RSS
poniedziałek, 28 kwietnia 2014
Jak kobieta do kobiety

Piszę to mimo późnej pory i mimo potrzeby pisania znacznie pilniejszych rzeczy. Piszę, ponieważ nie chcę się jutro zastanawiać czy aby dziś mi się tylko nie wydawało. Dzieje się ze mną coś dziwnego, zamiast związanego z tym lęku odczuwam raczej miłe zaciekawienie, ale i niepewność.

Zaczęły mi się podobać damskie ubrania. Zaczęłam chodzić po działach damskich sklepów. Oglądam ubrania z delikatnymi motywami. W miejsce bardzo lubianych marynarek przymierzam marynarki w kwiatki. Choć nigdy nie nosiłam sukienek, nagle się za nimi oglądam, patrzę w witryny wystawowe, przeglądam katalogi w Internecie. Zastanawiam się, jakie buty musiałabym kupić żeby do nich ewentualnie pasowały, a jednocześnie byłyby wygodne.

Prawie nigdy nie zakładam sukienek, nie wiem więc co się stało. Nie mam też prawie żadnej pary butów, którą można by do sukienki założyć. Ale czuję, że wkrótce spróbuję, że to się stanie prawie samo, że po kilku dniach się przyzwyczaję, a może nawet zacznę sobie zadawać pytanie dlaczego tak długo tego unikałam. Zupełnie jak ze wszystkimi innymi zmianami w moim życiu.

Szukam przyczyny. Nie mam wglądu w tą zmianę. Nie jest to wpływ nikogo z zewnątrz. Ani się nie zakochałam, ani mnie akurat w pracy nie dręczyli, ani nie jestem zazdrosna. Może to fakt, że zauważyłam atrakcyjność innych kobiecych kobiet? Najbardziej jednak prawdopodobna jest moja teoria o tym, że jestem sterowana przez hormony. Zupełnie jakby przeważyły estrogeny i przypomniały mi, że mam kobiecy mózg, albo uruchomiły jakiś nieczynny dotychczas obwód w mózgu.

Nagle zaczęłam się przejmować własnym wyglądem, stać przed lustrem dłużej niż to niezbędnie koniecznie. Przyznaję, na razie czyni mnie to bardziej nieszczęśliwą. Odkrywam bowiem, że jak każdy człowiek, nie jestem zbudowana idealnie. Nikt nie jest idealnie symetryczny. Nigdy nie podobały mi się moje zdjęcia. Ale wiecie co? Powoli, bardzo powoli, w niektórych ujęciach i oświetleniach to moje odbicie w lustrze zaczyna mi się podobać :)

Poznawanie nowej strony siebie zapowiada się jak fascynująca przygoda.

środa, 16 kwietnia 2014
Ngram Viewer

Jest to narzędzie wciąż w Polsce mało popularne, przynajmniej w moim otoczeniu. Sama byłam wyjątkowo oporna na urok Ngrama choć dowiedziałam się o nim dość wcześnie oglądając poświęcony mu TED Talk. Narzędzie istnieje od końca 2010 roku i w szybki sposób obrazuje popularność słów, które wstukamy w wyszukiwarkę. Słowa te odnajdowane są w książkach archiwizowanych przez Google Books obejmujących pozycje publikowane od 1500 do 2008 roku. Niestety, nie ma wyszukiwarki w języku polskim. Bawiłam się zatem tą angielskojęzyczną i chciałabym Was zachęcić do tego samego. Niemal codziennie odkrywam jak bardzo inspiracja korzystnie zmienia moje życie. Chciałabym tym razem podzielić się inspiracją. Wyobraźcie tylko sobie te możliwości sprawdzania, która wersja pisowni danego słowa jest obecnie popularniejsza albo kiedy pojawił się żeński odpowiednik jakiegoś zawodu. Liczę na to, że w długiej dyskusji pod wpisem sami zamieścicie hasła sprawdzane przez siebie.

Na pierwszy ogień poszło pytanie o popularność poszczególnych religii na świecie. Zbyt wiele mnie nie zaskoczyło. Zwróćcie uwagę na rosnącą popularność Islamu. Faktycznie zgadza się to z naszymi codziennymi obserwacjami, prawda?

