RSS
niedziela, 31 października 2010
Sprawdźmy sobie wzrok

Szkoda, że dziś niedziela, w innym wypadku bylibyście bardzo zajęci w pracy;)

Tym razem proponuję nieco łatwiejszą wersję "The stupid test". Miejcie oczy dookoła głowy i w razie czego wyłączcie dźwięk jeśli nie chcecie mieć potem natręctwa myślowego w postaci powtarzania w głowie ścieżki dźwiękowej.

 

odpowiedzi dla opornych

Tagi: gra
00:16, wildfemale
Link Komentarze (3) »
sobota, 30 października 2010
W najbliższym czasie przybędzie mi czytelników

Już rośnie serce moje! Dlaczego? Otóż okazało się, że zdobywam popularność w sieci, a moje teksty są tak dobre, że wędrują poza blog. Szkoda tylko, że bez mojego podpisu.

Właśnie odkryłam, że ktoś zamieścił w całości tekst dotyczący kobiecości i męskości na pewnym portalu nawet nie zaznaczając, że nie jest jego autorem. Owszem, podano adres blogu z którego pochodzi, ale wyszło na to, że jego autorką jest osoba, która tekst zamieściła. Nie mam nic przeciwko cytowaniu mnie, ale oczekuję, że odbędzie się to z cudzysłowem i podaniem źródła.

A co ma w profilu nowa "autorka" mojego tekstu?

  • zainteresowania: squash (nowocześnie!), tańce, jazda konna (Kinga Rusin?)
  • hobby: fotografia amatorska, moda* i (uwaga! uwaga!) flirtowanie, randkowanie, seks

Nie będę jej ścigać, wolę poczekać na rzesze nowych czytelników bombardujących mój blog propozycjami flirtowania, randkowania, seksu...

*Zostań tap madl!

piątek, 29 października 2010
Dialogi wewnętrzne wildfemale

Jadąc dziś autobusem poczułam wibrację. Nie z rodzaju tych "grom z jasnego nieba", bo otoczenie było raczej mało stymulujące wizualnie. Była to wibracja... w kieszeni. Znudzona wyciągnęłam komórkę z przepastnej kieszeni. Okazało się, że przyszedł SMS:

Tylko na Halloween, Don Vampiro, krzyki dziewic...

Więcej nie zmieściło się na ekranie, a wildfemale nie ma zwyczaju czytać SMSów od sieci do końca.

- Od kiedy to dziewice poznaje się po głosie... - zadumała się wildfemale nad szczegółami badania ginekologicznego.

To nawet nie jest gra...

Przedstawiam Wam sympatyczną grę, która z pewnością przypadnie niektórym do gustu. Gry słowne, domyślność i trochę szczęścia to wszystko, czego potrzeba do przejścia gry I don't even game.

Znaleźliście tego łososia?

PS cheaty, które i tak okażą się zbędne.

Tagi: gra
03:26, wildfemale
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 28 października 2010
Jak powstają tabloidy?

Niedawno tram_way próbowała się zorientować na rynku pracy zainspirowana moją notatką o najwybitniejszej doradczyni ministra Sikorskiego. Tym razem mnie trafiło się przypadkiem nader interesujące ogłoszenie. Powiecie, że poszłam na łatwiznę, bo tym razem gros wpisu będzie stanowił cytat, ale mnie ten cytat pozwolił zajrzeć za kulisy. Należy przyznać, że są to raczej mroczne kulisy powstawania tabloidów, o których być może wolelibyśmy nie wiedzieć. Ale w końcu jedną z licznych misji tego bloga jest poszerzanie świadomości czytelnika.

Przeczytane przeze mnie ogłoszenie wyglądało tak:

1. Wydawnictwo poszukuje osób chętnych do współpracy przy tworzeniu gazety papierowej typu "tabloid". Potrzebujemy osób które są w stanie wymyślić i przelać na papier w sensacyjny sposób historie z życia wzięte.

Tematyka dowolna. Dopuszczalne są formy fikcyjnego wywiadu , reportażu, relacji, stylu dziennikarstwa śledczego.

Osoby z doświadczeniem dziennikarskim mile widziane. Teksty mogą zawierać słowa wulgarne, nieobyczajne, tematykę - sprawy kontrowersyjne, wzbudzające sensację - mile widziane tematy tabu w naszym społeczeństwie.

