RSS
sobota, 26 czerwca 2010
Take something literally

Kilka miesięcy temu raczyłam Was recenzjami czterech części Hoshi sagi. Nie opuszczała mnie nadzieja, że istnieją gdzieś podobne gry. Traf chciał, że odnalazłam dwie części gry opartej na podobnych założeniach. Niejednokrotnie trzeba się trochę pogimnastykować, a podane wskazówki traktować dosłownie.

Take something literally

Take something literally 2

Sfrustrowanym polecam podpowiedzi zamieszczone na YT.

13:56, wildfemale
Link Dodaj komentarz »
piątek, 25 czerwca 2010
Łabędzie dwa

Jak zwykle najciekawsze rzeczy zdarzają się, kiedy akurat zapomnimy wziąć aparatu fotograficznego. Wszyscy mieli, a ja nie, więc musiałam się salwować tym, co oferuje mój 1.3 Mpix aparat w telefonie. Efekty i tak warto obejrzeć, przecież nie codzień spotykam tak okazałe pisklęta.

sobota, 19 czerwca 2010
„Wszystkie zwierzęta są sobie równe, ale niektóre są równiejsze od innych.”

Lubię Orwella. Może dlatego, że czasem jest tak realistyczny, że można się popłakać. Ale jednocześnie jest prawda w Orwellu. Znam cały jego dorobek, znacznie wykraczający poza kanon lektur szkolnych. To on jest autorem pojęcia "dwójmyślenie".

Z opisywaną sytuacją zmagam się dość długo. Mój kot od trzech miesięcy ma rozpoznaną cukrzycę. Cierpi na neuropatię, znacznie schudł, wypił w tym czasie galony wody, posmutniał. Schorzenie to leczy się insuliną –dokładnie taką jaką przyjmują ludzie. Kotek cierpi, bo nie lubi wkłuć, ale insulina wyraźnie działa. Problem jednak leży w tym, że jest to leczenie dość drogie. NFZ nie ubezpiecza kotów (jak mi to z satysfakcją wyłożył lekarz POZ –u), toteż receptę na insulinę wystawia weterynarz i jest ona pełnopłatna.

Trudno, dla kochanego zwierzaka zrobi się wszystko, ale cierpię z powodu nierówności. Bo kiedy patrzę jak biedak cierpi, to serce mi się kraje i wściekła jestem z bezsilności. Rozumiem wyjaśnienia i polskie ustawodawstwo. Niemniej jednak mam w pamięci, że niektóre zwierzęta są równiejsze.

Miałam przyjemność gościć na kilku konferencjach, na których prelekcje miał jeden z profesorów. Profesor chwalił się, jak to w ramach ciekawostek wykonał SPECT ...psu innego profesora. Okazało się, że jamnik doznał urazu głowy i gryzł potem wszystkich domowników. Jednak dla profesora –właściciela nie był to dostateczny argument by psa uśpić. Trzeba było do tego wykonania drogiego, elitarnego badania neuroobrazowego, które oczywiście wykazało uraz. Pacjenci ustawiają się w kolejkach, gantry nie jest przystosowane do psów, zresztą nie wiem co na to sanepid. Ale przecież i tak zbadanie jamnika to powód do dumy i obaj profesorowie mogą się czuć wielkimi humanistami i eksperymentatorami wytrwale przesuwającymi granice wiedzy. Szkoda, że mój kotek mieszka w rodzinie z gatunku tych gorszych i nie tylko o SPECT ale i o darmowej insulinie może zapomnieć…

piątek, 18 czerwca 2010
Britain's got talent

Lubię ten program, odpowiadają mi jurorzy. Choć edycja amerykańska za grosz mi się nie podoba, to brytyjska w zupełności spełnia moje oczekiwania.

Poniżej zamieszczam niesamowity występ gimnastyczny. Lubię ciało, bo ciało człowieka jest piękne. To, co zrobiła ta grupa bije na głowę występy pojawiające się w polskiej edycji.

Wszystko jest wymierzone, wyważone, każdy zostaje złapany w odpowiednim momencie. Nie sposób się nudzić:

Tagi: film media
21:07, wildfemale
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 czerwca 2010
Wybory prezydenckie coraz bliżej

Wildfemale zapragnęła zapoznać się z kandydatami na prezydenta. Wybory tuż tuż, a uczestniczenie w nich to ważna sprawa. Wild obejrzała zdjęcie każdego z kandydatów, a nawet poczytała Wikipedię. Na koniec wild skorzystała z uprzejmości twórcy strony www.test-wyborczy.pl i zrobiła test na to, na ile jej poglądy zgadzają się z poglądami kandydatów.

