RSS
poniedziałek, 27 czerwca 2016
LGB Zdrowie psychiczne i seksualne - recenzja

Jest to nowość napisana przez polskich autorów, która ukazała się nakładem wydawnictwa PZWL. Zanim trafi do wszystkich dobrze zaopatrzonych księgarni, chciałabym się podzielić własną recenzją. Na początku nadmienię, że ze względu na deficyty na polskim rynku wydawniczym, a priori z entuzjazmem witam każdą rodzimą książkę o takiej tematyce. I mimo szlachetnego zamysłu autorów, po lekturze czuję się nieco oszukana. Książka została starannie wydana, ale jej objętość sztucznie rozdęto. Wśród redaktorów naukowych widnienie nazwisko Zbigniewa Lwa-Starowicza, który potem pojawia się jako ostatni ze współautorów tylko jednego z rozdziałów. Prawdopodobnie uwzględnienie pana profesora było zabiegiem mającym zapewnić przychylność wydawcy. Istnieje spora szansa, że w przeciwnym wypadku książka zostałaby raczej uczelnianym skryptem, a nie pozycją dostępną na rynku ogólnym. Dziwi mnie także dobór autorów, najbardziej tych z afiliacjami takimi jak Wałbrzyska Wyższa Szkoła Zarządzania i Przedsiębiorczości (sic!). Zaiste, zapewne jest to tak wielkie zagłębie polskiej wiedzy seksuologicznej, że osoby z tego przybytku są autorami aż 4 z 10 rozdziałów książki. Dodam, że nigdy ich na żadnej konferencji seksuologicznej nie widziałam. Mimo wszystko, dobór tematyki poszczególnych rozdziałów uważam za interesujący i postępowy.

Jedynie rozdział pierwszy jest dość ogólny. Mimo że zajmuje prawie 1/5 książki, nie ma w nim żadnego bezpośredniego odniesienia do osób LGB, a Deklarację Praw Seksualnych przytoczono w obu wersjach choć są one bliźniaczo podobne. Jedyne uzasadnienie dla takiego zabiegu jakie znajduję to fakt, że wersja z 2014 roku (nowsza) nie została (jeszcze?) przyjęta przez WHO. Cały zaś rozdział rozpoczynający książkę jest nudny i składa się z nic nie wnoszących wyliczanek definicji zdrowia, zaburzenia czy norm seksuologicznych, które i tak można odnaleźć w innych publikacjach.

Niejako kontrapunktem jest rozdział następny, w którym dr Maria Pawłowska w sposób zaskakująco błyskotliwy omawia koncepcję orientacji seksualnej podając przy tym wiele faktów. Co należy docenić, autorka postawiła raczej na udzielanie konkretnych odpowiedzi zamiast stawiania nowych pytań i pozostawiania czytelnika z mętlikiem w głowie co nader często dzieje się w tekstach traktujących o tej tematyce. Bardzo się cieszę, że nie natrafiłam tutaj na wykręt w postaci wprowadzania terminu "queer" czy opis skomplikowanych przypadków.

Rozdział kolejny dotyczy historii dyskryminacji osób nieheteroseksualnych. Wbrew temu co sugeruje tytuł, osoby biseksualne zostały potraktowane marginalnie. Bibliografia do rozdziału oraz przytaczane w tekście nazwiska zawierają liczne literówki i niekonsekwencje. Duży minus dla redakcji naukowej, ups!, pan Tritt jest redaktorem naukowym. Następnie znajdziemy całkiem poprawne przedstawienie współchorobowości i modelu stresu mniejszościowej w tekście G. Iniewicza, który tą tematyką zajmuje się od lat.

