosiła w ustach jakieś niewybredne epitety.

Zwróciłam się także do niej celem rozwiania Bardzo Ważnych Wątpliwości:

- A myślisz, że ten gumowany druk nie rozlezie się na moich obfitych piersiach, albo w praniu?

- A pewnie, że się rozlezie. Już ja się o to postaram!

W załączeniu dokumentuję wygląd nowego nabytki, bo na pewno chcecie wiedzieć, co nabyłam.

W drodze powrotnej zrobiło się zimno. Jak łatwo przewidzieć, oderwałam metkę od sweterka i go założyłam.

- Widzisz jak to dobrze, że sobie kupiłam sweterek? Dzięki temu nie marznę i od razu mi cieplej na duszy, a ty pewnie marzniesz.

- Marznę, ale nic nie mówię, bo wtedy mi jeszcze zimniej.

- Może ci kupić taki sam, tylko, że jasny?

- W życiu bym czegoś takiego nie założyła! - cedzi przez zęby.

Nikt mnie nie pobił w autobusie.

Prawie jak jaguar

Któż by nie marzył o posiadaniu jaguara! Ponoć to auto, które świadczy o statusie i takich tam. Osobiście wolę coś skromniejszego, ale są gusta i guściki.

Osobiście wypatrzyłam na polskich drogach następującego jaguara:

i zbliżenie na symbol marki:

Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma:)

wtorek, 26 kwietnia 2011
Gnomy w wielkim mieście

- Coś ty wczoraj w nocy rysowała? Gnomo?

- Yyy, genogram?

- Nooo, no właśnie, fajny nawet. A dzisiaj jacyś ludzie na ulicy mnie zaczepili i pytali o jakieś gnomo.

- 0_o

- Tacy ubrani na zielono i pytali, czy wiem czym jest gnomo.

- Aaaa! Pewnie chodziło im o GMO.

- No właśnie, więc powiedziałam im, że wiem i to bardzo dużo, ale właśnie się spieszę. Słuchaj,... a co to jest właściwie to GMO?

16:40, wildfemale
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 kwietnia 2011
Click the Frog & Craqua

Przedstawiam dwie kolejne gry dla dzieci, obie obsługujecie myszką.

Click the Frog jak sama nazwa wskazuje polega na klikaniu sympatycznych żabek. Gra jest graficznie nieskomplikowana, za to oprawa całkiem przyjemna, a do tego urzeka ścieżka dźwiękowa. Żabki ścigają się, zmieniają kolory, a wszystko to jest opatrzone w cukierowe stopery i proste instrukcje, które chyba będą zrozumiałe nawet dla osób nie znających języka. Znajomości angielskich nazw kolorów wymaga tylko jedno zadanie. Podczas wykonywania kolejnych poleceń na czas można zdobyć kilkanaście odznak, a twórcy gry byli tak mili, że nawet informują nas o tym, za co je możemy dostać.

Craqua to z kolei gra o sympatycznym krabie. Krab nie jest jednak bezbronny. Po kliknięciu myszą zaczyna on strzelać do innych morskich zwierzątek. I nie tylko zwierzątek, w morzy znajdą się także plama oleju, zęby strzelające krwią (?), a nawet iskrzące telewizory. Nie mówcie, że nie macie ochoty spróbować ;)

Tagi: gra
13:54, wildfemale
Link Komentarze (6) »
niedziela, 24 kwietnia 2011
Flying Candy

Tym razem prosta gra dla dzieci. Cudowna, nie wymagająca znajomości języka angielskiego, a nawet czytania. W dodatku nie zawiera agresji. Dźwięki także są bardzo przyjemne.

Sterujecie myszką, a wszystko w cukierowej oprawie.

Zagraj!

Tagi: gra
13:38, wildfemale
Link Komentarze (10) »
środa, 20 kwietnia 2011
Czego kobieta oczekuje od mężczyzny?