I dlaczego, ale to dlaczego poglądy wild są najbardziej zgodne z tym, co prezentują kandydaci, którzy i tak się nie sprawdzili i/lub nie mają wykształcenia?!

Zdecydowałam, że nie trzeba się kierować tym, co ktoś deklaruje, ale jak rzeczywiście postępował na scenie politycznej.

19:41, wildfemale
Link Dodaj komentarz »
Be metrosexual!

Wild wracała sterana z pracy. Sterana wild nie jest specjalnie atrakcyjna. Zwłaszcza kiedy ma czapkę z daszkiem naciągniętą na oczy i zieloną kurtkę zapiętą pod szyję.

- Ooo! Pan idzie. –zawołał na wild rezolutny malec z wózka. Tym samym przypomniał jej, że wild nie odznacza się dużym biustem.

- To pani. – odpowiedziała dziecku prowadząca wózek matka.

I tak wild zasiała niepokój w główce wychowywanego w androcentrycznym i heteronormatywnym świecie dziecka.

piątek, 11 czerwca 2010
Baby blues

Wyrwałam się dziś do parku. Szukałam słońca i chwili spokoju. Obie te rzeczy były dostępne za darmo i w dużych ilościach.

Siedziałam sobie zaczytana w cieniu na ławeczce, ale moją uwagę przykuł przejeżdżający obo wózek dziecięcy, a ściślej książka, która była wrzucona do jego dolnej kieszonki. "Baby blues -nie przypuszczaliśmy, że to takie trudne" ;)

Najprawdopodobniej młoda mama dokształcała się w wolnym czasie.

Dla porządku przypomnę, że baby blues to krótkotrwały okres obniżenia nastroju po porodzie. Jeśli się przedłuża, należy podejrzewać depresję i podjąć jej leczenie.

wtorek, 08 czerwca 2010
parodia Kate Bush

Kate Bush jest od dawna moją ulubioną wokalistką. Jest też jedyną wokalistką, której plakaty mogłabym sobie wieszać nad łóżkiem. Prawdę powiedziawszy, choć Kate ma ponad 50 lat, śmiało zgodziłabym się nawet na całą fototapetę z nią żywiąc szczere przekonanie, że by mi się nie opatrzyła. Wszystko to wskazuje na to, że zapewne jeszcze nie raz napiszę o Kate.

Postanowiłam jednak zacząć parodią. Parodia pochodzi z roku 1980, kiedy to Kate już była popularna. Wykonanie zawdzięczamy Pameli Stephenson, która sama w sobie ma ciekawy życiorys i myślę, że kiedyś pokuszę się o napisanie odrębnej notki i o niej. W owym roku Pameli konstytuowała jeden z czterech filarów ekipy brytyjskiego programu satyrycznego Not The Nine O'clock News. Co nietypowe dla takich programów, miał on dobre piosenki. I to właśnie jedna z nich. Stanowi zlepek wiekich przebojów Kate (tym większa gratka dla jej fanów). Trzeba także przyznać, że Stephenson umie się poruszać i śpiewać. Wykazał się również autor tekstu.

Jednym słowem -warto obejrzeć!

niedziela, 06 czerwca 2010
Oni się rozstają

W środowisku krążyły o tym plotki od kilku lat. Oni się rozstają, między nimi się źle dzieje. A nie byli to byle jacy Oni. Ona –jego kolejna żona, inteligentna, z pomysłem na siebie, co nietypowe w takich przypadkach. On –człowiek sukcesu od zawsze, a na domiar tego człowiek, któremu należy się mój szacunek.

Środowisko huczało, ale ja nie lubię plotek, nie zwracam na nie uwagi. Zazwyczaj są nieprawdziwe, zazwyczaj powstają dla sensacji, a dodatku kogoś krzywdzą. Plotki powstają na temat ludzi znanych, rozpoznawalnych. Bo i po co tworzyć je na temat kogoś anonimowego? Toteż nigdy nie zatrzymywałam się dłużej nad takimi „rewelacjami”. Możliwe także, że wcale nie chciałam, by plotki w tym wypadku były prawdziwe, bo Ją bardzo lubię i dobrze jej życzę. Osobiście uważam, że decydowanie się na bycie czwartą żoną z kolei nie jest mądre, bo to świadczy o tym, że wybranek uznaje sobie rozwody jako metodę na radzenie sobie z trudnościami w związku. Jednocześnie rozumiem jednak, że taki mężczyzna jak On mógł fascynować swoimi sukcesami czy wiedzą i że zawsze w takich sytuacjach myśli się „ze mną będzie inaczej”, „on już zmądrzał, dojrzał”.