Rozdział piąty jest jednym z tych, na które bardziej czekałam, gdyż mówi o psychoterapii osób LGB. Kończy się on wyróżnionymi graficznie polskimi rekomendacjami dla terapeutów. Podczas lektury tekstu Bojarskiej spodziewałam się przede wszystkim porad praktycznych dotyczących typowych problemów wnoszonych na  psychoterapii przez osoby LGB. By dobrnąć do tej marginalnie potraktowanej części musiałam się przedrzeć przez całe strony cytatów, głównie z osób przepraszających za to, że promowały tzw. terapię reparatywną. Lektura ciekawa, ale objętość cytatów można było ograniczyć bez szkody dla dzieła. Zupełnie już jednak nie rozumiem obszernego cytowania w tekście rekomendacji dla terapeutów skoro za kilka stron pojawią się one w całości. Znów czuję się jakby sugerowano mi, że jestem zacofana. Zamiast dać mi instrumentarium do pracy z problemami klinicznymi, poucza się mnie, że nie powinnam dążyć do zmiany orientacji seksualnej u pacjenta. Dodatkowo, z niezrozumiałych względów w tym rozdziale bibliografii wyjątkowo nie zaczęto od nowej strony jak to się działo w każdym innym przypadku.

Za bardzo potrzebne uważam ujęcie w książce tematyki samobójstw. Jednak wbrew temu co sugeruje tytuł i śródtytuły rozdziału 6 nie znajdziemy tu danych na temat samobójstw konkretnie osób LGB. Być może po prostu nie ma takich danych z obszaru Polski. Przytoczony krajowe dane dotyczące samobójstw w trzech odrębnych tabelach, tymczasem dane te można było zebrać w jednej, przyjaźniejszej dla czytelnika. Niedostatecznie dobrze wyjaśniono także, dlaczego to w tym rozdziale pojawiają się uzależnienia. Miłym zaskoczeniem dla mnie było ujęcie w książce tematyki osób starszych LGB. Mówiący o tym rozdział 7 warto polecić jako bibliografię osobom piszącym publikacje na temat starości i starzenia się.

Rozdział o zdrowiu seksualnym osób LGB jest czytelny, przekrojowy. Zawiera mało konkretnych infromacji, ale też jest niedostatek tej części populacji. W rozdziale 9 nie-lekarze piszą o kontaktach osób LGB z lekarzami. Tekst trąci patosem. Autorzy wmawiają, że lekarze są w społeczeństwie szanowani, nie odnoszą się do edukacji na uczelniach medycznych w zakresie zagadnień dotyczących osób nieheteroseksualnych. Tabelę rozciągniętą na strony 261 i 262 niewygodnie się czyta.

Gdyby nie liczne cytaty z osób biorących w Polsce udział w badaniu na ten temat uznałabym, że ostatnio rozdział dotyczący dyskryminacji ze strony personelu medycznego jest stronniczy. Temat jest bardzo ciekawy, plusem jest że istnieją rodzime dane. Chętnie zobaczyłabym ich porównanie z trendami światowymi, zwłaszcza, że autorzy wspominają o organizacjach zajmujących się tymi zagadnieniami i aktywnie działającymi w UK i USA. Drażni, że autorzy wspominają o prawach pacjenta w kontekście dyskryminacji i ich łamania, a nie wspominają o tajemnicy zawodowej, która determinuje część zachowań personelu i która również jest prawem pacjenta.

Reasumując, decyzję o zakupie tej książki pozostawiam Wam. Jeśli ktoś bardzo chce zgłębiać temat polecam raczej publikacje zagraniczne lub polskie "Wprowadzenie do psychologii LGB".

środa, 01 czerwca 2016
O północy ktoś odwiedził mnie w sypialni, czyli zwierzęce historie

Miał być wpis o tym jak świętuję dzień dziecka, przepraszam, będzie o czym innym. Tuż przed północą odwiedził mnie niezwykły gość. Wczoraj z wielkim wysiłkiem sprzątałam sypialnię, wynosiłam meble, prałam dywany, odkurzałam, zmywałam podłogę, wyrzuciłam dwie pełne torby makulatury. Trwało to kilka godzin, ale efektom przyglądałam się z satysfakcją. To prawdopodobnie świeżo wysprzątana sypialnia go przyciągnęła.