Potem zainteresowałam się popularnością psychoterapii. Oczekiwałam, że będzie się o niej pisać coraz więcej. Co ciekawe na wykresie zauważalne jest, że pojęcie to powstało około 1900 roku. Zgadza się to z faktem, że prekursorem tej dziedziny leczenia był Freud i właśnie w tym czasie powstawały jego pierwsze książki. Następnie częstość wzmianek o psychoterapii spada w okresie wojen światowych (przy okazji, możecie sobie sprawdzić popularność słowa "war" w poszczególnych latach, wzrost w okresie wojen światowych będzie niewyobrażalny), by natychmiast wzrosnąć po zakończeniu II wojny światowej. Przyznaję, że byłam zaskoczona spadkiem popularności psychoterapii od 1996 roku. Mam jednak nieśmiałą hipotezę, że być może wyparły ją inne formy pomocy. Zamieszczam je na osobnym wykresie, ponieważ ich skala jest niewypowiedzianie mniejsza.

Zauważcie, że formy niesienia pomocy psychoterapeutycznej przez Internet są stosunkowo młode. Około 1995 roku zaczęto pisać o cyberterapii tylko po to, by pięć lat później na dobre ustąpiła ona miejsca e-terapii. Popularność psychoterapii przez Internet też wydaje się ostatnio spadać...

Emocje podstawowe według Paula Ekmana to: strach, złość, smutek, radość, wstręt i zaskoczenie. W swoich badaniach udowodnił on, że występują one uniwersalnie w różnych kulturach i są powszechnie rozpoznawane, stąd nazwa "podstawowe". Zaskoczyło mnie prowadzenie strach. Niżej zaznaczono kolejno: zaskoczenie, radość, złość, smutek i obrzydzenie. Pociesza przewaga radości nad smutkiem. Nawet w najtrudniejszych czasach.

Jestem człowiekiem światłym, a przynajmniej za takiego chcę uchodzić. Stąd wykres dotyczący trzech największych filozofów starożytności. Chronologicznie byli to Sokrates, Platon i Arystoteles. Wydaje się, że każdy następny przerastał swoich mistrzów. Ponadto, istotnie wybudowali sobie oni pomnik trwalszy niż ze spiżu, choć autor tych słów urodził się po nich.

A oto dla odmiany wykres poświęcony rozmaitym stworzeniom zaludniającym świat fantastyki, który tak sobie umiłowałam. Mogłabym dyskutować o nim długo. Prawdę powiedziawszy to chyba mój ulubiony w tej sekwencji. Zaskoczyła mnie znaczna przewaga krasnoludów nad trollami. I to w dobie trollingu internetowego?! Podejrzewam tu jednak niestety zafałszowanie na korzyść krasnoludów w postaci zliczenia wszystkich wzmianek o odmianach karłowatych (także określanych jako "dwarf"). Zwróćcie także uwagę na miażdżącą przewagę czarownic (witch) nad czarodziejami (wizard). Zupełnie mnie to nie dziwi, kobiety znające magię zawsze budziły większy strach. Słusznie.

Kontynuując wątek mistycznych stworzeń tym razem skupiłam się na badaniach ekosystemu. Doskonale bowiem wiemy, że jednorożca może okiełznać tylko dziewica (virgin). Dziewice to także ulubiony pokarm smoków (dragon). O ile dziewic zawsze było więcej niż smoków, czyli prawidłowo, to w 2008 roku rysuje się pewna nieznaczna przewaga smoków nad dziewicami. Wieszczę koniec smoków. Wymrą z głodu. Natomiast jednorożce (unicorn) pochowały się chyba w lesie. Wykres jednoznacznie obrazuje jak rzadkie są to zwierzęta. Prawdopodobnie nie mają naturalnych wrogów, ich populacja utrzymuje się na stałym poziomie. Nie przejmują się też dostępnością dziewic. Czyżby historia o ich szczególnej współzależności była nieprawdziwa? Dodajcie to wykresu elfy i okaże się, że może być całkiem prawdziwe iż to one opiekują się jednorożcami.

