RSS
środa, 18 maja 2016
"Slow sex" H. Rydlewska i M. Niedźwiedzka - recenzja

Nieznane mi wcześniej sex coach i dziennikarka napisały wspólnie książkę. Pozycję tę zakupiłam z ciekawości i ze względu na interesującą mnie tematykę, ale przyznaję, że czekała ona prawie dwa miesiące zanim się z nią zapoznałam. Zupełnie niesłusznie. Już w pierwszych słowach z przyjemnością nadmieniam, że jest to dzieło zasługujące na polecenie. Okazuje się także, że na świecie napisano kilka pozycji pod tym samym tytułem, temat więc zyskuje na popularności aż tak bardzo, że doczekaliśmy się rodzimej produkcji.

Ładnie wydana książka podzielona jest na pięć rozdziałów dotyczących kolejno: czasu, ciała, świadomości, uważności i rytuałów. Po każdym z rozdziałów następuje część zatytułowana "Spotkanie" zawierająca propozycje ćwiczeń do wykonania samodzielnie lub w parze. Doceniam zabieg polegający na usunięciu numeracji stron z tych części, jest on spójny z filozofią "slow" przekazywaną w całej książce. I choć podejrzewam, że niewielu czytelników rzetelnie przebrnie przez wszystkie ćwiczenia, to wywiad z panią Niedźwiedzką czyta się dobrze, a proponowanych przez nią rad nie powstydziłby się szkolony w Polsce seksuolog.

Niedźwiedzka w swych zaleceniach jest dość eklektyczna, ale całość przekazu jest spójna. Jest to pozycja obowiązkowa dla wszystkich, którzy swą seksualność chcą celebrować, a nie tylko używać, czy też reanimować coś, co dawno już umarło. W zasadzie moje najpoważniejsze zarzuty mogą dotyczyć aspektów ściśle medycznych poruszanych w książce. Między innymi, nie rozumiem dlaczego zamiast "krocze" pani z żelazną konsekwencją mówi "perineum", co jest terminem łacińskim, zupełnie nieznanym dla przeciętnego człowieka. Brzmiało to dla mnie jak peryhelium;) Czy to efekt kształcenia za granicą, czy próba bycia bardziej naukowym niż naukowcy? Interesujące były dla mnie uwagi o masażu prostaty nie tylko jako technice seksualnej ale i zabiegu medycznym. Książka zainspirowała mnie do prześledzenia kilku dyskusji w internecie na ten temat i okazuje się, że jest to dla mężczyzn temat bardzo nośny. Nie zdawałam sobie z tego sprawy i jestem bardzo wdzięczna za poszerzenie mojej wiedzy.

Autorki w lekki sposób łączą informacje czy techniki wywodzące się z różnych paradygmatów, kultur, okresów historycznych. Nie jest to zadanie łatwe, rodzi ryzyko, że czytelnik będzie wyczuwał fałsz, lub że bez spójnej konceptualizacji problemu podejście eklektyczne nie okaże się skuteczne. W tym przypadku autorki szczęśliwie przedryfowały między tymi mieliznami i w efekcie mamy dla każdego coś odpowiedniego. Szczególnie przypadły mi do gustu wszelkie informacje o tym w jaki sposób przekonania wpływają na jakość seksu i jak ich zmodyfikowanie tę jakość diametralnie poprawia. Są to interwencje poznawcze, które będą jasne dla większości osób z naszego kręgu kulturowego, a ich skuteczność jest dobrze sprawdzona. Ładnym zabiegiem poznawczym na czytelnikach było nazwanie masturbacji "samomiłością". O ileż to przyjemniejsze i mniej lękorodne niż samogwałt! Na polskim rynku wydawniczym na próżno szukać książki, która podnosiłaby bezpośrednio temat terapii poznawczej zaburzeń seksualnych. Wobec takiej pustki, z czystym sumieniem mogę polecić tę książkę również psychoterapeutom pracującym w nurcie poznawczo-behawioralnym.

Jeśli ci terapeuci poszli o krok dalej i interesują się mindfulness, czyli trzecią falą terapii poznawczo-behawioralnej, a po ludzku po prostu uważnością na tu i teraz, to będą tym bardziej zachwyceni. Tym zagadnieniom poświęcono bowiem cały rozdział i opisano różne ćwiczenia uważności, często znane a tutaj zaadaptowane na potrzeby tematyki książki. Mnie osobiście najtrudniej było przebrnąć przez fragmenty o jodze, tantrze, Kundalini etc. choć były one uwspółcześnione. Niewątpliwie to właśnie one przemówią do części czytelników, którzy nie koniecznie chcą wszystko przeintelektualizowywać. Zbyt niepewnie czuję się w tematyce czakr by komuś polecać takie interwencje, z pewnością też nie każdy będzie chciał poświęcić 5 godzin na jeden rytuał z partnerem, ale to jeszcze nie znaczy, że nie warto.

Wszystkie te zalety sprawiły, że doświadczyłam życzliwości autorek i szybko wciągnęłam się w lekturę. Podczas czytania (w różnych miejscach publicznych niestety - jestem dziwna?) na mojej twarzy często gościł tajemniczy uśmiech. Niejeden współpasażer zaciekawił się co czytam. Przyszło mi także do głowy, że rozwój seksualny to bardzo optymistyczne zagadnienie, ponieważ świadomość naszej seksualności kształtuje się od dzieciństwa do późnej dorosłości, co oznacza że może się stawać nieustannie lepsza, bez ograniczeń czasowych. Odnośnie adresatów książki, z czystym sumieniem mogę ją polecić nie tylko kobietom (tradycyjnym odbiorczyniom takich lektur), ale i mężczyznom. I to nie koniecznie tym, którzy chcą się nauczyć nowej zaskakującej sztuczki do zastosowania w sypialni, ale też tym, którzy chcą wiedzieć konkretnie co i jak robić by mieć bardziej udany seks. Książka zawiera konkretne zalecenia, techniki, ćwiczenia.

Pamiętajcie tylko, że nic bez pracy własnej.