Wczoraj przydarzyła mi się bardzo ciekawa historia. Postanowiłam skorzystać z chwilowego i dość złudnego ocieplenia i wybrałam się na spacer. Zdecydowałam się odwiedzić park, nawet zabrałam aparat fotograficzny, choć ostatecznie okazało się, że nie zrobiłam żadnego zdjęcia. Zabrałam książkę i rozsiadłam się na ławeczce.

Zdarzyło się Wam kiedykolwiek, że ktoś nieznajomy się do Was dosiadł? Mnie nigdy wcześniej i ja też bym się na to nie zdecydowała. Tymczasem pewni starsi państwo mieli inną koncepcję. To znaczy ta pani miała, a jej rówieśnik za nią podążył, zatem w pewnym momencie przysiadła się do mnie para starszych ludzi. I pewnie bym ich pogoniła, no bo co w końcu kurcze blade? Być może łagodziłam sobie tylko dysonans poznawczy, ale nie przepędziłam tych intruzów głównie ze względu na temat toczonej przez nich dyskusji.

Otóż pani, w wieku około 70-80 lat komunikowała swojemu rówieśnikowi (małżonek?) rzecz następującą: „Bo wiesz, to jest dla mnie bardzo trudna sytuacja. Takie doświadczenie utraty, uderzyło to w moje poczucie własnej wartości, a ja oczekuję od ciebie wsparcia emocjonalnego.” Na takie dictum pan uparcie milczał, a kiedy pani zaczęła się za bardzo rozwijać, to... dał jej cukierka: „Chcesz?”. I ona się tym na szczęście na chwilkę zapchała, bo tembr głosu miała nieznośny.

„Bo kobieta oczekuje od mężczyzny przede wszystkim wsparcia, a ty się wziąłeś za same najprostsze rzeczy. Za robienie bawarki? Przecież Piotr już to wszystko robi i wodę rano wstawia.” Na tym etapie zaczęłam podejrzewać, że państwo mają lokaja, zwłaszcza, że widać było iż są to ludzie wykształceni, porządnie ubrani i sprawni poznawczo.

„A podczas tych świąt, to już nie wymagało komentarza. Ja tego nawet nie komentowałam, bo ty tak wiele od siebie powiedziałeś.” - pani uparcie kontynuowała, a ja chyba bardzo ciemna jestem, bo zupełnie nie wiem o co jej mogło chodzić. Nie wyjaśnił mi tego także jej towarzysz, bo ten uporczywie milczał. Czyżby byli w konflikcie? Czyżby on miał anielską cierpliwość? A może to jego ostatnia szansa na kontakt z drugim człowiekiem, więc cierpliwie znosi „drobne” niedogodności? Pani coraz bardziej mnie męczyła, ale czego się nie robi dla udanej notki na blogu. Zbierałam więc materiał dalej z trudem opierając się potrzebie robienia notatek.

„A kiedy byłam u Krystyny, to przeczytałam z nią cały ten obszerny wywiad. Ona kiedyś była związana z Żuławskim, ale on był dużo starszy od niej i traktowała go bardziej jak ojca, ale za to on jej dał dużo tego... dorosłości. A potem się rozwiedli i związała się z aktorem. Zaraz, zaraz, jak on się nazywa? Ach! Christopher Lambek! I jest jej rówieśnikiem. I ona powiedziała, że partner koniecznie musi być rówieśnikiem. Wiesz, te duże różnice wieku to przecież patologia jest. To tak jak Starowicz o tym pisał.” – niestety, nadal zero reakcji interlokutora. Już nawet ja miałam ochotę się odezwać, ale sobie darowałam. Pani chyba rozpaczliwie czekała na odpowiedź, a tu jak na złość skończyły się cukierki.

„A ten Lambek, to naprawdę przystojny mężczyzna. Bardzo przystojny mężczyzna!” – pan był aniołem, albo wiele lat medytował i nie miał w sobie zazdrości za grosz.