Kiedy załatwiłam już naprawdę ważne rzeczy jak fantastyka, dopiero przyszło mi do głowy sprawdzanie zmian obyczajowych. Zwróćcie proszę uwagę na to, że przed połową lat 60. XX wieku o seksie w zasadzie w ogóle się nie pisało. Zainteresowanie klasyczną penetracją pochwy (vaginal sex) utrzymuje się na stałym poziomie. Z mojej wiedzy seksuologicznej wynika, że nie należy z tego wykresu wyciągać wniosku, że seks dopochwowy staje się coraz rzadszy. Prawdopodobnie gdy się o nim pisze, używa się po prostu zwrotu (sex) bez dodatkowych dookreśleń i stąd jego niedoreprezentowanie na tym wykresie. Zauważcie rosnącą lawinowo otwartość na seks oralny i ścigające go zainteresowanie seksem analnym.

Od kiedy poznałam to narzędzie, sugestia o zabieraniu komputera na imprezy przestaje być żartem.

czwartek, 10 kwietnia 2014
Wpis z sako

Wreszcie wróciłam do domu, wreszcie się wyspałam, wreszcie mam czas posiedzieć w moim nowym fotelu. Jeszcze mi się nie znudził. I nieprędko znudzi, ponieważ rzadko bywam w domu. A jak już bywam w moim mieście, to mnie przykre rzeczy spotykają. Mianowicie kilkanaście dni temu zaczepił mnie na ulicy jakiś lump. Wiecie już, że mam szczęście do takich. Lump był tym razem z Amnesty International. Lump zaczepiał mnie regularnie przez kilka dni pod rząd. Zachowałam się nietypowo jak na siebie, bo się do niego w ogóle nie odzywałam. Normalnie podziękowałabym mu (bo tak mnie nauczyliście i to się sprawdzało) i poszłabym dalej. Tym razem wolałam unikać. Unikanie musiało niestety polegać na tym, że wbiegałam na zatłoczoną ścieżkę rowerową, bo taka była natarczywość lumpa. Podejrzewałam już lumpa o prozopagnozję, bo przecież nie o złośliwość. Po rozmowie z matką na ten temat zaczęłam też się zastanawiać jak to się stało, że zachowuję się wobec niego inaczej i się do niego nie odzywam. Jak się wkrótce okazało, zadecydowała o tym moja niezwykła wrażliwość kliniczna, bowiem z lumpa rychło wyszło jego zaburzenie.

Kiedy bowiem młodzian ten pogonił mnie po ulicy drugi raz tego samego dnia w przeciągu pół godziny coś w nas obojgu pękło. To znaczy w nim pękło najpierw. "Hej, kojarzę cię z liceum, mogłabyś się chociaż odezwać!" - usłyszałam. Okazało się, że istnieją na świecie lumpy, którym się wydają, że każdy którego "kojarzą" powinien im się w pas kłaniać, rozpoznawać i generalnie jeszcze pewnie im laskę robić. Nie muszę wspominać, że w ogóle gościa nie kojarzyłam, natomiast sama jestem wręcz osobą publiczną toteż "kojarzenie mnie", nawet od czasów liceum, nie jest sprawą trudną. Zachowałam konsekwencję, ale młodzian w końcu się doigrał. Muszę przyznać, że poniekąd osiągnął też w końcu swój cel, bo faktycznie zainteresował mnie swoją organizacją. Okazało się, że kierują nią osoby po lub w trakcie niesamowitych kierunków studiów produkujących nowych bezrobotnych i mających program na tyle luźny, że daje czas na "aktywizm". Okazało się także, że za takie nagabywanie na ulicy dają w porywach 15zł/godzinę. Powiedzcie mi, który dorosły człowiek skusi się na taką sumę i jaki chaos musi mieć w życiu? Wszedł mi na ambicję, toteż postanowiłam mu to jego 15 złotych odebrać.

Wystarałam się o numer telefonu do koordynatora wolontariuszy/ aktywistów, zapytałam stanowczo dlaczego przyjmują do pracy osoby zaburzone i, celem dochodzenia własnych praw, zażądałam podania danych osobowych lumpa, który mnie nęka. Skutkiem moich wytężonych działań młodziana od dawna na ulicy nie widać, zastąpił go w tym miejscu ktoś inny. Cichy, prawie go nie widać, z pewnością nie widziałam by ktoś przed nim uciekał. Ja też nie muszę. Generalnie poprawiło się i dzięki mnie moje miasto jest lepszym miejscem. Jestem z siebie obrzydliwie dumna.

