RSS
środa, 11 czerwca 2014
Poznawanie nowych ludzi

Kontakty z ludźmi to dla mnie ważny temat, o czym wie każdy, kto przynajmniej raz zajrzał tu wcześniej. Kontakty te stają się jeszcze ważniejsze kiedy znajomi mają już swoje rodziny, a my wiedziemy samotne dorosłe życie, w którym dominuje praca. Refleksje na temat tego istotnego dla mnie tematu wzbudziła we mnie bezpośrednio pewna konferencja, w której niedawno czynnie uczestniczyłam.

Jak łatwo się domyślić, było tam bardzo wiele osób. Wydawałoby się, że skupienie wokół tego samego tematu spowoduje ułatwienie nawiązywania kontaktów. Jednak z drugiej strony, w tym tłumie są ludzie o różnych statusach i nie do każdego można sobie podejść od tak. Przynajmniej ja uważam, że nie można. W związku z konferencją i wokół tej konferencji zdarzyło mi się kilka epizodów dających przyczynek do dyskusji nad tym, jak ludzie nawiązują kontakty i je właśnie chciałabym opisać.

Po pierwsze, mieszkałam w hotelu z koleżanką. To był błąd. Koleżanka postanowiła przebojem wziąć ludzi na konferencji. To ją otaczało największe kółeczko, to ona śmiała się najgłośniej. Naturalnie przy tym wszystkim bardzo zdziwiła się, że do tego kółeczka jej adoracji nie podeszłam. Zdziwienie to kolejnego dnia nie przeszkodziło jej odstawić tego samego numeru i nadal nie przedstawić mnie ludziom, z którymi była w tak dobrej komitywie. Na moje szczęście rzeczona koleżanka wyjeżdżała dzień wcześniej. I mimo że w konferencji uczestniczyło kilkaset osób, najwyraźniej jej nieobecność wytworzyła taką próżnię, że ludzie zaczęli do mnie lgnąć. Ona ledwo zniknęła na peronie, a do mnie zaczęły podchodzić osoby, nadmieńmy, że cudzoziemcy, które chciały ze mną dyskutować. Odpowiadał mi kierunek tej zmiany.

Szczególnie podobał mi się pogląd dwóch dziewczyn, które dołączyły do mnie podczas uroczystej kolacji, ponieważ chciały wybrać osobę, która nie siedzi ze swoimi znajomymi, bo chciały poznać kogoś nowego. Cóż za cudowne podejście! Przy najbliższej okazji powinnam je zapożyczyć i zobaczyć co z tego wyniknie:) To, że ludzie do mnie podchodzili ułatwił mi też fakt, że byłam prelegentem. To dobra strategia na zwabienie ludzi do siebie. Drobny szkopuł tkwi w tym, że wykład musi być naprawdę interesujący;)

W związku z konferencją, a właściwie z podróżą na nią, zdarzyły mi się także osoby, które same dążyły do kontaktu ze mną z różnych pobudek. Na dworcu zdarzył mi się ewidentnie zaburzony i skracający dystans pan, który najpierw usiłował skłonić mnie, żebym zostawiła bagaże i pomogła mu kupować napój, potem usiłował mi opowiedzieć historię swojego życia, a potem jeszcze starał się czytać ze mną książkę, ale ta go najwyraźniej nie zainteresowała, więc wreszcie sobie poszedł. Ucieszyłam się, zwłaszcza, że pan nieprzyjemnie pachniał. Za chwilę przejechał koło peronu pociąg i grupa młodzieńców pomachała mi z okna. Byli zachwyceni, gdy się do nich uśmiechnęłam.

Uśmiech generalnie jest dobrym wstępem do nawiązania kontaktu, a ludzie coraz bardziej lubią, gdy ktoś się do nich uśmiecha. Konduktor, który przysiadł się do mnie w czasie postoju był wyraźnie zadowolony, że się do niego uśmiecham.  Siedząca naprzeciwko pasażerka zaczęła rozmowę, po tym, jak się do niej uśmiechnęłam. Zdecydowanie dobre otwarcie, choć z drugiej strony pewnie należy unikać tych uśmiechów, kiedy akurat z kimś kontaktu nie chcemy.

Wnioski: 1) Mam przekonanie, że to nie do mnie należy inicjatywa, znacznie bardziej wolę być "odkryta" przez kogoś i preferuję by to do mnie podchodzili ludzie, a nie na odwrót. 2) Istnieją poglądy ułatwiające nawiązywanie kontaktów, np. to że zamiast bać się osoby siedzącej samotnie na imprezie, podchodzi się do niej, zakładając, że też może być interesująca. 3) Nawiązywanie kontaktów ułatwia także skupienie na sygnałach, które mogłyby wyrażać zainteresowanie innych, np. na uśmiechach. Im bardziej się na nich koncentruję, tym większe prawdopodobieństwo, że je dostrzegę.