RSS
sobota, 30 maja 2015
Reklamy, reklamy

W najnowszym numerze "Świata nauki" przeczytałam dziś felieton mówiący o tym, że reklamodawcy ubolewają nad tym, że coraz mniej ludzi ogląda telewizję czy czyta papierową prasę. Coraz trudniej jest skutecznie zamieszczać tam reklamy. Ja, mimo faktu oglądania licznych seriali (Arrow, The Flash, Nurse Jackie, Community, Castle, Motive, Reign, Webtherapy), nie oglądałam telewizji od wielu lat. Nawet w pokojach hotelowych nie włączam tych wielkich plazm. Na siłowni, na którą chodzę wisi telewizor, ale nigdy nie umiałam go uruchomić. Dziś akurat został on włączony przez kogoś innego i postanowiłam sprawdzić co nadają na pewnym kanale muzycznym.

Jakież było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że 75% dzieci nie lubi pestek w dżemach i dlatego koniecznie trzeba go zastąpić jakąś galaretowatą mazią, która nawet nie leżała koło owoców. Idealnym pomysłem na śniadanie jest kanapka z pastą czekoladową, której nigdy w życiu bym nie przełknęła. Na tym kanale w ogóle ilość reklamowanych słodyczy była zastraszająca. Jajka z niespodzianką, wafelki, batoniki dla dużych i małych. Nic dziwnego, że mamy epidemię otyłości. Czekoladę zawiera też mający posmak plastiku rogalik "higienicznie zapakowany" - przeciwieństwo drożdżówki. Ćwiczyłam około 3 godzin i zobaczcie ile zapamiętałam. Co muszą mieć w głowach osoby regularnie oglądające ten kanał?!

Na szczęście w sieci korzystam z AdBlocka, telewizora nie zamierzam kupować (no chyba, że się skuszę na Kinecta ;)), a na reklamy w grach na smartfona mam swoje sposoby.

A na koniec chcę się podzielić jakiego jegomościa spotkałam wracając do domu. Zdjęcie może być niewyraźne, bo kotka sąsiadów mnie trącała przy jego robieniu.

23:33, wildfemale
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 18 maja 2015
Wszyscy mnie napadają

Doprawdy jakaś plaga. Niestety dochodzę do wniosku, że chodzi tu o to, że w Polsce zostałam tylko ja i lumpy, których nie obchodzi własna przyszłość, więc nie wyemigrowali. Niemal codziennie ktoś mnie atakuje i to najczęściej w pobliżu domu,w rozsądnych godzinach. Często sprawcy są pod wpływem alkoholu. Nie mieszkam w złej dzielnicy, ale po prostu przestaję się czuć bezpiecznie. Sprawy nie pogarsza fakt, że naprawdę nie mam o tym z kim porozmawiać. Kiedy usiłuję się zwierzyć matce, nieodmiennie twierdzi ona, że jest to moja wina, że zrobiłam coś nie tak (co?) i tym podobne. Nie wiem co mam z tym zrobić, potrzebuję rady. A może potrzebuję także szybkiego kursu samoobrony. Codzienne (ostatnimi czasy) wizyty na siłowni nie dają mi przekonania, że umiałabym komuś skutecznie przylać na ulicy.

Jakiś czas temu pijak uniemożliwił mi wyjście z autobusu. Nie chciał mnie wypuścić, awanturował się. Niestety musiałam mu się wyrwać siłą. W nagrodę pan podążał za mną w drodze do domu, wykrzykiwał i wygrażał. Nikt mi oczywiście nie pomógł choć świadków było mnóstwo. Usłyszałam od tego pijaka także, że jestem agresywna. Teraz już wiem jak czuje się rodzina kogoś takiego, gdy próbują mu coś perswadować.

Kilka dni później stałam na przystanku i oglądała sobie film w telefonie. W pewnym momencie zorientowałam się, że przy mojej twarzy stoi jakiś pijak trzymający butelkę piwa w ręce. Coś do mnie mówił. Nie wiem co, bo uszy miałam zatkane słuchawkami, ale wyraz twarzy miał niesympatyczny.

Dwa dni temu wieczorem wracałam do domu. Wieczór w tym przypadku oznacza po 22:00. Wydawało mi się, że mogę sama poczekać we wiacie choć nikogo innego w niej nie było. Już zabierałam się do zatkania sobie uszu słuchawkami, ale usłyszałam krzyki. Wychyliwszy się ujrzałam samotnego mężczyznę, który szedł ulicą i wykrzykiwał różne rzeczy. Między innymi swoje nazwisko i to, że się nikogo nie boi. Wyrażał też ochotę by ktoś przyszedł i go zabił, ale tak naprawdę. Czym prędzej czmychnęłam stamtąd i w ekspresowym tempie (z pewnością pobiłam siłowniany rekord) dotarłam do następnego przystanku, na którym było na szczęście więcej ludzi.

