RSS
czwartek, 30 września 2010
Co lubię:

Nadszedł czas na zmierzenie się z zadaniem wyznaczonym mi przez ses-ame. Niechętnie, bo w zasadzie nie lubię się odsłaniać ani nie mam zwyczaju mówić o pozytywach zamiast negatywów, ale jednak zadeklarowałam, że podejmę się tego zadania. W końcu trzeba się mierzyć z wyzwaniami, bo one w gruncie rzeczy rozwijają.

Kolejność preferencji przypadkowa.

1. Brytyjski akcent. Kiedy go słyszę wpadam w ekstazę. Mogę słuchać bzdur o ile są wypowiadane właśnie z takim akcentem. Nie wiem na czym polega ten fenomen, może chodzi o wibracje lub częstotliwość?

2. Pisanie bloga i uczestniczenie w blogowych dyskusjach. Przez czas prowadzenie tego bloga przekonałam się, że takie pisanie może być zacnym i interesującym zajęciem, a interakcje z innymi autorami mogą być przyjemne. Pisanie bloga dowartościowało mnie po tym, jak pojawili się tu pierwsi komentatorzy i utwierdzili mnie w przekonaniu, że moje notatki coś znaczą.

3. Być docenianą. Pewnie dlatego, że ostatnio bardzo cierpię na deficyt tego aspektu życia. A docenienie jest ważne. Zwłaszcza kiedy wypruwasz żyły, albo zmagasz się z takimi trudnościami jakich inni nawet nie podejrzewają. Docenienie dodaje skrzydeł i sprawia, że chce ci się starać dalej. Jeszcze bardziej skrzydeł dodają miłość i zaangażowanie, ale czy o tak wielkich sprawach można powiedzieć tylko "lubię"?

4. Rozmawiać z ludźmi. Gadać i słuchać innych. Szczególnie interesują mnie długie dyskusje na niebanalne tematy.

5. Słuchać radia. Szczególnie lubię reportaże, które kolekcjonuję. Lubię takie radiostacje, które emitują główne słowo, a nie 20 dyżurnych piosenek, które akurat mają być popularne w tym tygodniu. Zdarzyło mi się zwiedzać radiostację, poznać radiowców i reportażystki, a nawet gościć w studio w programie na żywo. Jeśli chodzi o gusta czysto muzyczne, to kocham ponadczasowo Kate Bush.

6. Czytać książki. W razie chandry jest to Terry Pratchett, który działa na mnie terapeutycznie, ale nie stronię od czytania w ogóle. Lubię zarówno literaturę fachową jak i beletrystykę.

7. Pracę naukową. Jestem naukowcem z umiłowania i staram się do wielu rzeczy podchodzić analitycznie. Lubię nawet obliczenia statystyczne. Realizuję projekty, uczestniczę czynnie w konferencjach, czasem nawet publikuję. To ważna część mojego życia.

8. Pracę wolontaryjną. Kiedyś stale, obecnie akcyjnie. Lubię także wolontaryjnie dzielić się wiedzą, prowadzić szkolenia czy warsztaty.

9. Jasne stawianie sprawy. Nie znoszę matactw i kręcenia. Sama stawiam sprawy jasno i od innych oczekuję tego samego. Jeśli oferujesz dane kwalifikacje i proponujesz dany termin wykonania to oczekuję, że będziesz się tego trzymać.

10. Humor. Kabarety (zawsze chciałam zagrać w jakimś skeczu), dowcipy (lubię opowiadać), a także odreagowanie dzięki poczuciu humoru czy obróceniu czegoś w żart, to rzeczy, które spotykają sięz moją aprobatą. Oby jak najwięcej humoru i dystansu do siebie w moim życiu.

