RSS
wtorek, 31 maja 2011
Dzień dobrej wiadomości

Bodajże wczoraj był Dzień bez Stanika. Przegapiłam, nie świętowałam. Zresztą nie jestem pewna jak się świętuje taki dzień. Może zakupami w sklepie z bielizną? ;)

Wczoraj odebrałam miły mail z redakcji czasopisma naukowego. Okazało się, że artykuł, który złożyłam do nich około roku temu mniej więcej po miesiącu od złożenia uzyskał akceptację do druku, ale ostateczną wersję do korekty przesłano mi dopiero dzisiaj. Nie rozumiem tego systemu.

Dość powiedzieć, że z jednej strony się cieszę, ale z drugiej niepokoi mnie, że korekta redakcji była zrobiona bardzo niedbale, jakby w pośpiechu. Czyżby do czasopisma zajmującego się ukochaną przeze mnie dziedziną nikt już nie pisał? No aż taka niszowa jestem?! Dlaczego czekałam tak długo, skoro mam wrażenie, że w tekst i tak nikt się zbytnio nie wczytywał?

Zbyt wiele pytań w mojej głowie. Czy ci z Was, którzy publikują mają jakieś podobne doświadczenia?

Tagi: przygoda
22:14, wildfemale
Link Komentarze (1) »
niedziela, 29 maja 2011
Co tu robi reklama InPosta?

Dziś właśnie przeczytałam w statystykach, że jedno z Was trafiło tutaj z serwisu pornograficznego. Czyżby tam linkowali mój blog, czy tylko przypadkiem ktoś jednocześnie lubi czytać mnie i ogladać... filmy przyrodnicze. Nie wnikam, ale być może to uświadomiło mi, że i takie audytorium mam. Jak zwykle w takich przypadkach działają też tajemnicze zbiegi okoliczności polegające na tym, że jednocześnie na Wykopie pojawił się link do ciekawej aplikacji na stronie firmy InPost.

Wzorem wielu poprzedników, firma zdecydowała się na zamieszczenie na swojej witrynie również wirtualnego asystenta, który odpowiadałby na pytania dotyczące oferowanych przez firmę usług. Nie obyło się jednak bez pewnego wabika zachęcającego do zdobywania wiedzy o zakresie tych usług. Przyznaję, że wabik skuteczny, zarówno dla mężczyzn jak i kobiet, ponieważ asystent występuje w wersji żeńskiej i męskiej. Obecnie, wskutek oblężenia przez Wykopowiczów, aplikacja się często wiesza i raportuje problemy z wtyczką flash, ale za kilka dni wszystko powinno wrócić do normy.

Mianowicie, jeśli przedstawicie się jako "paczkomatxxx69" (nick rodem z taniego czata erotycznego) to poznacie zupełnie nowe możliwości aplikacji. Wszystko to oczywiście pod warunkiem, że jesteście pełnoletni. Jeśli masz poniżej 18 lat - nawet tam nie zaglądaj!

Bot zada Wam kilka pytań dotyczących paczkomatu. Wildfemale jest uprzejma (a wcześniej Wykopowicze byli uprzejmi) i poda Wam poprawne odpowiedzi we właściwej kolejności: 7, 12, sms, 24, 640, 6,99. Efekt będzie zaiste spektakularny, a paczkomat nigdy już nie będzie Wam się kojarzył tak samo ;)

Swoją drogą, ciekawe ile płacą za sprzedanie twarzy (i ciała) na potrzeby takiej kampanii?

Przygody żółtego Reda

Przedstawiam Wam grę naprawdę niezwykłą. Można by ją zaliczyć do typu point&click, ale jest to także gra logiczna i to wymagająca czasem niezłego pomyślunku. Zarezerwujcie sobie na nią godzinkę. Gra osadzona jest w średniowieczu i opowiada historię żółtego zwierzaczka i imieniu Red, który poszukuje ciastka po całym zamku. W końcu je znajduje, ale... powiedzmy, że jest nieco zaskoczony.

Do gry wymagana jest sprawna myszka komputerowa, otwarty umysł i znajomość angielskiego ponieważ część zagadek jest właśnie w tym języku.

Życzę miłej zabawy!

Zagraj!

Tagi: gra
13:59, wildfemale
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 maja 2011
Czego o miłości może nas nauczyć Gaga?