Dziś drogę zastąpił mi obcy facet. Czemu to zrobił, nie wiem. Nie wyczułam zapachu alkoholu. Byłam już tym na tyle zmęczona, więc zapytałam czy chce w mordę. Zastrzegam, że nie wiem czy to jest złota rada, ale w tym przypadku, przynajmniej tymczasowo, zadziałała. Gość był na tyle zaskoczony, że mi ustąpił z drogi. Coś wykrzykiwał o siedemnastolatkach wrzucających do szamba piętnastolatków.

W zasadzie nie wiem co, poza przeprowadzką do jakiegoś cywilizowanego kraju, mogłabym zrobić, żeby się poczuć bezpiecznie. Zakup broni (nie koniecznie palnej) nie wchodzi w grę, nie mogłabym żyć z konsekwencjami uszkodzenia kogoś w ramach obrony koniecznej. Tym bardziej, że za taki czyn pewnie musiałabym pójść siedzieć. Wbiłam sobie w telefon komórkowy numer na najbliższą komendę policji. Przy wybieraniu numeru ogólnopolskiego czeka się kilka minut zanim ktoś się zgłosi. Co jeszcze konstruktywnego i realnego mogę w tej sytuacji zrobić?

niedziela, 10 maja 2015
Wszystko zależy od nastawienia

W ciągu ostatnich dni miałam znakomitą okazję przekonać się o prawdziwości tej maksymy. Dosłownie przeszłam od przekonania, że wszystko jest złe, będzie złe i ja jestem zła, do niepohamowanej wesołości i zupełnie nieadekwatnego uśmiechania się, nawet w miejscach publicznych. Jak do tego doszło i czy takie wahania są normalne postaram się opowiedzieć w następnych akapitach.

Zgodnie z paradygmatem poznawczo-behawioralnym, odczuwane przez nas emocje są determinowane przez żywione przez nas przekonanie. Jeśli postrzegamy daną sytuację jako wyzwanie, okazję do zdobycia nowego doświadczenia, nauczenia się nowej umiejętności, wówczas nasze emocje będą miały znak pozytywny. Z zupełnie odwrotną sytuacją będziemy mieli do czynienia, gdy myślimy, że dana sytuacja może nas skrzywdzić, inni z pewnością chcieli nam w niej zaszkodzić etc. Błędne koło podtrzymuje również efekt zgodności pamięci z nastrojem. Mianowicie, w obniżonym nastroju skłonni jesteśmy łatwiej przypominać sobie wydarzenia smutne, a bagatelizujemy dobre wydarzenia i niedoszacowujemy szanse na ewentualną poprawę sytuacji. Dokładnie takich zależności doświadczałam w ciągu ostatnich dwóch dni. Było to dla mnie tak głębokie doświadczenie, że bardzo chciałam się tym z Wami podzielić.

Generalnie, w ostatnim czasie mam poczucie, że mi się nie wiedzie. Było to spowodowane najprawdopodobniej różnymi sytuacjami, które negatywnie odebrałam w pracy. Traf chce, że aktualnie pracuję w zespole, z którym niezbyt się dogaduję co na dłuższą metę jest frustrujące. Od takiego doświadczenia tylko krok do zniekształcenia poznawczego znanego jako nadmierna generalizacja („osoba A mnie nie lubi, osoba B lubi osobę A, obie mnie nie lubią, wszyscy mnie nie lubią, wszyscy są głupi”). Wyobraźcie sobie teraz jak trudno jest zmienić cokolwiek myśląc w ten sposób. Rodzi to ogromne poczucie bezsilności i ja jemu uległam.

Traf jednak chciał, że w tej sytuacji miałam trochę szczęścia. Wczoraj spotkałam się z dość akceptującymi koleżankami, z którymi sporo żartowałam. Zupełnie przypadkiem spotkałam też osobę, która kilka lat temu pracowała w zespole i miała o nim zgoła odmienne zdanie. Zderzenie z zupełnie inną perspektywą po prostu dało mi do myślenia i spuściło ze mnie trochę pary. Innymi słowy, elastyczność poznawcza moim przyjacielem.

W dobrym humorze wyruszyłam na spacer z koleżankami. Spacer ten okazał się prawdziwym sprawdzianem trwałości mojej zmiany nastawienia. Mianowicie traf chciał, że jakaś podstępna kawka czy inne czarne ptaszysko zrobiło mi kupę na głowę. No normalnie centralnie ptaszysko ulżyło sobie na mnie. Oczywiście dokładnie w momencie kiedy się to stało nie było mi do śmiechu, ale ostatecznie doszłam do wypracowania hipotezy, że po takiej odżywce włosy będą mi szybciej rosły. Przynajmniej w tym konkretnym miejscu. Koleżanki kupiły mi chusteczki i problem został rozwiązany. Gdyby komuś nie mieściło się w głowie, że można wyjść z takiego wydarzenia z twarzą spieszę donieść, że jednak się da i dzięki temu mam jeden lęk społeczny mniej.

Nie mogłam się powstrzymać od uśmiechu kiedy wracałam do domu i jedynym moim zmartwieniem było to, że mam nieadekwatną ekspresję emocjonalną.