Gazeta będzie ukazywać się w Irlandii więc osoba pisząca powinna w miarę orientować się w problemach emigrantów. Emigrantów ogólnie,m a nie w Irlandii. Jest tu miejsce na tworzenie kolejnych sensacyjnych historii związanych z emigracją, problemami z praca, językiem, związkami mieszanymi, wolnością obyczajową, prostytucją itd. resztę zostawiamy Państwa wyobraźni. Będziemy zamawiać jednocześnie gotowe teksty od razu na kilka miesięcy do przodu. Teksty muszą być ekstremalnie różne. Około 4000 znaków ze spacjami.


2. Do tego samego tytułu szukamy osób piszących opowiadania o zabarwieniu erotycznym. Historie, opowiadania na około 8000 znaków bez spacji. Nie koniecznie z happy endem. Porzucenia, zdrady, oszustwa, pobicia, wulgaryzmy czy gwałty w tekście opowiadania mile widziane. Interesuje nas stała współpraca z konkretnymi osobami. Będziemy zamawiać jednocześnie gotowe teksty na kilka miesięcy do przodu. Teksty muszą być ekstremalnie różne.


Od każdego będziemy oczekiwali próbki tekstów. Mimo że tematyka nie jest górnolotna, oczekujemy wysokiego poziomu artykułów (merytorycznie, składniowo, stylistycznie, ortograficznie, interpunkcyjnie) z poszanowaniem podstawowych zasad pisania tekstów w dziennikarstwie.


Prosimy podawać cenę za 10 tekstów 4000 znakowych.


Najważniejsze kryteria to:


Cena, terminowość, nawiązanie tamatyką do emigracji, chęć stałej współpracy, doświadczenie, różnorodność tekstów.


Czekamy na ciekawe oferty.

 

Zmyślanie wywiadów, szukanie sensacji tam gdzie jej nie ma, erotyka w stylu gore, przemoc seksualna, prostytycja i emigracyjny ściek... Toż to jawne zaprzeczenie etyki dziennikarskiej! A może tabloidy to nie dziennikarstwo? Najpiękniejsze jest to, że w niecałą dobę od publikacji ogłoszenia, do jego wykonania zgłosiło się aż 14 osób. Odbiorcy będą sobie wyrywać tą gazetkę z rąk.

środa, 27 października 2010
Jogurciki.

Okazuje się, że nawet wybranie się do sklepu spożywczego może być przeżyciem. Tym razem było to dla mnie przeżycie estetyczne, ale niestety znak emocji jest negatywny. Wybrałam się m.in. po jogurt. I tak sobie przewracam ten asortyment na półeczkach, w końcu wybrałam interesujący mnie produkt. Ponieważ odczuwam kompulsywną potrzebę sprawdzania daty ważności jogurtu, zaczęłam obracać butelkę w jej poszukiwaniu.

No i właśnie podczas tego obracania dokonałam niezwykłego znaleziska. Otóż do zimnej butelki przykleił się na wilgoć... włos. A włos to był nie byle jaki, długi, cętkowany czarny, kręty. Ciekawe gdzie wcześniej trzymała ręce pani wykładająca towar?

Miłościwie nie napiszę w jakimże to markecie czyniłam zakupy.

poniedziałek, 25 października 2010
Wildfemale ma ukryte talenty!

Robienie czegoś dobrego może być przyjemne. Jeszcze przyjemniejsze będzie jeśli nas to w jakiś sposób rozwija. Nie jestem informatykiem, choć bardzo bym chciała. Ale niespodziewanie okazało się, że matka potrzebą wynalazków i... potrafię zrobić banner*. Możecie go podziwiać w bocznej szpalcie po lewej stronie i dotyczy telefonu 116 123, o którym kiedyś pisałam.

Gdyby ktoś zechciał sobie ten banner skopiować, to serdecznie zachęcam, mam nadzieję, że Instytut Psychologii Zdrowia nie będzie miał nic przeciwko.

* Ja naprawdę kiedyś się nauczę tego html'a.

niedziela, 24 października 2010
Jest szansa na zatrudnienie dla młodych absolwentów.

