RSS
piątek, 04 lipca 2014
Poznawanie innych - od teorii do praktyki

Coś się we mnie zmieniło. Nie jestem w stanie określić co, ale mam poczucie, że na lepsze. Nie mieliście racji pisząc mi, że czynnik lubialności przez innych ludzi jest niezmienny. Nastąpiło u mnie przejście od teorii do praktyki i nareszcie duża wiedza teoretyczna przestała mi przeszkadzać w nawiązywaniu kontaktów.

Prawdopodobnie chodzi o przesunięcie punktu ciężkości z rozważań teoretycznych na autentyczne działanie. A może po prostu chodzi o to, że ja się przestałam tych ludzi bać? Bez wątpienia działa także to, że inaczej sama o sobie myślę. Zaczęłam czuć, że mogę nosić spódnicę (słownie jedną sztukę, ale uznajmy że to dopiero początek). Przestałam myśleć, że wizualnie mogę budzić jedynie odrazę. Skutkiem tego chętniej patrzę na ludzi i nawiązuję z nimi kontakt, a także po prostu daję sobie szansę na zauważenie zainteresowania moją osobą.

Wydawało mi się, że podrywał mnie gość w saunie. Przestało mi się wydawać, gdy w tym samym miejscu spotkałam go dwa dni później;) A nadmienię, że sauna była akurat sucha, a ja byłam półnaga, doskonale widoczna. Moje nieidealne ciało najwyraźniej go nie odstraszyło. Poczułam się dowartościowana, choć akurat na saunie wolę się skupiać na sobie, relaksować i chłonąć ciepło.

Stosunkowo swobodnie poczułam się także, gdy zagadał do mnie facet na przystanku autobusowym. Początkowo się zdziwiłam, ale potem w mojej głowie przeskoczyła jakaś zapadka i nie pomyślałam, że skoro mnie zagaduje to pewnie jakiś wariat. Zresztą nie wyglądał na kogoś tracącego kontakt z rzeczywistością. Prawdopodobnie był równie spragniony kontaktu z drugim człowiekiem jak ja i zrobił pierwszy krok. Cieszę się, że był to krok w moim kierunku.

Spontanicznie poćwiczyłam też kontakt w sklepach, z obsługą, kasjerkami. Bez trudu przychodziło mi wyczucie czy mają szczerą ochotę ze mną rozmawiać. Większość chętnie żartuje, uśmiecha się autentycznie i jest naprawdę bardzo miła. Kolejny argument za tym, bym w ich towarzystwie nie uważała się za kogoś gorszego. Przekonałam się, że lepiej jest spróbować coś zrobić niż zastanawiać się jak by to było, czy tym bardziej przejmować się potencjalnymi negatywnymi konsekwencjami, które mogą w ogóle nie nadejść.

Coraz lepiej wychodzi mi też nauka cieszenia się z własnych osiągnięć. Dostałam stypendium i autentycznie się ucieszyłam. Mam nadzieję, że do kolejnych sukcesów wkrótce dołączą jakieś udane randki.