Do zabawy staram się zaprosić osoby, które jeszcze nie zostały do niej zaproszone przez kogoś innego. Jeśli zdarzy mi się zdublować zaproszenie, z góry przepraszam. Jestem ciekawa wypowiedzi: mamy-kotula(ona z pewnością ma poczucie humoru), asprocolii (co powie heteroseksualne ciało pedagogiczne?), juzi93 (jej odpowiedzi na pewno mnie zaskoczą), julkinabalkonie (zdaje się, że jeszcze Jej nikt nie zaprosił do zabawy, ale trudno mi w to uwierzyć), el2571 (ciekawe, czy wymieni koty?), tram_wayu (na pewno będzie coś o ZTM).

po warszawsku

Wczoraj w nocy wróciłam z Warszawy z arcyciekawej konferencji. Poruszane zagadnienia były ważne, a goście z całej Europy. Warto było się tam wybrać, choć początkowo odstraszał mnie problem z załatwieniem sobie noclegu.

Bywałam wcześniej w stolicy, ale zawsze wcześniej mieszkałam gdzie indziej. Opracowałam sobie inne trasy przejazdu. Tym razem wszystko było inaczej i wręcz musiałam jeździć metrem.

Metro, jak podejrzewałam, z miejsca przypadło mi do gustu. Początkowe wrażenie było straszne. Ludzie przeciskali się przez bramki jak jakieś lemingi, wszędzie słychać było trzask i wszyscy jak na złość świetnie wiedzieli gdzie mają iść i że trzeba wyjąć bilet. Ja zupełnie nie wiedziałam jak funkcjonować w tym cywilizowanym świecie, ale szybko się z tym oswoiłam. Podobnie szybko przyjęłam zwyczaj trzymania się prawej strony ruchomych schodów, który bardzo mi się spodobał. Cudowna była również świadomość, że wagon przyjedzie najwyżej za trzy minuty i nie sposób pomylić trasy, bo przystanki są opisane, a każdy z nich jest uprzednio głośno zapowiadany. Jedynym minusem było to, że w tunelach i samym metrze panuje duchota.

Rozwijającym doświadczeniem było dla mnie poruszanie się po nieznanym mieście i w zasadzie to żałowałam, że nie miałam więcej czasu wolnego na poznawanie nowych miejsc.

W warszawskich tramwajach nie spotkałam Cyganów. Widać nie jeżdżę tymi samymi trasami co tram_way. W zamian za to nasłuchałam się ciekawych historii. Ludzie w tamtejszych tramwajach, czy metrze nawet wyglądają inaczej. Nigdy nie widziałam tak wielu toreb wydanych przez organizacje działąjące na rzecz tegoiowego, czy pokonferencyjnych. Lans czy rzeczywiste nagromadzenie inicjatyw? Pozytywna obserwacja dotyczyła także dużego odsetka czytelnictwa wśród pasażerów. Średnio 1/3 coś tam czytała. Mały uczeń szkoły muzycznej lekturę, młodzież fantastykę, dorośli Larssona. Dla każdego coś pięknego. I to czytali niezależnie od tego, czy mieli miejsce siedzące czy nie!

Społeczeństwo zamieszkujące stolicę wydaje mi się także nieco mniej sfrustrowane i bezinteresownie złośliwe, ale może to być opatrzna obserwacja spowodowana krótkim czasem pobytu. Frapuje mnie także to, dlaczego tam godziny szczytu zaczynąją się w okolicy 17-18. Czy to dlatego, że warszawiacy dłużej pracują, czy może z powodu przerwy na lunch w pracy? Zaskoczyła mnie bardzo nasilona konsumpcja. Rzeczywiście trudno nie wsiąknąć w świat wielkich galerii handlowych, gdzie zawsze jest jasno i ciepło, a każdy z towarów jest dostępny (a to na kredyt, a to w promocji, a to wszyscy znajomi już na pewno mają więc ty też musisz). Chyba była promocja na telewizory plazmowe, bo napotkałam w przeciągu 5 minut aż dwie osoby z tym asortymentem w koszyku. Szczególnie spodobała mi się pani, która z czymś takim stała potem w kolejce do baru sałatkowego. Założe się, że po otrzymaniu sałatki zażądała włączenia telewizora ;P