Jesteś młody, co prawda nie masz doświadczenia, ale za to znasz angielski? Nie emigruj, jest szansa na pracę dla Ciebie! Żywym dowodem na to, jest historia pani Mayi Rostowskiej, córki obecnego Ministra Finansów. Otóż pani Maya jest młodą, 23-letnią osobą, która do tej pory zasłynęła kontrowersyjnym zdjęciem na Facebooku (no w co drugim wpisie FB!). Co prawda, kiedy zdjęcie to obiegło polskie serwisy prasowe, to pani Rostowska rozsyłała po wszystkich redakcjach prośby o jego usunięcie, ale nic to! What was one seen, cannot be unseen. Profil pani Mayi na tym portalu okazał się dla mnie nie do zlokalizowania, za to ostały się jej profile w LinkedIn oraz na MySpace, niestety bez zdjęć. Otóż tuż po ukończeniu studiów w Londynie młoda (ale zapewne jakoś wybitnie zdolna) córka ministra dostała etat w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Gdyby ktoś miał wątpliwości, dostanie tam etatu wcale nie jest takie trudne. Wystarczy jedynie wysłać CV ...z odpowiednim zdjęciem, na przykład takim jak z Facebooka. Przecież nie od dziś wiadomo, że CV musi się czymś wyróżniać.

Sprawę po raz pierwszy nagłośnił kilka dni temu "Dziennik Gazeta Prawna". Dyrektor gabinetu ministra Radosława Sikorskiego nie dostrzega w tym zatrudnieniu nic złego. Przecież pani Maya nienagannie zna angielski (co udowodniła już pozując do zdjęcia na gustownym tle), a z poprzednich tłumaczy Sikorski i tak nie był zadowolony. Od tej pory, jeśli dobrze znacie angielski, nie krępujcie się przesłać swoich aplikacji do ministerstwa. Nie wierzcie w te bzdury o tym, że trzeba mieć doświadczenie czy ukończyć kierunek filologiczny. Wystarczy oryginalne CV i dużo samozaparcia. Malkontenci powiedzą, że dostała się tam dzięki znajomościom. Och, nic bardziej błędnego! Rostowski nie widzi w tym nic złego, rząd Donalnda Tuska także nie, dyrektor gabinetu ministra Sikorskiego także nie widzi w tym nic złego.

Szanse na rozpoczęcie kariery dyplomatycznej są niewielkie, przeciętnie dostaje się 40 na 600 kandydatów do Akademii Dyplomatycznej. Obowiązuje egzamin z dwóch języków i wiedzy o Polsce i świecie współczesnym, potem jeszcze jeden egzamin, a następnie odbywanie żmudnego stażu na najniższym szczeblu. Nie traćcie nadziei, bo jeśli będziecie naprawdę wybitni, to będzie Wam dane pracować na takim zaszczytnym stanowisku bez zbędnych formalności. Wierzmy w siebie!

I jeśli widzicie coś niestosownego w zatrudnieniu młodej Rostowskiej, to... możecie się ugryźć, bo Wasze psioczenie i tak nic nie zmieni. Nic nie zmienia nawet psioczenie poprzednich ministrów spraw zagranicznych Rosatiego i Bartoszewskiego. Faktycznie, nie przypominam sobie, żeby Weronika Rosati była zatrudniona w jakiejś kancelarii. Ojciec wybrał jej inną karierę. Ale Rostowskiej nie zadowoliłoby jakieś tam tańczenie z gwiazdami.

Sieci bezprzewodowe

Oczom wildfemale ukazał się dziś niecodzienny widok po tym, jak zasiadła do komputera i zapragnęła się połączyć z siecią bezprzewodową. Zazwyczaj była to czynność bardzo prozaiczna i nie wywołująca większych emocji, może z wyjątkiem tych krótkich okresów, kiedy z łącznością były jakieś problemy. Dziś było inaczej, dziś wildfemale poznała poczucie humoru swoich sąsiadów. I to jeszcze z jaką siłą sygnału!

Po zrobieniu screena zjawisko uciekło, a na jego miejscu pojawiła się dobrze znana wildfemale nazwa jej routera.

I pomyśleć, że na dziś zaplanowałam znacznie poważniejszy wpis. No cóż, może jeszcze dziś uda mi się go opublikować.