 

Lady Gagi nikomu przedstawiać nie trzeba. Młoda, kontrowersyjna, ambitna... Można ją lubić lub nie, ale prawie każdy o niej słyszał. Można ją lubić lub nie, ale prawie każdy słyszy co najmniej jedną jej piosenkę dziennie (radio, telewizja, sklepy, wyposażone w dobre nagłośnienie samochody na przejściach dla pieszych itp.). Można ją lubić lub nie, ale... ona się tym nie bardzo przejmuje i robi swoje.

Robienie swojego polega na wspieraniu różnych akcji, śpiewaniu coraz to kolejnego przeboju, licznych trasach koncertowych, ale także na miriadach występów w wywiadach telewizyjnych i godzinach spędzonych z reporterami prasowymi. Skutkiem tego Gaga dopracowała się rzeszy wiernych (głównie młodych) fanów, na których wywiera potężny wpływ. Może zatem uczyć? Może!

Dziś przypadkiem natrafiłam w sieci na fragment materiału o tym, że Lady Gaga ostatnio rozstała się z chłopakiem. Nie zainteresowało mnie to szczególnie, ba, w zasadzie to ja nawet nie wiedziałam, że tak zapracowana osoba miała czas na chłopaka. Najwyraźniej jednak rozstanie stało się dla artystki bodźcem do rozważań na temat miłości i to mnie już z kolei zainteresowało. Dlaczego? Może byłam ciekawa jaki wpływ mogło mieć na Lady katolickie wychowanie, a może chciałam się dowiedzieć czy nie zastosuje jakiejś interesującej sztuczki marketingowej. Ostatnia opcja jest taka, że być może miałam zbyt dużo czasu, że w ogóle zaczęłam czytać taki tekst – jest to opcja najbardziej prawdopodobna.

Gaga nieco mnie jednak zaskoczyła wyznając tradycyjne wartości. Cóż, może nie powinna. Wszak Britney Spears była do pewnego momentu najsłynniejszą dziewicą szołbiznesu i też się to dobrze sprzedawało. Jeśli ktoś chodzi ubrany tak niekonwencjonalnie jak Gaga, to może sobie pozwolić na tradycyjne myślenie (kontrtradycja na zewnątrz, tradycja wewnątrz).

Wypowiedzi Gagi uderzają swą prostotą, ale to dobrze. Łatwy przekaz dla młodych ludzi i to z ust idola, którego chcą słuchać. Lady Gaga mówi, że miłość zdarza się, kiedy jej kompulsywnie nie szukasz – święte słowa. Poleca ona także swym odbiorcom zapamiętanie, że niezbędnym warunkiem do szczęścia nie jest mężczyzna. I to prawda, wcale nie myślę o lesbijkach. Nie można bowiem zakładać „gdy się zakocham, to będę szczęśliwa”, ani zarzekać się „gdy tylko poznam Pana Idealnego to nauczę się kochać, zmienię się... będę szczęśliwa”. Szczęście zależy od nas. Nie podejmę się stwierdzenia czy i w przewlekłej samotności można być szczęśliwym, lecz z pewnością nawet w związku szczęście zależy od nas samych.

W dalszej części materiału podano, że Gaga wierzy iż każdy ma gdzieś tam na świecie swoją „bratnią duszę” – nawet jeśli nie jestem tego pewna (to sąd niefalsyfikowalny), to brzmi to kojąco. Wierzy ona też, że można się zakochiwać wiele razy w życiu. Gaga monogamiczna! Seryjnie monogamiczna!

Niektórzy wierzą, że dla kogoś trzeba się zmienić. Niektóre kobiety wierzą, że ich miłość wyleczy partnera z alkoholizmu. Niektórzy wierzą, że partnera trzeba zmieniać... Ile głów, tyle koncepcji na temat zmian. Oczywiście związek może stanowić podłoże lub dobre warunki do korzystnej zmiany, można się w nim wzajemnie wspierać we wzroście, inspirować, robić jedne rzeczy wspólnie a inne osobno, by pod koniec dnia móc się spotkać i na nowo odkryć nawzajem wartość swoich odmienności... "Nigdy dla nikogo się nie będę zmieniać", mówi Gaga. I niezależnie od tego, czy autentycznie w to wierzy, czy tylko powtarza zasłyszany gdzieś feministyczny slogan, to znów mówi prawdę. Jeśli musisz się dla kogoś zmieniać, naginać, udawać licząc na to, że cię pokocha, to lepiej w ogóle nie zaczynaj.