Muahaha!

21:27, wildfemale
Link Komentarze (6) »
środa, 02 kwietnia 2014
Wpis z podróży

Jak już co wnikliwsi (znaczy śledzący moje poczynania w innych mediach) czytelnicy wiedzą, podróżowałam niedawno pociągiem przez 10 godzin. Z czego 3 godziny stałam w polu bo się lokomotywa zepsuła. Mam intymną fantazję, że nową musieli dopiero wypiec i wykuć, tyle to trwało. Za kilka dni czeka mnie powrót do domu. Już się boję na zapas.

W trakcie pociągowego postoju byłam świadkiem fascynującej rozmowy telefonicznej. Nie podsłuchiwałam, reszta wagonu też była świadkami. Pani po prostu miała donośny głos. Zresztą zepsucie lokomotywy sprzyja nawiązywaniu relacji, zatem potem współpasażerki dopowiedziały mi te pikantne fragmenty, które umknęły mojemu wrażliwemu słuchowi. Ale od początku. Pani w średnim wieku dzwoniła do jakiegoś Janka-alkoholika klarując mu jak to bardzo chce z nim być i jaki to on jest atrakcyjny. Janek musi spełnić tylko jedno kryterium: nie pić tak dłużej niż przez miesiąc czy dwa. Pani dzieliła się także z Jankiem (z nami?) w sposób niemożebnie rozwlekły trudnościami ze spotykaniem się z nim. Bo inne pary to mają gdzie się kochać, a oni nie, sami rozumiecie;) Pani też była nieprawdopodobnie atrakcyjna, wręcz rozchwytywana, tak przynajmniej wynikało z dalszego ciągu narracji. Okazuje się bowiem, że czeka już do niej w kolejce co najmniej kilku mężczyzn z chcicą. Czekają tylko aż minie jakieś 6 miesięcy karencji kiedy pani z Jankiem przestaną się spotykać, wtedy ruszą do wyścigu. Pomijając małą wiarygodność psychologiczną takiego wywodu, przysłuchując się temu odkryłam w sobie nieprawdopodobną zazdrość. Sama bym chciała mieć o sobie tak wysokie mniemanie. Gdzie robię błąd? Nie gustuję w alkoholikach? Krytycznie przyglądam się sobie w lustrze?

Początkowo po dotarciu na miejsce mojego noclegu byłam bardzo niezadowolona. Nocuję w akademiku. Potem się z tym miejscem bardzo dobrze oswoiłam. Studenci są bardzo mili, w dodatku wypasiony akademik posiada siłownię, toteż korzystam z niej ile wlezie. Po części także dlatego, że nie przychodzi mi nic innego ciekawego do roboty. Przyznaję, że pobyt w akademiku i w tych charakterystycznych warunkach, w których jako studentka nigdy nie mieszkałam bardzo mi się przydał. Ku swojemu zaskoczeniu nie zamykam się w pokoju, nie chowam po kątach, ale idę do ludzi, którzy dość serdecznie mnie przyjmują. Jeśli kiedykolwiek będę miała dziecko, chciałabym żeby studiowało poza domem. To musi być samo w sobie bardzo rozwijające doświadczenie budujące wiarę we własne możliwości radzenia sobie i sprzyjające nawiązywaniu dojrzałych relacji.

Zakup notesu do zapisywania sobie rozmaitych refleksji okazał się świetnym pomysłem. Piszę bardzo dużo i często żałuję, że nie mam go ze sobą. Nie targam go ze sobą wszędzie bo są tam zbyt intymne rzeczy i bałabym się go zgubić. Takie notowanie w moim przypadku sprzyja osiąganiu wglądu, a ten prowadzi do zmiany. Nie w takim sensie, że jak zobaczę coś zapisanego na papierze to łatwiej mi wyciągać wnioski. Chodzi raczej o to, że systematyczne robienie wpisów kreuje specyficzne nastawienie mentalne, które sprzyja dokładniejszemu, bardziej wielostronnemu przyglądaniu się problematycznym kwestiom. A może po prostu notes wybił mnie z dotychczasowej rutyny?

Polecam Wam notesy.