RSS
sobota, 06 czerwca 2015
Dziś na wesoło

Cały dzisiejszy dzień spędziłam w domu. Nie czuję się dobrze, nie wykonałam nawet połowy pracy, którą sobie zaplanowałam. Nawet jeść mi się nie chciało. Zaczynam podejrzewać zaczątki depresji. By jej przeciwdziałać, zbiór śmiesznych zdjęć, które wykonałam na przełomie ostatnich miesięcy. No może niektóre z nich zamiast śmieszyć będą straszyć, ale ostateczną ocenę zostawiam czytelnikom.

Waszej uwadze polecam pierwszy tytuł i niewyobrażalny kiks tłumacza, który chyba był bardzo, bardzo zmęczony. Dlatego pewnie uznał takie koszmarki jak "dysfagia terapii" czy "terapię neurogenną" za istniejące twory. Powinno być "leczenie dysfagii neurogennej".

Kartka aż się sfałdowała. Jednak papier nie wszystko chętnie przyjmuje ze stoicką cierpliwością. Kiedy przeczytamy to ogłoszenie, dość naturalne są odczucia pomiędzy rozbawieniem, a przestrachem. Wyobraziłam sobie, że osoby z autentycznymi problemami zechcą się tam zapisać by je rozwiązać. A wśród rozwiązań groch z kapustą. Już sam fakt, że nie znamy nazwiska osoby kontaktowej oraz nazwy instytucji, pod której auspicjami odbywają się zajęcia powinien jeżyć włosy na plecach. Dalej jest tylko lepiej. Nieznana szkoła oferuje tytuł psychologa i psychotronika (sic!) już w 2,5 roku, podczas gdy studia na kierunku psychologia trwają przecież pięć lat. Jak się zostaje psychotronikiem niestety nie odpowiem, bo nie mam pojęcia co to za profesja. O wymogach, które musi spełniać kandydat do szkoły także ani słowa. Pewnie nie ma żadnych. Szkoła uczy dosłownie wszystkiego: ananlizy pisma, astrologii, radiestezji, których próżno szukać na kierunku psychologia na uniwersytetach, ale i ustawień Hellingera czy testów TAT, nie wiedzieć czemu TAT występuje tutaj w liczbie mnogiej choć jest tylko jeden. Mogłabym się wyzłośliwiać godzinami, ale już skończę, a ogłoszenie zostawiam ku przestrodze. Nigdy, przenigdy nie odpowiadajcie na takie ogłoszenia.

Zdjęcie z plakatu to z pewnością unikat, a raczej uwiecznienie tego unikatu. Widzieliście kiedykolwiek labradora labladora? Pal sześć, że czarny i pesymistyczny. Ważne, że w ogóle jest. Ja bym się nie ogłaszała, że coś takiego znalazłam tylko bym to trzymała pod kloszem. Może zoo go przyjmie.

Znalazłam w jakiejś knajpie. Teraz już wiem, czemu jestem z siebie zawsze niezadowolona. Po prostu starałam się spełniać wszystkie te oczekiwania na raz;) Bardzo gustowna tabliczka.

Oto co letnią porą zauważyłam na jednym z okien. Jakaś życzliwa osoba z zacięciem do filmów akcji zamieściła to ogłoszenie. Nawet ta inwazja w cudzysłowie jak tytuł monumentalnego dzieła w stylu George'a Lucasa. Tylko czekam na "Biedronki kontratakują" w następnym sezonie. Dla porządku trzeba przyznać, że pomieszczenie faktycznie pełne było biedronek, które z nieznanych względów sobie je upodobały.

Na pierwszy rzut oka mamy przed sobą zwyczajne menu baru przy ulicy. Jednak wnikliwa lektura pozwala nam się dopatrzyć dość niezwykłej pozycji za jedyne 8,50. Niestety nie kupiłam i nie potrafię powiedzieć, czy szachy w bułce były klasyczne, drewniane, czy też zadowolono się plastikową chińską podróbą, która od razu się rozpuszcza w mikrofali.

Z perspektywy czasu nie potrafię powiedzieć co ujęło mnie w tym ogłoszeniu, ani co paliła osoba, która samowolnie je uzupełniła. Pamiętam tylko, że wywołało to mój uśmiech i uznałam, że ten świstek zasługuje na włączenie do archiwów. Jakby tego było mało, postanowiłam nim podręczyć i własnych czytelników.

I na zakończenie miły akcent. Pewnego razu mijałam ogródek, w którym wyrosły bardzo szczególne kwiatki. Zamiast liści miały sierść, ale to chyba nie zmieniało faktu, że potrzebują światła słonecznego do życia. Pół godziny obserwacji wykazało także, że kwiatuszki nie mają zdolności samodzielnego poruszania się i prawdopodobnie posiadają rozbudowany system korzeni :)