Generalnie podobało mi się i jedynym nieprzyjemnym wydarzeniem były okoliczności mojego powrotu. Najpierw na dworcu znalazłam się ze sporym wyprzedzeniem bo i tak nie miałam co ze sobą zrobić, potem okazało się, że pociąg i tak ma 40 minut opóźnienia (które na szczęście nie uległo zmianie). Następnie opóźnienie to urosło do 50 minut na następnej stacji (jak?!). Ale najgorsze było spotkanie na peronie z pobitym i zaniedbanym młodym żulem (jak można być młodym żulem?), który coś ode mnie sępił. Jak zaczęłam mu bluzgać (piękne okoliczności do przemieszczenia agresji spowodowanej długim oczekiwaniem na pociąg), to okazało się, że tacy żule nie chodzą w pojedynkę. Towarzyszył mu kompan trzymający się 3 metry za nim, który nie omieszkał spojrzeć na mnie z obrzydzeniem i mi nawrzucać jeszcze bardziej niż ja jego koledze. Potrzebne mi to było?

konsumpcja trwa

sobota, 25 września 2010
Homoseksualista też człowiek

Zapewnie niedługo mój blog upodobają sobie środowista homoseksualne. Jakoś tak się bowiem w moim życiu zdarza, że ten wątek co i rusz przewija się z moich doświadczeniach dnia codziennego. Dziś na przykład jechałam autobusem podsypiając, ale nie na tyle, by mojej uwagi nie zwróciła siedząca naprzeciwko trójka młodych ludzi. Dziewczyna z dwójką kolegów -wszyscy w wieku lat dwudziestuparu wyraźnie jechali do kogoś na domówkę. Umilali sobie drogę różnymi dykteryjkami. W końcu dziewczyna zaczęła nagabywać kolegę, by ten opowiedział drugiemu o swojej ostatniej przygodzie w pracy.

Okazuje się, że do pana przyszła dziewczyna, która pracuje w barze w jego zakładzie pracy. Przedstawiła się i zapytała, czy nasz delikwent zna chłopaka pracującego w barze.

- No tak, znam. Widziałem... raz. -odpowiedział zaskoczony delikwent.

- No więc my się tak z kolegą zastanawiamy, czy byś mu nie dał swojego numeru... -odparła nieskrępowana barmanka.

Chyba nie dał, bo koledzy nad tym głośno ubolewali ("trzeba było daaaać..."), jednak wzruszająca jest ta solidarność personelu i ofiarność kobiet w pomaganiu kolegom w znalezieniu partnera. No mieliście kiedyś taką koleżankę?

czwartek, 23 września 2010
Przyszła jesień

Nastała astronomiczna jesień. Niestety nie będzie już więcej słońca, którego ja teraz tak potrzebuje. I nie będzie już ciepła, chociaż ja nie mam ogrzewania. I nie będzie iskierki nadziei na to, że jutro może być lepiej. Jesień rozsiadła się w moim sercu i boleśnie uwypukla fakt, że choćbym nie wiem jak się starała, i tak mnie nigdzie nie chcą...

sobota, 18 września 2010
Jak zostałam lesbijką (o 10:00 rano)

Uwaga, uwaga. Oto przełomowa wiadomość dla żeńskiej części czytelników niniejszego bloga. Dziś zostałam lesbijką. No nie zupełnie zostałam, ale nie uprzedzajmy faktów...

Otóż dziś w swojej podróży autobusem napotkałam dwójkę oryginalnych młodych ludzi. Oboje niscy, ona tleniona blond -włos przycięty każdy w inną stronę, on w (modnym?) kapelusiku. Ubrani oryginalnie. Wysiadając ona opierniczyła mnie, że się pcham, on ochrzanił staruszkę z laską za to, że chodzi po chodniku. Ale to nie wszystko.

Na tymże chodniku ich wyminęłam i słyszę za sobą trochę przygłośno toczoną rozmowę.

Ona: Tyyyyy, jak ona śmiesznie chodzi! Pewnie lesbijka!

On: No na sto procent. Ty wiesz ile ja lesbijek mam w pracy?

