RSS
piątek, 28 maja 2010
Jak stare, to złośliwe

Po dniu wytężonej pracy wsiadałam do autobusu. Godziny szczytu, toteż i w środkach lokomocji tłok. Pod koniec wsiadał staruszek o lasce i w kapeluszu. Już od wejścia narzekał na młodzież i na to, że wchodzą pierwsi. „Do młodzieży świat należy!” –wytrząsał się. W  końcu któryś z pasażerów rozłożył mu składane krzesło dla pasażerów. Jakieś było jego zaskoczenie, gdy usłyszał: „Nie. Jak siądę, to mam potem problemy ze wstawaniem.”.

Tagi: przygoda
18:59, wildfemale
Link Dodaj komentarz »
Selekcja

Nie jestem ekspertem, ale coś tam wiem o prezerwatywach. Stałam dziś w kolejce do kasy i mój wzrok przykuły różnokolorowe opakowania Durexów. Jedne pobudzające, inne nawilżające, jeszcze inne klasyczne. Wszystkie te nazwy były dla mnie zrozumiałe. Ale co do diaska znaczy Durex select?

Tagi: przygoda
16:07, wildfemale
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 maja 2010
Szczyt prokrastynacji

Wpaść o pierwszej w nocy na blog, żeby nakarmić wirtualną świnkę morską, podczas kiedy siedzi się po nocy z powodu przygotowań do ważnych egzaminów, prac związanych z organizacją ważnej konferencji, która już za 6 tygodni (a jeszcze nic nie zrobione), pisania istotnego podania i przygotowywania bardzo ważnego warsztatu (który już za dwa dni)...

Tagi: śmieszne
01:19, wildfemale
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 maja 2010
Wszystkie dzieci nasze są

Wczoraj jechałam autobusem. Zmęczona, niewyspana, coś tam sobie czytałam.

Nagle słyszę „Vanessa, przestań. Vanessa –spokojnie!”.

Okazało się, że nade mną stoi młoda kobieta z 10 –centymetrowymi tipsami. Jedną dłonią trzymała się rury, a drugą stabilizowała wózek z córeczką. Naprzeciwko siebie, na miejscu dla bagaży posadziła chłopczyka. Mały wiercił się, ale za jakiś czas spokorniał.

Kiedy wychodziłam usłyszałam jeszcze: „Denis, nie zasypiaj!”

Dzieci były białe, ich matka też.

wtorek, 18 maja 2010
Tematów mi nie brakuje

Wybrałam się do kina na Robin Hooda, ale dzisiejszy wpis nie będzie recenzją. A w każdym razie nie recenzją filmu.

Na, ciemną już, salę kinową wpadłam spóźniona. Jednak nie żałowałam, że przepadło mi kilka minut reklam. Gdy w końcu zajęłam miejsce, reklamy się kończyły. Potem zapadły egipskie ciemności, bo ekran zupełnie wygasł. Wszyscy oczekiwaliśmy na początek filmu, ale to nie następowało. Cisza przedłużała się, lecz w zasadzie nie była to cisza absolutna. Przerywały ją odgłosy żarcia (bo jedzenie to to nie było) popcornu, ponieważ przemożny głód podczas pierwszego kwadransu seansu jest sprawą powszechnie znaną. Następnie ktoś postanowił „umilić” współtowarzyszom czas puszczając muzykę z komórki. Okazuje się, że polifonia  wciąż jest przedmiotem szpanu.

Natomiast już szczytem wszystkiego był „koneser”, który zajmował rząd przede mną. W krótkich przerwach, kiedy akurat nie konsumował, komentował ze znawstwem, a to że ten od komórki ma dobre głośniki (każdy mężczyzna musi się znać na technice), a to że „już przeginają” (każdy mężczyzna powinien być aktywny i interweniować, a nadto być bystry i zauważać kiedy jest ciemno). Następnie pokazano nam zapowiedź filmu z Mattem Damonem. Pan z pełną paszczą nie omieszkał ryknąć na całą salę do swojej partnerki (która wcale nie siedziała w przeciwnym kącie, ale obok niego) „Tyyy, to dobry film może być!”. „Jak wszystkie filmy z Mattem Damonem.” –odpowiedział złośliwie ktoś z przednich rzędów. Może i nie było to grzeczne, ale skutecznie uciszyło naszego erudytę do końca seansu.

I pomyśleć, że gdyby nie Robin z Sherwood nie poznałabym tych wszystkich oryginalnych ludzi. Skąd się tacy biorą?!

środa, 12 maja 2010
będę samokrytyczna!

Scena tramwajowa. Na przystanku widać oryginalnego młodego człowieka. Długie włosy farbowane na czarno, po bokach podgolony. Miał na sobie marynarkę w paski, w niej w kieszonce zegarek na łańcuszku. Rozmawiał akurat przez komórkę, na nogach miał o dziwo nie glany, ale jakieś czarne obuwie sportowe.