Cytowane w tekście, na który się powołuję, wypowiedzi są bardzo wieloznaczne, skąpe i praktycznie nie okraszone żadnym komentarzem. Wątpię zatem, by każdy czytelnik zinterpretował je w takim duchu jak ja. Jednak ze względu na rodzaj medium istnieje szansa na to, że słowa Gagi dotrą do wielu ludzi. Część z nich nawet się nad nimi dłużej zatrzyma. Jeszcze mniejsza frakcja zacznie je głębiej analizować zgodnie z aktualnym nastrojem lub w syntonii z ostatnio przeczytaną lekturą. Część z nich dojdzie do podobnych wniosków jak ja.

Bo ta Gaga to jeden wielki test projekcyjny...

źródło: http://tvnz.co.nz/entertainment-news/lady-gaga-old-romantic-4188367 [uzyskane 25.05.2011]

wtorek, 24 maja 2011
Coś pięknego

Dla stałych czytelników nie jest tajemnicą, że ubóstwiam Kate Bush. Udało mi się dziś w sieci znaleźć następującą perełkę.

Kiedy Kate zaczynała być popularna, a jej piosenki pojawiły się w radio, jej rodacy mieli problem z ich zrozumieniem ze względu na jej charakterystyczny sposób śpiewania. Gazety i radia w akcie rozpaczy drukowały i czytały tekst wers po wersie. Słusznie, taką artystkę trzeba docenić. Już na początku swojej kariery była to wokalistka niezwykle dojrzała, była też pracowita i wrażliwa co ówcześnie okazywało się dobrą receptą na sukces. Tutaj widzicie debiut Kate w Niemczech (1978).

Zaiste, Kate you are great!

Tagi: muzyka Znani
01:46, wildfemale
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 23 maja 2011
The I of It

Opowiedziana nienaganną angielszczyzną historia o tym jak to literki "i" oraz "t" się rozstały, po czym wytrwale się szukały. Przyjemna rozrywka, chyba adresowana do dzieci, ale mnie również przypadła do gustu.

Sterujecie strzałkami. Nie musicie znać angielskiego, ale jego znajomość może coś ułatwić. Szata graficzna uboga, ale atrakcyjna.

Zagraj!

Tagi: gra
01:08, wildfemale
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 maja 2011
* * * *

Byłam dziś na skądinąd wielce merytorycznie poprawnej konferencji. Miejsce też ładne, bo dobra lokalizacja i w dobrym hotelu. I ja właśnie o tym hotelu - czterogwiadkowym zresztą i pełnym zagranicznych turystów. Nie mam pojęcia ile kosztuje noc w najtańszym pokoju, ale na pewno nie jest to wydatek na polską kieszeń.

Z racji tego, że spędzałam w hotelu cały dzień, to odwiedziłam i toaletę i szatnię, bowiem zjawiłam się w przeciwdeszczowej kurtce po tym jak po ujściu kilkuset metrów za pierwszym podejściem skapitulowałam i wróciłam się do domu. Musiałam się rano przebrać, buty mi przemokły, spodnie mi przemokły, koszula mi przemokła, tylko majtki chyba miałam suche.

Wracając do hotelu, czterogwiazdkowy pamiętajcie, w łazience brak papieru toaletowego (?!), ale nic to. Znacznie bardziej doskwierało mi to, że w pojemnikach z mydłem w płynie nie było mydła. Tak, we wszystkich! Dobrze, że woda bieżąca była. Szatnia chyba też nie była przystosowana do naszej wizyty. O ile rano działała bez zarzutu, to już na koniec konferencji trzeba się było spieszyć. W zasadzie to ona w ogóle była zamknięta. Jakiś pan łaskawie się zgodził uchylić okienko i wyciągał rękę po nieprofesjonalnie zrobione numerki. Nieźle, że w ogóle dostałam swoja kurtkę.

Koniec świata, rzeczywiście;)

Tagi: przygoda
20:32, wildfemale
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 16 maja 2011
Uwaga na zombie!