A dziś ona powiedziała mi „rozwodzimy się”, „mąż utrudnia mi życie”. Nie mogłam uwierzyć własnym uszom. To się stało z zaskoczenia. On jest w stanie utrudniać życie? Co to właściwie znaczy? I dlaczego powiedziała właśnie mnie o tym rozwodzie?

Z pewnością był to proces, z pewnością ona ma dość, z pewnością dla niej to ostatecznie koniec więc nie boi się o tym mówić otwarcie. Ale dlaczego mnie?! Nie powiedziałam i nie powiem nikomu. Podejrzewam, że komplikacje wynikają z tego, że rozwodzą się z orzekaniem o winie. Myślę, że ona jest wściekła. Dostała jego nazwisko i kilka pięknych, prestiżowych lat. Jednak takie związki nigdy dobrze się nie kończą. Lata jej młodości przeminęły. Wygląda młodo, ale nie zdecydowała się na dziecko. Może szansa na macierzyństwo już dla niej minęła? Może zabrał jej najważniejsze lata życia? Dziś ona z przekonaniem deklaruje, że nigdy już nie wyjdzie za mąż.

A ja jej życzę szczęśliwego związku.

piątek, 04 czerwca 2010
Czy psycholog powinien mieć prawo do wystawiania recept?

Co jakiś czas na nowo podejmowane są dyskusje dotyczące tego, czy osobom, które ukończyły studia o kierunku psychologia powinno przysługiwać prawo do wystawiania recept. Sami zainteresowani argumentują to tym, że byliby w stanie lepiej pomagać swoim pacjentom i odciążyliby lekarzy. Natomiast przeciwnicy takiego rozwiązania zgłaszają obawy co do kompetencji psychologów w tym zakresie powołując się na program nauczania psychologii.

Prawo do wystawiania recept oraz jego zasady reguluje w Polsce Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 17 maja 2007 r. w sprawie recept lekarskich dostępne na stronie Ministerstwa Zdrowia. Do wystawiania recept są uprawnieni lekarze, lekarze dentyści, felczerzy (osoby uprawnione do świadczenia pomocy medycznej, jednak nie wymaga się od nich ukończenia studiów medycznych, w Polsce jest niewielu felczerów) i lekarze weterynarii. Istnieje też możliwość wystawienia recepty farmaceutycznej, jednak dotyczy to sytuacji nagłego zagrożenia życia lub zdrowia i nie obejmuje wszystkich leków. Farmaceuta może wystawić taką receptę na najmniejsze opakowanie leku. Rozporządzenie określa także jak powinna wyglądać recepta i jakie informacje zawierać oraz jakie ilości leków wolno na niej wypisywać.

Lekarze w toku studiów zdobywają wiedzę na temat praktycznej nauki pisania recept, a także na temat farmakologii, czyli zasad działania leków poszczególnych grup, wskazań do ich stosowania, możliwych działań niepożądanych czy interakcji, w jakie wchodzą ze sobą poszczególne leki. Oczywiście koncerny farmaceutyczne nie ustają w swoich badaniach, toteż wiedza na temat leków rozwija się i musi być nieustannie aktualizowana.

Psychologowie, a w szczególności psychologowie kliniczni (osoby posiadające specjalizację z tego zakresu zdobytą zgodnie z zasadami opisanymi na stronie Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego) często pracują z osobami chorymi psychicznie, ale także z chorymi przewlekle na inne schorzenia somatyczne. W ramach specjalizacji z psychologii klinicznej istnieje nawet podspecjalizacja poświęcona psychologicznym aspektom chorób przewlekłych. W toku kształcenia uniwersyteckiego, adept psychologii uzyskuje wiedzę na temat psychopatologii ogólnej. Często takie kształcenie jest prowadzone przez lekarzy psychiatrów, co powinno gwarantować jego wysoki poziom, oraz to, że jeśli psycholog spotka się z lekarzem w warunkach oddziału, to będą w stanie opisać pacjenta wspólnym językiem. Studenci psychologii są także kształceni w zakresie psychofarmakologii, a zatem uzyskują ogólne pojęcie na temat leków stosowanych w psychiatrii. Kluczowym słowem okazuje się tu „ogólne”, ponieważ jest to wiedza przekazywana w mniejszym wymiarze godzinowym i zazwyczaj w postaci pojedynczego bloku (często fakultatywnego), podczas gdy medyk spotyka się z tym materiałem w większym zakresie i to zarówno podczas zajęć z farmakologii, z której jest zobowiązany zdać egzamin jak i podczas przedmiotu psychiatria, również kończącego się egzaminem. Wiedza z zakresu fizjologii oraz dotycząca innych grup leków tylko ułatwia zrozumienie ewentualnych interakcji, w które mogłyby ze sobą wchodzić.