Wsiadał wejściem przy którym stały matka z córką. Obie niskie, ubrane w wyświechtane polary, w adidaskach nieznanej marki. Włosy dawno nie strzyżone i w nieładzie.

Kątem oka dostrzegłam jak matka krzywi się na widok tego młodego człowieka stojące na przystanku, a potem mamrocze coś za nim, kiedy ją mijał w tramwaju. „Powinni takich...” –reszta umknęła mi w odgłosach ruchu drogowego. Córka ze złośliwością się za nim odwróciła i zapytała matki, czy ta takich nie lubi. Uzyskała odpowiedź: „Wiesz lubię, ale jak te włosy są zadbane, umyte”. „No taaak, a tu widać od razu, że farbowane.” –wtórowała jej córka.

Mam nadzieję, że zawsze będę samokrytyczna...

wtorek, 11 maja 2010
odhamiajmy się!

Wygrałam wczoraj podwójne zaproszenie na sztukę teatralną. Sprawdziłam najpierw gdzie się to odbywa. A miało się odbywać wczoraj o 19:00. Sprawdziłam dojazd i... nie odebrałam zaproszenia.

Nie było mnie na tej sztuce. Przykro mi, pewnie zabrałam komuś miejsce.

18:10, wildfemale
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 maja 2010
Tajemnice Smallville

Nie miałam pojęcia o istnieniu tego serialu. Zobaczyłam go kilka dni temu w zasadzie przypadkiem. Nie oglądam telewizji, ale mój organizm najwyraźniej się tego domagał, bo moją uwagę przyciągnął tandetny film o kosmitach. A potem nieostrożnie nie wyłączyłam telewizora i pojawił się serial "Tajemnice Smallville", coś mnie musiało skusić, bo nie wyłączyłam odbiornika, ale obejrzałam go do końca.

Nie lubię fantastyki o ile nie jest to coś napisanego przez Pratchetta. Ale serial przykuł moją uwagę i od tej pory obejrzałam kilka pierwszych odcinków dostępnych w Internecie. Często te historie mnie jakoś przerażają, albo są zbyt nieprawdopodobne by wciągnąć. Co mnie zatem przyciąga? Dlaczego wracam?

Otóż główny bohater -Clark Kent ma coś atrakcyjnego. Nie są to wcale jego dary. Młody Kent ma kochających, nieprawdopodobnie ciepłych rodziców, którzy kochają siebie nawzajem (pamiętają o rocznicach, okazują sobie czułość) oraz jego i potrafią mu to komunikować. Faktycznie serial fantastyczny...

Tagi: film media
21:54, wildfemale
Link Dodaj komentarz »
środa, 05 maja 2010
Wróć do mnie!

Myślałam, że takie rzeczy zdarzają się tylko w filmach, albo przynajmniej w innych miastach.

Tymczasem dziś okazało się, że to dobrze, że wyszłam z domu.

Zazwyczaj coś sobie czytam, ale tym razem najwyraźniej miałam problemy z koncentracją. Gapiłam się bezmyślnie przez okno, trasa jest mi dobrze znana, toteż nie spodziewałam się, że cokolwiek mnie w niej zaskoczy. Myliłam się.

Na trzech kolejnych przydrożnych lampach znalazły się wydrukowane tabliczki z napisami: „Przepraszam kochanie”, „Wróć do mnie”, „Zmieniam się dla Ciebie”. Wszystkie napisane tym samym krojem czcionki. Chwyt marketingowy, czy jednak przepraszający mężczyzna*? Wróciłybyście do takiego mężczyzny?

Ja nie. Myślę, że powrót w takiej sytuacji zależy nieco od osobowości partnerów. Histeryczka byłaby zachwycona i uważała, że dodaje to romantyzmu. Myślę też, że w każdy związek coś się wnosi, także psychicznie, i potem trudno zrezygnować ze wspólnych planów, przekreślić wspólnie spędzony czas… Nie dziwi mnie zatem, że kobieta w takiej sytuacji może karmić się fantazjami, że tym razem jednak się uda –zwłaszcza, że on zainwestował w tablice. Tylko, że jeśli jeszcze się nie udało, to może warto wyciągnąć z tej sytuacji wnioski. Może nie pasują do siebie? Może nie są gotowi? Może jedno z nich ma problem, który powinno rozwiązać zanim zacznie wchodzić w związki? Nie, ja bym jednak nie wracała, co to za przyjemność naginać kogoś do swoich potrzeb?

 

* I dlaczego zakładam, że to właśnie mężczyzna?

poniedziałek, 03 maja 2010
Rusza nowa edycja programu "Mam talent"

Jak myślicie, komu dotychczas ten program najbardziej pomógł?

Bo mnie się wydaje, że Agnieszce Chylińskiej.

Program pozwolił jej stworzyć nowy image i pokazać się od bardziej cukierkowej strony.

Tagi: media
23:15, wildfemale
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2