Zombie są znane z tego, że lubią mózgi. Stały się one też antybohaterami wielu gier, zapewne ze względu na humanoidalny kształt i jednoznacznie negatywne konotacje, które pozwalają milionom graczy bezlitośnie je unicestwiać.

Zombie w tej grze są inne. To znaczy, pod pewnymi względami są równie obleśne co i każdy inny nieumarły, ale nie gustują w mózgach! Zaskakujące, prawda? Tym razem stworki zdecydowały, że im więcej sprzętów, tym lepiej, więc pokuszą się o kradzież... tostera. Tak jest, uważaj na toster i klikaj myszą w pobliży zombiaka zmierzającego w kierunku tostera by go odgonić.

W miarę postępów w grze, dostajesz nowe sprzęty, ale nie zdradzę jakie;) Chcę żebyście mieli motywację do zapoznania się z tą grą. Przecież im więcej sprzętów, tym lepiej.

A zombie stole my toaster!

Tagi: gra
01:37, wildfemale
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 maja 2011
Nieznana wokalistka

Ostatnio jechałam autobusem z prawdziwymi asami. Oni naprawdę istnieją, choć gdybym przeczytała coś takiego na jednym z zaprzyjaźnionych studenckich blogów to podejrzewałabym "podrasowanie" wpisu.

Na trasie wsiadło dwóch młodych chłopaków. Obaj szczupli, w krótkich spodniach. Jeden miał dłuższe włosy związane w kitek i słabo rosnącą ale jednak z pewną dumą zapuszczaną bródkę. Drugi zaś za dodatek do spodni przyjął fioletowy sweterek w serek, który nie wiedzieć czemu (odruchowo?) rozciągał przy szyi.

Zaczęło się od mowy, więc sterotypowo zaczęłam podejrzewać, że mam przed sobą parę gejów, ale może niesłusznie osądzam.

- A mnie nie obchodzi co kto nosi. Nie oceniam ludzi po wyglądzie, tylko po tym, jakimi są ludźmi. - w tym momencie nabrałam podejrzenia, że to jednak licealiści, bo w tym wieku ma się tego rodzaju refleksje.

- No właśnie, a oni mnie wyzywają od brudasów!

- Ja na przykła bardzo lubię tą kurtkę, którą mam na sobie. - tu zniżył głos do szeptu - I nie obchodzi mnie, że nie jest firmowa. Za to jest zajebiście wodoodporna i nawet piwo się mieści.

Rozmowa szybko zmieniła tory i przeszło na studia. Jednak studenci!

- Ostatnio doszedłem do wniosku, że zdaję tylko w drugich terminach, bo obniżają poziom.

- Ale tam, ważne, że zdajesz.

- Spotkałem niedawno w tramwaju Magdę, ona jest chyba z naszego roku, albo z drugiego roku. I ona mnie pyta, czy jadę na Robaczewską.

- o_O

- Ja jej mówię, że nie wiem o czym mówisz, nie znam takiej muzyki, a ona do mnie, że to nasza wykładowczyni. No nie powiem, przejąłem się trochę, ale zaraz potem mi przeszło.

Ci z Was, którzy jeżdżą samochodami sporo w życiu tracą :)

Odwieczna walka

...dobra ze złem (albo zła z dobrem).

Obejrzałam właśnie ostatni, podwójny, odcinek "Smallville". Pokrótce, serial opowiada o przygodach amerykańskiej ikony i superbohatera - Supermana. Superman pochodzi z Kryptonu, posiada swoje supermoce, zatem ma kosmiczne geny, ale był wychowany w ziemskim środowisku, co nie pozostaje bez wpływu na jego wybory życiowe, moralność i wyznawane wartości. Jego ziemscy rodzice naprawdę kochali go bezwarunkowo i mieli z nim świetny kontakt. Trudno się nie związać z takim bohaterem. Przecież wszyscy mamy potrzebę wiary w coś, coś wyższego, być może w kogoś, kto będzie bronił słabszych ludzi i uznawanych powszechnie wartości. Clark Kent, czyli nasz Superman, jest ucieleśnieniem tego wszystkiego, spełnieniem życzeń, choć w amerykańskim stylu. W Polskiej mitologii, podaniach, czy kulturze próżno szukać takiej postaci. Króluje u nas raczej martyrologia, odkupienie przez cierpienie, lata poświęceń, cichego oporu, ewentualnie odwołania do religii, a jeśli dopracowujemy się jakiegoś powszechnie lubianego bohatera, to owa sympatia rodzi się raczej dzięki jego przywarom niż przymiotom. Zatem czuję się rozgrzeszona z tego, że Superman po prostu mi się podoba. Opiekuńczy heros będący w stanie tworzyć stałe więzi, a w dodatku ucieleśnienie moralności i pracowitości, brzydki również nie jest - nie ma się do czego przyczepić. Czasem jest tak idealny, że wręcz nudny, z tym, że nudno jest tylko wtedy, gdy akurat nie ratuje świata.