W tym momencie rozmowa przeszła na te "lesbijki". Ja się nie dziwię, że jak ten młody człowiek tak patrzy na kobiety, to wszystkie w pracy muszą być lesbijkami. Ciekawe po czym poznał? I jakim cudem on w ogóle znalazł heteroseksualną dziewczynę?

piątek, 17 września 2010
Ubiór narzędziem opresji

Miałam przez chwilę pomilczeć, wyciszyć się, ale nie da rady, skoro w tramwaju słyszy się takie rzeczy. Jechały nim ze mną dwie licealistki. Jedna opowiadała drugiej jak to jest w jej pracy. Pracowała gdzieś w gastronomii, gdzie obowiązywał dresscode polegający na tym, że dziewczęta miały nosić krótkie spódniczki i pończochy(!). Ona (oczywiście!) nosiła spodnie. Chociaż "gdyby szef wpadł, to by się wkurzył". Ale gdy ona chodzi na zaplecze to "tłuszcz nieraz skapnie na nogi", więc zdecydowała się na spodnie. Opowiadała także o tym, jak kiedyś koleżanka z pracy w tejże spódniczce zmywała coś, co wylało się na podłogę i stały za nią tabuny facetów. Nie oszczędziła (mnie?) koleżance, z którą jechała także barwnego opisu jak to miała za ciasną bluzeczke na wysokości biustu i w tymże strategicznym miejscu urwał jej się guzik. A że miała "żarówiasto różowy biustonosz", to "wszyscy widzieli", a sama zorientowała się dopiero jak ktoś jej powiedział.

Odpowiedźcie mi na pytanie, co pcha młode kobiety do pracowania w takim charakterze? Dlaczego szef zarabia na eksponowaniu ich pośladków, bo nie znalazł lepszego wabika na klientów? I dlaczegóż ta młoda osoba odczuwa potrzebę relacjonowania (chwalenia się?) tego wszystkiego koleżankom (pomińmy, że w tramwaju)?

środa, 15 września 2010
Top model

Nie oglądam telewizji, ale zdarzyło mi się przed chwilą widzieć fragmenty programu Top model emitowanego przez TVN. Program ma też swoją stronę internetową, więc łatwo się zapoznać z jego formułą.

Ponieważ tematyka modelingu zupełnie mnie nie interesuje, nie znałam także jurorów i ze sceptycyzmem odniosłam się do samej idei. Nie podobało mi się także, że jurorzy są bardzo bezczelni. Do uczestniczek notorycznie kierowano teksty na temat tego, że ciało zaczyna im wisieć, mają każdy ząb w innym kolorze lub że nie ćwiczą mięśni brzucha. Nie, nie podobało mi się to. Jednak niejakie zainteresowanie wzbudziły same uczestniczki i to właśnie o nich chcę napisać.

Weszłam do pokoju, kiedy przedstawiała się dziewczyna mieszkająca w domku przy przejeździe kolejowym. Zapytana, z czego się utrzymują bez żenady odparła, że z zasiłków. Okazało się, że ma kochającego chłopaka, który jej się oświadczył, a mieli chyba po 18 lat. Pytana o motywy uczestniczenia, o marzenia, niezmiennie odpowiadała, że chciałaby swojej rodzinie zapewnić bezpieczeństwo ekonomiczne, którego teraz nie mają.

Przyznam, że uczestniczki stanowiły dość ciekawy zestaw. Przeważnie bardzo młode osoby, przeważnie jakieś takie infantylne i bez wyższego wykształcenia. Przypadek? Jedna z uczestniczek upierała się, że przyszła z niewidzialnym przyjacielem. Inna była hostessą, ale wyróżniały ją raczej męskie rysy, typ konstytucjonalny i głos. Jeszcze inna pokłóciła się z komisją dlatego, że zarzucali jej iż jest sztuczna. Na pytanie o to, czy jej włosy są naturalne odpowiadała, że tak, tylko doklejone... Kolejna z uczestniczek pochodziła ze wsi. Naszym oczom pojawiła się duża rodzina i wspierający ją bracia. Potem uczestniczka zbierająca jabłka, a na koniec wypowiedź babci o Bogu i o tym, że jeśli dziewczyna chce być modelką i tylko się nadaje to niech sobie będzie. Sama zainteresowana marzyła o tym, by "dużo ludzi ją znało".