„I ona bardzo obszernie tłumaczyła, że złączyli się z Lambekiem... ciałem, ale to nie byłoby takie trwałe. Fascynacja, pożądanie i seks to nie wszystko. W ich związku było tak, że się wzajemnie nie ograniczali, nie pouczali, szanowali swoje osobowości. On dawał jej przede wszystkim wsparcie i był rówieśnikiem, a tego właśnie szuka kobieta w mężczyźnie. Związki oparte na samym seksie nigdy nie trwają długo.” – i tutaj już monolog wywołał reakcję, bo pan przemówił z wyrzutem, że widocznie bohaterka opowieści coś za często tych mężczyzn zmieniała, a w dodatku Żuławski był przewlekłym alkoholikiem, toteż trudno tu mówić o jakimkolwiek zdrowym związku.

„Ale przecież to są aktorzy! Jej związek z Lambekiem i tak jest jednym z trwalszych. A o alkoholizmie to nic nie pisała! Chodziło o to, że Żuławski był od niej starszy i tyle, przecież ci mówiłam.” – pan ewidentnie wiedział, że lepiej nie zaczynać i wycofał się na z góry upatrzoną pozycję.

Chwilę potem państwo spojrzeli na zegarek i zdecydowali, że to już czas iść. Byli z kimś umówieni?

Ja nagle odkryłam, że jest mi jednak potwornie zimno, a na domiar złego zupełnie nie mam pojęcia co się przed chwilą obok mnie zadziało. Zakładając, że pan towarzyszący owej kobiecie był jej aktualnym partnerem, to po co ona najpierw czyniła mu takie wyrzuty i używała przy tym wyszukanego słownictwa psychologicznego? Po co klarowała mu o tej różnicy (braku różnicy) wieku w udanych związkach? Czy to ja myślę stereotypami, czy rzadkie jest wśród starszych ludzi tak otwarte i dość precyzyjnie określone mówienie o seksie? Czy ten partner ją zdradził z młodszą, że wspomniała o tym, że ma względem niego określone oczekiwania i że straciła poczucie własnej wartości? Wyszłam z większą ilością pytań niż odpowiedzi. Pomyślałam jednak, że zamieszczę opis sytuacji tutaj i to na tyle dobrze, na ile go pamiętam. A nuż kogoś to natchnie do ciekawej refleksji! Jeśli czujecie nieodpartą potrzebę podzielenia się swoimi przemyśleniami, na dole jest do tego odpowiednie miejsce.

środa, 13 kwietnia 2011
O gejach

Ostatnio ktoś znajomy podsłuchał następującą konwersację w autobusie. Rozmawiały uczennice liceum ogólnokształcącego.

- A [ten] może być gejem, a [tamten] może...

- A [jeszcze inny] to się przyznał, że jest.

- Bo ja słyszałam, że co trzeci* chłopak jest gejem.

- A to by się zgadzało, bo on ma trzech braci!

Witki mi opadły;) Nie uczą już statystyki, genetyki czy kombinatoryki w liceach?

 

* Zawsze myślałam, że co dwudziesty.

wtorek, 12 kwietnia 2011
W kawiarni

- A ta kawiarnia, w której byłam to jest niderlandzka!

- Znaczy holenderska? - popisałam się erudycją.

- No taaak. Ale wiesz, atmosfera tam mi się nie podobała. Tam pracuje sama młodzież i ciągle się nawołuje. "Pani Kasiu, kawa!"

- To znaczy, że trzeba sobie samemu tą zamówioną kawę odebrać?

- No taak! I jeszcze przyszedł jakiś facet i sikał!

- To gdzieś Ty była? - zaczęłam się gubić - Nie w galerii handlowej?

- Nie, w [i tu pada lokalizacja] i ten facet to był za oknem. A jak mu popukałam w szybkę to poszedł.

- No normalne, wysikał się i poszedł.

Rozmówczyni wyraźnie była zawiedzioną moimi odpowiedziami...

 
1 , 2