Po co w takim razie rozszerzać uprawnienia psychologów o możliwość wystawiania recept? Należałoby się zastanowić o co w tym wszystkim chodzi. W lecznictwie każdy ma swoje zadanie, lekarz odpowiada za ustalenie planu leczenia, pielęgniarki są oddelegowane do czynności pielęgnacyjnych i drobnych zabiegów, psycholog za diagnostykę psychologiczną i psychologiczne aspekty choroby. Oczywiście nie jest to podział sztywny, zwłaszcza w dobie humanizacji medycyny, kiedy aspekt psychologiczny choroby, ale także procedur medycznych czy samego faktu hospitalizacji są podkreślane na każdym kroku. Szczególnie pożądaną sytuacją byłoby tworzenie prawdziwego zespołu, dzielenie się doświadczeniami, rzetelna współpraca oraz wzajemna edukacja jego członków. Choć jest to sytuacja idealna, to jednak nie niemożliwa i zakładająca, że psycholog nabędzie i w takim toku wiedzy na temat farmakoterapii. Nawiasem mówiąc, jest to ze wszech miar słuszne, ponieważ także do niego pacjent może się zwrócić z pytaniem o działanie niepożądane leku (Czy to objaw uboczny, czy może specyfika choroby? Czemu mam to brać, skoro leki mi szkodą? itd.), wiedza ta przydaje się także podczas psychoedukacji (wyręczanie się lekarzem w tym zakresie wydaje mi się skandaliczne i świadczy o niedbalstwie). Ale wypisywanie recepty to także ogromna odpowiedzialność. Trudno się oprzeć wrażeniu, że przynajmniej część psychologów czuje się niedoceniona (czasem i słusznie, bo przecież niedopuszczalne jest, by lekarz zlecał psychologowi jak ten ma wykonać diagnostykę psychologiczną –w zamian za to, tenże lekarz ma prawo oczekiwać, że psycholog ma rzetelną wiedze w tym zakresie i wie co do niego należy oraz jakie narzędzia zastosować u danego pacjenta) i liczy na to, że możliwość wystawiania recept podwyższy ich status. Wydaje się jednak, że nie tędy droga, warto wejrzeć w swoje motywy, bo wypisywanie czegoś bez przemyślenia (w zaciszu prywatnego gabinetu, bez konsultacji z kimś bardziej doświadczonym, bez wzięcia pod uwagę jego innych schorzeń) może tylko zaszkodzić pacjentowi. Zaskakujące, że pielęgniarki codziennie podające leki na zlecenie lekarza i niejednokrotnie świetnie się orientujące w zasadach leczenia, niezmiernie rzadko podnoszą kwestię tego, że same nie mają uprawnień do wystawiania recept. A przecież się znają, mają wykształcenie medyczne, miewają duże doświadczenie, a lekarz nie zawsze jest pod ręką. Być może ta pokora wynika właśnie z dużej wiedzy oraz znajomości specyfiki leczenia i odpowiedzialności jaka wiąże się z ustaleniem farmakoterapii. Psychologom brakuje takich doświadczeń i choć interesują ich także dolegliwości somatyczne, to raczej skupiają się na psychice, wspieraniu i ujmowaniu dolegliwości pacjenta w terminach funkcjonalnych a nie jako uniformizującą etykietę medyczną. Potoczna obserwacja wskazuje też na to, że na studia medyczne (kierunek lekarski, pielęgniarstwo, położnictwo) wybierają się ludzie o innej mentalności niż na studia psychologiczne.

Wobec powyższego, postulowanie o możliwość wystawiania recept przez psychologów wydaje się przedwczesne i nieuzasadnione. Mają oni odpowiedzialną funkcję w systemie lecznictwa i nie powinni mieć powodów do kompleksów o ile wywiązują się rzetelnie ze swojej roli.

 
1 , 2