18:30, wildfemale
Link Komentarze (3) »
sobota, 23 października 2010
O zarozumiałości

Coś mnie podkusiło, żeby obejrzeć pierwszy odcinek półfinału programu Mam Talent. Generalnie kto nie widział nie ma czego żałować i od razu popsuję Wam zabawę ujawniając, że dzisiejszy odcinek wygrała nowsza wersja Klaudii Kulawik. Nawiasem mówiąc bardzo inteligentna i ogarnięta dziewczynka. Jednak ja nie o tej wokalistce.

Moją uwagę przykuł inny uczestnik, 16-letni Michał Grobelny. Mimo młodego wieku ma sporą listę, raczej lokalnych, osiągnięć wylistowanych na własnej stronie internetowej. Okazuje się, że tatuś chłopca też muzykuje, a młody uczy się w szkole muzycznej i pochodzi ze Szczecina.

Dlaczego go wzięłam na warsztat? Otóż nie ukrywam, że jest to kandydat wyjątkowo odrażający. Jego prezentacja sylwetki na stronie programu brzmi całkiem rozsądnie. Nie dało się jednak tego powiedzieć o tym, jak siebie zaprezentował w materiale filmowym pokazanym przed jego występem. "Jestem ładny, chcę siebie zaprezentować", taki był głównie przekaz jego wypowiedzi o sobie. Nic nie powiedział o swoich kwalifikacjach czy profesjonalnych aspiracjach. Skoro umiała to zrobić 11-latka, to nastoletni dandys też powinien.

Zaskakujące dla mnie było to, że podobnie jak ja, jego słowa odebrali wszyscy członkowie jury, którzy nie omieszkali mu tego wytknąć. To, że Kuba Wojewódzki był na nie mnie nie zdziwiło, ale zniesmaczona była także Małgorzata Foremniak, a nawet Agnieszka Chylińska, która powiedziała, że to co powiedział o sobie było "straszne". Brawo proszę pani, uważam tak samo. Śpiewał przyzwoicie, chociaż tak jak nie lubię Michaela Buble, tak i nie odpowiałam mi nasz młodociany "gwiazdor". Konferansjerzy dali młodemu człowiekowi szansę na obronienie się po występie, ale ten zamiast milczeć tylko dodatkowo się pogrążył tłumacząc się mętnie, że tak naprawdę to jest brzydki, a tak w ogóle to żartował tylko wyszło na poważnie. Skończ waść, wstydu oszczędź!

Zaskoczenie drugie przyszło do mnie w momencie ogłoszenia werdyktu. Okazało się, że zarozumiały chłopiec uplasował się wśród trzech osób, na które widzowie oddali najwięcej głosów. Jury go oczywiście odrzuciło na rzecz bardzo energetycznej wokalistki. Niemniej jednak zadaję sobie pytanie jak to się dzieje, że w ogóle ktoś na niego zagłosował po tym, jak sam siebie przedstawił. Przecież to niemożliwe, żeby wspierał go rodzimy Szczecin z czystego poczucia patriotyzmu lokalnego.

Wzbudziło to moją refleksję na temat tego czy i jak bardzo warto siebie promować. Jak już tu kiedyś napisała tram_way, robienie z siebie szarej myszy podczas kiedy posiada się kwalifikacje graniczy z jakimś zaburzeniem psychicznym. Oczywiście nie chcę medykalizować, ale faktycznie "strzelanie sobie w kolano" jest autodestrukcyjne i nie znamionuje zdrowia. Czy i kiedy siebie promować?

Podkreślanie własnych kwalifikacji to z pewnością zajęcie, któremu powinniśmy się oddawać podczas rozmów o pracę, w listach motywacyjnych, a także przy innych rozmowach kwalifikacyjnych. Jednak nawet wtedy trzeba się pilnować, bo nadmiar kwalifikacji może kogoś wkurzyć. Niekiedy ludzie podkreślają własne kwalifikacje tylko dlatego, że nie czują się pewnie i tym sposobem chcą tę niepewność zatuszować. W takich sytuacjach ludzie jakoś niezmiennie wyczuwają ten fałsz i reagują niechęcią. Wynika z tego, że mówiąc dobrze o sobie trzeba przede wszystkim w to wierzyć, ale także realnie oceniać siebie. Inaczej autoprezentacja zamienia się w pychę, jak to widzieliśmy na załączonym obrazku.

 
1 , 2 , 3 , 4