RSS
środa, 22 października 2014
Uważność

To bardzo ważna cecha, zwracają na nią uwagę nawet terapeuci, rozwija się nurt psychoterapii mindfulness, która w największym skrócie polega na wyrobieniu sobie umiejętności doświadczania tu i teraz oraz reflektowania na bieżąco. Wiemy jak spędzimy kolejny dzień co do minuty, rozpamiętujemy to, co przydarzyło nam się wczoraj, a gdzie jest nasze dziś?

Dziś ja ćwiczyłam się w uważności i postaram się z Wami podzielić tym doświadczeniem bez cenzury i podkolorowywania. Tylko prawda mnie wyzwoli. Przebywam za granicą na szkoleniu. Kurs jest bardzo atrakcyjny, a wyjechałam w pośpiechu, nie bardzo nawet sprawdzając jakie tam będą warunki, jaka jest specyfika lokalnej kuchni, kultury, już o atrakcjach turystycznych nie wspomnę. Ponieważ dzień miałam wypełniony po brzegi zajęciami, problem pojawił się dopiero gdy w programie znalazło się wolne popołudnie. Nie zdążyłam sobie go zaplanować. Na domiar złego w bagażu zabrałam ze sobą całą masę złych emocji z pracy, ponieważ tuż przed wyjazdem podpadłam kilku osobom swoimi wybuchami złości. W dużym skrócie problem polegał na tym, że ja uważałam tę złość za uzasadnioną, a koleżanka z pracy wręcz przeciwnie. Zaangażowałam się w toczenie dialogu wewnętrznego we własnej głowie, choć z góry wiadomo było, że niczego to nie rozwiąże.

Mimo pokusy pozostania w hotelowym pokoju i oddania się jakże rozwijającej rozgrywce w gry we flashu, postanowiłam zwiedzić centrum miasta. Ubrałam się ciepło i uzbrojona w mapy Google z GPS ruszyłam na podbój. Polazłam tu i tam, weszłam do muzeum narodowego, ale kasjerka była za bardzo pochłonięta rozmową z ochroniarzem, żeby choćby na mnie spojrzeć. Odeszłam od lady, przejrzałam co sprzedają w sklepiku z pamiątkami i właśnie wtedy dotarło do mnie, że wcale tego muzeum nie chcę zwiedzać, a zjawiłam się tam tylko dlatego, że ktoś kiedyś mnie nauczył, że tak robią grzeczni turyści. Wyszłam nie zwiedzając.

Potem przeszłam przez lokalny targ nie kupując żadnej pamiątki. Nie ze skąpstwa. Po prostu nic mnie nie zainteresowało. Za bardzo byłam pochłonięta swoimi ruminacjami. Wędrowałam dalej w miasto, które stawało się dla mnie coraz bardziej obce i czułam się coraz gorzej. Psychicznie i fizycznie. Miałam tego wszystkiego dosyć. Sytuacji nie polepszył fakt, że jakiś sprzedawca zaczepił mnie na ulicy, nie wdałam się w jego manipulacje. Ostatecznie zdecydowałam, że wracam do hotelowego pokoju, który na tamtą chwilę wydawał mi się najbezpieczniejszym miejscem.

Położyłam się na łóżku i połączyłam z internetem. Jeszcze raz przejrzałam mapę, tym razem w kierunku od centrum miasta. Zainteresowałam się jakie jeszcze muzea istnieją poza narodowym. Okazało się, że idąc pieszo 15 minut mogę odwiedzić park i muzeum historii naturalnej, zaś jakieś 10 minut dalej mieści się drugi, większy, park. Wyszłam ponownie.

I podczas tego drugiego wyjścia zadziała się jakaś magia, bowiem doświadczałam otoczenia w zupełnie inny sposób. Mijane ulice zaczęły mnie interesować, doceniłam architekturę, znalazły się obiekty, które miałam ochotę sfotografować. Jeden raz zgubiłam drogę, ale właśnie tam znalazłam jakieś nieznane mi drzewa, których nasiona zabrałam do kieszeni. Zrobiłam im zdjęcie, by później ustalić co to jest. Naprawdę odpoczęłam. Zaczepili mnie jacyś mężczyźni na ulicy. Czyżby dostrzegli moją kobiecość? Wróciłam zadowolona, choć czułam się taka malutka w gąszczu nieznanych mi wcześniej ulic.

Jako osoba ambitna zaczęłam sobie zadawać pytanie, czy nie mogło tak być od razu, dlaczego nie doświadczyłam pierwszego wyjścia w podobny sposób. Dopiero potem zrozumiałam, że wszytko to było jednym procesem. Pierwsze wyjście i związane z nim negatywne emocje były tym, co popchnęło mnie do kolejnego wyjścia w przeciwnym kierunku. Odczucia podczas pierwszego wyjścia zmotywowały mnie do większej uważności podczas kolejnej wycieczki. A wreszcie, zrozumiałam też że warto próbować wiele razy nie koncentrując się na zrobieniu jak najlepszego wyniku. Ze sama droga jest celem, tylko najpierw trzeba mieć gotowość by to dojrzeć.

Prawdopodobnie wpis ten nie brzmi głęboko, ani odkrywczo. Szkoda, bo choć we własnym odczuciu niezbyt dobrze umiem to przekazać, dzisiejsze doświadczenie było dla mnie bardzo głębokie i odkrywcze. To jest właśnie moja główna pamiątka z Budapesztu.