RSS
poniedziałek, 29 września 2014
Wszystko już mam

Choć przez chwilę zabolał mnie brak dostępu do własnego bloga. Po długim czasie nie pisania notek spróbowałam się tu zalogować i przejściowo straciłam dostęp do bloga. Myślałam o tym, dlaczego nie stworzyłam kopii zapasowej i że są tu dla mnie ważne treści, a potem... udało mi się zalogować i przystąpiłam do pisania.

Ostatnio zaniedbałam wiele ze swoich rutyn. Najpierw wyrzeźbiłam sobie piękne ciało, a kiedy już to osiągnęłam to wieczorami wolałam inne przyjemności zamiast ćwiczeń. Poddało to w moją wątpliwość fakt, że ćwiczę dla siebie. Ale chyba jednak dla siebie, bo dla kogóż innego? Samotność jest bardzo dotkliwa. Pośpiech i duża ilość pracy też są dotkliwe, ale dostaję w zamian poczucie zaradności i bezpieczeństwa. Nie ma róży bez kolców.

A pozornie wszystko już mam i niczego mi nie brak. Chwilami nawet w to wierzę, a wiarę tę ułatwia fakt, że pewnie w niektórych dziedzinach stwierdzenie to jest prawdą. Przykładowo, moje wizyty w sklepach z odzieżą kończą się na oglądaniu. Stać mnie, podoba mi się, ale moja szafa nie jest z gumy i nie kupuję. Ileż w końcu można mieć marynarek, bluz dresowych czy swetrów. Brakowało mi kurtki zimowej, poprzednia dosłownie się rozpada. Zakupiłam kurtkę wczoraj. Może nie do końca taką, jaką sobie wymarzyłam, ale kilka sezonów powinna mi posłużyć. Wcale nie była taka droga. Kupowanie w obniżonych cenach w ogóle sprawia mi radość. Znowu poczucie zaradności.

W pracy, mimo stresów, zaczęło mi iść jakby lepiej. Wynika to prawdopodobnie z poczucia zaradności i faktu, że się po prostu wyrobiłam, zdobyłam pewną wiedzę. Ludzie tą pewność wyczuwają, a część mnie nawet szanuje. Przestały mnie dotykać złośliwe docinki ludzi. Ci zresztą, chyba rzadziej na mój temat plotkują, albo ja już nie jestem tak wyczulona. Nauczyłam się kłócić i kulturalnie ścierać. Mam w pracy koleżankę, z którą regularnie mamy różnice zdań. Mam ten komfort, że istnieje płaszczyzna, na której te różnice możemy sobie kulturalnie omówić. Dawno już tak szybko nie uczyłam się nowych rzeczy. Bardzo sobie te starcia cenię.

Nie brak mi też planów na przyszłość i docenienia. Ostatnio przyznano mi pokaźny grant na szkolenie. Nie brak mi inspiracji naukowych. Wciąż jest tak wiele interesujących książek, których nie przeczytałam i artykułów, które czekają na napisanie przeze mnie. Nie nudzę się. Kalendarz konferencji pęka w szwach, a mnie jakimś cudem stać nawet na opłacenie przejazdów i noclegów. Przecież nie położę się z pieniędzmi do grobu. Swoista samowystarczalność finansowa także jest przyjemna.

Dorobiłam się jednej koleżanki, wiele osób ma ochotę ze mną rozmawiać. Zainteresował się mną jakiś mężczyzna, który przypomniał mi, że mogę być atrakcyjna. W moim wpisie jest więcej sensu, niż w wynurzeniach gwiazdek wykreowanych przez kolorowe tygodniki, które to (gwiazdki, a nie tygodniki) starają się nas przekonać, że niczego im nie brak choć rozrywki wybiera im spec od product placementu, za hotel płaci wytwórnia, a kabriolet okazuje się kartonową makietą. Nie muszę już gonić, zazdrościć, czuć się gorsza. Znalazłam swoją siłę i styl.

Przejawia się to nawet w stylu ubierania się. Niedawno jeszcze chciałam zatrudniać stylistkę, bo czułam się nieadekwatna, teraz swobodnie poruszam się po sklepach z odzieżą i to w dziale damskim. Nie, nachalnie kobieta to ja się nie stałam, ale coś się we mnie odmieniło i po raz pierwszy w życiu w ogóle mam poczucie, że te działy również mają mi coś do zaproponowania. Ba! Zrozumiałam, że zamykanie się wyłącznie w męskiej symbolice jest tak samo niewolące jak i noszenie niepraktycznych tiuli czy innych koronek.

Słowem wzbogaciłam się materialnie i wewnętrznie. Teraz do szczęścia brakuje mi tylko stałego partnera i dziecka, a będę mogła się poczuć życiowo spełniona.