Natomiast bardzo poruszyła mnie historia życia jednej z uczestniczek. Należała raczej do starszych w tej grupie, bo miała 25 lat. Okazało się, że ma młodszą siostrę. Dziewczyny nie mają ojca, a według relacji uczestniczki matka wyjechała za granicę zarobić, ale miała wypadek i złamała tam kręgosłup. Zastanawiam się co się stało z tą kobietą, bo z dziewczynami jej nie było. Pozwoliły jej zostać za granicą samej, chorej? A może to nie był kręgosłup? Jednak okazało się, że nasza 25- latka jest bardzo zaradna. Miałam wrażenie, że musiała szybko dorosnąć, bo mogła liczyć tylko na siebie. Potwierdziła to relacja jej młodszej siostry, która powiedziała, że ma siostrę i matkę w jednym. Dużo jak dla 25-latki, prawda? I ta właśnie uczestniczka bez skrępowania powiedziała, że pewnego dnia postanowiła sprawdzić "co słychać w klubie nocnym". Okazuje się, że podjęła pracę w charakterze tancerki go-go. Dzięki temu wzięła kredyt na mieszkanie, który teraz systematycznie spłaca. Podejrzewam, że ciężko jest w takiej pracy gdzie każdy ma ją za prostytytkę, godziny pracy są nietypowe i każdy może ją wykorzystać, łącznie z nieuczciwym pracodawcą. Musiała szybko się w tym znaleźć. Wyobrażacie sobie jak wygląda rekrutacja na takie stanowisko pracy? Oczywiście przeszła do dalszego etapu, a ja zostałam z masą refleksji.

Bo czy machanie biodrami na scenie, paradowanie publicznie w dwuczęściowym kostiumie kąpielowym i podleganie ocenie niczym klacz na wybiegu to świadomość własnej kobiecości, czy może akt rozpaczy? Czy wszystkie modelki są puste i łatwe, czy może jednak jest tak, że by zaistnieć w tym biznesie trzeba mieć trochę szczęścia, ale jeszcze więcej samozaparcia, inteligencji i dyscypliny? Czy modelki w ogóle są nam potrzebne? W jury zasiadała Joanna Krupa, która jest modelką polskiego pochodzenia. W tej dziedzinie jej się udało, ma na koncie wielkie kampanie. Rozebrała się nawet dla PETA o czym nie wiedziałam. Czy to jest mi potrzebne? Przejrzałam kilka jej zdjęć, niektóre mi się podobały, głównie te, na których była ubrana. Ciało ludzkie jest naturalne, ale czy praca w takim charakterze nie uprzedmiatawia kobiety?

Włoski cud medyczny

Od pucybuta do milionera to raczej american dream, ale nie traćcie nadziei. Udało się to również we Włoszech. Dziś serwisy prasowe doniosły o przypadku zaradnego 30-letniego Włocha, który dwa lata temu zrezygnował z pracy w wypożyczalni samochodów i zaczął praktykować jako lekarz. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że pan miał jedynie wykształcenie średnie, a dyplom lekarza sfałszował.

Przez ostatnie dwa lata zatrudniał się w pogotowiach i nigdy nie wzbudził żadnych podejrzeń. No, może poza faktem, że gdy próbował się zapisać do Izby Lekarskiej, to wykryto fałszerstwo jego dokumentów. Policja się jakoś nim wtedy nie zainteresowała.

Ale dla mnie najciekawsze wcale nie jest to, że on się podszywał i oszukiwał, ale raczej to, że to mu się tak skutecznie udawało! Zawsze miał takie marzenie, że chciał leczyć ludzi i... spełnił je idąc na skróty. Nigdy nie uczył się medycyny, a przez czas swojej pracy zgromadził całkiem niezła specjalistyczną biblioteczkę. Nie uczył się chirurgii, ale wprawnie zakładał szwy. Nie miał stosownego wykształcenia, ale stawiane przez niego diagnozy były w ogromnej większości trafne. Wpadł po tym, jak jedna z jego pacjentek była niezadowolona z diety, którą jej ustalił. Z diety!

