RSS
poniedziałek, 31 października 2016
Smutek

Smutek to dojmujące uczucie. Wciąga niczym czarna dziura. Nie mówię tu o takim smuteczku w komentarzu z hasztagiem, o żałobie czy o depresji, tylko o emocji smutku. Do niedawna czułam ją rzadko. Byłam raczej z tych, którzy się złoszczą niż smucą. Raczej przeklinają, niż płaczą w ciszy. A teraz smutek zjada mnie od środka, choć niby nie przeżyłam żadnej poważnej straty. Czy ja mam prawo do smutku?

Niedawno znów się z kimś rozstałam, a właściwie to się nie dogadałam. Smuci mnie, że mam ochotę podtrzymywać tę relację gdyż dawała mi jakąś radość, a jednocześnie wiem, że podtrzymywanie tego kontaktu będzie mnie tylko smucić, bo frustrująca jest konfrontacja z tym, że miało być coś innego, a nie jest. No ile można! Wieloletnie doświadczenia z relacjami nauczyły mnie, że... bycie w związku to nie jest taki miód i ideał, jak sobie wyobrażałam. Naprawdę potrzebowałam lat żeby do tego dojść.

A podobno jestem bystra. Wolę raczej myśleć "byłam". Kiedyś byłam bystra, ale w międzyczasie kryteria się chyba zmieniły i nie można już nawet mnie nazwać przeciętną. Postarzałam się zbyt szybko, zgorzkniałam i to też jest smutne. Jestem mistrzem złośliwości i ciętych ripost, radzę sobie błyskawicznie z każdym niedorzecznym komentarzem. Oczywiście ja arbitralnie oceniam co jest niedorzeczne. Miesiące walki o swoje (czemu to musi być walka?) zahartowały mnie. Smagana twardymi regułami w tym najsmutniejszym z krajów składam się już chyba tylko z twardej tkanki łącznej blizn na zewnątrz i smutku wewnątrz. Smutku, który zeżarł mi duszę.

Nie jestem w stanie się zadumać nad przemijaniem. Nie umiem się określić czy wierzę, że jest coś potem, czy że tego nie ma. Ale chyba jednak wierzę skoro się boję, że mnie tam w jakiś sposób nie chcą i skoro podejrzewam, że Ten Na Górze chyba mnie nie kocha, jakkolwiek Go należy nazywać. Smutne to.

I nie chce mi się po raz kolejny zadawać pytania o to, dlaczego zarówno pracę jak i życie w sensie ogólnym mam gorsze niż inni, gdyż chyba wszystko już na ten temat sobie powiedziałam i nie wygeneruję nic nowego. Męczy rozważanie o zmarnowanych szansach, których być może wcale nie było. Wewnątrz zieje smutek, którego nie sposób zagłuszyć ani kabaretami, ani ulubionym serialem/książką, ani żadnymi innymi przyjemnościami, bo może miejsca na uczucie przyjemności już zabrakło.

W okresie takim jak ten myśli się o przemijaniu, robi się podsumowania, snuje wspomnienia, zaś ja czuję pustkę, jakbym nigdzie nie przynależała i nie miała miejsca, które chcę w tych dniach odwiedzić, wspominać, zadumać się na chwilę. Nie chcę przysiąść, bo obawiam się że już nie wstanę. Smutne to, podobnie jak wykorzystywanie święta, które jest dla innych do narzekania na los własny, którego ponoć jestem kowalem.

Tagi: refleksje
20:58, wildfemale
Link Komentarze (5) »