W ostatnich odcinkach rozstrzyga się wreszcie, czy ślub Clarka i Lois Lane się odbędzie i czy raz i na zawsze uda mu się pokonać zło zagrażające planecie. A jest to gra warta świeczki, bowiem jeśli Clarkowi się nie uda, w najlepszym wypadku połowie planety (nie wiem czy tej z Ameryką Północną czy nie) grozi skażenie radioaktywne. Serial obfituję w symbolikę, która jest uniwersalna. Nie pierwszy bowiem raz spotykamy się z fabułą, w której występuje bardzo dobry bohater i jego bardzo, bardzo zły odpowiednik. Oczywiście ten dobry będzie biały, szlachetny, będzie miał kochające otoczenie i charakteryzować się będzie wysoką refleksyjnością. Tego wszystkiego skromnemu Kentowi nie można odmówić. Autorzy serialu pokazali bowiem, jak wiele czerpie on z tego, czego nauczył się w rodzinie (tej na Ziemi), która wpoiła mu tradycyjne wartości. Clark czerpie też z Kryptońskiej rodziny, co często jest powodem zamieszania, które jednak dzięki swym refleksjom i napotykanym mentorom bohater skutecznie opanowuje. Zły bohater jest czarny, mówi niższym głosem, jego porą jest noc i najprawdopodobniej miał nieszczęśliwe dzieciństwo, a może nawet wcale nie jest człowiekiem. Taką przeciwwagę stworzono również dla Supermana. Darkseid jest nieludzki i rozpływa się w mrocznych oparach, zaś odradzający się wskutek obrzydliwych eksperymentów Lex Luthor nie ma... serca. Rozczulająco naiwne i uderzająco symboliczne, prawda?

Czego uczy nas Superman? Że warto dbać o relacje, warto mierzyć się z niebezpieczeństwem, konfrontować z wyzwaniami, bronić słabszych, przeprowadzać staruszki przez ulicę, czy ratować ludzi z pożarów. Ponadto, warto również uratować Ziemię, ponieważ to ona jest jego drugim domem, na którym znalazł prawdziwą rodzinę i miłość. Pod tą powierzchowną warstwą jest jednak więcej, ponieważ Clark przekonuje się, że nie warto działać pod wpływem złości, gdyż ta zaburza osąd i sprawia, że wróg łatwo może przejąć nad nami kontrolę (oczywiście nie jest to nowy motyw, bodaj najlepiej opracowano go w Gwiezdnych Wojnach, które także na stałe weszły do popkultury). Do tego Clark nie szuka poklasku. Znajduje uznanie w oczach najbliższych i osób, które są dla niego ważne, ale nie szuka akceptacji za wszelką cenę i wszędzie. Kiedy się gubi, zwraca się do bliskich, a nie szuka na oślep. W momentach dylematów i rozterek dotyczących tego, czy się ujawnić opinii publicznej, przekonuje się, że nie jest to dobrym pomysłem, tłum bowiem łatwo się odwraca od jeszcze wczoraj uwielbianego idola i bywa dla niego bezlitosny, często też nie rozumie jego zamierzeń i może mu zaszkodzić. Co ważniejsze, na jeszcze głębszym poziomie, by być immanentnie dobrym należy toczyć walkę nie tylko ze złem w otoczeniu, ale przede wszystkim w sobie (wątek także nie nowy, mam wrażenie, że trylogia "Władca pierścieni" również w znacznej mierze o tym traktuje) i Clark takie zmagania podejmuje, w czym niezmiernie mu pomaga wspomniana wcześniej refleksyjność.

Idę szukać Supermana w sobie ;)

 
1 , 2