A młodzi lekarze w Polsce boją się pozwów, obawiają się wystawiać recepty, są straszeni przez starszych kolegów. Wychodzi na to, że niepotrzebnie!

news o "dr Housie"

wtorek, 14 września 2010
Pełna kultura

Dziś krótka, ale pozytywna, obserwacja. Jechałam autobusem siedząc tuż za kierowcą. Dzięki takiej supermiejscówce miałam możliwość obserwowania pana kierującego pojazdem. Zauważyłam, że ma sprytnie (tak, żeby się nie przesuwał) umieszczony kubeczek i w wolnych chwilach sobie z niego popija. Nic to, przyszło mi do głowy, że po prostu niedawno opuścił bazę, w której sobie uprzednio zrobił herbatki.

Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że pan po drugiej stronie ma również butelkę wody mineralnej, z której sobie systematycznie dolewa do kubeczka. Pełna kutura, a co! Precz ze stereotypami!

22:22, wildfemale
Link Komentarze (2) »
Muzycznie

Przypomniałam sobie o istnieniu tego utworu i od wczoraj słucham bez przerwy. Tekst ma przesłanie, a teledysk mimo kiczowatych momentów jest naprawdę dobrze zrobiony i nie kłuje w oczy skandalem pod publiczkę. Jackson naprawdę dużo zrobił dla popu. Potwierdza się opinia, że jeśli ktoś daje ludziom szoł, to przechodzi do historii. Z drugiej strony, przed jego śmiercią wszyscy się go wstydzili, a w modzie było krytykowanie go. Jeszcze z trzeciej strony, mam wrażenie, że on tak bardzo siebie nienawidził i tak bardzo uciekał od siebie, że aż zmienił kolor skóry. Miał masę pieniędzy, ale stały się one jego przekleństwem. Ginął na oczach ludzi w kraju, w którym przypada chyba najwięcej psychoterapeutów na jednego obywatela.

Nie znałam tytułu tego utworu, a z tekstu zapamiętałam tylko refren. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po wstukaniu w wyszukiwarkę "michael jackson lyrics oooh" pojawiło mi się bezbłędnie Earth Song.

What about sunrise
What about rain
What about all the things
That you said we were to gain...
What about killing fields
Is there a time
What about all the things
That you said was yours and mine...
Did you ever stop to notice
All the blood we've shed before
Did you ever stop to notice
The crying Earth the weeping shores?

Aaaaaaaaah Aaaaaaaaah
Aaaaaaaaah Aaaaaaaaah

What have we done to the world
Look what we've done
What about all the peace
That you pledge your only son...
What about flowering fields
Is there a time
What about all the dreams
That you said was yours and mine...
Did you ever stop to notice
All the children dead from war
Did you ever stop to notice
The crying Earth the weeping shores

Aaaaaaaaah Aaaaaaaaah
Aaaaaaaaah Aaaaaaaaah

I used to dream
I used to glance beyond the stars
Now I don't know where we are
Although I know we've drifted far

Aaaaaaaaah Aaaaaaaaah
Aaaaaaaaah Aaaaaaaaah
Aaaaaaaaah Aaaaaaaaah
Aaaaaaaaah Aaaaaaaaah

Hey, what about yesterday
(What about us)
What about the seas
(What about us)
The heavens are falling down
(What about us)
I can't even breathe
(What about us)
What about apathy
(What about us)
I need you
(What about us)
What about nature's worth
(ooo, ooo)
It's our planet's womb
(What about us)
What about animals
(What about it)
We've turned kingdoms to dust
(What about us)
What about elephants
(What about us)
Have we lost their trust
(What about us)
What about crying whales
(What about us)
We're ravaging the seas
(What about us)
What about forest trails
(ooo, ooo)
Burnt despite our pleas
(What about us)
What about the holy land
(What about it)
Torn apart by creed
(What about us)
What about the common man
(What about us)
Can't we set him free
(What about us)
What about children dying
(What about us)
Can't you hear them cry
(What about us)
Where did we go wrong
(ooo, ooo)
Someone tell me why
(What about us)
What about babies
(What about it)
What about the days
(What about us)
What about all their joy
(What about us)
What about the man
(What about us)
What about the crying man
(What about us)
What about Abraham
(What was us)
What about death again
(ooo, ooo)
Do we give a damn

Aaaaaaaaah Aaaaaaaaah

(za azlyrics.com)

Tagi: muzyka
00:04, wildfemale
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3