Późnym popołudniem wróciłam styrana po pracy w kopalni. Zamiast iść na występy improwizatorów, odwołałam rezerwację i po prostu poszłam spać. W odstawkę poszło pisanie recenzji, pakowanie się na jutro do pracy czy inne ambitne rzeczy. Obudziłam się przed północą i chciałam skończyć czytanie świetnej książki, niestety coś mi przeszkodziło. Nagle usłyszałam nad sobą walenie w lampę i ściany. Początkowo myślałam, że sprawcą jest duża ćma. Okazało się, że to... nietoperz. Pan nietoperz pokrążył po pomieszczeniu (głównie w lewą stronę, ale nie wiem czy to ma jakieś znaczenie) po czym przysiadł na poduszce (!), a w końcu dał się wyprosić przez otwarte na oścież okno. Wleciał przez uchylone, ale naprawdę nie wiem jak i po co tego dokonał. Może to nie był nietoperz a wyspecjalizowany dron dokumentujący stopień wysprzątania czy ilość mężczyzn znajdujących się w mojej sypialni?

Przyzwyczaiłam się już do jeży, które ćwiczą ze mną fitness na świeżym powietrzu, ale przyznam, że nietoperz był pewną innowacją. Dementuję jakoby kolega nietoperz usiłował wkręcić mi się we włosy. Najwyżej kręcił się w kółko po sypialni. Ta przygoda skłoniła mnie do zapoznania się z wytycznymi dotyczącymi tych ssaków. Pamiętajcie zatem, że nietoperze są w wykazie gatunków objętych ścisłą ochroną, a nawet ochroną czynną. Na liście gatunków znajduje się zaraz po waleniach. Na wszelki wypadek starałam się nie walić nietoperza, a nawet gotowa jestem przysiąc, że w tym pomieszczeniu przez najbliższy czas nie będzie żadnego walenia, nawet jeśli nietoperze nie będą obecne. Bez względu na wiek nietoperza. Wątpliwości wnikliwego czytelnika budzić może fakt, że nietoperz został przeze mnie sfilmowany. Nie było to jednak działanie w żaden sposób nastawione na nękanie, czy stresowanie zwierzęcia. Nietoperz nie był też przeze mnie dotykany, ani w żaden inny sposób molestowany. Po prostu poczekałam aż wyleci przez otwarte okno. Niestety, nietoperz nigdy mnie nie poinformował czego chce, a może po prostu nie usłyszałam.

Żeby się nietoperz nie zestresował oczywiście usunęłam także kota. I właśnie w sprawie kota mam kolejne pytanie. Kompletnie nie wiem o co chodzi. Sprzątanie sypialni było głównie spowodowane tym, że kot zrobił sobie w niej miejsce do wymiotowania. Normalnie jestem leniwa, ale nie chciałam, żeby to pomieszczenie wyglądało jak nora uczestników programu Warsaw Shore. Co jakiś czas kot wymiotuje na podłogę. Robi to tylko w tym pomieszczeniu i tylko na jakąś rzecz, która się na podłodze znajduje. Jeśli rzecz jest bardzo przepocona (np. skarpetki, plecak po treningu), wydaje się że stanowi to tym silniejszy bodziec. Nigdy nie widziałam ani nie słyszałam jak kot wymiotuje. Wymiociny są zawsze koloru żółtawego i nie zawierają żadnej treści. Jeśli pomieszczenie jest konsekwentnie zamykane, kot nie wymiotuje nigdzie indziej. Nie rozumiem takiego zachowania zwierzęcia. Być może to skrzywienie, ale podejrzewam, że zachowanie to nie ma podłoża somatycznego, ale może się mylę. Nie jestem właścicielem zwierzęcia, ale też nigdy nie zrobiłam mu krzywdy. Kot jest mną zainteresowany, czasem zaczepia, kokietuje. Zwierzę, podobnie jak jego rodzeństwo mieszkające obecnie w innych domach, nie pozwala się dotykać. Na co dzień nie jest agresywny, nie niszczy w sposób poważny żadnych sprzętów w domu. Nie jest wypuszczany na dwór, jest kastratem.

Będę autentycznie wdzięczna za wszelką merytoryczną pomoc w rozwiązaniu zagadki kocich wymiocin.

01:32, wildfemale
Link Komentarze (2) »